ekstremalnie dużo zdjęć ;)

Poszłam na badanie krwi! Po 12 latach strachu wreszcie się przemogłam :D Na wejściu ostrzegłam panie pielęgniarki, że jestem z tych wrażliwych i mogę fiknąć. Naszykowały mi kozetkę na wszelki wypadek :D Były niesamowicie miłe i wyrozumiałe, czym uczyniły moją traumę dużo mniej dotkliwą. Jedna pani mnie zagadywała, druga wymacała ŻYŁĘ [wiecie, że jestem skrzywiona do tego stopnia, że samo słowo ŻYŁA działa na mnie jak środek na wymioty? poważnie… kiedyś na lekcji biologii w gimnazjum prawie zemdlałam, jak było o budowie i funkcjach żył i tętnic]. Jedna kazała mi głęboko, powoli oddychać i kontrolowała mój oddech jak na filmach o porodach [niech pani oddycha! głęboko, wolniej, jeszcze wolniej!], a druga ekstremalnie szybko i sprawnie załatwiła sprawę. Byłam w lekkim szoku, ale pochwaliłam panią pobieraczkę, że niesamowicie sobie dała radę, bo prawie nic nie poczułam. Panie troskliwie pytały, czy chcę jeszcze chwilę posiedzieć, czy ktoś ze mną jest i żebym posiedziała na ławeczce jeszcze chociaż z 5 minut. I wiecie co, nic mi nie było! Ale za dobrze pamiętam pobieranie krwi sprzed 12 lat, żeby zaufać temu niezłemu całkiem samopoczuciu, tej zmyłce, którą zafundował mi porażony szokiem organizm. Akurat wtedy, kiedy – od początku czuwający nade mną – Niedźwiadek, korzystając z mojego dobrego samopoczucia, skoczył po wyniki naszych prześwietleń piętro niżej, mnie zaatakowało omdlenie. Zimny pot zlał całe ciało, szum w uszach, mdłości i tracenie kontaktu z rzeczywistością – nienawidzę tego uczucia! Jakaś babka obok zapytała, czy wołać lekarza, ale wysapałam, że nie trzeba, że pewnie zaraz przejdzie. Przyszedł Niedźwiadek, znowu kazał mi oddychać i 3 minuty później było po wszystkim. Ale co przeżyłam to moje :D Wiem, wiem, taka stara i taka durna, ale co ja zrobię, że pobieranie krwi budzi we mnie taką grozę… W każdym razie, z tego co sama umiałam zinterpretować, to mam chyba lekki niedobór żelaza, który pewnie wynikał z tego, że krew pobierana w trakcie okresu, no i odrobinkę ponad normę limfocyty, wątroba jak nowa [czyżby genetycznie wytrzymała? bo wcale jej nie oszczędzam, a wręcz trochę katuję…], cukier na takim samym poziomie jak dwa lata temu, czyli bardzo dobry. Płucka czyste. Niedźwiadek też zdrów :) No to w lutym alergolog.

Przed weekendem mieliśmy dużo do załatwienia. Życie bez samochodu jest o tyle trudne, że sprawy, które można by załatwić w dwie godziny, rozciągają się na cały dzień. Tak też było i tym razem. Ale udało mi się załatwić telefon [a propos telefonu: kto miał mój numer, to niechaj kasuje, albowiem zmienia on właściciela i już nie będzie mój, mam nowy], internet, pieczątkę i wysprzątać lokal. Dokupiliśmy środki czystości i artykuły pierwszej potrzeby, reszta w przyszłym tygodniu tuż przed otwarciem [a nie ma tego wiele już raczej]. Telefon na abonament trochę mnie frustruje. Całe życie miałam na kartę, jak zużyłam kasę, to blokada i tyle. A teraz zamiast bezpiecznej blokady jest naliczanie dodatkowych opłat… Rozgryzanie nowego telefonu kosztowało mnie prawie 4 złote ponad abonament. Ale już chyba wszystko wiem i nie dam się naciągnąć na ani grosz ponad to, co podpisałam :P

Oczywiście czym byłby dzień bez zrobienia z siebie idiotki. Po pierwsze poślizgnęłam się na schodach, w efekcie czego łaziłam w mokrych spodniach i załatwiałam sprawy. Ależ to profesjonalnie musiało wyglądać! Po drugie dwa razy odwiedzałam kolesia od internetu: raz, żeby podpisać umowę, a drugi, żeby złożyć reklamację, że nie działa. Okazało się, że to normalne, że nie działa, bo ma zadziałać dopiero od poniedziałku. Więc nie dość, że nalatałam się bez sensu dwa razy, to jeszcze wyszłam na debila…

Szykujemy się na poniedziałek. Przeglądamy materiały, uczymy się, żeby jak najwięcej skorzystać z kursu. Dzisiaj wysprzątałam mieszkanie, bo jutro prawdopodobnie wpadają Sisowie. Co jest zaskakujące, to od kiedy kot z nami mieszka, jestem dużo bardziej zorganizowaną panią domu. Częściej sprzątam, mniej się brudzi, a do wszystkiego motywuje mnie ten mały kudłacz. Jest cudowny. To najprawdziwszy brakujący element naszego domu :) Dzisiaj prowadzę z nim wojnę psychologiczną. Rano do karmy dostał pastę odkłaczającą [profilaktycznie 3 razy w tygodniu], której nie znosi.  Chociaż dodałam jej tylko odrobinkę, on ją w karmie wyczuwa i nie chce jeść. Nie je od rana. Koło 17.00 moje miękkie serce zaczynało powoli się przełamywać, coraz intensywniej myślałam, żeby dać kotu normalną porcję bez pasty, żeby tylko zjadł, kiedy… poszedł i coś tam trochę nadjadł :) Je dosłownie po małych kęsach, po kawałeczku, no ale je. Dużo marudzi, ciągle za mną łazi i żebrze, ale jestem twarda. W końcu to dla jego własnego dobra. No i drapie, skurczybyk. I gryzie. Chyba ząbkuje, hehe, bo tak fajnie tymi dziąsełkami ściska palce, czuć już powoli ząbki inne niż kły. Oczywiście wszystko w formie zabawy, bo poza tygrysimi, drapieżczymi zabawami samca Alfa jest małym, puchatym przytulakiem, któremu trzeba codziennie dać porcję miłości, bo inaczej nie da spokojnie posiedzieć :D I podgryza nas w nocy w stopy! Nie ma też mowy, żeby pospać do 11.00, bo harcuje :D Na specjalne życzenie komentatorów, więcej fotek Nuckiego [sami tego chcieliście, obudziliście demona :D]:

w męskich ramionach

relaks u pańci na dresach

like a boss

ściśnięty w poduchach

jak syna do piersi po kąpieli

I'm just a babyyyyyy

model

zwisający kotek

Niedźwiadek ma nowe hobby, na którym spędza większość swojego wolnego czasu – samochody. Siedzi, czyta, przegląda, ogląda, porównuje. I co chwilę woła i każe mi oceniać, czy fajny, czy ładny, czy mi się podoba, bo to już jest na pewno ten, który kupimy! Nieważne, że po pierwsze kupimy nie wiadomo kiedy i czy w ogóle, a po drugie, że Niedźwiadek co chwila znajduje inne cudeńko, które musimy mieć! :D No ale podobno nie on jeden w taki sposób reaguje na zdanie egzaminu na prawko ;)

N0 i jeszcze dwa sprostowania. Pierwsze, odnośnie piosenek, które tu czasami wrzucam :D Nie oglądam telewizji, nie słucham radia i nie mam zielonego pojęcia, czym aktualnie bombarduje się ludzi medialnie, stąd moja niewiedza, że część z tych piosenek jest już dawno osłuchanymi hiciorami, a ja je znajduję „przypadkiem” w sieci albo ktoś mi podrzuci :) Także darujcie mi, że powielam to, czego macie już dość :D A druga sprawa, to mój biznes. Na moim blogu piszę zawsze dokładnie tyle, ile chcę napisać, ni mniej, ni więcej. Tak zawsze było i raczej tak pozostanie. Wiem, że zrozumiecie :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „ekstremalnie dużo zdjęć ;)

  1. agent pisze:

    No offence, ale w pierwszym odruchu wybieranie tego co się kupi w nieokreślonej przyszłości wydało mi się jakieś takie dziecinne :D

  2. Łucja pisze:

    Co do radia i tv – mam podobnie ;)
    Nucky jest genialny :D Skąd wzięłaś takiego ładnego kociaka? :)
    Śliczniuchny :)

  3. serdunio pisze:

    jak dla mnie sprostowania sa kompletnie niepotrzebne :) to sie wie. :D

    przytulak swietny, ale uwazaj na te apteke w jego towarzystwie – zabki ostre ma…

  4. innam pisze:

    Żaden offence, uwielbiam w nim tę jego „dziecinność”, bo sama jestem taka :)

  5. innam pisze:

    Ze wsi go wzięłam! :D

  6. agent pisze:

    A to w sumie całkiem fajnie :) Dobrze się dobraliście.

  7. purplehair pisze:

    Co do pobierania krwi- cykoooor :D
    ale powiem Ci ze jak ja szłam pare miesiecy temu to bylam taki kozak,
    a jak juz usiadlam na krzeselku i mi pani reke macala ze strzykawa w dloni,
    uswiadomilam sobie, ze przenigdy nie pojde zrobic sobie tatuazu…. Skoro jedno uklucie wywoluje taki niepokoj :D

    Co do telefonu na abonament- niczego sie nie obawiaj, tylko sprawdzaj czesto ile masz do konca miesiaca. Mozna sie pilnowac bez problemu, tylko trzeba chciec :) W mojej sieci sie sprawdza prostym kodem, *101 cośtam. Te telefony z Androidami i innymi takimi potrafia tone rzeczy pobrac bez Twojej wiedzy, jakieś pogody w nowym orleanie, wszystkie kontakty z fejsa, notowania giełdowe firm z Bangladeszu. Potem zdziwienie po miesiacu. Pytaj na zapas, ja ciagle trafiam na sprzedawcow, co siedza w punkcie 3 miesiace i nigdy nic nie wiedza… Takich lepiej unikać, niż dwa/trzy lata się potem męczyć.

    A temu panu od Internetu to bym nawrzucala a nie czula sie debilem, to jego obowiazek poinformowac Cie o wszystkim!

    Kocia mama … :)
    Super ze wrzucilas tyle fotek! Najlepsze te w ręczniku i na klawiaturze ;)

    To ja skasuje Twoj numer, ale licze na odzew z nowego ok ? :>

  8. postal pisze:

    pierwsze co zrob to zablokuj transfer danych w telefonie, bo smartfony uwielbiaja sciagac. moj pierwszy smartfon zrobil mi rachunek na 700zl bo co chwile sciagal sobie aktualizacje, a wtedy transmisja danych byla bardzo droga, teraz sa pakiety danych w standardzie, ale i tak lepiej dmuchac na zimne. kot jak kot, nie rozumiem was kobiety, moja zona tez sie kotem podniecila strasznie i zapragnela dziecka…

  9. bardziej pisze:

    Świetny kotek :) Bardzo ładnie prezentuje się na zdjęciach.
    Trzymam kciuki :)
    P.S. I nawet, jeśli nie wiem, czym się dokładnie zajmujesz, to i tak życzę powodzenia!

  10. Kumcia pisze:

    Kociak przesłodki :))
    To Twój blog, więc możesz wrzucać tu co Ci się podoba, i może to być jakiś oklepany hit internetu, a co tam. :P wolność Tomku w swoim domku:)

  11. Possibility pisze:

    widzę wielkie zmiany, dla mnie ogromne niemal, gdyż rzadko bardzo zaglądam bo nie bardzo mam kiedy. ale pozytywnie się u Ciebie dzieje, w końcu wziełaś życie w swoje rece, czego ogromnie zazdroszczę, odwagi i osiągnięcia celu, wielkimi krokami

  12. kardiowersja pisze:

    fajny ten kocurek:)
    takie prawie omdlenie tez sobie zafundowałam bo zrobiłam sobie w łazience zastrzyk w pośladek z ręki tzn bardzo szybko – bo mi niedobrze było na sam widok igły i chciałam szybciej, potem zdychałam w sypialni jakies 5 minut;((( już sobie nie robie sama, błagam panie pielęgniarki

  13. cicicada pisze:

    aaa… no koniec, zakochalam sie w Twoim kotku. Jest cudowny!
    a omdlenia to ciesz sie, ze tylko po pobraniu krwi… mi sie robi slabo czasem nawet kilka razy w tygodniu i to bez przyczyny…. i to jest dopiero masakra:/

  14. ciernista pisze:

    Jaki śliczny ten Wasz kiciuś! Normalnie się zakochałam. A ostatnia fotka zwisającego kotka mnie rozwaliła.
    I mam tak samo jak Ty: nie słucham radia, tv nie oglądam (no może bajki migają w tym pudle jak się młodzi dorwą) i jestem ze wszystkim do tyłu :)

  15. linka-1 pisze:

    Mężczyźni… My mamy samochód, ale to nie przeszkadza mężowi wciąż – dzień w dzień – oglądac stron z samochodami i planowac, na jaki model wymienimy nasz stary. A wcale nie jest pewne, czy to zrobimy, a jeśli tak, to kiedy :). Powodzenia z tym Waszym biznesem. I nie dajcie się chorym sąsiadom.

  16. selywina pisze:

    Ja to i tak wole psiaki:) ale kotek fajny:)

  17. BanShee pisze:

    już pisałam, że kociak to słodziak, więc się nie będę powtarzać :)

    a tak na marginesie co ty ze biznesa otwierasz? uchylisz nam rabka tajemnicy?

  18. Kylinn pisze:

    no i wciąz nie wiemy nic o biznesie, mam nadzieje, że jak już otworzysz to się pochwalisz co to… a kocurek super, choć o tym już chyba pisałam…

  19. Wu pisze:

    jak mam wybierać między kotami, to zawsze wybiorę amstaffa.

  20. postal pisze:

    ciekawe czy jak powklejam tu linki do plikow to innaM pojdzie do wiezienia?

  21. martynia pisze:

    No ja też jestem ciekawa, ale InnaM nie chce nic zdradzić;)… może jakiś konkurs zrobimy, zgadywankę?;)

  22. purplehair pisze:

    Kiedy nowa notka ? Biznes otwarty od pięciu dni, a sprawozdania nie widać… Czekamy !! Jakie wrażenia, jakie trudności, jak zapał?

  23. linka-1 pisze:

    A gdzie nowa notka? Tak czekam i czekam… :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s