nikt nie wzrusza tak jak Freddie

A jednak śnieg popadał. Wprawdzie na parę dni przed świętami, ale zawsze, no i w śladowych ilościach, które prędzej czy później znikną i nie będą mnie gnębić swoją rozpaćkaną obecnością.

Wykrzesałam z siebie świąteczny klimat. Wysprzątałam dom tak, jak dawno wysprzątany nie był, łącznie z dawno nie ruszanymi zakamarkami. Poprałam wszystko, co można było uprać. A potem przyozdobiłam korytarz dwoma łańcuchami lampek, które – wydaje mi się – miały przeznaczenie zewnętrzne, ale aż takim hardkorem i świątecznym maniakiem nie jestem, żeby błyszczeć lampkami na balkonie czy w oknie ;) Lampki doskonale zastępują brak światła w korytarzu :D Chyba zostawię je tak na cały rok :D Puściłam sobie amerykańskie świąteczne kawałki [oprócz Last Christmas, bo tym to już można sobie serdecznie pawia puścić] i ubrałam choinkę.

Zawsze przy tej okazji myślę o Babci, bo moje choinkowe ozdoby są wszystkim, co Babcia zgromadziła przez lata. Są więc stare, radzieckie bombki i dzwoneczki, jak i nowsze ozdoby, a wszystkie tak różnokolorowe i różne stylowo, że… uwielbiam tę moją choinkę. Praktycznie nic do siebie nie pasuje, ale za to jest megakolorowo i ciekawie :) Chciałabym, żeby chociaż część z tych ozdób przetrwała, myślałam, by rozdać po kilka braciom, żeby oni też mogli nieść dalej pamięć o Babci i naszych dawnych, wspólnych świętach. Żeby każdy z nich miał co przekazać potem swoim dzieciom. Kwestie pamięci o zmarłych i o dawniejszych tradycjach mojej rodziny stały się dla mnie bardzo ważne od jakiegoś czasu. Dlatego planuję zrobić kutię na wigilię, której to kutii nie ma od śmierci Babci, a jest elementem mojej tożsamości, białoruskich korzeni. I jeśli ją zrobię, to zaniosę trochę do rodziców. Tak, zdecydowałam, że pójdę do nich chociaż na chwilę i będę twarda. A resztę wieczoru spędzę z moją Większą Połówką [:D] i prawdopodobnie również oba świąteczne dni. Taki przynajmniej jest plan i spróbuję nie dać się zaszantażować Matce, żeby się zmienił ;)

Przed świętami mam do załatwienia jeszcze cztery firmowe sprawy, Matula zaoferowała się pomóc w nich przy pomocy samochodu i siebie jako kierowcy. Przyda się bardzo, tylko nie wiadomo jeszcze, czy jedna ważna sprawa da radę być załatwiona ze względu na terminy. No zobaczymy. Podjęłam też parę słabszych decyzji w wyniku własnej niewiedzy, ale podobno nie będą miały znaczącego wpływu na wszystko. Mam taką nadzieję, bo czasami świruję od nadmiaru odpowiedzialności i stresu. Wiecie, jakieś fazy w stylu budzenia się o świcie z przerażającą myślą, że o czymś zapomniałam. Martwi mnie też trochę brak samochodu i prawka, bo nie mogę sobie wyobrazić zwożenia tego wszystkiego miejskim autobusem. Trzeba będzie zakombinować albo z rodzicami, albo z Sisami. Może ktoś pomoże.

Załatwiłam też kwestię prezentu dla Sis i Niedźwiadka. Wybrałam się w końcu do tego nieszczęsnego Rossamanna, fajnie, bo dużo miejsca, się człowiek nie czuje klaustrofobicznie ani nie ma kompleksu słonia, nie trzeba się o nikogo ocierać i można przebierać w rzeczach godzinami. Co nie zmienia faktu, że moja bezdomna powierzchowność musiała przyciągnąć ochroniarza, który przez pierwsze 20 minut moich poszukiwań patrzył mi na ręce. Wiedziałam, że Sis zawsze sprawi radość jakiś nowy zapach, bo jest kolekcjonerką perfum, hehe. Więc przy zapachach spędziłam jakieś 30 minut, szukając czegoś ciekawego. W efekcie sięgnęłam po pierwszą buteleczkę, która wpadła mi w ręce. Strasznie często tak mam, że pierwsza rzecz okazuje się być najlepsza. Wyszłam stamtąd pachnąca mieszaniną zapachów i trochę sfrustrowana, bo miałam ogromną chęć kupić też coś dla siebie, półki kusiły okazjami, ale zdrowy rozsądek zwyciężył. No a Niedźwiadek dostanie maszynkę do strzyżenia włosów i brody. Czyli jak zwykle praktycznie i przyszłościowo :D

Wymyśliliśmy z Niedźwiadkiem, że opcja obżerania się przez 3 dni świąteczne nam nie leży i postanowiliśmy rozłożyć sobie pyszności na cały tydzień w normalnych ilościach. Tak więc już prawie zniknęła sałatka z kurczaka, kukurydzy i ananasa, sernik na zimno tężeje w lodówce, a co będzie dalej, tego nie wie nikt, bo jeszcze tego nie wymyśliliśmy :D Doszłam do smutnego wniosku, że muszę mieć zmasakrowaną lekami wątrobę, bo mi słabo tłuste żarcie leży, czuję się nie za dobrze po takim posiłku a alkohol już mi chyba nie służy. Znaczy w ogóle nie mam chęci go pić. Trzeba będzie sobie zafundować jakąś kurację, bo tak być nie może :D

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „nikt nie wzrusza tak jak Freddie

  1. serdunio pisze:

    ja sie bym nie upierala ze to watroba, bo to moze byc np. wstepnie zalatwiony woreczek zolciowy wiesz? :P ani jednego ani drugiego ci nie zycze.
    co do kutii – jest ona elementem moich, polskich korzeni i robie co roku na Wigilie. a na Pierwszy dzien Swiat zawsze zabieram pojemnik kutii ze gdziekolwiek akurat Bozonarodzeniowa impreza jest. doszlo do tego ze w tym roku Siostra MS sie upewniala telefonicznie czy aby na pewno pamietam zeby ze soba wziac te „nut and poppy seed salad”. hihihi. niech jej bedzie salatka ;) wiadomo o co chodzi nie? :D

  2. BanShee pisze:

    kutia u nas zawsze też jest na święta, moja mama ją robi już tradycyjnie od kilku lat – uwielbiam :) bez tego święta nie są świętami! jest jeszcze kilka takich smaczków świątecznych , które wspominam zawsze z rozrzewieniem…

  3. purplehair pisze:

    Noo nareszcie notka, czekałam :) Uh sporo tego, az nie wiem co napisac :)
    Nigdy nie jadłąm kutii, muszę spróbować koniecznie.
    Mam nadzieję, że firma się rozkręci i będzie elegancko prosperować !
    A co do perfum to juz chyba kiedys pisalam -w Superpharmie jest duzo taniej niz w Rossmannie! Ale mam nadzieje ze w tym roku trafilas na te sama cene ;)
    Z życzeniami jeszcze się odezwę :) Buziaki.

  4. selywina pisze:

    Fajnie u Ciebie, tak świątecznie i pozytywnie:) niech tak już zostanie:)

  5. cicicada pisze:

    tez nigdy nie jadlam kutii u mnie zawsze makowki krolowaly… ale to pewnie tez wynika z rejonu w ktorym mieszkam:D
    z rozkladaniem przysmakow to ma swoj plus – dluzej bedziecie mogli delektowac sie tym co dobre:)

  6. Possibility pisze:

    Wesołych Świąt w blasku Gwiazdki :*

  7. Łucja pisze:

    Czyli wszystko w jak najlepszym porządku, no może prócz tych pobudek o świcie z przerażeniem w głowie – bo oczy, jak mniemam są wciąż półzamknięte. Śniegu ni ma, u mnie mokro i nieprzyjemnie, obok stoi piwko, bo jakoś tegoroczne święta, chociaż oczywiście są ciepłe i wspaniale pyszne, to jednak w gronie codziennym nie oddają w pełni całej atmosfery. Na szczęście od jutra się to zmieni, nadjedzie jedna część rodziny, kolejnego dnia druga i znowu będziem siedzieć i gadać do późna :D To lubię i na to czekam.

    ojejj w komentarzu powinno być chyba więcej nawiązań do posta, nie do samej siebie ale nic nie poradzę – po ciastowej dawce węglowodanów trochę nie panuję nad myślotokiem i słowotokiem, bo to u mnie idzie w parze, gdy już siadam do pisania. ;)

    Zdrowych, wesołych!

  8. agent pisze:

    Ogólnie rzecz biorąc wygląda na to że przygotowałaś sobie pole na dobre święta, ale w sumie nie zaszkodzi chyba ciągle jeszcze życzyć wesołych świąt bo tego nigdy za mało ;)

    Wesołych świąt!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s