elmirka

Wczoraj:

Gdzie ja żyję? W jakim kraju i w którym roku? Bo od rana śmierdzi mi komuną. Elektryk umówiony na 10.00. Kiedy nie przyszedł godzinę później, zadzwoniliśmy z ponagleniem, dowiadując się, że panowie muszą najpierw zjeść śniadanie, dopiero potem się zjawią. Pojawili się następną godzinę potem. Meble. Jedna firma obiecująca realizację zamówienia do 14 dni, po 19 dniach pisze mi, że jeszcze nawet nie zaczęła robić moich mebli, ale że ma najszczersze chęci, to POMIMO inwentaryzacji, zacznie dla mnie mój mebel robić. Cóż za poświęcenie! Mój mebel już powinien być u mnie od tygodnia! Druga firma obiecała dostawę na 15. stycznia (termin wtedy odległy o 3 tygodnie!!! ze wględu na święta i nowy rok), przesyła mi maila, że planowany termin dostawy to 25. stycznia! 10 dni później! Szyldy. Umówiona godzina montażu 15.00, wczoraj potwierdzona. Fatalny deszcz, ciemnica, ale bujamy się przez całe miasto komunikacją miejską i piechotą, bo przecież umówione. Jest za piętnaście, dzwoni do mnie pani, że jednak montażu nie będzie, bo POGODA NIE SPRZYJA. Że kurwa co, się pytam?! Czy wywiercenie dziury w ścianie to wyczyn wymagający słonecznej aury? A może komuś się po prostu nie chciało, zupełnie tak jak mi, gdym zobaczyła rano pogodę za oknem? Tyle, że ja byłam już na miejscu i to wcale nie skora do przychylania się do zamysłów delikatnego głosiku po drugiej stronie. Po godzinie panowie przyjechali i zamontowali, wcale się nie rozpuścili od deszczu. Dodatkowo wyszło nieporozumienie z drugim szyldem, tak więc jeszcze raz będę ciągać biednych panów monterów w jakiś inny dzień, daj im Boże słońce! Jeśli każda firma w tym mieście ma takie podejście do klienta, to moja się silnie wybije na tym tle, bo sobie NIE WYOBRAŻAM zachowywać się tak niepoważnie. Jaki to paradoks, że ludzie zachowują się jakby mieli wyłączność na klientów,  zero konkurencji, poziom obsługi poniżej oczekiwań, a narzekają, że czasy nie takie i ciężko.

Dziś:

O, jeden mebel podobno już wczoraj wysłany kurierem, nawet się postarali, żeby mi kurier namiary na śledzenie przesłał. Co z tego, że wczoraj dali kurierowi, skoro według tego, co na śledzeniu zobaczyłam, karta adresowa została wydrukowana dopiero dzisiaj wieczorem, a kurier wyruszył po 20.00. Się spodziewałam dzisiaj odebrać, ale biorąc pod uwagę jutrzejsze święto, to przesyłka dotrze w poniedziałek. I tak to się pracuje i umawia na terminy z profesjonalistami :)

Matuli zmiękły kolana na wieść o mojej dopłacie do prądu, którą obiecała mi ufundować. Jak i czynsz, co w sumie daje sporą kwotę. Sumienie pchało mnie, by powiedzieć: mamo, nie trzeba, dam sobie jakoś radę (choć nie dałabym rady na pewno), ale zacisnęłam zęby. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, może już wkrótce będę samowystarczalna i może to ja będę mogła pomagać rodzicom. Póki co muszę brać jak dają, bo nie mam wyjścia. Staram to sobie przynajmniej tak tłumaczyć, żeby odpadł mi choć jeden powód do zmartwień.

Niedźwiadek bawił się dzisiaj w Boba Budowniczego i nareszcie, po prawie dwóch latach mieszkania w tym domu, mógł naprawić wszystkie przepalone gniazdka. Elektryk wymienił nam bowiem skrzynkę rozdzielczą. Może nie uwierzycie, ale do tej pory mieliśmy tu korki, których już nigdzie nie produkują, jak przy awarii rok temu zobaczył je elektryk, to się aż za głowę złapał, że ktoś takie antyki jeszcze w domu ma [w dodatku nie działające, nie było możliwości samodzielnego odcięcia sobie prądu w domu]. A my mieliśmy :P Do wczoraj. Teraz wymienione na normalną estetyczną skrzyneczkę, która działa i można było ponaprawiać gniazdka w łazience i kuchni, a nawet włącznik światła w korytarzu. Tak, tak, prawie dwa lata nie było w korytarzu światła :P Kuchnia poszła gładko, Niedźwiadek zrobił to tak piknie, wymienił puszki, ogipsował, zamontował gniazdka, no cudeńka. Za to łazienka trochę nas zaskoczyła. Wystarczyło puknięcie młotkiem w ściankę, by wybić dziurę na wylot :| Wypadła spora część jakiejś spróchniałej płyty. W ogóle ściany w naszym mieszkaniu są tak kruche, że mnie to trochę przeraża. Dosłownie się sypią. Jakby tak nie daj boszzzz trzęsienie ziemi, to ten blok by się złożył jak domek z kart.  No ale w każdym razie ściana dziurawa, trzeba było łatać prowizorycznie papierem i gipsem, żeby to jakoś wyglądało, tragedyja. Dobrze, że z tej szafy we wnęce w ogóle nie używamy, bo chyba by mnie to silnie irytowało. No ale kilometry przedłużaczy lecące przez cały dom zniknęły :) Na jutro zostało tylko jedno gniazdko w małym pokoju do wymiany i mamy spokój aż do remontu, który kiedyś na pewno nastąpi. A kiedy? Tego nie wie nikt :D

Ksiądz w tym roku ominął nasze drzwi. Czyli odnotowane, iż nie przyjmujemy. Miło :)

Niedźwiadek coraz częściej przebąkuje o… kocie. W wolnych chwilach przegląda lokalne ogłoszenia „oddam kocięta”. Czy to znaczy, że obudziło się w nim pragnienie powiększenia rodziny? Dawno już temu rozmawialiśmy o tym, że chcielibyśmy mieć pupila, chomica jest kochana, ale fajnie mieć futrzaka, którego można wytarmosić i przytulać [jak Elmirka :P].

Do tej pory nie myśleliśmy o tym poważnie, miałam wrażenie, że Niedźwiadek nawet niezbyt by chciał zwierzaka, a teraz taka odmiana… Mam mieszane uczucia ze względu na niepewną sytuację materialną, ale z drugiej strony tak tęsknię za domem pełnym zwierząt. W każdym razie to ciekawy sygnał.

Odkryliśmy z Niedźwiadkiem sałatkę gyros. Wiecie, że ja nigdy tego nie jadłam? O ludu, co za pyszności… Tyle, że my robimy bez majonezu, odchudzona wersja z jogurtem. Coś cudownego. Mogłabym jeść codziennie.

No i jestem przeziębiona. Już wiem na pewno, że kilkudniowy ból gardła, a teraz katar i kichanie, osłabienie i ból zatok mi się nie wydawał :P Szczególnie, że dzisiaj z ledwością wstałam po 12.00… Trzeba się naszprycować jakimś grypeksem czy innym febrisanem i mieć nadzieję, że przejdzie. Ale raczej przejdzie, bo nie czuję się aż tak połamana, bywało dużo gorzej. Zła wiadomość dla mnie jest taka, że zarejestrowałam się w końcu do alergologa, ale przy rejestracji powiedziano mi, że na pierwszą wizytę mam przyjść z morfologią i rtg klaty. Morfologia… Boszz, jak ja to zrobię. Chyba przyjdę i powiem, że ja się od razu położę, bo potem będzie problem z nieprzytomnym słoniem na posadzce. Chyba przy okazji zbadam sobie enzymy wątrobowe, bo czuję, że po czterech latach łykania leków wątróbka może być w nienajlepszym stanie. Nienawidzę pobierania krwi!

Także teeego… Idę spać. Branoc!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „elmirka

  1. serdunio pisze:

    no kochana, po tak wyczerpujacej notce (ze juz nie wspomne o wydarzeniach w niej opisanych) to ty idzze sobie spac, idz :)
    i niech ci w snach nie smierdzi komuna! :D

  2. selywina pisze:

    Też miałam momenty, że rodzice wspierali mnie finansowo, nie byłp mi z tym dobrze ale jak mus to mus. Teraz sama im pomagam, czasem kupie coś fajnego czy potrzebnego i jest dobrze:) Przyjdzie czas, że też będziesz pomagać swoim, cierpliwości.

    Gyros u mnie w domu pojawia się regularnie, uwielbiałam to danie jak jeszcze jadłam mięso, teraz wyjadam tylko kapuste z góry:)

    A propos kota, to jako alergik nie masz uczulenia na sierść kota- to podobno jeden z najczęściej występujących alergenów. Ja przy kotach mam duszności.

    Zdrówka życze!:)

  3. innam pisze:

    Jeszcze nie wiem, na co mam alergię, ale ja całe życie miałam zwierzęta i nie miałam alergii, alergię mam prawdopodobnie na pleśń w domu. Zwierzęta mi nigdy krzywdy nie robiły.

  4. grafomanka-pospolita pisze:

    Gyros jest boski, ja nie wiem, gdzie Ty sie wcześniej chowałaś :P

    Masakra z tym niedotrzymywaniem terminów.

    Taaaak, kota miejcie!!! A z tą alergią u mnie było tak, że pojawiła się na sierść kotów po ok. 5 latach „mienia” w domu kota… I tak sobie żyliśmy chyba jeszcze ze 3 lata razem, teraz żyjemy oddzielnie i fizycznie czuję się o niebo lepiej, a psychicznie to bym chciała…

  5. postal pisze:

    REALISTYCZNIE-PESEMISTYCZNIE

    Ciekawe, czy zeby sztucznie utrzymac przy zyciu (zeby nie musiec oddawac pieniedzy z dotacji) przynoszaca same straty firme bedziesz musiala wyjechac myc gary do niemiec jak wszyscy moi znajomi, ktorzy podjeli sie zakladania dzialanosci.

  6. purplehair pisze:

    Zaraz tam straty. Sam widzisz, że się dziewczę oburza, na myśl o tak nieprofesjonalnej obsłudze klienta. Byleby klienci to docenili, bo moi coś nie chcą :D Ale ja tam jestem pewna jej sukcesu. Dwa lata to nie az tak strasznie dlugo.

    Salatka z gyrosa? Seriously ?

  7. kasia-87 pisze:

    No wiadomo, że gyrosówka rządzi! :)
    Ja też nie lubię brać pieniędzy od rodziców, a ostatnio też jestem zmuszona, bo pracy jak na razie brak…
    Kotów to ja nie lubię, psy fajniejsze! ;) Choć bardziej wymagające ;)

  8. cici pisze:

    moze i to Wasze mieszkanie nie najnowsze, ale przynajmniej zawsze to wlasny kat z ktorego nikt Was nie wyrzuci.
    a co do polskich firm, to powiem tyle. A to Polska wlasnie i ilekroc wyjezdzam gdzies za granice, nawet na kilka dni i potem wracam do naszego rodzimego kraju. to wstyd mi…po prostu wstyd

  9. Kumcia pisze:

    Wytrwałości i cierpliwości życzę:)

  10. BanShee pisze:

    Zwierzęta są fajne ale kosztują. No i człowiek uwiązany trochę jest. Niemniej przyjemnie mieć dodatkowego członka rodziny :)

    A co do fachowców w Polsce… komuna nigdy nie odejdzie wśród tej grupy ludzi. Od budowlańca, poprzez hydraulika do stolarza. jeszcze nie spotkałam takich ktorzy by sie wyrabiali i byli słowni. Taki urok :)

  11. postal pisze:

    ci co sie wyrabiaja wyjechali za granice

  12. linka-1 pisze:

    Katastrofa z takimi specjalistami od siedmiu boleści. To rzeczywiście jakaś paranoja. Nie zazdroszczę, ale miejmy nadzieję, że teraz będzie już z górki. Haha… Widzę, że Niedźwiadka dopadło to, co mnie trzymało do niedawna. Sama na widok jakiegokolwiek kotka piałam z zachwytu i błagałam, żebyśmy sobie sprawili własnego. Aż w końcu dotarło do mnie, że to jeszcze nie ten moment, bo nawet nie wiemy, co się będzie z nami działo dalej i gdzie się podziejemy. Ale skoro Wy macie swoje stałe mieszkanie, to kto wie :).

  13. agent pisze:

    No to zdrówka! Coby tyle nie trzymało ile mnie trzyma (cokolwiek to jest).

    O fachowcach nie będę się wypowiadam, bo sam mam czasem duże problemy ze zdążaniem. Choć w sumie pogodą się chyba jeszcze nie wykręcałem ;)

  14. ciernista pisze:

    jak zaczniesz wyprzedaż przedłużaczy, to ja pierwsz w kolejności :) nam wiecznie brakuje. mamy może 2 i to zajęte przez jakieś sprzęty.

  15. Kylinn pisze:

    apropos fachowców:

    i zdrowia życze, mnie tej zimy jak dotąd choróstwa wszelakie omijają, tfu tfu żeby nie zapeszyć…

  16. Wu pisze:

    teraz pod górkę, to później się odmieni :))

  17. całaja pisze:

    no to widzę że się dużo dzieje, bo najważniejsze żeby było „do przodu” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s