Kret, mój wybawiciel

No chyba idzie już wreszcie ta wiosna, wystraszyła się najwyraźniej moich gróźb ;) Na termometrze 10 stopni. Tak było słonecznie i ciepło, że wyszłam na spacer. W trakcie pomyślałam o tym, że chciałabym zrobić coś pysznego Niedźwiadkowi, jak wróci. I wymyśliłam sałatkę z piersi kurczaka z ananasem. To zdecydowanie hicior wśród sałatek. I jest w miarę niedroga.

Niedźwiadek pozałatwiał już wszystkie sprawy, teraz rozważa tylko termin swojego powrotu. Spędza dużo czasu z kolegami, niech się dobrze nacieszy, bo potem wróci tutaj i będzie znowu w towarzystwie swojej jedynej, niezastąpionej, totalnie nudnej i przewidywalnej baby ;) I zero męskiego towarzystwa ;)

Wczoraj rodzice z Młodym mieli wieczorną wizytę u neurologa z najświeższymi wynikami. Ja w tym czasie zajmowałam się Dziadziem. W sumie fajny wieczór, Młody kupił sobie kierownicę do komputera, więc uprawiałam karkołomne popisy na drogach i… przegrywałam każdy wyścig, będąc w porywach przedostatnia ;)  A oni, znaczy się rodzice z Młodym, to zawsze mają pecha. Nie dość, że stary profesor, u którego byli zapisani coś pomieszał i przyjął ich dwie osoby później niż miał, to jeszcze w drodze powrotnej z miasta wojewódzkiego, tuż po wyjeździe z niego, zepsuł się im samochód. Godzina była późna… No ale wezwali pomoc drogową i jakoś dotarli. Dziadzio już dawno spał. Matka namawiała mnie, żebym przenocowała, ale wolałam wziąć taksówkę i jechać do siebie. U nich ani bym się nie wyspała, ani nie wypoczęła, ani nic. Wolę swoje paskudne warunki i samotność ;) Swoją drogą Matka znowu stosuje swoją taktykę, udaje że nic się nie stało i obsypuje mnie drobnymi prezentami. A to mi nakupiła warzyw, a to bluzkę. I przymila się tak strasznie, że aż w duchu się z tego śmieję.

Najważniejsze jednak jest to, że Młody nie musi iść do szpitala, no i że lekarz kazał mu wracać do normalnego życia. Oczywiście dalej nie potrafi nazwać tego, co mu się dzieje, ale stwierdził, że nie widzi wielkiego pogorszenia. Dał mu jakieś leki i zaprosił na kontrolę za 3 miesiące. Heh.

No i… odwołałam się z wesela Sis. Jeszcze raz przekalkulowaliśmy wszystko z Niedźwiadkiem, no i po prostu nie ma takiej opcji. Nie damy rady w żaden sposób. Sis odzywa się do mnie już któryś dzień z kolei i zaczynam podejrzewać ją o obrażenie się, chociaż to do niej bardzo niepodobne. Raczej natychmiast by oddzwoniła i zapytała „co ty odpierdalasz?”. No ale sama już nie wiem. Może ją jeszcze trochę pomolestuję i się w końcu odezwie.

Coś mi się wydaje, że będę pisała prezentację maturalną synowi koleżanki z pracy mojej Matki. Prezentacje maturalne to ZŁO i nie lubię ich pisać. Ale że pieniądze nie śmierdzą, to pewnie napiszę… Mam jedne spodnie nadające się do chodzenia, to sobie drugie za to sprawię. Ale koniec z dzieleniem skóry na niedźwiedziu, bo jeszcze w sumie nawet nie zadzwoniła :D

Pochwalę się jeszcze swoim sukcesem. Nie do końca własnym, ale… No bo mówiłam już, że mi się w kuchni spierdzieliła rura, że mi ciekło dołem. Z tego powodu przez dwa tygodnie myłam naczynia w łazience. Ale Teściowa powiedziała, że jej się też tak kiedyś zrobiło, że to tłuszcz tam się osadził i trzeba jakimś Kretem to potraktować i będzie ok. No i zaryzykowałam zbieranie kwasu rękami spod zlewu i… podziałało. Nic się nie leje! I faktycznie śmierdziało tłuszczem po Krecie. I powrócił ład i porządek.

Tyle smacznych i wesołych opowieści z życia samotnej aktualnie i dostającej pierdolca M.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Kret, mój wybawiciel

  1. Łucja pisze:

    To może podeśle Ci mailem swoją i mi sprawdzisz? ;P [pracę maturalną] kret to jest jednak…kret. Żadne zapchanie mu niestraszne. :D
    Wiosna, wiosna. Ja nie mam głowy na naukę w taką pogodę! Co za paranoja. [w brzydką nie miałam jeszcze bardziej]

  2. BanShee pisze:

    szkoda tego ślubu, bo to ważna rzecz jest dla każdej kobiety, jest się o co obrażać… no ale to pewnie chwilowe!

  3. Kumcia pisze:

    Dokładnie to samo chciałam napisać co BanShee. Wiesz to Twoja przyjaciolka i dla niej wazny dzien, wiec pragnelaby zebys tam byla..

  4. innam pisze:

    Ja też bym chciała, ale życie to nie film, dziewczyny. Czasem po prostu nie można mieć tego, co się chce i koniec. Uczę się tego każdego dnia i jest to trudna nauka.

  5. cici pisze:

    hehe… najprostsza rzecz a jak potrafi pomoc :D w zyciu bym nie pomyslala, ze kret dziala w takich przypadkach :D
    dobrze, ze z bratem dobrze:) oby tak dalej!

  6. kocie pisze:

    Szkoda, że człowiek musi zawsze potykać się o tak wiele przyziemnych spraw.

  7. Possibility pisze:

    wiosna wiosna i po wiośnie. u mnie właśnie śnieg padał. znaczy poleciałam w sensie po szynach do olsztyna, tam słonce, deszcz, grad, ale w sumie szaro. wracam. zaczytana po dwoch godzinach zorientowałam się że już biało…. eh… i nic nie dało, że marzanna spalona i utopiona…
    gratuluje rur….a i jak zrobisz sałatkę to poczęstuj… bo uwielbiam taką o… ;p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s