mam czinkłaczento w holenderskim gazie, siadaj na kanapie jak nie no to na razie…

Lubię, kiedy ludzie się śmieją i żartują. Szczególnie w komunikacji miejskiej i szczególnie, jeśli są to żarty i śmiechy ludzi różnych pokoleń. To mi poprawia humor i nastawia do świata pozytywnie, dając nadzieję, że nie wszystko na tym świecie jest do dupy, nawet jeśli za oknem ciemno i deszcz, a parę minut wcześniej lazłam przez osiedle i wsiadłam w autobus pełen ludzi z rozpiętym rozporkiem i jakaś pani zwróciła mi uwagę. W ogóle komunikacja miejska staje się znienawidzoną przeze mnie formą przemieszczania się, bo to tylko smród, brud, brak kultury i ścisk, z drobnymi wyjątkami jak np. dziś. Jak na złość pogoda nie rozpieszcza, więc spacery piechotą do pracy odpadają. W ogóle ta pora jakaś taka nijaka, nie wiem jak się ubierać.

Młody jest chory. Wczoraj byli z wynikami u jakiegoś profesora i okazało się, że jest to jednak jakaś nietypowa forma stwardnienia rozsianego. Zostanie objęty programem leczenia lekiem sprowadzanym z USA. Walczę, żeby se nie popłakać w pracy, raczej wygram tę bitwę, bo co chwila ktoś przychodzi, a wstyd mi jakoś przed ludźmi. Wiem, że muszę być silna dla niego, bo Młody nie ma za wiele osób, mogących podtrzymać go na duchu. Rodzice zaczynają myśleć o przyszłości, innym mieszkaniu lub domu, bo kiedyś Młody może nie być w stanie wejść na 4 piętro na własnych nogach. Profesor stwierdził, że pogorszenia stanu [rzuty?] wiążą się u Młodego zawsze z infekcjami, więc wszyscy wspólnie kombinujemy, jak mu tę odporność organizmu zwiększyć. Zbliża się lato, zbliża się też moment zakupienia przez nas samochodu, więc jeśli nam się ten samochód przydarzy, to będziemy zabierać Młodego na spacery do lasu, a latem nad jezioro na pływanie. Co by się wzmocnił. Biedny ten Młody. Całe życie choroby, szpitale, niedomaganie względem rówieśników, a teraz taka diagnoza…

A z tym samochodem też cyrki. Żeby znaleźć coś w miarę sprawnego, w naszym przedziale cenowym, trzeba się nieźle naszukać. Wczoraj Niedźwiadek razem z mężem Sis i jego kolegą-mechanikiem zjeździli pół województwa, poszło ponad 200 zł na paliwo, a i tak nic nie znaleźli. Coś mi się wydaje, że to wcale tak łatwo nie będzie. Trzeba będzie po prostu czekać na jakąś okazję. Bo ani nie zamierzam na pierwszy samochód kupować nie wiadomo jakiej bryczy, ani nie mam też na to funduszy. Byle jeździł, nie śmierdział fajkami i nie psuł się co tydzień. No i warunek nr 1 – żeby był na gaz, bo to paliwo ma jakieś szalone ceny.

Update: Przed chwilą banda chłopaków z Niedźwiadkiem na czele weszła mi do sklepu. Niedźwiadek, trzymając w ręku kluczyki, zapytał: wyjdziesz za mnie? :D Hehehehe. Zamknęłam sklepik na chwilę, wywiesiłam „zaraz wracam”, nie wiedząc, co mnie czeka na parkingu. A na parkingu czekał na mnie piękny, zadbany samochód. Zostałam przewieziona parę metrów i myślałam, że serce wyskoczy mi z klaty z radości i podniecenia. Pierwszy samochód w życiu, taki ładny i – z tego, co mówił kolega-mechanik – bardzo dobry, jeśli chodzi o wnętrzności. Ja tam się na wnętrznościach nie znam, no ale skoro ktoś, kto się zna mówił, że gdyby szukał dzisiaj samochodu to sam by go kupił, to chyba coś w tym jest. A znaleźli go w naszym mieście… Nie mogę w to uwierzyć! Dzisiaj wieczorem zapewne pojedziemy na pierwszą przejażdżkę, bo Niedźwiadek musi sobie przypomnieć, jak się jeździ :D Chciałabym Wam jakoś opisać, co czuję, ale to chyba ponad moje siły :D Jestem na granicy łez radości :D

Nie macie czasem wrażenia, że to co się dzieje w Waszym życiu, to jeden wielki sen? Bo ja tak mam bardzo często. Zarówno jeśli chodzi o bardzo złe wydarzenia, jak i o dobro, które zupełnie niezasłużenie i z nieznanych mi przyczyn jest mi okazywane. Zło złem, ale to dobro… Czasami nie rozumiem, dlaczego ja, no wiecie… Dlaczego ja tego dobra tyle dostaję? Zupełnie tak, jakbym miała Anioła Stróża, który doskonale wie, kiedy właśnie najbardziej potrzebuję jego pomocy. Wierzę głęboko, że dobro okazane wróci do dobroczyńców podwójnie.

W pracy staję się trochę żyletą. W sobotę przelała się czara goryczy i opieprzyłam Szefa Wszystkich Szefów, który nawet słowem nie zaprotestował wiedząc, że wina leży po jego stronie. Obiecał mi też zrekompensować wszelkie staty, szkoda tylko, że nie może mi zrekompensować strat moralnych i zdrowotnych z powodu stresu. Aż mi z tych nerw opryszczka wyskoczyła! :D Na szczęście Szefu wziął swoją ekipę w obroty i trochę nadganiają, co mnie jak na razie uspokoiło. Zobaczymy co będzie dalej.

Piosenka tematyczna:D

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „mam czinkłaczento w holenderskim gazie, siadaj na kanapie jak nie no to na razie…

  1. ciernista pisze:

    Cieszę się Twoim szczęściem samochodowym :) Jednak zaczyna się jakoś układać. I gratulacje za zje…chanie szefa szefów!
    Szkoda tylko, że musiałaś pisać o diagnozie Młodego. Tzn wolałabym, żebyś napisała, że już lepiej, że nic nie stwierdzono, albo że jest to coś innego, przejściowego. Super, że załapał się na leki. Moja mama nie miala takiej szansy,bo wtedy nie bardzo wiedzieli skąd to się bierze i z czym to się je. A podobno te leki są świetne.
    M masz mojego maila jakbyś chciała się czegoś dowiedzieć? Albo chociaz wyżalić.

  2. Łucja C. pisze:

    Szkoda mi Młodego, nacierpi się chłopak. Bądź silną siostrą, coby miał oparcie. :))

    Samochód – fajna rzecz. Wygodniej, szybciej, łatwiej…może unikniesz czasem komunikacji miejskiej ;)

    A sen..no cóż. ”sen;słuszny lek; nanozgon; w prześcieradłach moszczę się jak ptak…” :)

  3. iwcia pisze:

    Przykro mi z powodu Młodego…
    gratuluję samochodu – nie wiem czego zamiast samochodu jakoś w głowie mi utkiwł samolot ;))) i się zastanawiałam o co chodzi???

  4. she pisze:

    Wiesz, w razie co to oferuję konsultację u mojego Małża… ostatnie miesiące, a nawet lata spędza intensywnie na seriwsach sprzedających auta. Nawet nam ostatnio coś znalazł… podziwiam jego zdolność zapamiętywania tych wszystkich niuansów…

  5. ciernista pisze:

    she: korzystam z okazji – Ty gdzieś piszesz? bo kiedyś zniknęłaś, potem byłaś zahasłowana, a teraz to ja już nic nie wiem. nawet nie wiem czy Ty jesteś tą she.

  6. zlamane-skrzydla pisze:

    To tylko dokupić wycieraczki z tesco i można śmigać :)
    Przykro mi z powodu Młodego, grunt że dostanie leki. Na odporność-tran
    w kapsułkach.

  7. postal pisze:

    jezeli naprawde masz cinkiego, to zazdroszcze.
    w jednej z rozlicznych prac jezdzilem fiatem 600 i zakochalem sie w tym malym gowienku. spod swiatel nie bylo mocnego na silnik 1.1 i 700kg masy wlasnej. rajdowka-gokart jak chuj. teskni mi sie do tego skrzata, ale wypadku to bym w tym nie chial miec http://www.youtube.com/watch?v=JMMLkFkdutA

  8. cicicada pisze:

    iiii….ale Wam fajnie…. własny samochód! Kurcze i że Niedźwiadek nie boi się jeździć ;) podziwiam! kurczę, to teraz będziecie mogli jeździć na wycieczki:)))
    mam kumpele, która też choruje na SM i mówi, że podobno pomaga zielona herbata, więc może spórbuj młodego przestawić na jej picie?

  9. kaja pisze:

    własne auto to fajna sprawa… :) p.s. Przykro mi z powodu Młodego.

  10. Anonim pisze:

    Postal, ja też tym jeździłam i nawet wydachowałam nim przy 100 na godzinę. Przeżyłam bez zadrapania, na szczęście po prostu wpadłam do rowu w śnieg unikając czołówki. Jak najbardziej rozumiem Twoją miłość do 600 i sama popieram. Mój kiedyś jeździł cienkusem i też mam miłe wspomnienia, choć to już nie to samo bo silnik mniejszy.

    Ehh innam, Ty to masz szczęście :)

  11. postal pisze:

    dachowanie w 600! mistrzostwo swiata. moja najbardziej ekstremalna przygoda to przejazd 10 kilometrowa „droga pozarowa” wytyczona przez srodek lasu (ale wedlug nawigacji to byla droga!). mijali mnie zdziwieni goscie na quadach machajac i pokazujac wyciagniete w2 gore kciuki. droga byla zajebista. kamienie, piach, bloto i… przeprawa brodem przez strumien.
    i co? dalo sie!

  12. she pisze:

    ciernista–>ja to ja, czyli ta she. Nie piszę nigdzie… rozeszło się jakoś…

  13. anscara pisze:

    sen na jawie, czasem tak. A dobro które Cie spotyka to nie kwestia zasług, tak samo ze złem, to coś co chyba się przydarza niezależnie, nieoczekiwanie i zazwyczaj na przekór. Gratulacje autka, oby dobrze służyło! Więcej sił życzę i mniej stresów, chociaż już chyba się zaczynasz uodparniać :)

  14. ciernista pisze:

    she: jakbyś gdzieś się zamelinowała i zaczęła pisać daj znać, ok?

  15. selywina pisze:

    Innuś, trochę mnie tu nie było. fajnie znowu Cię czytać. Młodemu nie zazdroszcze…

  16. Iwona pisze:

    Zaglądam i zaglądam a tutaj pusto i żadnych nowych notek :(

  17. droga pożarowa… rozjebałeś mnie :D >purplehair.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s