zagubieni w czasie

Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie dzisiaj jest niedziela. A wczoraj była sobota. Dzisiaj zrobiłam wszystko to, co zawsze robię w niedzielę, a wczoraj wszystko, co w sobotę, żeby być gotową na niedziele. Co najlepsze rzeczywistość dawała mi sygnały, że coś tu nie gra. Że jak na niedzielny poranek na rynku za blokiem jest trochę zbyt gwarno. Że za dużo dzieci w piłę gra na pobliskim trawniku. Że jeździ za dużo samochodów. Sygnały dawał mi nawet system komputera, ale wymyślałam sobie tłumaczenia, bo ostatnio on sam się zagubił w czasie i poprzestawiał, a ja musiałam go ustawiać od nowa. Dopiero koło 15.00 ktoś udowodnił mi, że dzisiaj faktycznie jest sobota, a jutro będzie niedziela. Poczułam się totalnie skołowana. Ale jak by nie patrzeć – zyskałam dodatkowy dzień życia! Który zamierzam jutro wykorzystać. Bo gdybym wiedziała, że jutro niedziela, a dzisiaj sobota, to oba te dni spędziłabym na pracy, a tak cała praca już wykonana i tylko czas relaksu, relaksu to czas (że tak ośmielę się zanucić).

Były chwile załamki, kiedy okazało się, że nawet pożyczka od brata Niedźwiadka nie pozwoli mu zdawać po raz trzeci egzaminu. Nie wystarczy nam po prostu i tyle. Oczywiście pożyczka zostanie zwrócona, choć dyskutowaliśmy ten problem, no ale Niedźwiadek jak widać ma serce nie mniej miękkie jak ja. Tak więc kwestia ponownego podjęcia próby zdania na prawko oddala się w czasie na nieokreślone kiedyś. Zdołowało mnie to niepomiernie, bo jest to częścią wielkiego planu, który chciałabym wprowadzić w życie za całkiem niedługo… I jeszcze rozwaliły mu się buty. Ech. Trwa gromadzenie kasy na nowe.

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała kierować swych myśli na pozytywne tory. Dobrze tu działa szeroko rozwinięte u mnie poczucie humoru. Jakże wiele trzeba go mieć, żeby:

a) zrobić złoty interes z babuszką z targu, żeby kupić 3 kilo moreli za 6 zł, które to morele okazały się być niesmaczne i rozciapane, a jedyne co można było z nich uczynić, to…

b) usmażyć dżem morelowy bez cukru żelującego albo żelatyny, przypalić go i przesłodzić, a potem samotnie zjadać, bo Niedźwiadkowe podniebienie skarmelizowanych moreli nie przyjmie :D [ślubuję nigdy więcej nie dać się namówić targowym handlarkom na świetny interes, kupowanie za bezcen, wielkie promocje czy dodatkowe dekagramy – szczwane bestyje są lepiej wyszkolone w handlu niż niejedna sieć supermarketów! a ja naiwniejsza niż dziecko, co myśli, że jak kupi jedną czekoladę to drugą dostanie gratis…].

c) ugotować totalnie nieklarowny rosół, który jako rosół nie sprawdziłby się wcale, ale przerobiony na pomidorówkę ustanowił nowy rekord w smacznej i ekonomicznej kuchni InnejM, która z dwóch kurczęcych udek uczyni dwa obiady – na jutro będą pieczone, wygotowane udka z ziemniakami i sosem czosnkowym na bazie ogórków [odkrycie, które przejęłam od Niedźwiadka, ale uszczupliłam je o tłusty majonez i tłustą śmietanę].

d) udawać, że jest się na diecie. Niby coś tam ograniczam się w kwestii żarcia [ogranicza mnie też sytuacja materialna, ale jak grubas zechce się nawpieprzać bez umiaru to się nawpieprza, choćby mu została dycha w portfelu…], jednakże żaden dietetyk ani anorektycznie dbająca o linię specjalistka dietą by tego nie nazwała. Ale uznajmy, że próbuję.

e) pozbywać się dowodów zbrodni na mojej linii, jakimi są ubrania, które jeszcze dwa lata temu mieściły się na mnie bez problemu, a teraz to mogę sobie o nich pomarzyć ;) Z niektórymi z nich naprawdę ciężko mi się rozstać. Swoją drogą nie wiedziałam, że mam tego aż tyle. Tego, czego nie nosiłam od ho ho hooo… Natura chomika jest zła. Zaczęłam ją zwalczać.

f) dowiedzieć się, że stara znajoma, z którą kontakt [w moim odczuciu jednorazowo] odnowił się na Dniach Miasta, uważa że bawiła się ze mną wspaniale, że dobrze się czuła w moim towarzystwie, podczas gdy ja jej osobą byłam totalnie znudzona, nie mogłam odnaleźć wspólnego języka [nie cierpię monologów sam na sam… Ty się produkujesz, a partner „rozmowy” się tylko uśmiecha… no przecież zwątpić można!] i generalnie nie te fale… A ona chciała spędzać ze mną więcej czasu! Boszzzz… Ale zastanawiające, jak bardzo różnie jedną sytuację mogą odbierać dwie osoby, co?

Tak więc śmieję się z siebie, jak mogę, bo cóż mi pozostało ;) A w ogóle to jest fajna pogoda. Pochmurno, chłodnawo i bez deszczu. Takie coś jak dla mnie może być. Nie mogę uwierzyć, że lipiec ma się już ku końcowi…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „zagubieni w czasie

  1. cici pisze:

    ee nic sie nie martw, ja tez sie dzisiaj nabralam na targu na nie nadajace sie do jedzenia borowki i maliny…;D wiec nie jestes sama ;)))

  2. kasia-87 pisze:

    Ja to w czwartek myślałam, że jest środa i jakże się ucieszyłam, gdy zorientowałam się, że weekend jest bliżej niż mi się wydawało! A jakiś czas temu kupiłam po niższej cenie czereśnie, po czym okazało się, że 3/4 było do wyrzucenia;/

  3. Łucja pisze:

    jesteś niezła, tak sobie hopnąć do przodu o jeden dzień no i wrócić zaskoczona, że jednak dnia tego nie było…
    Sytuacja z koleżanką – haaa skąd ja to znam xD
    a Twoje „Boszzzz” niesamowicie przypomniała mi moją Siostrę, od razu sie uśmiechnęłam bo jej załamki są przeironiczne i przekomiczne :)

    a na gotowaniu się nie znam, o.

  4. Łucja pisze:

    haha ‚ I need a dollar’ – lubię :D no i dodam tylko – me too. ;)

  5. singluje pisze:

    Ja też do perfekcji doprowadziłam ekonomię w gotowaniu obiadów… i im taniej mi się uda tym jestem szczęśliwsza :D

  6. BanShee pisze:

    Ugotowanie klarownego rosołu… skąd ja znam ten problem :) Przez to czuję się mniej Polką, bo mi narodowa potrawa nie wychodzi, chociaż z uporem maniaka próbuję :)

  7. possibilities pisze:

    W takim razie to porąbane ale pozytywnie :)

  8. bardziej pisze:

    A mnie czeka czwarte podejście i ogromna niechęć. Maszynka na pieniążki taki egzamin. Włosi jeżdżą jak jeżdżą i wielka kultura narodowa polska się odzywa. Ach!

  9. serdunio pisze:

    jakie ku koncowi jeszcze caly tydzien… o kurna, nie no nie tydzien. ty masz racje!!! te zgubione dnie sa zarazliwe!!! :P

  10. gok pisze:

    Mam nadzieję że kolejny egzamin zakończy się pozytywnie :)

  11. selywina pisze:

    Grunt to… czuć grunt pod nogami:) rzeczywistość trzeba umieć kolorować pozytywnymi myślami, dobrze że masz takie w sobie.

  12. Kumcia pisze:

    Z tym prawo jazdy to same problemy. Sama wiem jak to jest, już moje jest w zawieszeniu już od 4 lat…teraz niby bym mogła podchodzić, ale boje się bo bym musiała się przenieść do wawy, Jak Wam się uda to niech Niedźwiadek non stop próbuje. Przerwy są złe. Tzn wiem,że chodzi o pieniądze…ale trzymam kciuki,że coś się odmieni :):*

  13. pierniczkozerca pisze:

    Prawo jazdy ja miałam farta i udało mi się za pierwszym.
    Ja od bab targujących nigdy nie kupuje jak nie spróbuje a potem i tak znajduje kilka spleśniawszy malin albo czereśni :/ albo kwaśne borówki

    bosz!
    ciesze sie ze utrzymujesz optymizm to najważniejsze! dobrze będzie i trzeba pokonać chomika żarłoka napewno ci sie uda !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s