reeetyyyy reeetyyyyy jeeeeeejuuuuuu

Spieprzyłam sobie z rana makijaż. Wszystko miałam zaplanowane, jeszcze wieczorem rozstawione na biureczku, żeby rano tylko wstać i stworzyć arcydzieło. Nie zapanowałam jednakże nad kreską eyelinerem. Zwykle jak coś wychodzi krzywo, to poprawiam, poprawiam, poprawiam i poprawiam, aż krecha jest gruba na pół powieki, ale od bidy taki styl też bardzo źle nie wygląda. Z tym, że dzisiaj przegięłam pałę. Takich krech by się sama Madonna nie powstydziła. Połowę zmyłam, jakoś tam poprawiłam, ale efekt końcowy spieprzony i tyle, no tragedia. Już wtedy wiedziałam, że to nie będzie dobry dzień.

Przylazło mi babsko. To samo babsko, co do mnie już dwa razy wydzwaniało i się dobijało, a ja prosiłam o cierpliwość i w ogóle byłam grzeczna, bo taka moja rola, tak trzeba. Przylazło babsko, stało nade mną i narzekało, już nawet przytaczać nie będę, bo zdążyłam się uspokoić, a nie chcę tego przeżyć na nowo. Wkurzyłam się, ale byłam miła, tak wkurzająco miła. Takie bycie miłym z gatunku, że gdybym mogła, to bym Cię wytargała za kudły, babsztylu. Kiedy wreszcie skończyła paplać swoje skargi, zamknęła za sobą drzwi, z rozpędu zadzwoniłam do dostawców i jeszcze ich opieprzyłam. Oczywiście opieprzyłam w swoim stylu, czyli właściwie nie opieprzyłam, tylko poprosiłam o szybszą realizację zamówień, za co potem zrobiło mi się głupio, a w sumie nie wiem czy powinno.

Przy okazji odkryłam, że mam zadatki na alkoholiczkę. Za każdym razem, kiedy mocno się zdenerwuję, czuję ogromną chęć na wielkiego, owocowego drinka, z taką cudną, lekką, wódkową goryczką. Na jednego, może trzy. Oczywiście swoich pragnień nie spełniam, a jak już to rzadko, no ale sam fakt odczucia takiego pragnienia jest niepokojący.

W weekend zjadłam pierwsze lody w tym roku. Wielkie i pyszne. Coś pięknego. Mam taką fantazję, żeby na święta kupić sobie dużo różnych smaków i tak sobie porządnie dogodzić. A propos kupowania, rosną we mnie chore pragnienia posiadania i zaraz stworzę sobie listę tego, co chciałabym mieć :) I będę na nią patrzeć kilka razy dziennie i się ekscytować. Tak!

Co środę w przerwie między zajęciami odwiedza mnie Sis. Zwykle przynosi jakieś ciacha, ja robię herbatę i mamy 40 minut na pogaduchy, co zawsze okazuje się być czasem zdecydowanie za krótkim. Po takich dzisiejszych pogaduchach doszłam do wniosku, że brakuje mi rozmowy z normalnymi ludźmi. Nawet do Mamy zadzwoniłam, że chciałabym pogadać, a ona się przeraziła, że coś się stało, bo ja NIGDY W ŻYCIU nie wyrażałam chęci POGADANIA z moją własną Matką. Nic się oczywiście nie stało, ale wiecie jak to jest czuć, że świat jest miejscem okrutnym, zimnym, pozbawionym miłości i innych wyższych uczuć? Tak się właśnie czuję i mam potrzebę mentalnego przytulenia się do kogoś, komu na mnie zależy. Chciałabym, żeby te dobre stosunki z Mamą już nigdy się nie zmieniły na gorsze…

Z obserwacji otaczającego świata wnoszę, że ciężko jest być dzisiejszym przedszkolakiem. Ciężko dlatego, że MUSISZ POSIADAĆ to, co mają inne dzieci, inaczej będziesz pośmiewiskiem. Szłam kiedyś obok grupy przedszkolaków na wycieczce, gdzie jedna mała różowa dziewczynka z obrzydzeniem wręcz i pogardą najwyższej miary mówi do drugiej różowej dziewczynki: nie masz hulajnogi?! Phi, ja mam już drugą! I tak się zaczyna cała droga przez mękę każdego dzisiejszego dziecka z biedniejszej rodziny, które na każdym etapie życia nie będzie mogło mieć tego co inni. Dobrze, że żyłam w czasach, kiedy wszyscy mieli tyle samo, czyli nic. A ci co mieli rodzinę za granicą, potrafili się dzielić. I wszystkie dzieci spod bloku jeździły na jednej deskorolce, bawiły się lalkami jednej bogatszej dziewczynki i grały na jednym z dwóch pegazusów w okolicy. A tak na marginesie, to strach się bać mieć takiego małego terrorystę, który będzie molestował o coraz to nowe, wcale nie tanie gadżety. Skoro dzisiaj na komunię kupuje się laptopy, to ja wymiękam… :) Dobrze, że nigdy nie będę niczyją chrzestną :D Z byciem matką też niepewne. Wszystko ma swoje plusy jak widać, haha.

A to mi siedzi w mózgu i drąży tunelik od 2 tygodni:

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „reeetyyyy reeetyyyyy jeeeeeejuuuuuu

  1. ciernista pisze:

    M Ty mnie nie strasz. Ja mam dwóch przedszkolaków. I nie wiedziałam, że tam taka rywalizacja. Moje dzieci jeszcze nigdy nic nie wymusiły. Jak coś chcą to mi pokazują w tv lub realu, ale bez wymuszeń. „Mamusiu, a zamówisz takie u Gwiazdora?”. „Zamówię!” … i mam spokój.
    Nawet drobiazgów typu jajko niespodzianka, lizak itp nie wymuszają.
    Ale tak sobie myślę… może im w przedszkolu dogadują? Choć moje dzieci mają , jak na moj gust, za dużo zabawek. Tyle,że nie z najdroższej półki….

  2. Kumcia pisze:

    Z tą kreską eyelinerem ja też ma zawsze problem i chyba nigdy mi chyba ładna nie wyszła i równa, dlatego czasem robie kredką bo szybciej i sprawniej, ale nie jest juz ten sam efekt :)

    Oj tam, ja też czasem mam potrzebe się napić po jakis sytuacjach stresowych, i czasem od tak.. hehe :P No wiesz i nie przesadzaj z zadatkami na alkoholiczke.

    O przedszkolu to ja bym mogła duuużo napisać teraz. No, ale blogi.pl do cholery nie działają. Także nie będę się w komentarzu rozwodzić

  3. Boże a ja jestem chrzestną i właśnie mi uświadomiłaś, że za 3 lata komunia, więc powinnam już zacząć oszczędzać na tego laptopa. Chciał quada ale na szczęście jego matka się nie zgadza :D Mnie boli fakt, że to moi bratankowie będą wyznaczać te trendy w przedszkolu eh…

    A ten lajner to masz w pisaku czy pędzelku ? ja się uczyłam na pisaku a teraz już tylko pędzelek :)

  4. innam pisze:

    Ja mam taki w żelu, dłubany ze słoiczka pędzelkiem :P

  5. Kylinn pisze:

    eyelinera to ja w ogóle nie umiem obsługiwać, jeżeli robię kreski, a robię to niezwykle rzadko, zwykle jedynie tusz na rzęsy i wsio, ale jednak jak robię to używam kohla, takie cóś co wygląda jak pomadka, tyle że do oczu..

  6. cicicada pisze:

    Kobito, ja to w ogole zadnej kreski nie umiem zrobic, nie mowie juz o eylinerze, ale nawet o zwyklej kredce. To jest dla mnie masakra:D
    i tez mam cicha nadzieje, ze nie bede chrzestna, bo… po prostu mnie na to nie stac…

  7. linka-1 pisze:

    Oj, żebym ja się tak umiała umalować :). Często z przerażeniem myślę o czasach, w których przyszło nam żyć i w których będziemy wychowywały swoje dzieci. Chyba coraz trudniej jest wychować na dobrego człowieka…

  8. she pisze:

    Ja mam komunię Grzdylki za rok. I już od dziś walczę pazurami o normalność tego dnia.Czyli… zero imprez w knajpach na 50 osób, zero prezentów typu laptopy i inne pierdoły. Cały czas mówię, że jak jej będzie POTRZEBNY to jej kupimy. I wcale nie potrzeba do tego komunii. Dostanie może zegarek. Jak ja. Albo kolczyki. KONIEC. I tak to jest już największe ustępstwo, bo najchętniej nie kupiłabym nic. To nie ona jest ważna tego dnia. To nie JEJ święto. To próbuję tłumaczyć dookoła, ale trafiam na bardzo oporny grunt…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s