mam spierzchnięte dłonie, bo nie dbam o nie.

Zaczęło się. Praca po 12 godzin na dobę, bycie pod telefonem świątek, piątek. Jest czad :) Uśmiecham się do siebie, bo jak na razie wiele wskazuje na to, że za moją ciężką pracę czeka mnie jakaś nagroda. Może nie kosmiczna, ale jeśli będzie się działo tak, jak na to wskazuje odzew, to… będę happy. Ciekawe w mojej pracy jest to, że nie jestem tylko sprzedawcą w sklepie. Jestem też specjalistą od marketingu, przedstawicielem handlowym, specjalistą w swojej dziedzinie, sprzątaczką, księgową [przynajmniej dopóki nie zaczną się schody… czyli nie zacznę zarabiać :P], kolporterem materiałów reklamowych i sama jeszcze nie wiem czym. Oczywiście wszystko w miarę moich skromnych możliwości, ale ileż zawodów liznę przy okazji własnej firmy ;) Zbliżamy się wielkimi krokami do pierwszego finału moich starań, wielki to będzie dzień, zaprawdę Wam powiadam. A jeśli jeszcze zakończy się sukcesem, to… oooooj będzie bal, oj będzie bal!

Powodów do radości i satysfakcji jest więcej. Wygląda na to, że Niedźwiadek dostał pracę. Jakoś na dniach będzie miał szkolenie, więc pewnie niebawem zacznie. Aż boję się w to uwierzyć, bo to oznaczałoby, że… jakoś damy sobie radę. Jakoś popchniemy ten wózek i przetrwamy po długich miesiącach samych przeciwności. Może ruszymy z miejsca po dwóch latach stagnacji. Wierzę, że tak właśnie będzie. Smutne w tym wszystkim jest tylko to, że nigdy by się nawet nie dowiedział, że w tej firmie szukają pracowników, gdyby nie mąż Sis. Gdyby nie jego wstawiennictwo, jakiś inny „znajomy” zająłby miejsce Niedźwiadka. Szkoda, że ten kraj jest taki popieprzony, a praca tylko dla wybranych. Ale wiecie co? Najważniejsze dla mnie teraz jest to, że to ON został tym razem wybrany :) Należy mu się jak nikomu!

Z ciekawostek, to któraś stara złożyła na nas donos do spółdzielni mieszkaniowej. W skrzynce znalazłam list z pouczeniem, odnoszący się do iluś tam paragrafów regulaminu, dotyczących głównie przestrzegania ciszy nocnej i poszanowania spokoju współmieszkańców. Rozjuszyłam się nie lada, bo nie dość, że żyję jak emerytka, chodzę spać o 22.00 i całymi dniami nie ma mnie w domu, to jeszcze jakaś głupia starucha będzie wysysać z palca takie oszczerstwa. Nie wiem, może to po ostatniej naszej awanturze ten donos, ale to przecież pierwsza taka awantura w naszym domu i jedyna, żeby od razu jakieś skargi pisać? Imprez nie robię, jedynymi moimi gośćmi jest Sis z mężem, a list napisany, jakbyśmy byli kurde parą meneli, którzy całymi dniami piją, a nocami się awanturują. Grrrr… Niedźwiadek zadzwonił do spółdzielni, ale z konkretów dowiedział się tylko, że donos złożyła jedna osoba i że jeśli to są faktycznie kłamstwa, to należy napisać list o takiej treści do nich i oni wtedy nie będą nam pisać takich listów więcej, jeśli skarga wpłynie od tej samej osoby. Aktualnie pałam do tych bab obrzydliwymi emocjami. Ta zza ściany podsłuchuje nas bez cienia zażenowania, kiedy mamy gości albo rano zbieramy się do pracy, rozmawiając, ta ma otwarte drzwi na całą szerokość i nasłuchuje. A potem zadaje pytania do naszych rozmów, tak jakby brała w nich udział. Ta z dołu już nie przychodzi ani nie komentuje, ale pewnie z rozkoszą donosi na nas do spółdzielni, triumfując w duchu, kiedy znów nie odpowiada mi na „dzień dobry”. Jeszcze trochę i nie wytrzymam, powiem jednej, żeby zamykała te swoje pieprzone drzwi i przestała mnie inwigilować, a drugiej, że jeśli ma jaja, to niech dzwoni na policję, kiedy jej tak zakłócamy ciszę. I wtedy zobaczymy, kto będzie miał przesrane. Może to okrutne, ale pociesza mnie myśl, że one są już takie stare – w tym nadzieja, że taki stan nie będzie trwał wiecznie.

A drugie okrutne z mojej strony jest to, że zmęczyły mnie już cudze problemy. No normalnie zmęczyły. Wyssały ze mnie wszelkie siły i całą energię. I nie chce mi się też już słuchać o tym, co kto o kim powiedział, co powiedział o mnie, o mojej matce, dziadku czy ojcu. Mam dość tego otoczenia, które pokazuje mi, że na świecie nie ma nic dobrego i szczerego, jest tylko chciwość, kłamstwo i okrucieństwo. Nie chcę utonąć w tym bagnie, chcę zachować w sobie swoją wiarę w wartości i chcę je sobą reprezentować. Ale to naprawdę ciężkie, kiedy z każdej strony bombardują Cię informacje o tym, kto kogo okłamuje, kto z kim jest dla pieniędzy, kto chce komuś odebrać wszystko, a kto przepija babciną rentę i cofa w rozwoju swoje kilkuletnie dziecko. I żeby to były tylko informacje… To namacalne fakty. Boję się skażenia tym chorym spojrzeniem, nie chcę nosić w sercu tego śmierdzącego trądu, nie chcę stać się zgniłym od środka człowiekiem. Nieraz po takim spotkaniu mam ochotę wejść pod prysznic i szorować się z brudu tych wszystkich wiadomości, żeby tylko usunąć je z mojej głowy, która nie jest w stanie objąć i zaakceptować pewnych rzeczy. I nawet w Walentynki ktoś się komuś oświadczył z powodów totalnie innych niż miłość. Przygniata mnie świat.

Byłam u alergologa, w Walentynki tak w ogóle. Romantyczne okoliczności przyrody, my dwoje w poczekalni, no scena prawie jak z romansu. Za dwa tygodnie mam testy, a Niedźwiadek za tydzień. Doktórka zasugerowała mi badanie hormonów tarczycy i dziwiła się, że nikt mnie wcześniej na nie nie skierował. Oczywiście skierowanie musiałabym sobie dopiero załatwić… Na razie się nie wybieram, ale gdzieś tam z tyłu głowy będzie mi się tliła ta myśl.

Odwiedzili mnie w sklepie Bro z żoną. Pogadaliśmy trochę, nieco czasu mi zeszło, a wieczorem spotykamy się u rodziców w domu. Nawet Niedźwiadek się zdecydował przyjść, a to ci nowina. Ale chyba jest taki szczęśliwy z powodu pracy, że ma gdzieś nieprzewidywalne zachowania mojej mamy. A mi to się tak średnio chce iść, najchętniej poszłabym spać, już teraz. Jeszcze kilka godzin i mogłabym być w swoim łóżeczku i sobie rozkosznie zasnąć… Mmm… Jednakże takie frykasy to nie dla mnie. Znowu późny powrót do domu, a w sobotę praca od samego rana. A potem znowu sprzątanie. A w niedzielę wyjazd z Sisami na wycieczkę :D Na jaką, to się dowiecie w następnej notce :)

Straszliwie szwankuje mi internet z komórki :( Ale wytrzymam jeszcze parę dni, we czwartek będzie już normalny i nie będę się wkurzać tym, że nic nie mogę zrobić, a muszę zrobić tak dużo.

Zimo… idź se już.

PS: Przed chwilą miałam pierwszego klienta! Takiego co przyszedł i kupił :D Chyba dobrze sobie poradziłam, bo klientka zadowolona i powiedziała, że będzie polecać innym. A był to klient z gatunku „głęboka woda”. Jestem z siebie zadowolona. Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!! :D

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „mam spierzchnięte dłonie, bo nie dbam o nie.

  1. postal pisze:

    podoba mi sie rym na wstepie.
    reszta mniej, bo jestem jednym z tych zgnilych od srodka ludzi, ktorzy wola slyszec o nieszczesciach wszystkich wokolo, zeby poprawic sobie nastroj.
    powoli zaczynam sie przyzwyczajac, ze z kazdym dniem staje sie coraz bardziej zgnily, zdegenerowany i zepsuty. zaczelo sie miesiac temu, codziennie, za sprawa bombardowania zlem z mediow (po chuja ja czytam te wszystkie gazety?), umieralo we mnie cos z pozadnego czlowieka.
    zaczalem sie martwic o przyszlosc, bac sie rzeczy, ktore prawdopodobnie nigdy sie nie wydaza, na zapas.
    chyba przechodze z psychozy w neuroze, zeby kolo sie zamknelo.
    ahh, jakie to oczyszczajace tak napisac cos od siebie. szkoda, ze moj blog nie jest od tego.

  2. cicicada pisze:

    to że Polacy lubią narzekać to wszyscy już chyba wiedzą… taka chyba natura, że jeśli nie potrafimy być lepsi to dobrze ponarzekać, że inni to też tacy i siacy… ja już chyba przestałam się tym przejmować… może żyję z głową w chmurach ale wciąż wierzę, że są jeszcze na świecie dobrzy Ludzie…i od czasu do czasu życie stawia właśnie takich na mojej drodze… tak chyba, żeby tą moją wiarę podtrzymać :D
    i cieszę się z Waszych prac:) i życzę, żeby wystarczało Wam teraz pieniędzy nie tylko na codzienność, ale również na inne miłe drobne lub mniej drobne przyjemności:)

  3. purplehair pisze:

    Przyklasnąć tylko. Teraz dobra opinia rozniesie się w postępie geometrycznym, wszelakie szkolenia uczą, ze klient przekazuje swoją opinię 10ciu kolejnym ;)

    A wiesz, że dręczy mnie to samo? Te kłopoty i narzekanie innych? Nie piszę o tym, bo nie bardzo wiedziałam jak to zdefiniować. Trafiłaś w sedno. Ręce opadają :(

    a sąsiadek współczuję niezmiernie, nie wiem jakbym sobie poradziła z takimi zołzami, ale donosicielstwo to najgorsze plugastwo…

    Mam nadzieję, że nie będzie alergii na kocią sierść ;)

  4. selywina pisze:

    Jak to mówią : klient zadowolony zachęci czterech innych, a klient nie zadowolony zniechęci ośmiu. Dlatego trzeba dbać o klientów, to będą wracać i zachęcać innych:) Cieszę się że nareszcie coś się ruszyło, ja wiedziałam że tak będzie, Kto jak Kto ale Ty zasługujesz na to co najlepsze:)

  5. BanShee pisze:

    kochana odpisz od razu spółdzielni, żeby wiedzieli jak traktować kolejne takie donosy; napisz, że jestes przykładną osobą, która rozwija własny interes i prawie nie ma cię w domu, a jak jesteś to tylko po to by spać i zmieniać ubranie na czyste; i nie rozumiesz jak spółdzielnia – takie poważny organ administracyjny – może reagować pismami na takie niedorzeczności – jednocześnie zauważ, że jesteś prześladowana przez sąsiadkę, której przeszkadza przesuwanie krzesła po podłodze i spuszczanie wody po 22 – wymień ją z imienia i nazwiska i tyle;

    a na sąsiadkę z otwartymi drzwiami to wezwij policję albo straż miejską i powiedz, że ktoś chyba się włamał do sąsiadki obok bo drzwi stoją otworem a ty sie boisz sprawdzić o co chodzi :P to się babcia zdziwi :D

  6. Kumcia pisze:

    Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii :D

  7. agent pisze:

    Praca 12h na dobę? Fuk.

  8. linka-1 pisze:

    To teraz życzę tylko więcej równie zadowolonych klientów :)!! I gratulacje dla Niedźwiadka. Rzeczywiście przykre, że tak wygląda poszukiwanie pracy w naszym kraju… Mam nadzieję, że za jakieś pół roku samej uda mi się znaleźć nową szkołę, która mnie zechce… Ech, co za beznadziejne baby z tych Twoich sąsiadek!! Wytrwałości Wam życzę, spokoju ducha i tego wyjścia na prostą.

  9. zlamane-skrzydla pisze:

    Wielu zadowolonych klientów :)
    Zjeżyłam się czytając o sąsiadkach, co za wredne babska!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s