stary Niedźwiedź mocno śpi

Jak długo można szukać sobie stroju na wyjście z domu dalsze niż do sklepu i z powrotem, związane ze spotkaniem z ludźmi? Okazuje się, że bardzo długo. Myślałam, że nie jestem z tych dziewczyn, które stoją przed lustrem godzinami i nie mogą się zdecydować [i wcale nie tylko dlatego, że nie mam lustra i przeglądam się w szybie starej, rozwalającej się, obrzydliwej szafy]. Jakże bardzo się pomyliłam. Przerzuciłam całą szafę i niestety, ale we wszystkim, co do joty, wyglądam jak parówa. Nie wiem, czy przytyłam jeszcze bardziej, czy to te pieprzone wziewy mnie rozpulchniły [czuję się nienaturalnie napompowana, więc być może], ale no jest tragedia. Tragedia i koniec. Na łóżku rozpierducha ciuchowa, a mi się płakać chciało nad własnym obrzydliwym cielskiem. Nie mogę się też pozbyć wrażenia, że nie jestem już atrakcyjna dla Niedźwiadka.

W związku z tym powzięłam kolejną już decyzję o zrzuceniu kilogramów, od paru już dni jestem [a nawet jesteśmy, Niedźwiadek też postanowił wziąć się za siebie] na „diecie”, która ani nie jest wielce uciążliwa, ani niezdrowa, ot MŻ + ograniczenie cukru, soli i tłuszczu. Z tym cukrem mi najgorzej idzie, bo słodzę kawę, jadam jogurty owocowe i piję herbatę z sokiem malinowym, no ale tak czy siak – żadnej czekolady i innych takich do ust od dobrych kilku dni już nie wzięłam. Jest sukces. Oczywiście na wadze sukcesu ni cholery nie ma, przed chwilą się zważyłam i mam dwa kilo więcej niż wczoraj… Ale przyczyna tkwić może w tym, że wczoraj ważyłam się na golacha, a dzisiaj w ubraniu. Albo po prostu dupa mi urosła w jedną noc, łahaha. Z moim ciałem jestem na wszystko przygotowana. Oprócz ograniczeń w żywieniu wprowadziliśmy sobie przymus codziennego co najmniej godzinnego spaceru [zwykle i tak jest dłuższy], no i może wprowadzimy jeszcze lekkie treningi dla staruszków w postaci marszo-marszów ze zmiennym tempem, polecanych przez dietetyczkę mojego brata. Jak wyczaimy sobie jakąś fajną traskę, to może i kijki znowu pójdą w ruch. Napisałam dużo, ale ileż ja już razy zaczynałam takie odchudzania, takie wielkie podejmowałam wyzwania i co, zawsze się kończyło na tym samym. Tym razem wprawdzie czuję ogromną motywację [podyktowaną głównie tym, że całkiem niedaleko mi już do najgrubszej kobiety świata, którą sobie niedawno oglądałam na filmiku i przeraziłam się, bo jak tak dalej pójdzie, to moja depresja zaprowadzi mnie wprost na wielką kanapę, której całą powierzchnię zajmować będą moje fałdy tłuszczu i nienaturalnie rozkraczone tłuste nogi, a nagość moją da radę przykrywać tylko prześcieradło o wymiarach 3×4], ale na ile ta motywacja mi wystarczy – nie wiadomo. Moje odchudzanie zawsze przerywał jakiś głęboki dół, w który prędzej czy później zawsze wpadałam. I wiem, że tym razem też mnie to nie ominie. Tym bardziej, że jestem zmuszona prosić o pomoc pewną instytucję, co jest dla mnie maksymalnie upokarzające i stresujące. Ale muszę spróbować, bo znowu będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Tak w ogóle to piszę tylko dlatego, że ukochany mój właśnie śpi. Chrapie na potęgę. Kiedy jest – że tak powiem – czynny, trudno mi się skupić na tej radosnej twórczości. Bo zawsze o czymś gadamy, zawsze coś tam robimy. A teraz słodka cisza i spokój, której nie zaznaję zbyt często [i której wcale zaznawać nie chcę, bo czuję, że szybko zatęskniłabym za odgłosami wspólnego życia, a poza tym – jak każdy widzi – pisanie u mnie sprowadza się ostatnio do narzekania na swój los, czego też specjalnie robić nie lubię]. Śpi w dzień pierwszy raz od dawna. Wspominałam, że mamy jakieś problemy ze spaniem. A to bezsenne noce, a to zasypianie nad ranem, a to budzenie się nad ranem. Trzeba jakoś uregulować ten tryb, bo w przeciwnym razie oboje skończymy na prochach :D Szczególnie, że u mnie od prochów to już krok, często wstaję z uczuciem napięcia, którego nie mogę się pozbyć.

Ale ja to i tak pikuś. Martwię się o Sis, która wraz z mężem przechodzi teraz naprawdę stresujące chwile. Nie dość, że praca, to jeszcze walka z całą rodziną o własną przyszłość. Staram się wspierać rozmową i radą. I chętnie wesprę czynem, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. A coś czuję, że zajść może. Ostra jazda bez trzymanki.

Wciąż jeszcze pokasłuję, ale zdecydowanie nie jest to już kaszel taki, jak w tamtym roku, czy też taki, jak choćby tydzień temu. Uczuleniowe gówno, moje oskrzela po infekcjach szaleją, mam nadzieję, że za parę dni przejdzie całkiem. Najsmutniejsze jest to, że nie stać mnie na kupienie sobie prochów, które prawdopodobnie by mi ulżyły. Lista potrzeb jest tak zajebiście długa… Przerażająco, załamująco długa. Jak tu się odbić od dna?

O, i wiedziałam, że tak będzie. Niedźwiadek przespał najlepszą pogodę, a za oknem rozkręciła się wichejra i deszcz. Będzie zajebisty spacer, tak coś czuję… Jesień… Albo mi się zdaje, albo jesienią najpiękniej pachną na mnie perfumy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „stary Niedźwiedź mocno śpi

  1. grafomanka-pospolita pisze:

    Ostatnie zdanie wymiata.

  2. postal pisze:

    kazda baba tak mysli, zanim nie znajdzie sobie partnera na ktorym jej zalezy.
    jak masz watpliwosci co do swojej atrakcyjnosci – zapytaj wprost. mezczyzni sa tak skonstruowani, ze nie potrafia sie niczego domyslic (z punktu widzenia baby), lubia jasno sprecyzowane pytania. odpowie ci, rozwieje problemy.

    jak chcesz desperacko schudnac zacznij cpac amfetamine. daje ci moja postalowa gwarancje, ze schudniesz tak, ze sie sama nie poznasz. serio.
    jesli nie tak bardzo desperacko – wyczerpujace treningi kondycyjne (boks, krav maga, muai-tai, cos w ten desen)

    pachna najpiekniej bo jest wilgotne powietrze.

    pisz czesciej, pisz o dolach, bo… poprawia mi to samopoczucie.

  3. selywina pisze:

    Twoja notka ładnie pachnie:)

  4. Kylinn pisze:

    na schudnięcie polecam taniec, jest ruch i zabawa do tego :)

  5. BanShee pisze:

    Przez te wiatrzysko i grubą kurtkę ja nawet swoich nie czuję :) do diety sporo ruchu – wtedy są najlepsze efekty – a poza tym nie wiem czemu, ale jak słyszę słowo dieta to od razu robie się głodna…

  6. Possibility pisze:

    No nie gadaj! do sklepu to ja cała upaprana lece hehe, tylko kaptur na glowe ;p

  7. cici pisze:

    tez sie musze wziasc za jakikolwiek sport, nawet spacery… podobno najtrudniej zaczac, a potem to juz uzaleznia…wiec mam nadzieje, ze to prawda :D

  8. Ania pisze:

    Jesień panie… jesień…

  9. purplehair pisze:

    Kocham rady Postala normalnie ;]
    Ale Kylinn tez miala niezla, ta z tancem. Wiem ze jak humor do bani to i tanczyc sie nie chce, ale gdzies niedawno wynalazlam sobie na zumba fitness i z jakiegos latynosa sie nabijalam. A na drugi dzien mialam zakwasy, wiec to cale tancowanie moze jakos dzialac jednak.
    Co do Sis, trzymalabym twardo jej strone. To Twoja druzyna no nie?

    I buziak za ostatnie zdanie.

  10. aga pisze:

    Szukalam wlasnie jakiegos blogu opisujacego zwykle zyciowe problemy. Siedze juz od tygodnia w domu na zwolnionku i zaczynam tracic kontakt z rzeczywistoscia.
    Niestety problemy innych mnie krzepia – nie ma jak zdac sobie sprawe ze inni sa tez w tym samym zafajdanym nastroju.

    Eee nie bede truc ze powinnas uprawiac sport i miec silna wole zeby mniej jesc. Przez 20 lat (liczac od przedszkola) nie uprawialam sportu a potem to i biegalam polmaratony i fitnesuje sie co najmniej raz na tydzien. A chuda to bylam zawsze….

    Przesylam Ci mnostwo pozytywnej energi!
    Ciao!

  11. Kumcia pisze:

    Ja też mam zamiar z rzucić pare kilo-ale to ciężka sprawa:P Łatwo narzucić trudno zgubić

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s