welcome home

Stosuję uniki, żeby nie obrywać bardziej, niż na to zasługuję. Podobno w domu sytuacja się uspokoiła, ale ona zawsze jest spokojna do następnego razu, który nadchodzi dość prędko. Nie chcę w tym być, moje własne osobiste problemy, o których oni wszyscy nie mają pojęcia, zmęczyły mnie za bardzo, żebym musiała bawić się w prowadzenie za rączkę dwojga dorosłych ludzi.

Sis wpadła z narzeczonym z zaproszeniami na ślub. I umówiła się na spotkanie, od czego uniku już zrobić nie mogłam. Kilka godzin rozmowy mi pomogło. Rozwijam się w kierunku panowania nad emocjami – nie płakałam, chociaż było naprawdę blisko ;) Sis uświadomiła mi, że moja rodzina nie ma prawa zrzucać na mnie odpowiedzialności za rozwiązywanie problemów z matką, ponieważ mój ojciec – a jej mąż –  żyje, mieszka z nią w jednym domu i to on powinien zajmować się takimi sprawami.  Tłumaczenie wydało mi się dość logiczne. Nie znaczy to jednak, że całkowicie umyję ręce. Będę służyć radą. Może wybiorę się do psychiatry w tym celu. Zależy, jaką decyzję podejmie najbardziej zainteresowana tym osoba.

Myślenie o ślubie, na którym mamy się z Niedźwiadkiem pojawić, trochę mnie… dobija. To moja najlepsza przyjaciółka, nie ma mowy, żebym mogła się nie stawić. Tylko cholera… Raz, że po sterydach roztyłam się straszliwie, brzydzę się wręcz sobą i nie wyobrażam sobie, jak taki kaszalot ma się prezentować dobrze w wieczorowych ciuchach [plus sterydów jest taki, że przestałam kaszleć, no wyzdrowiałam totalnie i odkryłam na nowo radość oddychania pełną piersią – cała reszta to niestety minusy;)]. Dwa, że trzeba mieć ciuchy. I na mnie, i na Niedźwiadka. Oboje jesteśmy niestandardowi, więc trzeba będzie szyć. Obawiam się kosztów rzędu 1000 zł.  Trzy, że fryzjer… Cztery – prezent. Z przykrością stwierdzam, że nie stać mnie na to. Najchętniej bym nigdzie nie poszła, przeprosiła Sis i nie martwiła się niczym. Nie wiem, co robić.

Może mniej bym się martwiła, gdyby wypalił mi staż. Chwytałam się już wszystkich możliwości. Mama pogadała z ciotką, której koleżanka pracuje w urzędzie miasta, ciotka podsunęła jej moje cv, a ona obiecała trzymać je na wierzchu, gdy będą przyjmować stażystów. Niestety, chyba nic z tego. Telefon uparcie milczy, nie robię już sobie nadziei. A miałam jej sporo, bo praca byłaby naprawdę super. W ogóle BYŁABY.

Wczorajsze popołudnie było najnormalniejszym popołudniem od jakichś 3 miesięcy. Potem była wspaniała noc. A dzisiaj zaczął się kolejny normalny dzień. Nie chcę zapeszać, nie chcę cieszyć się przedwcześnie, ale… chyba właśnie to robię. Wróciliśmy. MY. Wrócił ON. Taki, za jakim tęskniłam te długie miesiące, za którym płakałam w nocy w poduszkę. Boję się czasami, że to pryśnie i zacznie się cofać w poprzedni stan. Ale z drugiej strony mocno wierzę, że zmieniliśmy lekarza na lepszego [moja intuicja kazała uciekać z krzykiem od poprzedniego]. Takiego, który faktycznie słucha. Czyżbyśmy przeszli tę długą i cholernie kosztowną drogę po to, by trafić wreszcie do celu? Odpoczywam, regeneruję siły, przeżywam dawno nie odczuwaną radość z bycia razem. Znów rozmawiamy o wspólnej przyszłości. Człowiek docenia to co ma dopiero wtedy, kiedy to straci.

Smacznego, ociekającego tłuszczem i lukrem pączka dla każdego!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „welcome home

  1. ote pisze:

    u mnie w pracy będa szukać stazystów, więc jakbyś chciała przenieści się do W-wy, daj znac:) a tym ostatnim zdaniem chciałaś zachęcic czy odstraszyć?

  2. innam pisze:

    Zachęcić! Dzisiaj jest dzień, w którym lukier i tłuszcz nie powinien być straszny :D

  3. BanShee pisze:

    zeżarłam nawet dwa :) jeden z zamrożoną marmoladą… co było dość dziwne…

    a co do wesela to dobra przyjaciółka, która przecież zna twoją sytuację bardziej niż inni i skoro cię zaprosiła, to zależy jej na twojej obecności, a nie na prezencie/kasie – moim zdaniem warto się wybrać, a koszty można spróbować zniwelować

  4. Łucja pisze:

    :) Wszystko się ułoży – wierzę w to mocno, Ty też uwierz

    [pączek z namaszczeniem wpierdzielony.;]

  5. purplehair pisze:

    „Człowiek docenia to co ma dopiero wtedy, kiedy to straci.” Poczułam dźg od natury.

  6. grafomanka-pospolita pisze:

    Kobieto, Ty się z tym ślubem tak nie wygłupiaj :P Z tego co tu czytam, to Sis jest chyba Twoją największą i PRAWDZIWĄ przyjaciółką, a skoro tak, to podejrzewam, że BARDZO zależy jej na Twojej OBECNOŚCI, a na ewentualny prezent to ona kicha i pluje… Mówiąc obrazowo. Więc nawet nie myśl o niepójściu, bo takich rzeczy przyjaciółkom, w najważniejszych dnia ich życia, się nie robi :P

  7. Possibility pisze:

    Najlepszym stwierdzeniem jakie przyszło mi właśnie do głowy… „a po burzy wychodzi tęcza”. :)

  8. Anonim pisze:

    troche mi to zajelo przepraszam wiec z damiana polecam Paweł Gołębiewski neurolog oraz Urszula Sujkowska laryngolog nie oge znalezc tej z mswia ale byla bezndziejna ale jescze poszukam trzymaj sie :) jesli naprawde zle bedziesz czula se na slubie siostry porozmawaj z nia o tym

  9. pierniczkozerca pisze:

    troche mi to zajelo przepraszam wiec z damiana polecam Paweł Gołębiewski neurolog oraz Urszula Sujkowska laryngolog nie oge znalezc tej z mswia ale byla bezndziejna ale jescze poszukam trzymaj sie :) jesli naprawde zle bedziesz czula se na slubie siostry porozmawaj z nia o tym

  10. ciernista pisze:

    na slubie powinnas sie pojawic. Sis jest naprawde super przyjaciolka, z tego co czytam.
    praca sie w koncu znajdzie, bo przeciez musi. w koncu ktos bedzie cie potrzebowal. i sie nie zawiedzie:)
    i super, ze z Niedzwiadkiem wszystko wrocilo do normy. miedzy wami w sensie. oby juz tak bylo zawsze. trzymam za to kciuki!
    poczki pozarlam, owszem. za duzo jak zwykle, ale co ja na to moge, ze lubie. teraz wage omijam szerokim lukiem. wystarczy, ze lustro mnie dopada. tylko szkoda, ze nie klamie.

  11. cici pisze:

    wiesz, gdyby to bylo moje wesele zalezaloby mi, zeby ludzie na ktorych naprawde mi zalezy po prostu byli…nie chcialabym prezentow, kwiatow, kartek…i mogliby przyjsc w jak najbardziej normalnych ciuchach…byleby tylko byli…

  12. Bardziej pisze:

    Tak, jak Cici pisze. I uwierz mi – coś o tym wiem.:-)
    Miłego! Niech już wreszcie będzie dobrze.

  13. Wu pisze:

    jak ja bym chciała móc napisac takie slowa jak Ty i moze nawet w nie uwierzyć. te ostatnie słowa z notki. ostatnie zdania. chyba. raczej. bym chciala.
    nie wiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s