now you’re just somebody that I used to know

Chyba czas na notkę, mimo że czas goni nas i bliski jest deadline, a tu jeszcze sporo do zrobienia. Sprawy mogą przybrać bardzo ciekawy obrót i szczerze mówiąc bardzo bym chciała, żeby tak właśnie się stało. Ale jak na razie trzeba zdać się na ślepy los i… czekać. A czekając działać. W piątek ostatnie meble i sprzątanie, telefon, pieczątka i stronka, jutro ostatnie dodatki i faktura do odebrania, w poniedziałek towar i szkolenie, wtorek ekspozycja i reklama i… chyba ruszamy.

Się zaczyna, tak w ogóle. Zawiść, konkurencja i podkładanie świń. Czuję, że „życie” przy sąsiadach z lokalu obok łatwe i przyjemne nie będzie. Już drugi raz mnie okłamali. Próbują straszyć, zniechęcać i w ogóle. Za pierwszym razem to był drobiazg wprawdzie, szybko rozwiązany z właścicielem budynku, który poradził mi, by nie słuchać tych ludzi, bo to dziwaki. Ale za drugim razem trochę podziałali mi na nerwy. Okłamali nas, że szyld, który parę dni temu zamontowaliśmy, jest za duży i zawadza samochodom dostawczym do tego stopnia, że muszą zawracać. Oczywiście w swojej zbyt dużej wierze w człowieka, w pierwszym odruchu załatwiłam ekipę do zmiany umiejscowienia szyldu. Po chwili jednak – widząc, jak dostawczy bus przejeżdża obok bez problemu – przypomniałam sobie słowa właściciela budynku i podzieliłam się z Niedźwiadkiem refleksją, że może oni po prostu walą nam ściemę, bo im się szyld w tym miejscu nie podoba. Bo na tym samym filarze, co oni. Tak nam gorliwie podpowiadał inny filar ten facet, że aż wyszłam popatrzeć. I zobaczyłam, że ten filar, który proponował jest pusty, nikt nie ma tam reklamy, bo… nic z niego nie widać od strony ulicy. Potem szybki telefon do właściciela, żeby upewnić się o właściwym osądzie sytuacji i… oczywiście wyszło, że ci obok zawsze mają jakiś problem, że mamy się nie denerwować, a on dla pewności jeszcze jutro do nas zajrzy i zobaczy. Zobaczył, powiedział, że wszystko ok, żeby nigdy nie wierzyć im w te ich gadki i poszedł. HA!

Dwa dni skręcaliśmy biurko. Nikt nie miał pożyczyć wkrętarki, więc jechaliśmy normalnym śrubokrętem… Ale biurko już stoi. Śmieci wyrzucone. Już widzę oczyma wyobraźni pełne półki i stoiska. Jeszcze rozmyślam czym ozdobić ściany, żeby było fajnie. Ale to już detale. Szukałam sobie dywanu, ale jakieś takie nie do końca pasujące mi do konwencji były. Znalazłam za to super wykładzinę, w myślach już podklejałam ją taśmą dwustronną i jakież moje zdziwienie było, kiedy się okazało, że wykładziny można dzisiaj na miejscu normalnie obszyć takim wykończeniem jak dywan. Równie zaskoczona jak ja była moja Matula, ale co się dziwić, skoro od 20 lat nie kupowała wykładzin.

Są dwie sprawy, którymi aktualnie żyję. Pierwsza to firma, a druga to Nucky. Nie oszczędzę Wam opisu dochodzenia Thompsona do zdrowia, nie bez powodu Niedźwiadek ochrzcił mnie Matką Teresą od kotów :P Problemy jelitowe kociaka spędzały mi sen z powiek, bo mimo wizyty u weterynarza, dalej bardzo cierpiał. Czytałam więc wszystko, co udało mi się znaleźć w Internecie na temat radzenia sobie z kocimi zaparciami. Testowałam wszystko. Krowie mleko wpuszczane do pyszczka [mój kot nie lubi mleka…], oliwa z oliwek do pyszczka, pasta odkłaczająca… Nic nie działało. W końcu zdecydowałam się na parafinę ciekłą. O dziwo, mój kot zjadał ją aż się uszy trzęsły, a dostawał ją do każdego posiłku [nie mówiłam, że niechętnie cokolwiek jadł? z parafiną wszystko znikało, jakby wiedział, że właśnie tego mu potrzeba i to mu pomoże]. Jeden dzień parafiny i… mój kot się odetkał. Jednakże poranek po odetkaniu był prawdziwym… gównianym pobojowiskiem. Mały pokój był cały w rzadkiej kupie, śmierdzącej jak – nie przymierzając – szambo. Oczywiście nadwrażliwy na brzydkie zapachy i widoki Niedźwiadek postanowił leżeć w łóżku do momentu, aż posprzątam wszystko. Pół dnia w plecy i cała pralka brudów. Ale to NIC w porównaniu z tym, jakiego teraz mam zdrowego, radosnego kota-żarłoka. Je 4 razy więcej niż na początku, strasznie dużo się bawi, rośnie, tyje i obrasta w coraz gęstsze futro. Zniknęły też wszystkie problemy z nie trafianiem z sikiem do kuwety, tak jak się domyśliłam – przyczyną był ból związany z zaparciem. Kuweta mu się źle kojarzyła i z niej uciekał. Generalnie Nucky ma u nas jak księciuno, kuwety [dwie!] czyszczone dwa razy dziennie, jedzonko jakie tylko mu się zamarzy i rozmaite zabawy dla małych kotecków. Najśmieszniejsze jest to, że przed okresem autentycznie obraziłam się na kota. Bo on obraził się na mnie i ode mnie uciekał. A wiecie, jak to jest w PMSie. Nieważne, kto się od Ciebie odwraca i nieprzyjemnie traktuje, zawsze może to wywołać potok łez i focha. No to u mnie focha wywołał mały niekumaty kociak. Ale dwa dni później po fochu nie było śladu i już nie robiłam mu wyrzutów, że ja tu własnymi ręcami jego gówno zbieram, a on do mnie jak do obcego :D Właśnie chrapie mi na kolanach, strzyże uszkiem, gdy klepię w klawisze, a nocą już czasem nawet przychodzi z nami spać. Mam podrapane całe ręce, trochę uda, Niedźwiadek to samo – jest wesoło :D

Jutro muszę zachować się jak dorosła osoba. Wstać o świcie i iść oddać trochę krwi do badania. Nie mdleć, nie zielenieć, normalnie jak dorosła siąść i oddać, a potem wyjść i spędzić resztę dnia jakby nigdy nic. W końcu chcę się przekonać, że mam jeszcze wątrobę, a moja krew nie odbiega mocno od normy :P No. To trzymajcie kciuki za krew moją i Niedźwiadka i za nasze płuca ;)

Nie mogę uwolnić się od tej piosenki właśnie w tym wykonaniu. Ten długowłosy koleś jest niesamowity, super głos i niesamowita ekspresja.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „now you’re just somebody that I used to know

  1. postal pisze:

    wiec nie gastronomia. sklepik z jakims sieciowym stuffem. kosmetyki? e-papierosy? cos z czego dystrybutor szkoli, zeby bylo standardowo jak w sieciowce…. szambo w porownaniu z gownem kota to perfuma.

  2. agent pisze:

    A już myślałem że będzie coś o pewnym bardzo mało znanym artyście :D

  3. serdunio pisze:

    ja se cierpiliwie czekam i moze kiedys sie dowiem co to za byznes…
    kciukam w kazdym razie.
    oraz bardzo sie ciesze ze Pan Kotek jest zdrowy i nie lezy w lozeczku ;)

  4. Łucja pisze:

    Koteczki są super :)
    Gratuluję sukcesu w terapii odtykającej ;)
    Kupy w całym mieszkaniu nie zazdroszczę, ale cóż zrobić,
    kociak jak to kociak, prócz tego, że futrzak przeuroczy to zwykłe boskie stworzonko, które srać musi ;D
    Trzymam kciuku za powodzenie przedsięwzięcia :)

  5. singluje pisze:

    Byłam pewna że tym razem na końcu tego zawiłego opisu znajdę informację co to za biznes otwierasz.
    Zdradź nam tajemnicę, my tu wszyscy trzymamy mocno kciuki za Ciebie :)

  6. przygodyaninabezrobociu pisze:

    o nie, tylko nie ta piosenka, jest wszędzie, j zupełnie nie rozumiem fenomenu tej piosenki i co takie zamieszanie jest wokół niej ;) No ale trudno, niech Ci będzie.:P
    W każdym razie co do zawistnej konkurencji, chyba musisz ich zastraszyć bardziej niż oni próbują zastraszyć Ciebie, tak, witamy w Polsce. Wierzę, że Ci się ten biznes uda, więc trzymam kciuki żebyś się do deadlineu wyrobiła! :)

  7. Kumcia pisze:

    Mnie ogólnie ta piosenka prześladowała w oryginalnym wydaniu za nim taki bum się na nią zrobił. Ale u mnie 3 dni katowania i przechodzi samo :p

    Współczuje gównianej sprawy. Ale ważne,że kotek sie odetkał:P

  8. cicicada pisze:

    o jak mi sie marzy takie male puchate zwierzatko:))) wrzuc jakies kolejne fotki!
    a co do ludzi, to ja chyba jestem nadal staroswiecka, ale nie moge pojac, ze mozna byc tak chamskim i robic innych w bambuko… dlaczego do cholery nie mozna zaczac normalnie ze soba wspolpracowac? tylko trzeba wszystkim na okolo podkladac swinie?
    eh… nie, ja zdecydowanie nie nadaje sie do takiego biznesu:/

  9. purplehair pisze:

    Wszędzie to Gotye… No ale czemu się dziwić, dobre jest :) Zwłaszcza w wersji Walk of the earth, trafiłam na nich niemal równo z Tobą.

    I pewnie się zdziwisz ale…

    Czy będzie więcej zdjęć kotka ? :)

  10. Anonim pisze:

    Ten kotek ma z Wami jak w raju :). Widac, że wraz z nim zawitało do Was dużo radości :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s