cieniofilka

Poruszona do głębi komentarzem postala, witam Was w Nowym Roku i śpieszę donieść, że nie dostałam petardą w oko i nie leżę w szpitalu – po prostu mam posylwestrowego lenia ;) Za to mocno łechcą mą próżność wszystkie miłe opinie o moim pisaniu, dziękuję Wam bardzo. Jak kiedyś napiszę książkę, to pierwsi się o tym dowiecie :D Na razie się na to nie zanosi. Od kiedy napisałam w podstawówce jeden rozdział niedoszłego bestselleru, który został skrytykowany przez Mamę, mam dziwną traumę, jeśli chodzi o historie wymyślone ;)

Te wszystkie nerwy przed wyjściem na sylwestrową imprezę mocno się odbiły na atmosferze w domu. Niby koszula trafiła w końcu w ręce Niedźwiadka [chociaż jedna dobra, bo druga za krótkie rękawy miała], niby potrawa, którą mieliśmy przygotować zrobiona, ale napięcie ostatnich dni spowodowało wybuch i pożarliśmy się tak, że ja we łzach, Niedźwiadek trzaskał drzwiami, a oboje mieliśmy wielką chętkę na często wspominane ostatnio przeze mnie relanium. Oczyma wyobraźni widziałam kaszanę, a nie udany wieczór, gdybym tylko mogła, zamknęłabym się w domu i nigdzie nie poszła. Ale taka opcja nie wchodziła w grę, więc wciągnęłam smarki, wzięłam prysznic i zrobiłam się na bóstwo. Mimo, że wilgotne oczy utrudniały zadanie, przykleiłam sztuczne rzęsy, które nie zrobiły mi numeru i wytrzymały na oczach do rana ;) Odziałam się w to, co planowałam, czyli bluzka z dekoltem do pasa. Im bliżej wyjścia, tym spokojniejsi, poszliśmy w końcu razem zgodnie jak gdyby nic, bez relanium  [choć zapewne jedyne, co nas wstrzymywało przed tym krokiem, to świadomość niebezpieczeństwa płynącego z jednoczesnego spożywania alkoholu :P] i chyba nawet nienajgorzej spędziliśmy czas. Nie powiem, żeby była jakaś rewelacja [towarzystwo takie trochę nie do końca moje i nie do końca wyluzowane… więc ani poszaleć, ani myśleć o resecie], no ale przyzwoicie. Przyjechaliśmy godzinę wcześniej, żeby pomóc gospodarzom, nalatałam się po schodach jak głupia, bo impreza była w wielkim domu, gdzie kuchnia na dole, a „sale” na górze. No i generalnie pomagałam w organizacji, więc miałam też sprytną wymówkę, by uciec w co bardziej niezręcznych momentach ciszy :D Były fajerwerki [podejrzenie postala nie było takie głupie wcale, gospodarz z kolegą co roku mają ubaw ze strzelania petardami, ja na ten przykład musiałam zatykać uszy i się odwracać, bo trochę mieli, szczególnie tych co nie wyglądają, tylko je słychać :P], szampan i życzenia. Małe pojednanie i życzenie sobie więcej cierpliwości i wzajemnej wyrozumiałości, bo to w końcu 4 wspólny Sylwester i 4 wspólny Nowy Rok. Kawałeczek życia razem. A potem już z górki, aż wszyscy goście wyszli, po imprezie posprzątane, ledwo dodzwonione na taksówkę i z wielką łaską obsłużone;) Świtało, gdym przyłożyła głowę do poduszki.

Ledwo się nowy rok rozpoczął, już się człowiek wkurzył. Meble mi się spóźniają, poopieprzałam dwie firmy, jedna obiecała poprawę, a druga milczy pokornie i zobaczymy, czy się wywiąże. Opóźnia mi się otwarcie, już pogodziłam się z myślą, że wybrany przeze mnie termin nie ma racji bytu [ktoś doświadczony oczywiście to przewidział, ale na początku wszystko wygląda prosto, dopóki się człowiek nie przekona, że poleganie na innym człowieku zawsze równa się jakiemuś niedociągnięciu] i miesiąc czynszu pójdzie się walić. Jutro instalacja szyldów, może transport kolejnych elementów, jeśli się uda z Matulą dogadać. Chciałabym być już na innym etapie działania. Na etapie: pozwólcie mi zarabiać pieniądze :D

A ekstra stówka poszła przede wszystkim na to:

 

Oczywiście wnętrza wypełnione moją kolekcją, nic nowego nie przybyło. Niektóre moje skarby były nie do przetransportowania w nowe miejsce, ale tak sobie myślę, że wcale nie mam tego wszystkiego aż tak dużo. To mnie pociesza, bo mam jeszcze trochę miejsca do zapełnienia :D Nie obyło się bez uszkodzeń, ale nie ma takiego uszkodzenia cieni, którego nie można naprawić za pomocą alkoholu i monety. No ale nie wyglądają już tak estetycznie jak wcześniej, pocharatały się trochę :D Że nie wspomnę o syfie w pokoju, jaki mi się przy przenoszeniu zrobił… :D Tak, wiem, kasa na pierdoły… No ale taki był zamysł :D Patrząc z boku, widzę, że mam poważne braki w odcieniach innych niż brązy, beże, szarości, zielenie i fiolety. Będzie na co polować :) I nie śmiać mi się! :>

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „cieniofilka

  1. postal pisze:

    o i sama sie znalazla. wolno kozystac z komputera na oiomie? nie wchodzi w interakcje z polem elektromagnetycznym genetowanym przez EEG?

    bedziesz handlowac cieniami do powiek?

    ja sie autentycznie o ciebie martwilem! lubie tego bloga. jest taki optymistyczny. bez ciebie nie ma bloga, wiec kuruj sie i szybko opusc mury szpitala!

    szybkiego powrotu do zdrowia.

  2. agent pisze:

    Poleganie na innych zawsze obarczone jest niewiadomym prawdopodobieństwem sukcesu. Dlatego najlepiej jest działać w pojedynkę.

  3. serdunio pisze:

    ej to ale jakie jeszcze ci potrzebne odcienie? :D
    calkiem fajne :D
    i rowniez najlepszego w Nowym Roku!

  4. grafomanka-pospolita pisze:

    Kobieto, Ty masz więcej cieni niż ja!
    Ale to w sumie nie jest trudne do osiągnięcia ;)
    pozdrawiam Cie gorąco w tym Nowym Roku i nie kumam komentarzy tego postala

  5. postal pisze:

    ;-)

  6. Łucja pisze:

    Gdzie mi tam do ”śmiacia się”! ;D ja się sama pomalować – w sensie cieni- zupełnie nie potrafię, wychodzi makabra także tego nie robię.
    [chwała Bogu za pomocne koleżanki!]

    Może za bardzo się przejmujesz każdym wyjściem? :)
    Nigdy nie miałam tego problemu, chcę- idę, nie chcę-zostaję, jak się zobliguję to będę no bo co zrobić? i już wtedy z racji braku wyjścia, staram się nie nastawiać.
    ”będzie, co będzie. hey-ho let`s go.”
    choć sama po moich postach wiesz, że nie zawsze tak pięknie bo ignorancko i bezczelnie, mi to wychodzi ;)

    Blizną mnie załamałaś! miałam nadzieję, że swędzonko kiedyś minie! Dupa, trza się mę..drapać ;D

  7. linka-1 pisze:

    Z tymi cieniami i tak masz dobry wynik :). Ja się uparcie trzymam jedynie brązów :P. Szkoda tych nerwów przed samym wyjściem na sylwestra, ale tak to jest. U mnie też nieco zgęstniała atmosfera, bo nie mogliśmy się z mężem wyrobić. Mogło być lepiej, ale najważniejsze, że w sumie dość miło spędziłaś czas. Trzymam kciuki, żebyś już wkrótce znalazła się na innym etapie działania. Powodzenia!

  8. Anonim pisze:

    no jak kilka wpisów powyzej rowniez smiem twierdzic ze masz wiecej cieni niz ja;p
    i fajnie ze sylwester sie udal
    i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!

  9. purplehair pisze:

    Shit a ja myślałam, że mam tego dużo :D
    Ale nie kumam – jeśli to są Twoje starsze nabytki, to stówka poszła na rzęsy i… pudełko ;-)? A bazę pod cienie jakąś masz? :>

    Będę się powtarzać do znudzenia:
    Powodzenia na swoim i zazdroszczę!
    I piszże częściej, ostatnio zaglądam tu kilka razy dziennie, tak samo do Wu, która przepadła w odmętach sieci, miejmy nadzieję że jednak nie zostanie sama.

    I zdradź proszę branżę, na prv może… :*

  10. Kumcia pisze:

    To ja powiem,że ja mam więcej cieni. Bowiem kiedyś sobie kupiłam paletke cieni i tam chyba jest 32 kolory i do tego dochodzą takie luzem:P Ale co nie zmienia faktu,że ich nie używam prawie w ogóle.
    Nawet w najlepszych związkach zdarzają się kłótnie :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s