długa notka

Jak można się było spodziewać – nie dostałam tej pracy. Ktoś inny pochłania właśnie tajniki zawodu na kursie w Stolicy. Nie czuję się zaskoczona, jedyne co mnie poirytowało to brak telefonu w tej sprawie do mnie, który to telefon był OBIECANY przez mało kulturalnego pana. Powoli zaczynam wierzyć, że do niczego się nie nadaję.

Niedzielny wypad z rodzicami nad pięknie zamarznięte jezioro okazał się być wielce nieprzyjemnym wydarzeniem. Miało być rekreacyjnie ze sportowym zadęciem [kijki do nordica w ruch], a skończyło się na tym, że z Matką się pokłóciłam, gadałam tylko z Młodym, a Ojciec się nie odzywał wcale. Oczywiście poszło o chamskie teksty mojej Matki, które zaczęła mi serwować. Myślałam, że może jej przeszło, ostatnimi czasy była dla mnie nad wyraz miła. Ale jak widać relacje małżeńskie się poprawiły, to trzeba teraz dojebać najsłabszemu koziołkowi ofiarnemu. No więc znów usłyszałam, że żyję w patologii, jakieś tam bezczelne aluzje do Niedźwiadka… Potem zaczęła mi rozkazywać na temat działki po Babci, którą zdecydowałam się przyjąć. Nie spodziewała się jednak, że powiem jej, że skoro chce mi ją oddać na własność, to ja sobie nie życzę rozkazów, co ja mam na niej zrobić i kiedy. Bo albo jest moja i robię z nią co ja chcę i nikt mi w to nosa nie pcha, albo jest Matki i ona tam rządzi. Oburzyła się i powiedziała, że na tej działce będzie tak samo nie porobione, jak w moim domu. I tu już mnie rozpieprzyła od wewnątrz. Gdybym miała pracę, pewność, że co miesiąc wpływa mi na konto chociaż z 1000 zł, może udałoby mi się wziąć kredyt i odremontować chociaż tę pieprzoną łazienkę i kuchnię. Ale ja NIE MAM ani pracy, ani pieniędzy, żeby to robić. I to niestety dla mojej Matki jest nie do pojęcia. A już chyba totalnie bez znaczenia jest dla niej fakt, że od sierpnia utrzymuję się SAMA, nie biorę od nich ani grosza i o nic nigdy nie proszę. Ale ja zawsze będę nieudacznikiem, zawsze. Co bym nie zrobiła, zawsze będę gównem dla mojej matki, które nie poradzi sobie w życiu bez jej fachowej porady i kierownictwa. Na bezrobotną córkę można pluć. A dumna byłaby ze mnie dopiero wtedy, gdyby na moje konto wpływały grube tysiące. Lub gdybym miała faceta, na którego konto te grube tysiące wpływają :)) Hehehe. Powiedziałam jej, że nie chcę tej działki. Chciała na mnie jeszcze wymusić, że pomoże mi porozwozić cv po szkołach, ale trzasnęłam drzwiami samochodu i poszłam do domu. Wieczorem zadzwoniła. Byłam opryskliwa jak nigdy i pierwszy raz w życiu powiedziałam mojej matce – w odpowiedzi na tłumaczenia, że ona mówiła ogólnie, a ja wszystko biorę do siebie –  że jest manipulantką, która niczego nie mówi przypadkiem tylko zawsze po to, żeby komuś przypieprzyć. I że jestem dorosła, utrzymuję się sama i nie życzę sobie ingerencji w moje życie. „Chcę tylko, żebyś zaczęła nareszcie myśleć”. Ciekawe co to znaczy. Myśleć znaczy co? Poszukać bogatego prawnika? Czy rozejrzeć się za facetem z BMW? Jezu! Czasami boję się, że to co czuję w sercu do mojej matki to nienawiść. Ale myślę, że to nie jest to uczucie. To zbitek mnóstwa negatywnych emocji, ale nie nienawiść. Powiedziała jeszcze, że ona robi wszystko, żebym dostała pracę. Skwitowałam to śmiechem i się rozłączyłam. Byłam dumna z siebie. Byłam dumna, że nie rozpłakałam się, tylko byłam po prostu wściekła! Wściekła z siłą, hehe. Nie pokazałam swojej słabości. Następnego dnia pisała jakieś smsy, żebym jej dała znać czy dostałam tę pracę, bo jak nie, to porozwozimy cv po szkołach. Odpisałam, że jeśli będę chciała jej coś powiedzieć to jej powiem. I żeby sobie nie robiła kłopotu, bo cv porozwożę sobie sama. Od tamtej pory się nie odzywa i mi to pasuje. Ja wszystko rozumiem. Rozumiem stawianie wymagań w przypadku, kiedy żyje się na garnuszku rodziców. Ale ja robię WSZYSTKO, by dostać pracę. Dzięki dobroci pewnej osoby nie narzekam też na zlecenia, dzięki którym mam co jeść i za co płacić rachunki. Dlaczego nie mam w moich rodzicach choćby minimum wsparcia? Fatalne uczucie być pogardzanym przez własną matkę.

Jedno się wali, inne się poprawia. Nowy psychiatra Niedźwiadka to zdecydowanie człowiek, który słucha. Od dłuższego czasu z Niedźwiadkiem podejrzewaliśmy, że on może nie mieć schizofrenii. Na dwóch wypisach ze szpitala miał schizofrenię, to prawda. Przez jeden epizod psychotyczny miał już na zawsze łatkę schizofrenika, a to nie jest tak. Jedna psychoza o niczym nie świadczy, szczególnie, że to już 4 lata bez nawrotu. Bo to, co działo się teraz, jest czymś zupełnie innym. Ale psychiatrzy nie chcieli słuchać i szprycowali go lekami na schizę, które zrobiły mi z chłopaka kogoś innego. A tu się okazuje, że możliwe, że on schizofrenii po prostu nie ma! Lęki, które miał zostały zaleczone. Na depresję, która się pojawiła dostał wczoraj antydepresanty i… żadnych leków na schizę. Jeśli leczenie antydepresantami przyniesie poprawę, to będzie można uznać, że Niedźwiadek nie miał nigdy schizofrenii :) Jestem pełna wiary w to, że leczenie przyniesie skutek. To jak do tej pory najlepsza wiadomość ze wszystkiego, co się u nas dzieje. Od czasu, kiedy neuroleptyki zostały usunięte z jego organizmu, mam na powrót mojego Niedźwiadka i życie wydaje się lepsze :) Przeżyłam walkę z lękami, teraz pokonamy depresję i… znów będzie pięknie :) Szczególnie, że JUŻ jest lepiej, Niedźwiadek znów szuka pracy, a to znak, że jest naprawdę DUŻO lepiej. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam… nie ma NIC ważniejszego niż zdrowie.

Cieszę się, że nie straciłam wiary. Że się nie poddałam. A możecie mi wierzyć, że miałam już takie myśli… Najgorsze były wieczory. Wtedy było najciężej. Ale budziłam się następnego ranka i znów zbierałam się do kupy, bo wiedziałam, że tak trzeba. I co… przetrwaliśmy razem najgorsze. Teraz może być już tylko lepiej :) Kocham mojego Niedźwiadka najbardziej na świecie, a kiedy wrócił do mnie w pełni ze swoim ciętym poczuciem humoru, głupimi żartami, iskierką radości w codzienności, naszymi rozmowami przed snem… Tak. Warto było czekać. Warto było przecierpieć, żeby odzyskać coś najpiękniejszego, co mnie w życiu spotkało.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „długa notka

  1. linka-1 pisze:

    Zawsze miałam dobre relacje z moją mamą i to się nie zmieniło do dziś, dlatego mogę sobie tylko wyobrazić, jak się musisz czuć. Dziwię się Twojej mamie, że zachowuje się w taki sposób. Niby chce dobrze, ale albo źle się do wszystkiego zabiera, albo już sama nie wiem. Przykro mi, bo o wiele łatwiej sobie ze wszystkim radzić, kiedy ma się wsparcie ze strony najbliższych. Życzę Ci, żebyś kiedyś poczuła się w pełni akceptowana i doceniana przez rodziców. Z Twoim Niedźwiadkiem to rzeczywiście dobra wiadomość. Mam nadzieję, że nowy psychiatra dobrze go zdiagnozuje i podda właściwemu leczeniu. Nie ma nic gorszego, niż faszerować kogoś nieodpowiednimi i niepotrzebnymi lekami. Życzę Wam spokoju w codziennym życiu i wielu pięknych, wspólnych chwil. No i oby Wam obojgu udało się znaleźć pracę! Trzymam kciuki.

  2. Possibility pisze:

    Gratuluję z całego serca! Najważniejsza w człowieku jest wiara w niego samego. Zawsze się tego trzymaj jak do tej pory, a pracę też w końcu znajdziesz. Popatrz na to z innej strony. Nie nadajesz się do dych prac do, których składasz cv… Po prostu stoisz w kolejce po tą najlepszą ;)

  3. cici pisze:

    hmm..rodzicow sie nie wybiera i niestety tego nie mozna juz zmienic…dlatego jestem zdania, zeby zyc z nimi przynajmniej na neutralnej stopie…aby w przyszlosci gdy juz ich zabraknie nie miec wyrzutow sumienia, ze czegos sie nie powiedzialo, albo powiedzialo sie za duzo…ale to moje zdanie jest…
    ciesze sie, ze u Niedzwiadka lepiej.
    A z ta praca to moze to i dobrze, lepiej pracowac z normalnymi ludzmi…trzmymam kciuki, zeby szybko sie cos znalazlo!

  4. zamyslony pisze:

    Jak tak czytam Twoje posty to zdaję sobie sprawę z tego że moje problemy są niczym w porównaniu z problemami Twoimi…
    Dla mnie to jest szok że istnieją na świecie tacy ludzie, takie KOBIETY jak Ty…
    Platoniczna miłość i ta walka z samą sobą…
    Wydaje mi się ze mimo wszystko mama Cię kocha, martwi się o Twoją przyszłość…ale w ten sposób niczego nie osiągnie…sam wiem coś na ten temat…
    Pozdrawiam i szczęścia życzę!:)

  5. innam pisze:

    Oj Zamyślony, nasza miłość daleka jest od platonicznej ;)

  6. BanShee pisze:

    cieszę się, że z Niedźwiedziem już lepiej – łatwiej razem iść przez życie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s