opryszczka opryszka

Niby nie za wiele się działo od ostatniego wpisu, ale żeby przywołać wszystkie wydarzenia i emocje, to mam trudności. Może zacznę od tego, że druga próba zdania prawka zakończyła się niepowodzeniem i Niedźwiadek nie może sobie tego darować, choć wszelkimi sposobami próbuję sprawić, żeby przestał się ciągle obwiniać. Na trzecią próbę pożyczył kasę od brata [której to kasy moim zdaniem wcale, ale to wcale!!! nie powinniśmy zwracać, bo tyle pieniędzy, ile wpakowaliśmy w ich rodzinę, to ja nawet nie będę liczyć… ale cóż, pewnie Niedźwiadek nie zechce się postawić i pieniądze odda po najbliższej wypłacie]. W ogóle tak mnie to wkurza, że nikt z ich rodziny nawet nie pomyśli, że może warto by było choćby w najmniejszych ratach zwracać nam tamte pieniądze, są przecież w lepszej materialnej sytuacji niż my. Ech. Nerwy mam na to straszne.

Dwiema stówkami poratowała mnie Matula, w której obudziło się matczyne serce, dzięki czemu mogłam zapłacić rachunki i nie zostałam bez grosza na chleb. Matczyne serce jednak nie potrwa długo, bo ono prędzej czy później wypomni ów gest. I przyjdzie mi pewnie zapłakać nad przyjętym od Matki groszem. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Matula na wyjeździe, Tato też musiał wyjechać odebrać Młodego z sanatorium, więc na dwa dni „wprowadziliśmy się” do rodziców znów, by sprawować pieczę nad Dziadziem. Gotowałam, sprzątałam, robiłam zakupy, odwiedzałam grób babci, wydzielałam leki, a potem przez dwa dni – mimo dokładnego umycia się i zmiany ciuchów –  wydawało mi się, że śmierdzę tłuszczem z patelni, na której smażyłam rybę ;) Matula nie omieszkała potraktować mnie jak śmiecia [na szczęście tylko przez telefon, ale i tak zepsuła mi wieczór i nie mogłam zasnąć, przełykając gorycz odrzucenia i własne łzy], przez co odeszła mi nawet chęć na ponowne zbezczeszczenie łoża rodziców. Ale wiecie, postęp jest chociaż taki, że postawiłam na swoim. Czułam się jak śmieć, ale ostatecznie nie dałam się wrzucić do śmietnika. Z Dziadziem w miarę ok, poprawił mu się nastrój, czuje się lepiej, chętnie z nami rozmawia.

Sis dostała film ze ślubu i zaprosiła mnie na seans razem z jej mamą. Się popłakałam trzy razy. Podejrzewam, że gdybym była na ślubie, to bym tam wyła jak syrena strażacka i nie mogłabym tego zahamować. Ślub i wesele bardzo udane, przepięknie wyglądała, naprawdę. Idealnie, jak modelka. Mama Sis wypominała mi, że nie byłam, kiedy próbowałam tłumaczyć, że to była tylko i wyłącznie wina kasy, to powiedziała, że i tak każdy przychodził w czym miał. Zarzuciłam tłumaczenia, bo trochę żałośnie by pewnie zabrzmiało, gdybym powiedziała, że ja nie miałam nic, w czym mogłabym przyjść. Można wierzyć, można nie wierzyć, ale nie mam żadnego wieczorowego ani eleganckiego stroju. Że już o Niedźwiadku w ogóle nie wspomnę, on to nawet nie ma spodni do garnituru czy niesportowych butów. No bywa no. W poniedziałek Sis z mężem jedzie w podróż poślubną, jaaaaa :) Fajowo.

Ostatnio w fali złego humoru poszłam na spacer. Był straszny skwar, słońce prażyło, a ja z mp3 w uszach maszerowałam przed siebie. Humor w pierwszych minutach poprawili mi chłopcy na skuterze, którzy się do mnie uśmiechnęli i pomachali. Spontanicznie odmachałam i oduśmiechnęłam się, ale standardowo przebiegła mi przez głowę myśl, że może to nie do mnie. No ale rozejrzałam się i naprawdę nikogo nie było w okolicy :P Posiedziałam w parku, a potem okrążyłam osiedle i wróciłam ze obtartymi stopami, spieczonymi ramionami i cała spocona, hehe. Ale za to zrelaksowana. Okulary przeciwsłoneczne i mp3 w uszach dodają mi pewności siebie.

Młody zaczął właśnie staż, strasznie się cieszę, bo nareszcie zaczęło mu się trochę układać. Może zacznie więcej w siebie wierzyć, bardzo mu tego życzę. Pozytywnie zazdroszczę mu też tej pracy, bo ja już normalnie nie mogę, też chcę pracować. Ale coraz mniej chcę pracować TU. Żyję myślą o wyjeździe, o ucieczce przed tym miastem, przed Matką, przed tym krajem. Póki co czekamy, dopóki Niedźwiadek nie zrobi prawka i nie poleczy zębów [ja już na szczęście jestem ok]. A potem… najprawdopodobniej ruszamy w świat. Ku przygodzie :) Nic pewnego na 100%, ale ja… coraz mocniej pragnę, żeby to się urzeczywistniło. Fantazjuję o wyjeździe, marzę o nim codziennie. I myślę, że jak nie teraz, to może już nigdy. Pókim młoda!

Dzisiaj też nastrój mam średni i może poszłabym na relaksujący spacerek, ale obudziłam się z taaaaaaką oprychą na pysku, że domu to ja dzisiaj na bank nie opuszczam. O nie. Nienawidzę opryszczki!! Zniknij, poczwaro!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „opryszczka opryszka

  1. zamyslony pisze:

    …a ja nic nie robię, siedzę i czekam na październik, żadnych planów, totalna pustka, mam co jeść, mam garnitur, mam komputer i laptopa, mam telefon, wygodne łóżku i kochającą dziewczynę (przynajmniej tak mi się wydaje) i nie potrafię tego docenić…
    Chętnie zamieniłbym się z Tobą na kilka tygodni…
    Pozdrawiam

  2. possibilities pisze:

    Oprycha zniknie nim o niej znowu pomyślisz :D, nie jest wcale tak xle jak się czyta. Teraz to się zaczelam stresowac swoim prawkiem na poważnie!! Nadal trzymam kciuki za Niedzwiadka

  3. selywina pisze:

    Pamiętaj Madziu, że zawsze naj lepiej jest tam gdzie nas nie ma. Praca w innym kraju wydaje się pociągająca, ale nie często jest tam tak kolorowo jak nam się wydaje. Mam nadzieję, że Ci się w końcu uda znaleźć coś ciekawego.

  4. cici pisze:

    niby niewiele masz i wielu rzeczy Ci brakuje, ale z drugiej strony masz to co najcenniejsze, czego ja nie mam i nie kupie za zadne pieniadze – kochajacego i oddanego faceta… a to naprawde bardzo duzo!
    no i wlasne mieszkanie…ja o takowym moge sobie tylko pomarzyc

  5. Łucja pisze:

    jak ja lubię te Twoje posty :D
    tak wczytuję się w Twoje życie bezczelnie…

    spacer z mp3, słuchawki w uszach, dłonie w kieszeniach i jazda – jestem panią świata, co tam, że wewnętrznie wszystko się we mnie gotuje, albo ryczy w niebogłosy, nieważne. idę dalej. byle do przodu, muzyka krzyczy za mnie.

  6. Łucja pisze:

    [haha niesamowicie demotywują mnie te ikonki z boku ;P zawsze mam tę zniesmaczoną, nie wiedzieć czemu ;( ]

  7. innam pisze:

    Specjalnie dla Ciebie zmieniłam! :D

  8. Łucja pisze:

    Dziękuję ;D

  9. Kumcia pisze:

    Opryszczce stanowczo mówimy NIE! gorsza jest od pryszczy:P

    Co do sytuacji z Rodziną N.-too wiem co czujesz, dokładnie.

    A za granice jakbyście mieli się wybierać to gdzie? ale to na stałe? bo tak myślę…pojechać zarobić na jakiś czas-to rozwiązanie tymczasowe. A wyjazd na stałe to już poważny krok, chociaż jak znacie dobrze język i komunikacja nie będzie problemem to co za różnica Pl czy gdzieś indziej:)

  10. BanShee pisze:

    a dokąd chcecie uciec?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s