bo słońce świeciło cały dzień

Wszystko wskazuje na to, że rozpoczęliśmy z Niedźwiadkiem sezon na mleczne szejki w naszym mieście. Jest już naprawdę nasze, bo udało się jednego dnia załatwić zameldowanie, zdjęcia do dowodu i złożenie wniosku. Znaczy się Niedźwiadek jest już pełnoprawnym mieszkańcem tego miasta i mieszkania. Za miesiąc będzie miał na to dowód ;)

A sezon rozpoczęliśmy, bo się okazało, że mój pomysł na napicie się szejka był pierwszym tej wiosny w pewnej znanej, popularnej i nowoczesnej cukierni, co udowadniali nam kolejno ludzie, wykrzykując na nasz widok „ooo, szejki już są!” i kupując je hurtowo. Zwiastunem był również fakt, iż szejki nasze konsystencją przypominały bardziej lody, lepiej byłoby jeść je łyżeczką, no ale dzięki temu mieliśmy lekcję cierpliwości oraz intensywną gimnastykę buzi i języka metodą ssąco-tłoczącą.

Godnym odnotowania wydaje się również fakt, iż udało mi się wciągnąć Niedźwiadka do Rossmanna. I rzekłabym może, że pomysł ten był lichy, bo mężczyzna mój wielce niecierpliwi się przy stoiskach z kobiecymi gadżetami i wzdycha, i stęka, i furka, i jęczy, i ciągnie mnie za rękaw, jak małe dziecko tonem takiegoż „no chooooodźmy już”… Ale… gdy zatrzymałam się przy stoisku z kolczykami i wzięłam jedne do ręki i pokazałam mu z pytającym wzrokiem… I wcale nie były to najcudowniejsze kolczyki, jakie w życiu widziałam, ale dość ładne i wielkie i blaszane i granatowe… – Kup je  – usłyszałam. – No kup! – i wciska mi dychę w rękę. Bo te blaszki to za dychę były. I się wzruszyłam i pomyślałam, że raz się żyje, że całe życie sobie odmawiam, że nie może mi być na siebie ciągle szkoda, że to przecież nie moja kasa, chłop mi sponsoruje, że może nareszcie i w ogóle mamy takie małe święto tego dnia… Nawet się w nich potem polansowałam.

Pożałowałam jednak tej dychy wieczorem. Aż nad nią zapłakałam szczerymi łzami. A właściwie to nad własną głupotą. No i jeszcze trochę dlatego, że Niedźwiadek się na mnie wkurzył. No bo weźcie. Jest takie małe święto, więc postanowiliśmy zaszaleć i wypróbować chińszczyznę z pewnej nowej małej pseudochińskiej pseudorestauracji [w środku lada i dwa stołki], a że wieczór późny był, za godzinę zamykają, to pomyśleliśmy, że se do domu zamówimy. Niedźwiadek dał mi stówkę, a ja zapobiegawczo wzięłam jeszcze od niego końcówkę drobnymi, żeby pan dostawca miał łatwiej wydać i się nie głowił. Zadzwonił domofon, rozległo się pukanie do drzwi. Otwieram, płacę… Pan poszedł, ja daję Niedźwiadkowi resztę… – Zapłaciłaś za to żarcie 10 zł więcej!!!!! – uniósł się delikatnie. Zamarłam. No normalnie koleś wziął sobie mały napiwek kosztem mojej tępoty i kompletnej nieumiejętności liczenia. I nie śmiejcie się, ja naprawdę tak mam. Mnie oszukać na kasie jest łatwiej niż pięciolatka. Jak się stresuję [a stresuje mnie każdy kontakt z obcym człowiekiem, w którym muszę się odzywać i jakoś zachować], to po prostu kalkulator mi się psuje. Więc ile dadzą tej reszty, tyle wezmę. Aż się poryczałam nad tą dychą, serio. Bo mogłam tych durnych kolczyków nie kupować, to mniej żal by było. – No chodź jeść, nic się nie stało… No nie rycz, nic się nie stało… Ale jak ty byś tę pracę w agencji bankowej jako kasjerka dostała, to byś całą pensję musiała oddawać za braki w kasie.

Mnie obśmiał. A „chińszczyzna” nie była warta nawet ceny bez niezaplanowanego napiwku. Zrobiłabym lepszą, gdybym miała woka. I przyprawy. I warzywa. I makaron i kurczaka. No i jeszcze super odpicowaną kuchnię, ładne przybory kuchenne i naczynia. He. He. He.

Nienawidzę swojej tępoty! Przez psujący się kalkulator czuję się jak niedorobiona. Help!

I wbrew pozorom, to była naprawdę wesoła notka!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „bo słońce świeciło cały dzień

  1. zamyslony pisze:

    W dalszym ciągu podziwiam życiowy optymizm!!
    Tak 3maj:)

  2. J.Szat pisze:

    Hehehe, z pieniędzmi mam identycznie – ile wydadzą to biorę, bo przeciez głupio by było godzinę stać przy kasie i liczyć resztę (bo mi to właśnie godzinę zajmuje).

  3. Ania z jeżynowej pisze:

    No bywa no ;)

  4. Possibility pisze:

    O rzesz Kobieto!!! Nie bądź wobec siebie taka krytyczna!! Nawet pojęcia nie masz ile ja i inni ludzie kasy oddają w ten sam sposób. to nie twoja jakaś tam głupota, tylko zaufanie do drugiego człowieka. ja już nie ufam ;/ a z kolczyków się ciesz, były dane(tudzież) kupione ze szczerego serca od najważniejszego człowieka na świecie! :*

  5. she pisze:

    a ja z racji zawodu mam zboczenie, że każdy niedopłacony grosz doliczę… też niedobrze…

  6. myje_gary pisze:

    Młoda nie świruj! Ja nawet jak mam kasiorrę, to obrócę złotówkę ze 3 razy w rękach i się zastanowię czy warto =P.

  7. BanShee pisze:

    Pewnie dostawca też ma zepsuty kalkulator :)

    hmmm nabrałam ochoty na szejka z wieczora…

  8. cici pisze:

    a mnie najbardziej wkur… tacy nieuczciwi ludzie!!! na Twoim miejscu zrobilabym „dobra” reklame tej restauracji :]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s