życie-nieżycie

A była to niedziela. Pan domu nie miał chęci zaszczycić mnie towarzystwem na niedzielnym spacerze [pogląd na spacery ma zbliżony do sir Sanga, który to nie uznaje chodzenia bez celu], toteż na niedzielny spacer udałam się sama, odpicowawszy się wcześniej makijażem mocno niecodziennym, albowiem ino z kreską na powiece i fuksją na uściech. Nie odważam się na takie atrakcje zbyt często, ale stosuję autoterapię – powtarzam sobie, że jestem stara kobyła i tylko mi się wydaje, że wyglądam jak klaun. Wiosenny płaszczyk [co się ledwo dopiął], zeszłoroczne baleriny, tysiącletnia apaszka po mamie i goł. Słoneczko ładnie przypiekało, więc wystawiałam pyska na promienie, bo to zdrowo podobno i antydepresyjnie. W uszach grała muzyczka z mp3, m.in. kawałek, będący moim i Niedźwiadka hiciorem:

Niedźwiadek pokochał Adele nie tylko za wybitny talent, ale i za niebanalną cudnie grubiutką fizyczność. W moim typie też jest, nie ukrywam. Lubię babki przy kości. A jej głos jeży mi włos na plecach i wyciska łzy. Ale do tematu. Więc tak drepczę sobie pełna radości w sercu płynącej z chwil samotności, dobrej melancholii, wzbierania w poczucie jakiejkolwiek wartości. Zadreptałam na skwerek, przysiadłam, obserwowałam młodzież, dzieci, meneli włóczących się po zaniedbanych boiskach sportowych i placach zabaw. Zobaczyłam przygarbioną staruszkę o lasce drepczącą za rękę z przygarbionym staruszkiem z powykręcanymi nogami. Ten widok miałam zobaczyć tego dnia, o tej porze, by uświadomić sobie, jak niewiele warte jest wszystko w życiu, jeśli nie ma w nim właśnie tego. Dwojga zakochanych staruszków, alegorii Miłości. Myślami podryfowałam w kierunku domu.

Ze stanu refleksji i wzruszenia wyrwało mnie przypadkowe napotkanie na mojej drodze rodziców i Młodego, którzy przyjechali na działkę kończyć prace porządkowe. Mama przywitała mnie tekstem: „a co ty taka wymalowana chodzisz sama w niedziele?”, tonem jakbym co najmniej była dziwką szukającą okazji. Odparowałam jej, że spotkać własną matkę to jak zepsuć sobie dobry dzień :) Chwilę im potowarzyszyłam i poszłam, nieco zniesmaczona postawą mojej rodzicielki, jej ciągłym nagabywaniem, żebym tę działkę przejęła i jakimiś nie wprost komentarzami dotyczącymi mnie i Niedźwiadka. Niby standard, ale jakże podkurwiający. Aż schrupałam paczkę prażonych ziarek słonecznika.

No ale przyznać muszę, że wyraża skruchę. Szkoda tylko, że ta skrucha ma postać taką, że mi kupi buty czy spodnie. Wolałabym, żeby powiedziała, że durnoty czasem chrzani a tak naprawdę nie ma tego na myśli, przytuliła mnie i powiedziała, że mnie kocha. Ale skoro nie można inaczej, to i te buty i spodnie przyjmę. W ogóle muszę pochwalić producentów obuwia. Nareszcie zaczęli produkować baleriny, które przewidują, że nie każda kobieta ma zgrabną, malutką i śliczną stópkę. Że są też takie z kaczymi odnóżami. No, i tym sposobem mam naprawdę ładne, dziewczęce buty. Rodzice przebąkują coś też o tym, że we wrześniu chcą kupować nowy samochód a mi oddać stary. No to by było dopiero coś! Jakoś trudno mi w to wierzyć. Ale nie ukrywam, że byłabym przeszczęśliwa. Bo od dawna o tym marzę. Zacznę sobie chyba szukać jakichś kursów na prawko, które można opłacać na raty.

Wczoraj porejestrowałam się na portalach, dzięki którym zwiększam swoje szanse na znalezienie roboty w kolejnej dziedzinie. Już o tym wspominałam, teraz wprowadzam w czyn. Kupiłam lokalną gazetę, zacznę się ogłaszać. No i podobno jest nadzieja jednak na ten staż po znajomości, bo urząd ciągle czeka na decyzję… Ciekawe, kiedy decyzja zapadnie. Wczoraj również wyszłam na spacer, który to spacer zaprowadził mnie wprost do fryzjera, gdzie spędziłam dwie godziny, pozbyłam się połowy włosów, ale zapłaciłam 25 zł, a nie 45zł. Efekt wprawdzie nie jest zadowalający, sama sobie się nie podobam, wyglądam 10 lat starzej i w ogóle jest brzydko, ale Niedźwiadek powiedział zupełnie serio, że bardzo ładnie i mu się podoba. A ja sobie myślę, że jak umyję te włosiska i ułożę po swojemu to będzie dużo lepiej. Zawsze mam jeszcze opcje upinania i prostowania :) Poza tym włosy rosną mi kosmicznie szybko, za dwa miesiące będą takie jak wcześniej, hehe.

Rozmawiałam poważnie z ojcem w kwestii podjęcia jakichś kroków leczenia matki. Powiedziałam o wizycie u psychiatry, o tym, że to prawdopodobnie schizofrenia, o tym, co można zrobić, żeby jakoś podejść osobę chorą, żeby udało się zacząć leczenie. O przypadkach, w których można wezwać karetkę i zmusić do hospitalizacji. Więcej zrobić nie mogę. Dałam ojcu do zrozumienia, że to on żyje z mamą, to on ponosi najcięższe konsekwencje braku leczenia i to od jego decyzji zależy, czy w odpowiednim momencie postanowi podjąć drastyczne kroki. Wiem, że ich nie podejmie. Czasem się boję, że matka zrobi coś strasznego. Sobie albo ojcu. Albo że ojciec za którymś razem zdenerwuje się tak, ze dostanie zawału. Że ktoś umrze na skutek braku jej leczenia, tak jak umarła Babcia. Bo będzie tylko coraz gorzej.

Z drugiej strony – aż boję się zapeszać – Niedźwiadek wraca do życia. Antydepresanty chyba naprawdę działają. Bardzo wiele rzeczy uległo poprawie, jeszcze tylko z aktywizacją jest słabiej. Stosunki między nami polepszają się w zawrotnym tempie, zaczynam zapominać o tym, że jeszcze niedawno zdarzało mi się płakać dwa razy dziennie. I nie ma żadnych schizofrenicznych objawów. Jeśli tak dalej pójdzie, to… No jejku, chyba się okaże, że mam chłopaka z depresją:)

I na koniec… Jestem właśnie na tym etapie:

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „życie-nieżycie

  1. cici pisze:

    kurcze,niezla ta piosenka :]

  2. Wu pisze:

    kacze odnóza :) mnie rozwaliły. heheheh

    piosenkę odsłucham w domu, bo tu nie mam głośników.

    Madziulek, a jakbym Cię o cos poprosiła, to nie ochrzanisz mnie koncertowo?
    bo ja bym chciała umiec, jak Ty, wrzucać na blog filmiki.

    jak to działa? podpowiesz jak będziesz miała troszku cierpliwości dla starej ciotki Wu?

  3. Wu pisze:

    ej, jeszcze moment. może jednak sama dam radę :)

  4. madziulllka pisze:

    Ja też uwielbiam Adele, ostatnio katuje wszystkich wokół „One and Only”. Fajnie piszesz, będę zaglądać. Pozdrawiam. :)

  5. Kumcia pisze:

    Oj ostatnio taka sama przygodę miałam z fryzjerem. I też nie zbyt jestem zadowolona, ale jestem w gorszej sytuacji mi włosy nie rosną szybko, i kucyk odpada..:/

  6. grafomanka-pospolita pisze:

    Hmmm. Hmm. Babki przy kości mówisz… To ja może nic już nie będę pisać w tym temacie, bo mnie jeszcze czytać przestaniesz ;)

  7. innam pisze:

    A co, brzydzą Cię grube baby? :D

  8. Possibility pisze:

    Gratuluję poprawy u Niedźwiadka!!! :)

  9. Łucja pisze:

    O kurcze jak dobrze mi się to czytało! Sama nie potrafię sklecić ostatnio nic ciekawego.

    Gratuluję tego wszystkiego co się prostuje :)

  10. grafomanka-pospolita pisze:

    Niee, ja po prostu ostatnio jestem strasznie chuda i jak się o tym dowiesz to mnie znielubisz ;)

  11. innam pisze:

    A niby czemu miałabym? ;) Podobają mi się kobiety przy kości, ale moje chude koleżanki wprost ubóstwiam:>

  12. grafomanka-pospolita pisze:

    no chyba że :)))

  13. Ania z jeżynowej pisze:

    Czasami kupowanie zastępuję wyrażanie miłości

  14. BanShee pisze:

    buehehehe ten obrazek to chyba ja , tylko inna gra :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s