jak na kaloryferze kot

Już myślałam, że się nie zbiorę do napisania tej notki. Jestem wewnętrznie rozwalona jak kot na gorącym kaloryferze. Leżę i nie trzymam się kupy, tylko wiszą mi kończyny :) Idę po drugą kawę.

Trochę za mocna, za mało mleka. Ale się wypije. Pod notkę jak znalazł. Po okresie depresji [nie jestem pewna, czy ja rzeczywiście nie mam depresji jako jednostki chorobowej, wiele na to wskazuje…], w którym nie miałam siły ruszyć nogą ani ręką, próbuję się zbierać do kupy. Wypisałam sobie zadania do wykonania na najbliższy czas. I patrzę na nie po kilka razy dziennie. Kumuluję siły do akcji. W końcu nadejdzie ten wielki moment, kiedy zacznę je realizować. Może to będzie dzisiaj, może jutro… Ale prędzej jutro. Dzisiaj jestem niewyspana i boli mnie głowa.

Czemu niewyspana? Bo moje bezrobotne, nudne, codziennie takie samo życie obfituje w rewelacje zdrowotne moje i mojego ukochanego. 3 dni temu ukochany dostał wysypki na całym ciele, która swędziała go tak mocno, że noce miałam nieprzespane z powodu ciągłego drapania się. Próbowałam pomagać na własną rękę, w końcu wysypka to nic strasznego, ja też miewam i zwykle przechodzi po dwóch dniach kuracji wapnem, maścią i lekami na alergię. Wczoraj rano obudził się cały opuchnięty. Calusieńki. Palce u rąk miał jak serdelki, a kolan i łokci to w ogóle nie było widać. Ale stwierdził, że nie idzie do lekarza, bo to przejdzie. Prawdziwa rewelacja zaczęła się w nocy, kiedy dostał czerwonych plam na twarzy. Wtedy już nie czekaliśmy, tylko poszliśmy na pogotowie. Lekarka opieprzała nas równo za nie pójście do lekarza wcześniej[a mnie dodatkowo za podawanie wapna, bo teraz się od tego już odchodzi, gdyż wapno może uczulać i bla bla bla…]. Dostał dwa zastrzyki, jeden w żyłę, drugi w dupsko. A ja – mimo, że nie widziałam tego – prawie zemdlałam pod zabiegowym :D Wcześniej myślałam, że to uczulenie pokarmowe na liczi, ten taki owoc, który kupiłam dla Niedźwiadka na spróbowanie. Ale teraz wydaje mi się, że to alergia na leki, które bierze. Był dzisiaj rano u lekarza, kazała mu je odstawić do następnej wizyty u psychiatry, która na szczęście jest już w przyszłym tygodniu.

Także teeeego. No wesoło. Ale wiecie, mimo wszystko chyba idzie ku dobremu. Postanowiliśmy z Niedźwiadkiem zmienić coś w naszym życiu i… zamówiliśmy sobie zestaw dla dwojga do nordic walkingu. Fakt, najtańszy z możliwych [bo co to za kij, który kosztuje 7 zł ;)], ale od czegoś trzeba zacząć. I w ogóle spróbować. No i był Niedźwiadek u dietetyka, która to dietetyk okazała się być moją koleżanką z klasy z gimnazjum. Kopara mi trochę opadła i znów nawiedził mnie kompleks bycia nikim. Jesteśmy w tym samym wieku, ona ma prywatną praktykę, a ja mam gówno :) No ale cieszę się, że Niedźwiadek zacznie o siebie dbać. A ja zapewne razem z nim. Na doczepkę.

Chwilowo odpuszczam sobie swoje wątpliwości i rozważania dramatycznych kroków. Daję nam czas. Czas na dojście do siebie. Chyba oboje go potrzebujemy.

14 lutego była pierwsza rocznica śmierci Babci, o której myślę tak często, jak to możliwe. Każdy kąt tego mieszkania przypomina mi o niej, o błogim czasie beztroskiego dzieciństwa. Nigdy bym nie pomyślała, że to mieszkanie przejdzie w moje ręce. I że tak szybko.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „jak na kaloryferze kot

  1. grafomanka-pospolita pisze:

    „Kompleks bycia nikim”… Taaa… Byś widziała Grafomankę, jak spotykamy się ze znajomymi na piwie, gdzie każdy nawija o niusach albo zabawnych sytuacjach ze swojej pracy… Ten tego, ekhm…

  2. cici pisze:

    Ty masz coś więcej, wspaniałą osobowość :)
    A z pracą się ułoży, no bo przecież w końcu musi co nie? :)

  3. Possibility pisze:

    Nooo to kochana… Tkwimy w tym razem… Ty mimo, ze jesteś nikim (;p) to masz chociaż Niedzwiadka… Masz komu narzekać, o kogo dbac, do kogo się przytulić… ja za to nawet tego nie mam :] Ale pamiętaj, że jest coś takiego jak Karma, i nie dla wszystkich jest suką ;-)

    A skąd wiesz… może któregoś dnia przyjdzie do Ciebie kolezanka dietetyk i to jej kopara opadnie :)))
    Trzymam kciuki!

    Ps. faceci z imprezy, to niekoniecznie to co mialam na mysli a co Ty pomyślalaś. hehe w każdym razie… ja się zmieniam :]

    Buziak!

  4. ciernista pisze:

    heeeheeee kijki juz masz! kiedys i narty sie pojawia :))) ja zaczynalam jak mialam lat … no ukhm … teraz mam 19 :)))) …. no jakos tak 26 mialam.

  5. martynia pisze:

    ..a czym się mierzy wartość człowieka?…

  6. Ania z jeżynowej polany pisze:

    Za Martynią

  7. Łucja pisze:

    Niewesoło :/
    Coś nie macie szczęścia ostatnio.
    Życzę Słońca. ;)

    [ja wpadłam w stany lękowe przez wypisywanie rzeczy, które powinnam zrobić a nie robiłam z braku czasu czy siły. psycholog odradziła ;P No ale to ja, jak masz Ty to ja już nie wiem :]

  8. Kumcia pisze:

    Na pewno oboje tego potrzebujecie!

  9. Wu pisze:

    jak się udala zupa?

  10. purplehair pisze:

    Uh widzę, że ciężki do przeżycia ten luty. Liczi wygląda niezbyt, więc po tym co napisałaś na pewno nie odważę się na jego kupno…
    Dawno mnie u Ciebie nie było. Liczyłam po cichu, że dziś przeczytam że już u Was ze zdrowiem lepiej i dobre wiatry nadciągają. Ale dalej trzymam kciuki.
    Oby już bez zastrzyków się obyło, brrr :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s