jesień w środku maja

Brak mi ostatnio „natchnionych momentów”, w których z radością i pasją zasiadam do pisania. Kiedy cisza, ja i czas. Trochę zmuszam się, żeby dzisiaj poklepać, bo rano poczułam zew, ale wydarzenia poskładały się tak, że mi się odechciało totalnie. Nie żeby coś niedobrego, ale wiecie, a to klient, a to rozmowa z kimś i człowiek rozbity na resztę dnia. I się nie chce już. No ale piszę, bo potem będę zła na siebie, że moje notki znów są zbyt obfite :D

W pracy pracowicie. Szykuje się kolejna akcja, bardzo bym chciała, żeby była udana, bo przyda mi się zastrzyk gotówki przed wakacjami. Napracowałam się trochę przy niej i nadenerwowałam, ale to już takie standardy. Objechaliśmy z Niedźwiadkiem całe miasto i parę podmiejskich miejscowości w ramach promocji, samochód spisał się dobrze, a my nawet całkiem fajnie spędziliśmy ten czas. Czasem, w całym tym bezwzględnym świecie, zaskakuje mnie jeszcze ludzka życzliwość.

U Młodego jakieś dziwy. Pojechał na wlew leku z USA, a został odprawiony z kwitkiem, że niby niepełna diagnoza. I teraz znowu po profesorach jeździj i płać pieniądze. I skoro niepełna diagnoza, to znaczy, że brak diagnozy, a to z kolei znaczy, że wciąż nikt nie wie, co Młodemu jest. Sama nie wiem, czy się cieszyć, że może to jednak nie SM, czy raczej przeżywać, że dalej nikt go nie leczy. W każdym razie czekamy.

Ciotka z USA była, owszem, nawet jej nie widziałam. W sumie jakoś nie bardzo mi na tym spotkaniu zależało, jej najwidoczniej też, bo jakoś szczególnie nie nalegała na zobaczenie się ze mną :D Jedyna decyzja, jaka zapadła, to że chcieliby zabrać do siebie Dziadzia na wakacje. Czy to wyjdzie, czy nie wyjdzie, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Dziadzio dalej będzie mieszkał z rodzicami.

Pogoda ostatnio nie rozpieszczała. Jesień w środku maja. Wymarzłam i wymokłam. Mam nadzieję, że temperatury nie spadną już poniżej 15 stopni… Tak se myślę, że przydałyby mi się jakieś buty na lato. Sandały czy coś. Bo moje stare są już w takim stanie, że nie ma mowy, żeby czwarty sezon wytrzymały, skoro podeszwa popękana, a wnętrze takie zjechane, że mi stopy kaleczy :D Właściwie to powinnam je wyrzucić w tamtym roku, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że może nie być na nowe i lepiej zachować. Hehe. Pewnie nie mówiłam, że znowu się odchudzam? 3 kilo w dół jak do tej pory. I proszę się nie śmiać, doskonale wiem, że to tysięczne podejście, doskonale wiem, że pewnie i tak nie dotrwam do celu, ale jakoś się trzymam. 2 tygodnie bez słodyczyyyyy… Każde wyjście do marketu to jak tortura. Tylko myśl o moim wielkim brzuchu, wypływającym nieestetycznie spod obcisłych bluzek, powstrzymuje mnie przed rzuceniem się na regał ze słodyczami. I te moje ramiona, fatalne. I te uda, łydy jak kolumny… Fuj. InnaM, nie żryj, boś paskudna.

I straciłam nadzieję, że blogi.pl jeszcze wstaną i odzyskam swoje notki z wielu lat. Mi już nawet nie odpisali na maila z pytaniem, czy serwis jeszcze odżyje.

Nie skłamię, jeśli napiszę, że od 3 miesięcy nie przespałam całej nocy cięgiem. Nasz młody kocurek bowiem wysypia się, kiedy nas nie ma, a nocą budzi się do życia i dokazuje. Zawsze budził mnie minimum 3 razy. A to pazurował pufę, a to wskakiwał na szafę zrzucając z niej coś hałaśliwego, a to bawił się czymś zrzuconym i szurał tym po podłodze, a to po mnie skakał i traktował moje nogi jak ofiarę :D Wyrzucony za drzwi, dobijał się do nich do skutku. Aż go wpuszczę. Dopiero wczoraj poszłam po rozum do głowy i kupiłam stopery. I dzisiaj spało mi się cudnie. Naprawdę. A do tego Kocizna docenił chyba fakt, że nikt go za harce nie wywalał za drzwi i jak się zmęczył, to nawet z nami spał! Jak za dzieciaka :D Bo on to się ostatnio taki chłopak zrobił. Przytulasów to on nie lubi tak zwyczajnie, on lubi tylko, jak się wraca po całym dniu do domu, jak stęskiony, to sam się łasi. Dlatego jak nabroi, to sprzedajemy mu karne przytulasy i całusy, ehehehe. I w ogóle to silnie walczę z rządami Kocizny w naszym domu. Przegrałam bitwę o jedzenie. Po kolejnej próbie podania mu innej mokrej karmy niż ta, którą lubi, odpuściłam. Kupione zaszetki, wzgardzone przez mojego kota, przekazałam już na rzecz głodujących działkowych dzikusów. Teraz druga batalia. Próba wprowadzenia innej suchej karmy niż ta, którą do tej pory akceptował. Zauważyłam, że coś tam chrupnął na początku, ale od wczoraj micha stoi nie ruszona, a po nocce „standardowej” karmy zawsze pół michy było mniej. No ale tym razem w walce wspiera mnie Niedźwiadek, któremu też nie podoba się grymaszenie Wąsatego. Jak zgłodnieje to zje, takie nasze aktualne hasło. Mam taką nadzieję w każdym razie :D Bo jak się Perski Książę okaże prawdziwym księciem, to gotów z głodu zdechnąć niż splamić się inną karmą :D Planuję też dać mu wątróbki na spróbunek, wszak koci przysmak, no ale Księciuniowi już wiele kocich przysmaków podstawiałam i z przykrością stwierdzam, iż albo mój kot nie jest kotem, albo ma coś z psychiką. Je tylko wybrane przez siebie kocie żarcie i nic więcej. NIC. Ani mięska, ani jajeczka, ani mleczka, śmietanki, jogurciku, serka, NIIIIIC. Nie idzie nawet tego kota rozpieścić albo tresować w jakiś sposób nagradzając smakołykami, bo on nie ma swoich smakołyków! Się nam trafiło :D No ale co tu dużo mówić – kocham Wąsatego, nie wyobrażam sobie bez niego mojego domu. A każdy, kto twierdził, że persy są nakolannymi kotami, może sobie włożyć to między bajki. Mój pers skacze jak akrobata, wspina się na najwyższe meble, robi salta i mnóstwo innych figur, którymi poszczycić się mogą tylko drzewne wiewiórki. Niestrudzenie zrywa też w sypialni firanki. Do firanek robiłam już dwa podejścia, za każdym razem lądowały na podłodze zerwane w niecałą godzinę, więc wiszą tylko zasłony, które jak widać nie szeleszczą i nie ekscytują swoją teksturą Wąsatego na tyle, by chciał je zerwać. Doszliśmy do wniosku, że mamy kota z ADHD, pozostaje nadzieja, że kiedyś z tego wyrośnie :D

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „jesień w środku maja

  1. ciernista pisze:

    Kicia moich rodziców tez grymasi przy jedzeniu. I od blisko 11 lat jada tylko to, co lubi. Nic innego nie ruszy. A mleka koty wbrew pozorom nie powinny wcale pic, bo im szkodzi. Tez mnie to zdziwilo.
    PS i sorka za brak polskich liter, ale cos mi sie tu poprzestawialo i nie umiem z tego wyjsc:(

  2. Z tym czekaniem młodego to raczej niedobrze. Serio żadne prywatne wizyty nie pomagają? Damn ;/ Lekarze… Tylko kasa się liczy ;///

    Co do diety to rozumiem Cię aż za dobrze, odkąd siedzę w domu objadam się okropnie a potem katuję na rowerze. Dla równowagi.

    Wąsaty… Nowa ksywka? Hehe, równie dobra co Kocimiętek :)

    I chciałam jeszcze dodać [byle nie zapeszyć], że cieszę się bardzo, że autko tak się dobrze sprawuje. Oby tak dalej! Pozdrów swoje dwie miłości:)

  3. serdunio pisze:

    sandaly koniecznie kupic nalezy. ja sobie dzis nabylam :P o.
    (nic tak kobiecie ponoc nie poprawia humoru jak nowa para butow? hmmm a moze to byl nowy kapelusz? a kij tam, kapeluszy nie nosze, no to buty!)

  4. Właśnie dlatego nie przepadam za kotami – bo się tak w nocy wiercą :) Ale ten wyskakujący z pudełka mnie urzekł :D
    Ja też już straciłam nadzieję na reaktywację blogów.pl…

  5. cicicada pisze:

    tez mi szkoda tych blogow, co jak co ale kilka lat swojego zycia tam zostawilam…
    a kocurek wspanialy… tylko powiedz jak Ty to robisz, ze spisz w stoperach i rano wstajesz do pracy? przeciez budzika tez nie slychac:) – to byl zawsze moj odwieczny dylemat w akademiku – spac w stoperach i zaspac na zajecia, czy nie przespac prawie w ogole nocy:D

  6. Anka pisze:

    No wreszcie. Ciotka z USA niech zabiera lepiej Młodego, może tam będzie się wydawać kasę na lekarzy nie na darmo.
    Co do kota to siłą go nie zmusisz, będzie głodował aż zrobi Ci się żal. Mój oprócz swojej karmy, wcina jeszcze tuńczyka i makrele, mięsa innego niet więc wychodzi na to, że to standard. Mleka, tym bardziej śmietany, nie dawaj, nie wolno.
    A jeśli chodzi o stopery, polecam woskowe, nie bolą po nich uszy:] Pół życia tak przespałam i do dzisiaj mam parę zawsze w torebce. Nie żebym nie wiedziała, gdzie spędzę najbliższą noc:P ale na podróże pks/pkp idealne.
    Nie będę trzymać kciuków za tą „kolejną akcję” bo na pewno świetnie dasz sobie radę:)

  7. innam pisze:

    Mój organizm już się tak ustawił, że budzi się sam o tej samej godzinie :) Sporo wcześniej niż trzeba. A jeśli organizm zawiedzie nawet, co raczej się nie zdarza, to Wąsaty mnie zbudzi :D Skuteczniejszy niż budzik, hehe.

  8. kaja pisze:

    Moja Figa też ma swoją ulubioną karmę, czasem miauczy pod lodówką i coś chce, ale wędliny tańszej niż po 20 zł nie ruszy ;) za to kocha ryby. Spróbuj chociaż z tuńczykiem z puszki.Pozdrawiam i zapraszam do siebie- miałam małą przeprowadzkę. Kaja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s