co dalej?

Znowu dłuższa przerwa w pisaniu, częstotliwość mi maleje! Muszę to zmienić, bo czegoś mi brakuje. Szczególnie, że jak nie piszę, to i nie czytam, więc odczuwam podwójny brak.

Dzień Kobiet był the best. Normalnie w Lidlu mi pani wcisnęła z tej okazji dwa tulipany, najobrzydliwsze jakie w życiu widziałam. Nie wiem, skąd oni je wzięli, chyba jakieś odpadki ogrodowe. Już lepiej było nic nie rozdawać, niż dawać takie brzydactwa. Nie wspomnę o tym, że tulipany wciskała paniom inna pani, co kompletnie wydaje mi się bez sensu. Już by mogli jakiegoś chłopinę postawić. Ale może się czepiam. W każdym razie ja serce mam za miękkie, żeby wyrzucić ściętego tulipana, więc wróciłam do domu i wstawiłam te zdechlaki do wody. Po dwóch dniach wyglądają lepiej, ale i tak są brzydkie. Ale jak to się mówi: brzydka kobieta-brzydkie kwiaty :P Jesteśmy na siebie skazani.

A dzisiaj dla odmiany jest podobno Dzień Mężczyzny, więc świętujemy po męsku. Niedźwiadek robi dobre drinki z dwoma sokami i lodem. Powoli wracam do życia, chyba. Nie mam jeszcze pewności. W każdym razie powoli zaczynam nabierać chęci, żeby zacząć odpisywać na smsy :P Od niedawna zaczęliśmy z Niedźwiadkiem myśleć o wyjeździe stąd. Może do innego miasta, może do innego kraju.

Ale, ale… Jak się dużo myśli, to potem się coś nagle wydarzy. I mi się wydarzyło. Wczoraj rano wysłałam CV na jedno stanowisko, a wieczorem dostałam telefon. Się pan ze mną umówił na spotkanie w restauracji tuż przy moim bloku. Stresik był najbardziej z tego płynący, że – jak powszechnie wiadomo – środowisko restauracji jest mi obce. Poza tym ja zawsze mam tysiąc głupich wątpliwości: o której przyjść, co robić, jak go rozpoznać? A jak się zbłaźnię? I tysiące takich rzeczy. Z tego wszystkiego nie mogłam jeść od wczorajszego obiadu :P Dodatkową motywacją niejedzenia było to, że moje jedyne w miarę eleganckie spodnie są na mnie tak kurna opięte, że no… no baleron. Ja wiedziałam, że tak będzie! Ale przegłodziłam się i miałam wrażenie, że jest minimalnie lepiej :D No ale poszłam, zamówiłam herbatę, obserwowałam jak koleś kończy rozmowę z poprzednią kandydatką i czekałam… Zaczął dzwonić i jakoś się odnaleźliśmy :P Sama rozmowa przebiegła dla mnie luźno, ale wrażenie zrobił na mnie słabe. Już dzisiaj w mailu pisałam, że ci nasi wschodni ludzie biznesu to takie pachołki bez kultury trochę. Nie wiem, może ja jestem jakaś dziwnie wychowana, ale wydaje mi się, że jeśli przeprowadza się rozmowę rekrutacyjną, to nie wypada w jej trakcie siedzieć z głową w misce zupy. Wydaje mi się też, że jeśli się z kimś wita czy żegna, to wypada wstać. Nie wypada natomiast poganiać rozmówcy, kiedy ten nie zdążył nawet łyknąć herbaty, którą sam opłacił. To nie ja wymyśliłam spotkanie w restauracji, więc powinien liczyć się z tym, że miejsce również wymusza jakieś zachowania. No i wkurzyło mnie trochę pytanie o dzieci. Tak jakby nie wystarczyło mu, że powiedziałam, że jestem dyspozycyjna. No ale chyba mamy remis, wydaje mi się, że ja też nie zrobiłam na nim szczególnego wrażenia :P

No i dostałam nowe zlecenie, które jest wyzwaniem. Przy okazji dam zarobić Młodemu, bo zlecenie wymaga znajomości technicznych spraw, a to dla mnie czarna magia.

A zdrowotnie z kolei babskie sprawy mi się pierdzielą. Ale jestem w trakcie kuracji, może coś pomoże. I nie zrobiłam badań krwi :) Nie wystarczyło mi odwagi. Mówię sobie, że jeszcze mnie w życiu pokłuć zdążą.

Znowu dzisiaj była jakaś kontrola systemu wentylacji w bloku. Kurde, nie lubię jak mi ktoś do domu wchodzi, bo od razu czytam ludziom w myślach: „jak można żyć w takich warunkach?!”. Wstyd mi niepomiernie i już. O, i jeszcze mi rura całkiem poszła w kuchni. Najgorsze jest to, że żeby to naprawić, trzeba by rozkuć ścianę i wymienić całość… No po prostu ekstra. Póki co myję naczynia w łazience. Jest jak jest i jeszcze długo tak będzie, jeśli nic nie zmieni się na lepsze. Może by tak rzucić to wszystko i wyjechać gdzieś daleko?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „co dalej?

  1. grafomanka-pospolita pisze:

    Ja dostałam tulipana w InterMarche, facet wręczał, a raczej facecik, tulipan jak śnięta ryba, ale w domu w wodzie odżył i ładny jest :)
    Głupia jesteś w temacie niezrobienia badań krwi :P

  2. Kumcia pisze:

    Co do wyjazdu to musi być przemyślana decyzja. Większe szanse na prace są…no,ale co z własnym katem…

  3. Possibility pisze:

    a jak rzucisz i wyjedziesz, to zabierzesz i mnie?!

  4. linka-1 pisze:

    Sama zrobiłam sobie długą przerwę, ale postanowiłam nadrobić zaległości. Przykro mi, że masz za sobą kolejne ciężkie przeżycia. Mam nadzieję, że znajdziecie lekarza, który będzie w stanie pomóc Twojemu bratu. U mnie póki co sytuacja jest tragiczna… Ale wciąż wierzę, choć wszystko idzie w złym kierunku. Czasem pozostaje tylko nadzieja. Trzymaj się, kochana. Co do wesela… rzeczywiście kosztowna sprawa. Ale to w końcu Twoja przyjaciółka, której bardzo zależy na Twojej obecności. Może uda się znaleźć jakieś rozwiązanie. Pozdrawiam gorąco.

  5. she pisze:

    Natychmiast marsz na badania! Ciocia Sheryll Ci nakazuje, o!

  6. Wu pisze:

    skiepściłas sprawę.
    w kwestii badań krwi się wypowiadam.
    ale co ja tam..

    wiosna :)
    będzie dobrze.
    też moglas zupę zamówić i siorbac razem z nim :P

    ja chcę drina!!!!!!!!

  7. Wu pisze:

    ej.
    a ten pomysl z wyjazdem…

    a wiesz, że gdybym mogła cofnąć czas do momentu przed Bandytą, to pewnie pisąłabym do Ciebie z jakiejś zimowej krainy.

  8. purplehair pisze:

    Hej no gdzie Ty się podziewasz, tęsknię już za Tobą ! :)
    Czy sprawy jakoś wracają na dobry bieg ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s