sto lat, blogusiu :)

Padało. Była burza, więc odłączyliśmy co mamy najcenniejszego [dwa podstarzałe komputery i wieżę, którą kupiłam sobie wczesną nastolatką będąc za odkładane „kieszonkowe”… ma chyba już z 12 lat, skubana]. Przenieśliśmy się na telewizor, bo akurat leciał mecz, na myśl o którym męska część społeczeństwa reagowała dziwacznym podnieceniem. Jakby tak pierun walnął w nasz blok, to takiego telewizora i tak nie byłoby szkoda. Leciał mecz, padał deszcz, grzmiało, a niebo co chwila rozbłyskało niebieskością. Wtedy to wyszłam do kuchni i poczułam TO. Zapach, który przywołał wspomnienie wakacji sprzed dwóch lat. To był lipiec. Wakacje spędzałam u rodziców, a Niedźwiadek w Mieście. Mama wtedy miała swoje jazdy na moim tle i zabraniała mi z nim spotkań. Więc knuliśmy. A z tego knucia wychodziły jedne z najbardziej romantycznych chwil mojego życia.

Tak pachniała noc za miastem nad małym jeziorkiem. Deszcz bębniący w dach drewnianego domku bez wody i elektryczności. Mała lampka na baterie i my dwoje, spleceni. Tak pachniała kąpiel w jeziorku w świetle księżyca, a potem jedna ze smaczniejszych kolacji w życiu w postaci parówki zagryzanej chlebem i pomidorem. Magiczny czas, kiedy każda chwila razem była na wagę złota, bo rozstanie zawsze w końcu nadchodziło, nieważne jak było pięknie. Dziś już nie ma rozstań. Jesteśmy razem nierozerwalnie, czego nigdy bym nawet w najśmielszych snach nie przewidziała. Tak sobie myślę, że „MY” to niesamowicie romantyczna historia :)

No i trzasło mi lat 25. Nie wiem kiedy, nie wiem jak… No trzasło i koniec. Fakt niezaprzeczalny. A ja psychicznie wciąż czuję się najdalej na 19. Cóż zrobić. Fizycznie, a przynajmniej z twarzy, ludzie dają mi 16-19 właśnie, hehehe, ale za to fizycznie-zdrowotnie… Ojojoj… :) Starość nie radość, oj nie radość. Gdzież ma żwawość, gibkość ma? Zanik! Ale zrzucam to raczej na karb prawie rocznego już siedzenia na dupie bez celu. Każdy by stracił energię do życia. Coś tam mi już powróciło wprawdzie, ale możliwości do totalnego wykorzystania swojej pozytywnej energii są dość ograniczone.

Urodzin w dniu urodzin właściwie nie świętowałam, no może Niedźwiadek był dla mnie łaskawszy nieco :P Za to następnego dnia umówieni byliśmy z Sis do knajpy, gdzie napiłam się przepysznego malibu [aktualnie mój ulubiony drink, ale na drinkach słabo się znam, bo oprócz tego piłam tylko wódkę z colą i cytryną, wściekłego psa, whisky z colą oraz… eee… rum z sokiem? chyba tak :P]. Potem przejechałam się wypasionym samochodem męża Sis, za którą dał takie pieniądze, jakich ja prawdopodobnie nigdy na oczy nie zobaczę [normalnie lans na mieście taką furą…] i spotkaliśmy się z jeszcze jedną parką u nich. Chłopaki pili weselną wódkę, a dziewczyny likierek. Niestety zdjęć ani filmu ze ślubu jeszcze nie było, ale zostało mi obiecane, że obejrzę.

No a dzisiaj wreszcie zebrałam się w sobie, żeby posprzątać chałupę. Zrobiłam też sałatkę śledziową z przypadku. Z przypadku dlatego, że kupiliśmy niedawno po promocji dwa wiaderka płatów śledziowych przekonani, że to śledzie w occie. Co się okazało, były to zwykłe solone, których oboje nie jesteśmy wielkimi fanami. Ale że duch Sknerusa McKwacza żyje we mnie i ma się dobrze, wynalazłam przepis na sałatkę, w której śledzie te będzie czuć jak najmniej. No i zjedliśmy po porcji, źle nie było, ale śledzie solone to zdecydowanie nie jest coś, co lubię. Nie wiem, czy dam radę zjeść to jeszcze jutro… A zostało chyba jeszcze z 4 porcje. Rozważam oddanie Mamie części, że niby poczęstować swoją pyszną sałatką, buahahaha. Jestem wstrętna :) No a jutro robię kaczkę. Łał. W związku z kaczką zaliczyłam zaskoczenie. Kaczkę zamrożoną dostałam bowiem od Matuli mej, która – kiedy mięsiwo jakieś jest po kosmicznej promocji – kupuje zawsze też dla mnie. Nie lubię kaczek. Ale darowanemu koniowi… No więc rozmrażałam ją dzień cały i na opakowaniu doczytałam się, iż jest to kaczka z PODROBAMI. Zemdliło mnie na samą myśl grzebania w kaczej dupie i wyciągania tego wszystkiego. Jakież było moje zdziwienie, kiedy owe podroby znalazłam – owszem, w kaczce – zapakowane w foliowy woreczek. Jednym ruchem wyciągnęłam zawiniątko z kaczki, powąchałam i… wrzuciłam do śmietnika. Nie jestem i nie będę tak dobrą kucharką, żeby zabawiać się podrobami. FUJ. Dobrze, że w ogóle podjęłam się obróbki kaczki. A kaczkę to ja chyba uduszę. Niedźwiadek poćwiartuje, a ja uduszę. Bo pieczone obrzydliwe i twarde. Taki jest plan.

Melduję również, że prawdopodobnie zarobiłam w tym tygodniu całe 7 zł :) Tylko prawdopodobnie, bo rzeczone 7 zł jeszcze nie wpłynęło na moje konto. Hehe. Spróbuję raz jeszcze, może uda się zarobić następnym razem chociaż z dychę, buahahaha.

Bloguś zestarzał się razem ze mną. Wprawdzie zmieniłam adres, ale nieprzerwanie od jakichś… 9 lat [?] produkuję te wypociny, by dać świadectwo swojego istnienia kolejnym pokoleniom :P A poważnie, to fajnie jest pisać. Fajnie robić to już taki kawał czasu, mieć swoje miejsce w sieci. Fajniej by było wprawdzie mieć zawsze coś ciekawego do napisania, a z tym przez ostatni rok jest u mnie krucho :D Aaaale tam. Chociaż jest gdzie ponarzekać :) Dziękuję tym, którzy ze mną tutaj są. I dziękuję za życzenia :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „sto lat, blogusiu :)

  1. gwiazdka pisze:

    hahahah… salatka sledziowa dla mamy mnie rozwalila ;))
    A kaczki chyba nigdy nie jadlam ;)
    no i przede wszystkim spoznione sto lat Madziu, spelnienia marzen no i zeby bylo o czym pisac jeszcze dluuuuugo, dlugo :) chyba czytam Twojego bloga od samego poczatku i jeszcze mi sie nie znudzilo :)
    a co do tych zakazanych milosci, to chyba maja to do siebie, ze sa najbardziej romantyczne i niesamowite ;)

  2. sóf pisze:

    uśmiechnęłam się czytając. pięknie, pięknie te myśli składasz w puzzle słów.

    zza siedmiu mórz i siedmiu lądów pozdrawiam serdecznie.
    ps. nie marudź na lata, na ekhm „starość” (nie skomentuję owej starości, jako żem starsza od ciebie o lat siedem;P)

    żyj, uśmiechaj się, kochaj.
    Najlepszego!

  3. grafomanka-pospolita pisze:

    To Ty jesteś tylko dwa lata młodsza ode mnie?!?!?!?? Ja myślałam, że więcej…

    Wyczuwam pod tą notką mega dobry humor :D

    Najlepszego!

  4. iwcia-iwon pisze:

    no to ćwiarteczka jeżeli mierzyc wiek wiekiem strzeliła… wszystkiego najlepszego!!!

  5. Anonim pisze:

    hahaha nie moge :P grzebanie w kaczej pupie mnie rosmieszyło :)
    Tak, romantyczne.

    Tak Madz jestem już w wwie, ale co z tego jak na moje wlasne mieszkanie mnie nie bedzie stac. Wtedy nic innego mi nie pozostanie jak sie spakować i wracac.

  6. cici pisze:

    wlasnie policzylam i… tez 9 lat pisze bloga, rowniez ze zmiana adresu… krucze, 1/4 mojego zycia zostala zapisana gdzies w sieci…heh,az nie moge w to uwierzyc ;)
    jej, jak opisalas te jezioro i domek to mi sie przypomnialy wszystkie romantyczne amerykanskie filmy…nawet nie masz pojecia jak Ci zazdroszcze, dla takich chwil warto zyc!

  7. BanShee pisze:

    ej podroby są pyszne, wątróbka, serducho, żołądek – mniam :) a kaczka to jakoś tak mikro mięsa ma…

  8. purplehair pisze:

    Spóźnione ale szczere życzenia…
    Zdrowia i pieniędzy, bo wielką miłość już masz :*

    Akcja z kaczką nie do przebicia hehehe :DDD

  9. she pisze:

    Eee, to Ty młoda d…a jesteś! Nic się nie łam, po świecie chodzą różne stare 33-letnie baby…

  10. o nieeeeeeeeeeeeeee:D:D:D:D jak cudownie! nie ma to jak grzebanie w kaczej dupie, ćwiartowanie i duszenie:D całkiem odeszła mi chęć na gotowanie:D hahahah

    Sto lat kochana! cóż, bliźniak.. moimi przyjaciółmi zawsze były bliźniaki:D a ty to już e-rodzina:D ahahah

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s