wspomnienia z doła :)

Brzydzę się sobą. Całą sobą. Ciałem, duchem i umysłem. Znów zaczynam nienawidzić samej siebie, ale teraz ta nienawiść ma postać dojrzałą i głęboką. Pogardzam sobą za to, że nie umiem poradzić sobie w życiu, za to że nie mogę znaleźć pracy, że jestem podczłowiekiem, a najbardziej za to, że moja matka miała rację co do mnie. Choćbym się zesrała, nie udowodnię ani jej, ani sobie, ani całemu światu, że jest inaczej. Śniło mi się wczoraj, że dostałam cudowną pracę [w szkole!] wśród miłych ludzi. Dawno nie byłam taka szczęśliwa jak  w tym śnie. A kiedy się obudziłam, miałam ochotę zawyć z rozpaczy i żalu. Czuję się jak w labiryncie, z którego nie ma wyjścia, uwięziona w kręgu swoich słabości i strachu przed światem, dla którego jestem już stracona. Jestem nieudacznikiem i nie mogę tego znieść, nie mogę ścierpieć własnej obecności, bo ja po prostu wiem, że to jest moja wina.

***

Tak pisałam jeszcze parę dni temu gdzieś na jakimś papierowym skrawku, żeby sobie ulżyć. Stąd moje milczenie. Wszystko mi się poprzestawiało, kiedyś jak miałam doła, to lałam swoje żale na blogu. Teraz nie mam ochoty na blogusiu żalów wylewać, wolę pisać o tym co dobre. W każdym razie już przetrawiłam większość swoich smutów i jakoś brnę do przodu mimo przeciwności.

Mój dół wziął swój początek od kłótni z Matką przez telefon. No oczywiście, że zraniła mnie tak, jak robiła to zawsze. Nic nowego. Obwiniała mnie i Niedźwiadka za to, że nie mamy pracy, Niedźwiadka za to, że mam takie życie jakie mam [tak jakbym się kiedykolwiek na to moje życie do niej skarżyła…]. Nowe jest zaś to, że ja już po sobie jeździć nie daję i kiedy Matka mnie obraża, ja odpłacam jej pięknym za nadobne. Nie boję się już powiedzieć, co myślę, chociaż wciąż jeszcze mam jakieś tam granice, których nie przekraczam, bo wierzę w opcję choroby psychicznej mojej matki. Trzymam się tej wersji, żeby samej nie zwariować, bo niestabilność umysłowa tej kobiety wykańcza, naprawdę wykańcza. Nie beczałam, tylko się trzęsłam, kiedy już wreszcie skończyłam tę rozmowę. Potem parę dni przesiedziałam w dołku wypełnionym gównem po brzegi, w międzyczasie odbyłam rozmowę z Młodym, w której wylałam swoje żale na całą naszą rodzinę i po której to Młody zapewne ma mnie za wariatkę zbliżoną do naszej matki [cyt. „gadasz jak matka”]. Próbowałam bezskutecznie wytłumaczyć, na czym zasadza się mój żal do nich, próbowałam też wyjaśnić jemu [i tylko jemu] moją sytuację, która w tym miesiącu jest tak tragiczna, że naprawdę mnie wbiła w ziemię [typu: nie będzie na rachunki i mieszkanie], ale w tym też nie znalazłam zrozumienia. Szukanie wsparcia i zrozumienia w rodzinie jest w moim przypadku zupełnie nieuzasadnione. Nie będę więcej próbować.

W każdym razie te parę dni było ciągiem złych wiadomości. Można się domyślić, że nie dostałam pracy w żadnej ze szkół, jestem dalej bezrobotna i dalej poszukująca zatrudnienia. Był jeden telefon do Niedźwiadka, ale odpadł na rozmowie o pracę, kiedy zobaczono, że był na długim zwolnieniu lekarskim w poprzedniej pracy. Jak stamtąd wracaliśmy, to już się nawet śmialiśmy z siebie, że takim jak my nie pozostaje nic innego, jak własny biznes, bo nigdy nikt nas nie zatrudni. Pewnie tkwiłabym w stanie głębokiej załamki do tej pory, gdyby nie decyzja o kontynuowaniu rozpoczętego przeze mnie „biznesu” i rozwinięciu go o dodatkową gałąź [i nie, nie jest to prostytucja ani sponsoring, a dodatkowa gałąź to nie prostytucja męska w wykonaniu Niedźwiadka :P]. Wprawdzie udało się coś zarobić, ale wciąż było to za mało, żeby przetrwać ten miesiąc. Wtedy z pomocą przyszły wyrzuty sumienia mojej matki, która jakby nigdy nic zadzwoniła po tygodniu porozmawiać z córeczką, bo poczuła się samotna podczas służbowego wyjazdu taty :) W efekcie dwa dni później dostałam zapomogę od rodziców na rozwój „biznesu”. Grosze to grosze, ale w tym interesie grosze wystarczą. Co będzie z interesem dalej – nie wiem. Będę próbować z całych sił, żeby się rozkręciło. A co do Matki… O ileż łatwiej by mi było, gdyby była jednoznaczna w swoich sądach i uczuciach. Gdyby mnie po prostu nienawidziła, ustosunkowałabym się do tej nienawiści tak, żeby mnie nie bolała za mocno i pozwoliła żyć. Gdyby mnie kochała i akceptowała – nic prostszego nad życie w takiej relacji z Matką. Ale ona nie pozwala mi się ustosunkować i ustabilizować, raz mnie kocha, a raz nienawidzi. Gdyby wiedziała, że czasem po kontaktach z nią łykam uspokajacze, żeby móc zasnąć…

Całe szczęście, że życie nie tylko kopie leżącego, ale czasem też pozwoli na chwilę zapomnieć o kłopotach. Tak jak przypuszczałam, musiałam pierwsza wyjść z inicjatywą spotkania do Sis. Ale za to ona mnie zaskoczyła propozycją wspólnego wyjazdu za miasto. Pojechaliśmy we czwórkę do chyba jedynego zoo w naszym województwie. I zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam – dawno się tak świetnie nie bawiłam. Zoo wprawdzie było w remoncie, nie było większości zwierząt, ale i tak wrażenia mam niezapomniane i marzę o tym, żeby tam wrócić, kiedy już wszystkie zwierzaki będą z powrotem na swoich miejscach w całkiem nowych boksach. Niedźwiadek też był przeszczęśliwy, bo oboje byliśmy w zoo w ogóle pierwszy raz w życiu. Także się można domyślić potęgi pozytywnych emocji ;) Najpiękniejsze były dla mnie wielkie koty [które odnosiły się do siebie z czułością na miarę zakochanych ludzi] i wilki. A małe małpki kojarzyły mi się z ludzkimi dziećmi. Nie tylko fizycznie, raczej właśnie z charakteru. No super było. W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o miasto mojego urodzenia, w którym od urodzenia się byłam raz na 10 minut i nawet go za dobrze nie obejrzałam. Akurat była jakaś impreza piwna, więc piwko obowiązkowo, a do tego najbardziej obrzydliwa pizza mojego życia z surowymi, niezbyt nawet ciepłymi warzywami. Fuj! Niesamowity to był dzień. Strasznie byłam im wdzięczna, że nas ze sobą zabrali.

Odbył się też w końcu długo odkładany [przez te niesnaski ze spóźnieniem] wieczór naleśnikowy. Ubrałam się ładnie i pomyślałam, że do czegoś wykorzystam śliczne sandałki na koturnie, które kiedyś podarowała mi mama [nie chodzę w nich na co dzień, bo są za wysokie, a ja do chodzenia na obcasie nie nawykłam i boję się skręcenia nogi :P]. No wyglądałam fajnie całkiem, jak na takiego zaniedbanego tucznika, którym niewątpliwie jestem. Tyle, że przeliczyłam się myśląc, że przejdę w nich tylko kawałek od samochodu do mieszkania. Sis zabrała mnie jeszcze na zakupy składników do naleśników, bo ona oczywiście o gotowaniu pojęcia nie ma, a ja miałam ją uczyć. Ja te zakupy może bym jeszcze wytrzymała na obcasach. Ale obcasy nie wytrzymały mnie. W prawym bucie oderwała mi się prawie całkiem przednia część sandała, wyglądało to okropnie. Wszyscy się na mnie gapili, jak kłapałam tym rozwalonym butem. W dodatku spotkaliśmy znajomych i grono na naleśniki powiększyło się o dwie osoby. Pod klatką Sis była też blokersowa imprezka do tego, a wśród zjaranych, popijających piwo chłopaków był też mój kolega z klasy z podstawówki. No bo przecież wszyscy muszą mnie zobaczyć w rozwalonym bucie, nie? :) Naleśnikowym nauczycielem jestem podobno dobrym, ale sierotą jeszcze większą – wylałam sobie na rękę gorący tłuszcz. Nie muszę chyba mówić, jak zajebiście to bolało i jak wielki pęcherz nosiłam na dłoni przez 1,5 tygodnia? No ale szczęście Sis z powodu smażenia naleśnika za naleśnikiem warte było tego cierpienia :P A potem był turniej w Tekkena, w którym to turnieju zajęłam ostatnie albo przedostatnie miejsce – mówię sobie, że to przez poparzoną rękę :P A, no i dostałam jak zwykle super prezenty, tym razem z podróży poślubnej Sis. Portugalskie wino, pięknie zdobione lusterko i kolczyki. Śliczności.

„BF” zaszantażowała mnie trochę emocjonalnie i w końcu odpisałam jej na smsa. Zniesmaczona byłam strasznie tą wymianą wiadomości. Mam nadzieję, że dałam jej [nie wprost oczywiście] do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana dalszymi kontaktami. Wspólne mieszkanie przez 5 lat to najlepszy sprawdzian znajomości… Każdej znajomości. Ta nie przetrwała.

No, to tak mniej więcej tyle u mnie. Zdjęcia może jeszcze będą kiedyś tam, na razie nie mam weny. Szykuje się pracowity weekend. A, no i news. Niedźwiadek zapisał się do szkoły. Raduje mnie to:) Kurde, naprawdę chciałabym zmienić częstotliwość tych nieszczęsnych notek. Pisać częściej i mniej. Spróbuję się zmobilizować.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „wspomnienia z doła :)

  1. singluje pisze:

    Trzymając palucha z nutellą na palcu chciałabym coś odpisać ale nie wiem co.
    Ja szczęśliwie mam pracę i nawet nie umiem sobie wyobrazić jak to by było bez niej. Wawa rozpieszcza człowieka, dobra praca rozpieszcza czlowieka…
    Dobrze że macie siebie nawzajem z Niedźwiadkiem.

  2. postal pisze:

    do braku pracy sie przyzyczaj.
    ja od zaliczenia magisterki pracowalem tylko w fabrykach (z ktorych szybciutko sie zwalnialem), pomimo wysylanych codziennie dziesiatek aplikacji na jakze pracodajnym slasku, gdzie sie wynioslem. dyplomem mozna sobie duupe podetrzec, trzeba bylo isc do zawodowki.

  3. Łucja pisze:

    Wchodzę na szybko, dodaję nowy psot, ale nie mam już sił, by w pełni zaczytać się w Twój – zrobię to następnym razem.
    Jestem płodna w teksty, bo mam dużo czasu, bo już się od tego uzależniłam ;) Bardzo cieszę się z takich czytelników jak Ty! To mi niesamowicie schlebia, naprawdę.

    Zdradzić Ci mój sekret.?
    piszę tylko
    pod wpływem
    impulsu. ;)

  4. Kocham cie czytac.
    Ciesze sie, ze trafilam do ciebie znowu, wielce pokretnymi drogami.

    Pozdrawiam cie i sciskam i rozumiem!

  5. iwcia-iwon pisze:

    no nie wiem co napisać… że przykro mi że masz takie myśli, że wsparcia nie masz w postaci zrozumienia u matki, tzw bezwarunkowej miłości, jak będziesz zajebistą biznesmenką to wtedy cie wreszcie pokocha???? a wtedy bedzie ci to już niepotrzebne..
    a w ogóle to nie chciałabym cie dobić ale tak paskudnych zdjęć to już dawno nie oglądałam:)))) ale i tak proszę o jeszcze w ramach ciekawości i lekkiego masochizmu, bo oglądałam je z ogromnym zainteresowaniem…
    a ostatnio wpadł mi w ręce list który mi napisałas w okolicach świąt bożego narodzenia – wreszscie dorobiłam sie regału i robiłam porządki w szafkach – kolejny raz sie wzruszyłam
    Madziu jesteś doprawdy WIELKA nie zapominaj o tym

  6. BanShee pisze:

    Na smutki pisane na kartce pomaga ich zniszczenie – porwanie, spalenie, spuszczenie w kiblu. Od razu człowiekowi lepiej :)

  7. Possibility pisze:

    To było chyba cięzkie i niezbyt miłe półtora tygodnia, nie licząc wypadu do zoo… Tylko dlaczego Ty tak bardzo nie lubisz siebie????

  8. Wu pisze:

    Postal ma racje. nie- i stety.

  9. Kumcia pisze:

    Dobrze,że się nie poddajesz. Że działasz.
    Bo najgorsze jest poddanie się.

  10. bardziej pisze:

    Magda, myślę, że bardzo trudno jest być konsekwentnym. Oprócz tego czytam o Twoich zmaganiach z brakiem pracy i przeraża mnie myśl, że u mnie będzie podobnie. Boję się nawet, że czas się z nią oswajać. Ale próbuję jeszcze. Też próbuj! Powodzenia z biznesem!

  11. selywina pisze:

    Też podpisuje się pod słowami Postala, ale są wyjątki od reguły, więc się nie łam:)

  12. unsafe pisze:

    Dobra, czyli jest Pan Niedźwiadek:-) Zakodowałam.. troszkę się u Ciebie pozmieniało podczas mojej 3-letniej nieobecności. Wiem, że marna to pociecha, ale najważniejsze, że masz przy swoim boku Kogoś w tych trudnych chwilach. Brak pracy to chyba jakaś cywilizacyjna choroba…. mnie też to tyczy i przeraża w równym stopniu. Cały czas powtarzam sobie, że nie można się poddawać, że trzeba te CV wysyłać, wysyłać, wysyłać.

    Uwielbiałam czytać to co piszesz i nadal nic się nie zmieniło. Nie zmieniaj długości swoich wpisów, jedynie częstotliwość:-) Chcę więcej, mimo że mam do nadrobienia ‚troszkę’ zaległych:D

  13. cicicada pisze:

    jak dla mnie Twoje notki wcale nie sa za dlugie…czyta sie je jednym tchem :)
    a czesciej mozesz pisac, nie mam nic przeciwko, nawet jestem za :D

  14. purplehair pisze:

    Kochana, pisz tak, jak Ci wygodnie. Jest ok. Choć oczywiście częściej może być, nikt się nie obrazi :)
    Siostra ma szczęście, że ma Ciebie, też bym chciała żeby mnie nauczono robić pyszne naleśniki i wybaczano spóźnialstwo [ostatnio znowu mam z tym klopot]. Sny mam podobne do Twoich, z ta roznica ze nie o szkole. Ale ogolnie o szczesliwosci i nirwanie.

    Zrob zdjecie kolczykow… prooooosze. I lusterka, jesli to nie jest zbyt osobista prośba.

    Szkoda, ze nie moglam pograc z Wami. Lata temu bylam mistrzem w tekkena :)

  15. …hmm…Madziu, jesli możesz to bardzo proszę napisz do mnie …potrzebna jest mi pewna pomoc, gdybyś była chętna….

  16. innam pisze:

    martyniu, nie mam ani Twojego maila, ani dostępu do bloga. Prościej by było, gdybyś Ty napisała do mnie.

  17. martynia pisze:

    …o to nie wiedziałam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s