kłopotliwy prezent

Mój stary, poczciwy komputer umarł śmiercią naturalną. Ciężko mi było w to uwierzyć i się z tym pogodzić, ale najprawdopodobniej płyta główna padła i właściwie nie było już czego ratować. Nie wie o tym jeszcze dawny właściciel złomka, aż strach mu mówić, bo pewnie uzna, że zepsułam mu dobrze działający sprzęt :) Długo Niedźwiadek przekonywał mnie, że powinnam przywłaszczyć sobie firmowego laptopa i uznać go swoim [do tej pory stał sobie i czekał na otwarcie firmy, będąc z rzadka używanym do jakichś drobnych spraw w warunkach pościelowych – swoją drogą nie sądziłam, że laptop to taka wygoda, że można we własnym łóżku popracować i się pobawić, w wygodzie i ciepełku]. Opierałam się, wierząc, że mój stary druh jeszcze zmartwychwstanie, tak jak zrobił to raz 2 miesiące temu, a drugi 4 dni temu. Utraciłam wiarę po 2 godzinach prób wskrzeszania, dociskania, odpinania i podpinania. Umarł. Przedpotopowy, ciągnący za dużo prądu monitor oraz wielkie pudło zastąpił mały lapek, do którego podłączyłam swoją myszkę i nową klawiaturę [czy już mówiłam, że nie znoszę pisać na laptopie?], która chodzi jak marzenie, nie denerwując Niedźwiadka głośnymi klawiszami. Przeniosłam najważniejsze dane ze starego dysku i oto jestem. Nowa era, panie. Nowa era.

Święta bez rewelacji. Na wigilię do rodziców poszłam, kutii zrobić nie zdążyłam, bo sprawy firmowe przeciągnęły się na dwa dni i nie zdążyłabym z namoczeniem pszenicy. Wigilia szybka i bezproblemowa, mama była tak miła, że poczułam namiastkę normalnej matki i normalnych stosunków rodzinnych. Równie miła była, kiedy woziła mnie samochodem po mieście pomagając załatwiać sprawy. Poczułam się kochana, poważnie. Szczególnie, kiedy mówiła, że za mną tęskni i że strasznie się cieszy, że może ze mną dzisiaj pojeździć. Oczywiście miałam gdzieś tam w głowie mrygającą lampkę ostrzegawczą z napisem: „to może być kolejny element znęcania się psychicznego nad tobą i próba wywołania poczucia winy za to, że ograniczasz kontakty z matką”, ale mrygała dość blado i bardzo cieszyłam się tymi chwilami. Dostałam od Mamy dużo prezentów z gatunku praktycznych, jak gdyby czytała mi w myślach o rzeczach, które mi się kończą i których mi brakuje. Strasznie się nimi cieszyłam. Po wigilii wróciłam do siebie. Zauważyłam, że w świętach lubię to, że ludzie sobie wzajemnie życzą. Nawet całkiem obcy. I że uwielbiam być dla ludzi miła i serdeczna, a w święta mam na to jeszcze więcej ochoty niż na co dzień dlatego, że mam wrażenie, iż ludzie chętniej przyjmują wtedy i odwzajemniają serdeczności. Tak więc panowie taksówkarze, panie w sklepach, na poczcie, sąsiadki… nikt nie został przegapiony w przedświątecznych uśmiechach i życzeniach.

A same święta spędzone były w domu, na filmach, jedzeniu i byciu razem. Całkiem w porządku. A tak pełnej lodówki tośmy nie mieli chyba od pół roku. Po ostatnim sprzątaniu w lodówce czyhało na mnie tylko światło oraz perfekcyjna czystość, oprócz tego wielkie nic :D Mama podzieliła się prawie wszystkimi świątecznymi potrawami. Jeszcze do dzisiaj zostało. Po paru latach przerwy zafundowałam sobie kolejny już seans Władcy Pierścieni wszystkich części, tym razem z lektorem, i strasznie mnie irytowało zupełnie bezsensowne tłumaczenie kluczowych kwestii, które odbierało cały urok i znaczenie filmowi. Ktoś, kto nie oglądał w oryginale, nie za dobrze zna angielski, straci dosłownie to co najlepsze i uzna, że ten głęboki film to kretyńska bajka. Dlatego ja Niedźwiadkowi tłumaczyłam co bardziej spartolone linie, bardzo chciałam, żeby kochał ten film jak ja, hehe [co oczywiście nie ma racji bytu]. Co jak co, ale polska telewizja powinna zainwestować w lepszych tłumaczy, bo siara.

Wczoraj było świąteczne spotkanie z Sisami. Wymiana prezentów z Sis, biesiada i rozmowy. Kto jak kto, ale oni naprawdę potrafią człowieka podtrzymać na duchu i sprawić, że trochę bardziej uwierzy w swoje możliwości. Kiedy rozmawiam z nimi o tym całym przedsięwzięciu, zaczynam widzieć plusy, które na co dzień giną mi w potoku własnego przerażenia i poczucia nieporadności. Bardziej wierzę, że co by się nie stało, będzie to dla mnie cenne doświadczenie. Poza tym twierdzą, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż powiedzie mi się :D Hehe. A z drugiej strony ta rozmowa. O ludziach sukcesu, o profilu psychologicznym człowieka sukcesu, którego jestem całkowitym przeciwieństwem, a na istnienie których mamy przykłady z życia codziennego. Choćby Bro czy Ona. Ludzie, którzy znają swoją wartość, potrafią domagać się swojego, wyznaczają sobie cele i dążą do nich bez względu na to, co kto mówi czy myśli. A także ludzie, którzy nie boją się improwizować, są spontaniczni, otwarci do takiego stopnia, jakiego ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Ludzie, którzy pracują w najważniejszych firmach w kraju, z gwiazdami i politykami. Sis mówiła o Niej z takimi pozytywnymi emocjami, że poczułam się fatalnie. Bo pomyślałam sobie, że ja, ze swoimi pretensjami o spóźnienia, swoją ułożoną osobowością, która potrzebuje planowania spotkań z kilkudniowym wyprzedzeniem, która nienawidzi zaskoczenia, a wszelka spontaniczność jest mi wysoce niewygodna, jestem po prostu nudna. Fatalnie, przerażająco nudna. Nawet Niedźwiadek przyznał, że lubi takich ludzi jak Ona, bo przynajmniej jest ciekawie i wesoło w ich towarzystwie. Oczywiście przed zaśnięciem pałowałam się myślami [cytat z Iwci] o tym, że w takim razie zarówno Niedźwiadek, jak i Sis, muszą być kompletnie znudzeni moją osobą, a moje towarzystwo wywoływać może jedynie głębokie znużenie. Nudziara. Poczciwa, ale jednak wciąż nudziara. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja lubię swoje ułożenie. Nie jestem typem, który wsiada w samolot i leci samotnie do Ameryki bez grosza przy duszy, poznaje przypadkowych ludzi, z którymi koczuje w Nowym Jorku przez 2 tygodnie, nocując w różnych dziwnych miejscach i przeżywa przygodę życia. Nie jestem takim typem i wcale nie zazdroszczę takiej wyprawy. Dlaczego więc czuję się tak bardzo gorsza?

Dostałam od Sis super prezenty jak zawsze. Moje podobno też się spodobały. Niedźwiadek pozazdrościł naszej dorocznej wymiany prezentów i stwierdził, że dogada się z mężem Sis, żeby oni sobie też kupowali prezenty na święta, hehehehe. To by dopiero było :D Trochę obawiam się Sylwestra. Właściwie z każdym dniem coraz bardziej. W ostatniej chwili zamówiliśmy dla Niedźwiadka jakąś koszulę na tę okazję, bo chłopak nie ma już w czym chodzić. Mam nadzieję, że do Sylwestra dojdzie. Boję się jakoś. Po głowie chodzi mi myśl, żeby jakoś się wykręcić, ale wiem, że tego nie zrobię choćby z tego względu, że przez moją osobę nasza impreza będzie miała taką formę, a nie inną, cała grupa dopasowała się do moich możliwości finansowych. Martwię się i schizuję jednym tematem i nie wiem, co będzie z moją zabawą w takim wypadku. Znaczy się wiadomo, że zabawy innym psuć nie będę i nie będzie po mnie tego widać, ale co się w środku naprzeżywam to moje. Tak, wiem, brzmi jak marudzenie, ale nie chce mi się tłumaczyć. Może po prostu wezmę relanium przed wyjściem? :)

W ramach prezentu dostałam stówkę z żądaniem, bym kupiła sobie coś fajnego, bez opcji odłożenia jej na czarną godzinę czy zrobienia za nią standardowych zakupów do domu. Co do grosza mam ją wydać na siebie. I jest kłopot. Bo jak nie mam pieniędzy, to bez problemu stworzę listę rzeczy, które chciałabym sobie kupić. A tu nagle ta ekstra stówka i jestem w kropce. Bo lista listą, ale ze wstydem przyznaję, że źle się czuję wydając na siebie kasę. Nagle wszystko, co mogłabym sobie kupić wydaje mi się głupie i niewarte wydania na to pieniędzy, a czasy zbyt nieprzyjazne na szastanie forsą na kaprysy. Beznadzieja. Stąd moje pytanie: na co wydalibyście taką ekstra stówkę?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „kłopotliwy prezent

  1. purplehair pisze:

    BUTY !! Albo spodnie :)))
    Albo coś w czym będziesz paradować w trakcie spotkań z klientami, bo to i praktyczne i dla Ciebie :)
    Na początku się zdziwiłam, że wrzuciłaś taki filmik ale jak dotarłam do do końca to jeszcze włączyłam sobie jingle bells z tymi samymi wykonawcami :D
    Cieszę się bardzo, że Wasza gwiazdka była tak udana. Chciałabym, by wszyscy ludzie mieli takie święta. Miejmy nadzieję, że ta życzliwość i miłość nie minie wraz ze świetami. Bo taka lampka właśnie mruga u mnie.
    Buziaki !

  2. Anka pisze:

    Nie ufam ludziom nieułożonym, nie myśl o tym jak o nudziarstwie, to zaleta wg mnie.
    Jakbym miała ekstra stówkę poszłabym po karton fajek:] albo zamówiłabym krótkie skarpety na tą ciepłą zimę, bo w kozakach za gorąco a w trampkach już trochę jakby głupio w grudniu-zaszalałabym widać:]

  3. Kylinn pisze:

    ja jestem z gatunku tych nieułozonych właśnie i dobrze mi z tym :”)
    a za extra stówke kupiłabym sobie coś extrea, coś co chciałabym mieć, a normalnie bym sobie tego nie kupiła.

  4. postal pisze:

    zostaw sobie na sylwestra

  5. singluje pisze:

    Ja kupiłam sobie właśnie sukienkę za extra stówkę. Polecam :)

  6. cicicada pisze:

    singluje dobrze mysli: tzw mala czarna – przyda sie na kazda okazje, nie tylko na Sylwestra:)

  7. grafomanka-pospolita pisze:

    Relanium?? Żeby przetrwać Sylwestra??? KOBIETO, nie dobijaj mnie i siebie!!!!!!!!!!!

    A ekstra stówę na pewno na ciuchy, bądź kosmetyki bądź książki. Wybór należy do Ciebie :D

  8. bardziej pisze:

    Innuś, bardzo podobała mi się Twoja notka, jednak z najbardziej ulubionych. Za 100 – to zależy co znajdziesz w sklepach – koszulę, sukienkę, kosmetyki z tzw. aptecznych na skórę albo książkę, albo nie wiem. Laptop świetna sprawa, dużo wygodniej, zwłaszcza jeśli się dokupi na niego mały składany stolik z ikei – wtedy to się dopiero wygodnie pisze w łóżku.
    3maj się mała i baw się dobrze!

  9. Kumcia pisze:

    Ekstra stówkę zapewne chciała bym wydać na jakiś ładny łaszek+książkę. Jestem na odwyku książkowym, w pracy miałam ogrom i za darmo :P

    A jak by wyszło w życiu?? zamknęła bym ją w szafce, bo do głosu by doszedł mój rozsądek i czekała by aż ją utopie w prawku.
    Czyli w moim przypadku nie istnieje coś jak jakiś dodatkowy pieniądz.

    Madzia, ale Ty sobie coś kup :P dla ducha i ciała :D

  10. linka-1 pisze:

    Cieszę się, że święta upłynęły Ci w miłej atmosferze :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s