w tle Adamek vs Kliczko

Słabo mi idzie częste pisanie :) Ostatnio jestem chyba najmniej ogarnięta i zorganizowana w swoim życiu. Brak mi motywacji. Zresztą sporo jest chwil, w których dosłownie tonę w beznadziei i nijak nie mogę się z tego bagna wykaraskać. Pomocną dłonią są dla mnie moje drobne zarobeczki, które – jak już się pojawią – szepczą mi do ucha „nie będzie tak źle, przeżyjemy, może się rozkręcimy?”. Żyję dosłownie z tygodnia na tydzień.

Miałam „rozmowę o pracę”. Która równie dobrze mogła się nie odbyć. Startowałam na telemarkieterkę [zawodu tego szczerze nienawidzę, ale tonący brzytwy się chwyta], wprawdzie silnie podejrzane wydawało mi się to, że w Internecie opinie o firmie są paskudne, a ogłoszenie o pracę podobno pojawia się regularnie w Urzędzie Pracy. No w każdym razie wybraliśmy się tam spacerkiem pewnego pięknego poranka. Nawet się nie stresowałam za bardzo, bo wychodziłam z założenia, że ta praca leży daleko poza moimi jakimikolwiek pragnieniami i dążeniami, będzie co będzie, ale próbować trzeba. Kolejne moje podejrzenia wzbudziła lokalizacja firmy. Dzielnica wielkich hangarów, hurtowni, baraków. Tiry, ciężarówy. Zgubiliśmy się, więc pytałam o drogę. Zahaczyłam nawet o drukarnię, z którą współpracowałam w tamtym roku. Od razu zostałam rozpoznana przez właścicielkę i zapytana o to, jak mi się biznes kręci, hehe. Pokierowała mnie mniej więcej. Ale potem zgubiłam się znów. Zapytałam jakiejś starszej pani, jak tam dotrzeć i tu moje podejrzenia sięgnęły zenitu. Od razu się domyśliła, że ja tam o pracę się starać idę. Zaczęła opowiadać, że jej syn wytrzymał tam miesiąc. Obiecywali mu 400 zł miesięcznie [ja w ogłoszeniu wyczytałam minimum 1000zł!], a okazało się, że ledwo 30zł tygodniowo udawało mu się zarobić. Poza tym robili problemy z rozwiązaniem umowy, generalnie oszukańcy. Cała chęć na rozmowę o pracę mi przeszła. Przeszła tym bardziej, kiedy okazało się, że „firma” mieści się na placu, który jest składem opału. Co mnie dodatkowo rozbawiło, to obowiązek stroju formalnego w pracy, hahahaha. Chyba głupszego pomysłu dla takiej firmy nie widziałam. Ubieraj dziewczynko najlepsze, eleganckie ciuchy po to, żeby popierdzielać do pracy przez plac zasypany węglem :D Okazało się, że płaci się tam tylko od sprzedanej usługi. A ludzie zmieniają się dosłownie co miesiąc, bo nikt nie chce tam pracować, dlatego ciągle szukają nowych. Podziękowałam. No, ale był to chyba ostatni upalny dzień tego lata, a piwo smakowało jak dawno :)

W ramach poszukiwania rozwijających zajęć wzięliśmy się za gotowanie. Moja męczyzna na ten przykład zrobiła całą kopicę pierogów. Wprawdzie zajęło mu to dwa dni [pierwszego lepił takie pierogi, że po ugotowaniu trafiały do klopa… ale drugiego dnia lepił eleganckie, kształtne, nie rozklejające się pierożki, no szok!], ale za to dwa dni jedliśmy naprawdę smaczne obiady :) Ja zaś wyszukałam sobie przepisy na tanie obiady i wczoraj np. zrobiliśmy paszteciki z pieczarkami, a dzisiaj kluseczki na śmietanie. Proste i właściwie z niczego :) Chciałabym jeszcze zrobić kopytka, bo za dzieciaka uwielbiałam je na maksa, a w swym dorosłym życiu jeszcze robić nie próbowałam. No, także pasę się ziemniakami i mąką :P Ale cóż ja na to poradzę, że człowiek jest głodny, a kasy nie ma.

Czasami zastanawiam się, czy ze mną jest wszystko na pewno w porządku. Po nocach znowu śnią mi się morderstwa. Tym razem morderca ścigał mnie po Paryżu, a ja w ramach ucieczki i ratowania swojego życia zabiłam dwie kobiety. No ale krajobrazy i budowle były przednie :P Tak się kończy oglądanie filmów przed snem :) No i jesień, jesień w powietrzu. Z dnia na dzień zrobiło się zimno, a ja już pokasłuję. Noż kurde. Zajebiście boję się powtórki z zeszłego roku. Zarówno pod względem własnego zdrowia [kilkumiesięczna bezskuteczna terapia cholerawieczego…], jak i zdrowia Niedźwiadka. Rozmyślamy nad środkami zapobiegawczymi. Te naturalne i dostępne za darmo na pewno, ale chętnie zainwestowałabym jeszcze w ziołowe antydepresanty i coś na odporność fizyczną. Bo w końcu od fizycznych problemów wszystko się zaczęło… Szkoda tylko, że cholera nie mam gwarancji, że będzie mnie na takie tabletki stać :/ Będę kombinować. Wierzę, że w tym roku nic strasznego się nie stanie.

Na specjalne życzenie:

Lustereczko powiedz przecie…

Z widokiem na biblioteczkę ;)

Kolczyki:

A zegarek, Wu, jest stary, znoszony, porysowany, ma jakieś 10 lat jak nic. Nic specjalnego.

Znów przestawiłam się na totalnie nocny tryb życia. Nawet się nie będę „chwalić”, o której chodzę spać, a o której wstaję…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „w tle Adamek vs Kliczko

  1. Possibility pisze:

    Przepiękna biżuteria!!

  2. Łucja pisze:

    Z tą pracą to rzeczywiście…sceneria skojarzyła mi się ze starymi, niemieckimi, filmami kryminalnymi, nieprzyjemnie, podejrzanie i jak to określiłaś..’oszukańczo” ;)

    Pierogi uwielbiam :d ostatnio lubuję się w tych ze szpinakiem! :)
    Aż narobiłaś mi ochotki!

    Jesień też czuję w powietrzu, gardło boli i robię się nie do życia [tak, zaczęło się wczoraj, kobieta po okresie i na domiar złego, przeziębiona..i rachu-ciachu spaliłam sobotę z hukiem. wciąż mi głupio.]

    Gotowanie, gotowanie…kurcze, ja ciągle nie jestem do tego przekonana ;D tzn. do siebie w kuchni.
    [moja mama robi mega kopytka ;]

    Trzecie zdjęcie jest świetne, ostrość na odbicie – super! :)

  3. BanShee pisze:

    Czy ja tam widze Kinga w biblioteczce? :)

  4. Wu pisze:

    nawet nie masz pojęcia jak ja podskoczyłam z radości, że sie doczekałam tego zegarka :)))))
    zegarki to (zaraz po okularach) ulubiona przez Wu część garderoby :P

    a przepis na paszteciki z pieczarkami dasz?
    bo się obśliniłam po kolana wnet…

  5. ciernista pisze:

    oj ja tez sie slina zalalam na mysl o pasztecikach z pieczarkami.
    gotowac nie znosze, ale jakbym przepis dostala, to sie poswiece :)))

    bizuteria sliczna!!!

    a jesien, to ja tez juz czuje. i po raz pierwszy nie narzekam. kontakt z Wu spowodowal, ze zarazila mnie miloscia do jesieni :) ciekawe tylko czy deprecha mnie nie dopadnie jak co roku…

  6. ciernista pisze:

    czemu ja tu nie moge dodac komentarza???

  7. ciernista pisze:

    o dodalo, szkoda, ze te wlasciwe wywalilo :(

    ja tez sie pisze na przepis na paszteciki. bo tez sie oslinilam okrutnie. i nawet to, ze nie lubie gotowac mnie nie powstrzyma, sie poswiece :)

    bizuteria super!!!

    a jesien tez juz czuje. polubilam ja dzieki Wu:) tylko sie zastanawiam, czy jak juz lubie ta jesien, to czy ona mi deprechy nie przyniesie jak co roku….

  8. innam pisze:

    To nie dodawanie się komentarzy to wina systemu wodrpress, czasem po prostu niektóre komentarze uznaje mi za spam i dopiero muszę je odznaczyć ze spamu. Ale plus jest taki, że prawdopodobniej nigdy więcej żaden Twój komentarz z tego ip nie zaginie :)

  9. bardziej pisze:

    Hej! Poszukiwanie przepisów na tanie obiady i mi chodzi po głowie. Zwłaszcza leniwe muszą być pycha. :)
    Wierzę w Twój biznes, dawaj radę!

  10. cicicada pisze:

    z cyklu dobre tanie dania, polecam kluski kladzione, o cos mniej wiecej jak to:
    http://www.wielkiezarcie.com/recipe58474.html
    jadlam takie z boczkiem i na slodko (z maselkiem i cukrem)… tanio, szybko i pysznie :D

  11. Wu pisze:

    Magda no…..zlituj sie. daj ten przepis kobieto!!
    zalewam z żalem zupę z węża…..chlip.

  12. zlamane-skrzydla pisze:

    Też mam problem z dodawaniem komentarzy. Więc biernie czytam. Trzymaj się dzielnie kobieto.

  13. ciernista pisze:

    a jednak mnie 2 razy dodalo :) wlasciwie 3 :)))))) jakies plusy sa :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s