stand by me

Nie pamiętam momentu, w którym zasnęłam. Pamiętam za to dobrze moment, w którym się obudziłam. Od tego pierwszego promyka jasności zza zasłony w oku mym naszły mnie rozterki. Wstać czy nie wstać? Napić się czy nie? Kanapeczkę czy może nie ryzykować? Zaryzykowałam wiele wstając za poranną potrzebą, co było swoistym testem. Test oblałam i szybko wróciłam do łóżka. Zdechłym plackiem leżąc, zdołałam poprosić Niedźwiadka o podanie jogurtu z lodówki, którego zjadłam parę łyżeczek i uderzyłam w kimę. Godzinę później przyszedł Niedźwiadek poleżeć ze mną. Przegadaliśmy następną godzinę i… zostałam uleczona. Wstałam, okutałam się w szlafrok, nie mając najmniejszego zamiaru ani się czesać, ani ubierać, ani myć. Niedziela na brudasa.

A wszystko z powodu wczorajszej imprezki. Z racji tego, że przez ostatni czas Sis z mężem nas gościli i karmili za każdym spotkaniem, postanowiliśmy się zrewanżować. Niedźwiadek postanowił zrobić wegetariańską lasagne. Męczył się z nią pół dnia, bo niestety w żadnym przepisie ani filmie instruktażowym nie wytłumaczono, jak należy ugotować makaron lasagne, żeby się nie posklejał… Oj było nerwów, bo Niedźwiadek to Nerwus. Chyba go przemianuję :D W każdym razie dość fachowo się zabrał do dzieła. Ricotta, pesto, passata di pomodoro, lasagne to główne obce słowa, użyte w tym daniu, co na gospodarzach zrobiło nielada wrażenie, bo oni tak jak i my raczej za często takich frykasów nie jadają. My bo za drogo, oni bo gotować nie lubią :D

Sama imprezka się udała bardzo. Zostałam rozgrzeszona, a raczej sama sobie dałam rozgrzeszenie po pewnym wyznaniu poczynionym naszym przyjaciołom, którzy oczywiście dali nam wielkie wsparcie psychiczne i podbudowali. No i zresetowałam się. Przegapiłam tylko 3 kolejki z ostatniej butelki wody ognistej, a było ich trzy. Pogadaliśmy fajnie, przepaliłam niesmak po rozmowie z Matulą sprzed paru godzin.

Matula zadzwoniła, bo – ze wstydem przyznaję – zapomniałam o jej urodzinach. Musiała więc o sobie przypomnieć, a przy tym podjąć rozkosz zdeptania jedynej córki po raz tysięczny. Próbuję zmienić swoje życie, o czym na razie ciii, bo nie chcę zapeszać. A jedyne, co otrzymuję od mojej mamy w tej sprawie jest: „nie dasz sobie rady”, „a może to nie warto zaczynać”. I od zawsze tak jest. Czegokolwiek bym nie wymyśliła, cokolwiek planowała, moje pomysły i plany zawsze są złe i skazane na porażkę. Ja chyba w jej oczach jestem jakaś ułomna. Ciekawe czy kiedyś zastanawiała się nad tym, że mój brak wiary w siebie ma swoje źródło w jej sposobie postrzegania mnie. Rodzic powinien być tą osobą w życiu człowieka, która bezwzględnie wspiera i pomaga z całych sił. Na mój zarzut o braku wsparcia, matka odpowiedziała, że gdyby miała pieniądze, to by mnie wspierała. Szkoda tylko, że ja nie pieniądze mam na myśli. Jakieś dobre słowo, odrobina wiary we mnie… Nigdy tego nie uświadczyłam i nie uświadczę. Dziękuję Bogu, że oprócz rodziny mam jeszcze przyjaciół, których ulubionym zajęciem nie jest zniechęcanie mnie, odbieranie mi pewności siebie i przekonywanie, że nie jestem w stanie nic w swoim życiu zrobić. Mimo wszystko mam żal, mam kupę żalu, którego żadna wódka ze mnie nie wypłucze.

Jestem ciekawa, co przyniesie nowy tydzień. Oby samo dobre. Dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama. Że w ogóle nie jestem sama.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „stand by me

  1. Łucja pisze:

    wegetariańska lasagne? jestem na tak! :)
    niedziele muszą być…luźne. właśnie po to są.

  2. serdunio pisze:

    poki co ja tez mam pizamowa niedziele. a co!

  3. iwcia-iwon pisze:

    ja nje rozumiem o co chodzi z tym nie dawaniem sobie rady, przecież trzeba próbować i czasem wychodzi a czasem nie i dawanie rady nie ma z tym nic wspólnego, porazki są nieustannie wpisane w nasze życie i tego się nie uniknie, ale zawsze warto próbowac i nie poddawać się…
    dobra już nie bedę pieprzyć frazesów:))))

  4. przygodyaninabezrobociu pisze:

    cale szczescie ze masz przynajmniej Niedzwiadka u swego boku :D ale serio, wegetarianska lasagne to nie lasagne ;)

  5. BanShee pisze:

    niedzielę? ja mam brudasowy cały weekend i bynajmniej nie dlatego, że zachlałam – lenistwo bokami mi wychodzi :)

    rodzice… temat rzeka…

  6. purplehair pisze:

    To może jej nie mów o swoich planach, chyba że to konieczne… Kolejny raz słodkimi słówkami Cię nie nabierze.
    Hołd dla przyjaciół.

  7. postal pisze:

    twoja mama jest jak moja tesciowa.
    cale zycie doluje mi zone. nienawidzi mnie (za spontanicznosc i nie liczenie sie z jakakolwiek opinia) z wzajemnoscia.

    smierc autorytatywnym zgredom! ich czas sie skonczyl, zyja w PRL’u. Rosja to ich stan umyslu.

  8. cicicada pisze:

    kurcze, szkoda… naprawdę…normalni rodzice, to naprawdę wiele… ja teraz to doceniam…
    ale tak jak ktoś wyżej już napisał, dobrze, żę masz takiego Niedźwiadka…to jest prawdziwy skarb!

  9. Anka pisze:

    otóż, makaron można kupić taki, na którego opakowaniu napisane jest „nie wymaga gotowania” dla tych, którzy temu nie ufają (tak jak ja) istnieje opcja podgotowania a w razie sklejenia to pod zimną wodę i nie ma problemu:) ale to już pewnie po tych bojach wiecie : ]. Jeśli chodzi o plany to wiesz, jakbyś miała problemy księgowe np. to wal, szepnę coś Młodej. Wiesz, jakby co.

  10. Kumcia pisze:

    Ja to na spotkaniach towarzyskich jestem goszczona chipsami i alkoholem na który sobie sama przyniosę lub z zrzutki :P :)

    To wspaniale,że macie takich przyjaciół.

    Też pomyślałam,abyś swojej mamie nie mówiła o planach, o ile nie musisz. :) i nie będziesz musiała wysłuchiwać powątpiewań.

  11. linka-1 pisze:

    Odrobina lenistwa w niedzielę nikomu nie zaszkodzi :). A po imprezie w końcu trzeba odpocząć :D. Rodziców sobie nie wybieramy… Szkoda, że ze swoją mamą masz tak pod górkę, jeśli chodzi o porozumienie, ale co poradzić. Najważniejsze, że możesz liczyć na ukochanego i przyjaciół. Nic się nie martw, ja też zapomniałam o urodzinach mamy… Doskonale pamiętam tę datę, ale jak człowiek ma za dużo na głowie, to nawet faktów czasem nie skojarzy. Tylko że moja mama zupełnie inaczej reaguje i traktuje wiele spraw.

  12. Wu pisze:

    jak ja pragnę porządnego kaca…. ja pierd**….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s