Z pamiętnika Szefowej Samej Siebie [w skrócie SSS]

Na początku było słowo. Czyjeś, pisane do mnie. Potem był biznes plan, skąpany w twórczym pocie. Podatki, rozliczenia, przychód, dochód, koszta, netto, brutto, księgowy zawrót głowy. Pertraktacja, wskazówki i akceptacja. Akcja. Szukanie lokalu w centrum miasta, telefony, umowy. Telefony, maile, informacje, umówione spotkanie. W końcu wyjazd „służbowy”. Szkolenie, materiały, informacje, decyzje, wskazówki, pękająca czaszka i podniecenie, bo MNIE TO NAPRAWDĘ INTERESUJE, BAWI, CIEKAWI i ROZWIJA!!! Ambicja i chęć działania krąży w żyłach.

Stało się. Dojrzewałam do tej decyzji 1,5 roku i teraz już nie ma odwrotu, bo ZAKŁADAM FIRMĘ!

Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia był Niedźwiadek, który uwierzył w to wszystko dużo szybciej niż ja. Ja uwierzyłam dopiero po jakimś czasie. Wszystko toczy się strasznie szybko. Działamy intensywnie. Nie jest łatwo, ba! księgowość mnie przytłacza i ciągle próbuję ją objąć umysłem, ale wierzę, że w końcu, może dzięki prezentacji kogoś doświadczonego, uda mi się poznać jej arkana na tyle, by kiedyś samodzielnie się rozliczać. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam – jest ostro.

***

W miniony weekend, oprócz odbycia szkolenia w Stolicy [które to szkolenie wyrwało mnie z butów dosłownie ;)], odwiedziliśmy jeszcze brata z żoną. Nie widzieliśmy się chyba z rok… No i było wesoło. Dwa biesiadne wieczory, moja utrata dziewictwa w sprawach substancji psychoaktywnych, która zakończyła się wyrzyganiem całkiem pysznego kebaba [drugiego w życiu…], podbitym okiem [na szczęście siniaczek minimalny, prawie niewidoczny, za cholerę nie pamiętam jak i kiedy, nikt inny też] oraz zdobyciem cennego doświadczenia w tej sprawie, które to doświadczenie mówi wyraźnie: jeśli Ci się wydaje, że nic Ci nie jest, to znaczy, że za trzy godziny będzie Ci tak bardzo, że nawet sobie nie wyobrażasz. Odwiedziliśmy też rodzinę bratowej, która przyjęła nas niesamowicie serdecznie, jak swoich. Szczególnie Niedźwiadek był pod wrażeniem, bo mama bratowej była do niego lepiej nastawiona niż moja matka… Generalnie staliśmy się świadkami tradycyjnej, polskiej gościnności na przepięknej polskiej wsi. Jedzenie było nam wciskane na siłę, podobnie jak kolejne kieliszki koniaku, a potem wódki. Gospodarz nie widział chyba opcji, byśmy wyszli od nich trzeźwi, podobno jest to standard. Naprawdę przemiło. Zostaliśmy oprowadzeni po gospodarstwie, obejrzałam krowy, a słodkie jałóweczki lizały mi palce. Wygłaskałam psy, wodziłam oczyma za kotami, dość nieufnymi wobec ludzi, bo i życia na wsi łatwego nie mają – takie trochę prawo dżungli… Słabe ogniwa giną.

Nie było za dużo czasu na zwiedzanie, ale te parę godzin spaceru po Warszawie uświadomiło mi, że to miasto zmieniło się od mojego ostatniego dłuższego pobytu parę lat temu. Wydaje mi się nowocześniejsze, bardziej zadbane, rozwinięte. Wcześniej wydawało mi się szare i brzydkie – zmieniłam zdanie. Niedźwiadek pierwszy raz był w Stolicy i naprawdę wielką frajdę mu sprawiła ta przymusowa wycieczka. Mi podobało się, jak rozwinięta jest komunikacja miejska. Ten sam tramwaj co 5 minut, szok. Mieliśmy ambitny plan odwiedzić nowiutkie planetarium, ale nie wpadliśmy na to, że warto by było wcześniej zarezerwować miejsca… Z doskoku pod planetarium stała dłuuuuuuga kolejka, taka aż na zewnątrz. Zrezygnowaliśmy, głównie ze względu na kaca-giganta Niedźwiadka, który ścigał się poprzedniego wieczoru z takim jednym młodym o to, który szybciej wymięknie… Te durne chłopy. Wychlali prawie 2 litry wódki. Zamiast do planetarium poszliśmy więc na kawę, której bym se w życiu nie kupiła, ale brat stawiał. 15 zł za kawę, pfff… Moja dusza Sknerusa McKwacza zaśmiała się pogardliwie. Generalnie brat z bratową niemal całkowicie sponsorowali nas w ten weekend, bo my biedaki ostatnie pieniądze wydaliśmy na bilety. A tu rachunki nie popłacone, lodówka pusta, trochę mnie to prześladowało w Stolicy, ale mówiłam sobie, że jakoś to będzie. Fajnie było na Krakowskim Przedmieściu, fajnie na starówce, przytłaczająco w Złotych Tarasach. W ogóle mam kompleks paszteta. I nie to,  żem tłusta (bo tłuszcz to tłuszcz, kij z tłuszczem). Ale włosy mam fatalne, doprawdy FATALNE. Obok moich wieśniackich ciuchów są esencją mojej pasztetowatości. I trochę się tego wstydziłam, wiecie? Nawet już nie chodzi o Warszawkę, bo zaniedbana czuję się też tu u siebie. Ale po prostu fajnie by było mieć ciuchy, które do siebie pasują i działają na moją korzyść. Ech. Ciężkie jest życie kopciucha. Ciągle marzę o fryzjerze. Może sobie zafunduję na otwarcie fyrmy, co by ludzi nie odstraszać. Jak będzie kasa.

W ogóle tak sobie myślę, że ludzie dużych miast mają tyle możliwości, tyle opcji spędzania wolnego czasu… Nic tylko zarabiać i wydawać na te wszystkie wspaniałe miejsca. A, i wypasiona choinka stoi na starówce! Przepiękna. Nawet se zdjęcie cykliśmy, będzie na fejsika :D ;)

Wciąż jeszcze jestem pod wrażeniem barw i świateł Warszawy, ale wracając do domu cieszyłam się, że wracam. Coraz częściej doceniam własny kąt, spokojny czas we dwoje z Niedźwiadkiem, wspólne rozrywki. Tylko ta Stara-Zza-Ściany… Wróciliśmy wczoraj, dzisiaj wychodzimy na zakupy, a ona już wyłazi i wypytuje, że ona to podobno myślała, że my chorzy jesteśmy, waliła do drzwi i dzwoniła, ale my jej nie otwieraliśmy. Wymusiła na mnie zeznanie, że nie było nas te parę dni… Wyprowadza mnie normalnie z równowagi!!

A jutro są Mikołajki :) I prawdopodobnie dostaniemy największy prezent w życiu – nową szansę. Dziękujemy, Mikołaju! Równy z Ciebie gość.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Z pamiętnika Szefowej Samej Siebie [w skrócie SSS]

  1. ciernista pisze:

    GRATULUJĘ FIRMY I ODWAGI!!!!

    Wiesz M…. Ci co mieszkają w tej Warszawce i zarabiają dużą kasę i mają to wszystko pod nosem i tak nie korzystają w większości przypadków. Ja doceniłam Poznań jak go straciłam. Nie, żebym miała kasę na studiach, ledwo koniec z końcem. Ale nie wszystko było płatne albo zaraz drogie.
    Myślisz, że ten mieszkający w stolicy zauważa te światła?

    I ja trzymam mocno kciuki za Was. Należy Wam się!
    Duża buźka za odwagę !

  2. selywina pisze:

    Huraaaaaaaaaaaaaaaa:) Wiedziałam, że odważna z Ciebie dziewczynka. A jak firma będzie już ostro działać, to nie tylko będzie Cie stać żeby iść do fryzjera, ale kupisz sobie też własnego .-)

  3. zlamane-skrzydla pisze:

    O i bizneswomen będzie :)

  4. bardziej pisze:

    InnaM,
    wiesz, że kiedyś myślałam, że jesteś dużo starsza ode mnie?
    Magda, gratuluję odwagi, życzę powodzenia! Idąc ciągle po Twoich śladach, może właściwych dla tego wieku, podpatrywałam Twoje poczytania po studiach, wzdychałam. Później się okazało, że szukanie szans jest też i moim losem. Ale dzięki Tobie miałam odwagę. Za tę odwagę Ci dziękuję!
    Życzę powodzenia i cieszę się waszym miłym weekendem!

  5. grafomanka-pospolita pisze:

    Cóż rzec. Powodzenia.

  6. Kumcia pisze:

    Madź :) opowiedz coś więcej o tej fimie :) tzn czym będziesz się zajmowała :) bo jestem ciekawa :) :P

    I gratuluję :) to się nazywa wziąć los w swoje ręce :)

  7. Kylinn pisze:

    poprostu powodzenia.

  8. purplehair pisze:

    Hehe teraz to sie Wam w dupach poprzewraca :D Gratuluje i trzymam kciuki, powodzenia zycze z calych sil, wszyscy tutaj wierzymy w Was chyba mocniej niz Wy sami ; ))) Ale grunt, ze teraz bedzie lepiej. Bedzie postep.

    oplulam monitor – esencja pasztetowatosci.. nie no nie moge :D

    A stara pewnie kwiatki chciala Wam podlac, jak Was nie bylo. Ha, na pewno jej brakowalo szurania Waszych krzesel ! :D

  9. linka-1 pisze:

    Gratulacje, kochana :)! Niesamowite, podziwiam za odwagę i życzę powodzenia, spokoju i zadowolenia :). Ale zdradź jakieś szczegóły, bardzo proszę :).

  10. cicicada pisze:

    brawo brawo:) gratuluję :)
    w sprawach księgowych mogę co nieco doradzić jakby co ;p z podatkami trochę gorzej ;D

  11. postal pisze:

    ja sie zawsze balem podjac takiego kroku, pojsc w ta strone. tak duzo jest poiza twoja kontrola, tak wiele moze nie wyjsc albo pojsc zle.
    gratulacje odwagi i coz – powodzenia.

    co mozna od ciebie kupic? towar czy usluge?

  12. Ania pisze:

    Gratulacje :) ruszysz teraz z miejsca :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s