niecodzienny

Ekspresowo ta Wielkanoc minęła. I dobrze, bo w sumie jakoś nie w smak mi było to jedzenie i siedzenie w domu.

W związku z kursami Niedźwiadka, często bywam u rodziców. I tak czasem nieskromnie zastanawiam się, co by się tam działo, gdyby nie ja. Dziadzio od świąt źle się czuł, prawie nie jadł i nie wstawał z łóżka. Rodzice utrzymywali, że obraził się, a brzuch go boli, bo wziął leki na pusty żołądek – nikomu specjalnie nie chciało się zagłębiać w temat. A ja się zagłębiłam, albowiem jestem jedyną wnuczką pośród obojętnych wnuków. Doktor M. dokonała wywiadu. Gdzie boli, kiedy boli, jaki stolec, jak często, czy są wymioty. Diagnoza: niedrożność jelit. Leczenie: delikatny środek na przeczyszczenie i mikroelementy. Pół godziny później ból znikł, Dziadzio wstał i przyszedł do dużego pokoju, ogłaszając, że dziś wieczorem pragnie zjeść kolację :) A te zatory w jelitach to nie jest wcale taka drobnostka, Babcia zmarła właśnie przez zator…

W każdym razie Dziadzio z tej radości postanowił umówić się ze mną na dawno obgadywany już wypad na cmentarz do Babci [nie wychodził z domu ładnych parę miesięcy ze względu na stan zdrowia i pogodę oraz fakt, iż oczywiście nikomu nie przyszło do głowy zaproponować mu wsparcie ramieniem]. Wcisnął mi stówę w rękę [drugą w tym miesiącu!], kazał kupić wkłady do zniczy i wpaść w czwartek przed południem. Tak też zrobiłam. Miałam jeszcze do załatwienia wizytę w pośredniaku, ale oczywiście NIC, nie ma kursów, nie ma dofinansowania do prawka, nie ma pracy. Po drodze z działki odebrała mnie Mama i całe w sumie szczęście, bo czułam się dość słabo. W nocy myślałam już, że znowu zaatakowała mnie jelitówka. Jakieś zimne poty, mdłości, kawał nocy nieprzespany. Ale rano wzięłam leki i było ok. Pomogłam więc Dziadziowi się ubrać, podałam ramię swe do oparcia i podreptaliśmy. Przetarliśmy grób Babci, wymieniliśmy wkłady w zniczach, wstawiliśmy kwiaty do wazonu, a po modlitwie Dziadzio zaprosił mnie na piwo. Hehe. Pogadaliśmy. I z jednej strony rozmowa ta była dla mnie czystą radością, z drugiej smutkiem. Radością, bo poczułam nigdy wcześniej nie zaznaną, bardzo silną więź z Dziadziem. A smutkiem, bo usłyszałam o samotności, odrzuceniu, zepchnięciu na margines, poczuciu krzywdy i braku miłości. Rozdarte mam to serce, bo wiem, że cała sytuacja jest taka niejednoznaczna… Trudno kogoś obwiniać, trudno wskazać, kto powinien się zmienić, co od siebie dać. Dlatego miałam ochotę zawyć nad własną bezsilnością, nad cierpieniem Dziadzia, a z drugiej strony nad całą patologią mojej rodziny, w której KAŻDY jest na swój sposób strasznie nieszczęśliwy. Ale tylko jedna osoba jest całkowicie zdana na innych. Zaproponowałam Dziadziowi, żebyśmy częściej chodzili na takie spacery, żeby dzwonił do mnie, kiedy będzie czuł się na siłach. Mam nadzieję, że naprawdę to zrobi. A może ja zadzwonię do niego za parę dni znów? Pewnie tak zrobię. W ogóle mój Dziadzio coś w sobie ma. Zawsze budził ludzką sympatię, z wiekiem mu to nie mija. Dzisiaj facet ze stolika obok sam z siebie poczęstował Dziadzia papierosem, kiedy okazało się, że w barze nie można kupić [podsłuchiwał, nieładnie :P]. Lubię takie drobne serdeczne gesty, dają pozytywnego kopa.

Jestem aktualnie na pozytywniejszej fali. Szkoda tylko, że pozytywna fala nie niweluje wieczornych rozmyślań nad tym, co dalej. Strasznie mnie to stresuje, ciągle ten niepokój o jutro, ta niepewność.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „niecodzienny

  1. ciernista pisze:

    dla Dziadzia byla to wyprawa, wyrwanie sie z codziennosci, dla Ciebie czas z Dziadkiem, nadrobienie jakichs zaleglosci…
    zazdroszcze. ja nie znalam Dziadkow praktycznie. dzwon do Dziadzia, zabieraj go na spacerki, pijcie razem piwko… tego nikt Ci nie zabierze. za kilkanascie lat bedzie to jedno z cieplejszych wspomnien. trzymam kciuki za zdrowie Dziadzia, zeby czesciej mogl sie z Toba wyrwac.

  2. Łucja pisze:

    I ja Ci tego życzę z całego serducha :D

    Ja mam na odwrót – to z Babcią odwiedzam grób Dziadka… Ale Babcia twarda kobita, nie daje się ;) Babcie zawsze jakieś takie twardsze. Za Dziadkiem tęsknię jak jasna cholera.

  3. kasia-87 pisze:

    To świetnie, że tak miło spędziłaś czas z dziadkiem, to bezcenne chwile, których kiedyś niestety może zabraknąć… Przepraszam, że tak trochę pesymistycznie, ale mój dziadek odszedł dokładnie miesiąc temu i mi pozostały już tylko wspomnienia, więc Tobie po cichu zazdroszczę…

  4. BanShee pisze:

    fajnie tak z dziadkiem się na piwo wybrać :) mój też jest wyluzowany i fajny, żałuję jedynie, że dopiero teraz czuję z nim taką bliskość, bo teraz mam świadomość uciekającego czasu…

  5. cici pisze:

    to juz tak po siwatecznie, ale z calego serca zycze zeby sie ulozylo, ustatkowalo… zebys nie musiala martwic sie o jutro i mogla pelna piersia czerpac z dnia dzisiejszego!

  6. Possibility pisze:

    Może wydać się głupie to co napiszę:
    „Dzieci z Bullerbyn” to właśnie przyszło mi na myśl podczas czytania… to piękne, że młodziutka dziewczyna w dzisiejszych czasach potrafi wyjść i posiedzieć ze starszym człowiekiem :))) Nie znałam obu dziadków, wiec zazdroszczę!

  7. sowa pisze:

    dzielna kobita! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s