That’s your horoscope for today

Nie musisz się zbyt mocno kontrolować. Nic Ci nie grozi. Wyposaż się w cierpliwość. Czas na odpływ emocji. Spokój i harmonia.

Tak brzmi mój horoskop na dziś. Jak zwykle bardzo trafny, szczególnie, że:
a) właśnie, że MUSZĘ się bardzo mocno kontrolować pod każdym względem
b) grozi mi bardzo wiele, w wielu dziedzinach, tak więc boję się i obawiam
c) cierpliwość to ja powinnam mieć na drugie imię, moje główne zajecie w życiu to cierpliwe czekanie…
d) emocje wcale nie odpływają, wcale a wcale, jest ich we mnie dużo za dużo, i to w większości tych negatywnych
e) spokój i harmonia chyba nigdy u mnie nie zagoszczą

Tą listą narzekań pragnę określić swój stosunek do horoskopów :) Hehe.

Nie jestem zadowolona z ostatniej akcji. Obawiam się jednak, że ja nie mam sobie nic do zarzucenia i jej średnie powodzenie nie było moją winą. Po całym dniu pracy byłam załamana i totalnie sfrustrowana, pałająca niechęcią do ludzi. Zresztą wiele powie fakt, że nawet w ciągu dnia zbierało mi się na płacz, kiedy po raz kolejny słyszałam od kogoś to samo. Frekwencja przekroczyła moje oczekiwania, ale co z tego, jak sprzedaż była totalnie poniżej tych oczekiwań. No załamka. Ino wyć się chciało. Dwa dni chodziłam przybita, ale jakoś trzeba się próbować zbierać do kupy i obmyślać plan, co zrobić w razie słabej sytuacji w nadchodzących miesiącach. Kiepska ze mnie biznesłomen. Kiepskie ze mnie cokolwiek.

Po akcji został w sklepie syf, którego nie dałam rady posprzątać od razu, więc zostawiłam sobie na następny poranek. I co? I oczywiście, jak nigdy nikt nie przychodzi pomiędzy 10.00 a 11.00, tak akurat wtedy musiała się pojawić klientka. Widziałam przerażenie w jej oczach, kiedy rozglądała się po tym pobojowisku, jakoś tam się wytłumaczyłam, ale tak mnie ta sytuacja zestresowała, żem się miotała jak psychiczna. Dwie godziny sprzątania i można było usiąść do papirów. I dziwnie jest zwykle tak, że klienci przychodzą zawsze wszyscy naraz. I człowieku nie wiesz, z kim rozmawiać, komu patrzeć w oczy, a komu tłumaczyć.

Zaliczyłam wielki come back mojej sławnej chamskiej klientki, tej szychy, której się tak swego czasu bałam. Odwiedziła mnie i niczym nie zaskoczyła. Dalej jest chamska i każde jej słowo jest wbiciem szpili. Ale zakupu dokonała, więc niech jej tam. Widocznie jest ze mnie zadowolona, skoro wraca. Albo zwyczajnie nie ma innej opcji ;)

W ramach Tatusiowych urodzin i Dnia Matki, postanowiłam odwiedzić rodziców ze skromnymi prezentami. Tacie kolejny raz kupiłam dobrą kawę, bo lubi próbować nowych smaków, a Mamie czekoladki i kilka makijażowych drobiazgów. W obawie, że Mama nie będzie się umiała obsługiwać podarkami, zaproponowałam jej próbny makijaż [mam ją zresztą malować na wesele chrześniaka na jesieni]. I doszłam do wniosku, że mam skilla. Hehe. Jeśli idzie o mejkap, zdobyłam kolejny poziom wtajemniczenia. Mama była zachwycona, ale nie wiem, czy przekonam ją do codziennego pełnego makijażu, obawiam się, że dla niej jest to dużo mniej przyjemna czynność niż dla mnie. Bo ja to jestem wytapetowana codziennie. Może oprócz wolnych dni, kiedy nigdzie nie wychodzę, ale tak to tapeta musi być. Inaczej nie jestem sobą ;) Wszelkie posądzenia o bycie totalnym pasztetem mają swoje pełne podstawy, hehe. Bardzo to miłe było spotkanie, jak każde ostatnio z moimi rodzicami.

W ogóle Mama podarowała mi taką ładną bluzkę, nową z metką, a kupiła ją za 7 zł w lumpeksie. Przeszłabym się do lumpeksu, bo naprawdę można fajne rzeczy wyłowić, tylko:
a) nie mam kiedy
b) jak zwykle żal mi kasy, bo CHOLERA WIE CO BĘDZIE.
Hasło to powstrzymuje mnie przed kupowaniem czegokolwiek dla siebie. Chyba nigdy nie dożyję takiego stanu, żebym się nie bała, że mi zbraknie. Frustracja.

Nasz kot nie lubi wątróbki. Nasz kot nie lubi niczego, poza kocią karmą. I to też nie każdą. Nasz kot grymasi przy jedzeniu. Udało nam się go skłonić do jedzenia innej karmy suchej, ale je ją z przymusu, bez przyjemności. Naszemu kotu najbardziej na świecie smakują upolowane owady. Ćmy, muchy, osy, łącznie z szerszeniami, które w trakcie przeżuwania kąsają kota w wargę. Ale dla kota to nic nie znaczy, trochę się poschizuje, że morda spuchnięta, trochę się poślini, trochę poskacze z podwyższoną adrenalinką, a kiedy opuchlizna zejdzie i przestanie boleć, to kot wraca do szeroko pojętej normy i dalej szkoli się na łowcę. W moim domu nie ma ani jednej muszki.

Mój kot szuka przyjaciół. Jego pierwszą przyjaciółką była papierowa kokardka na sznurku. Kiedy zaginęła bez wieści, jego następną przyjaciółką stała się piankowa piłeczka, która była z nim od początku pobytu w naszym domu. Piankowa piłeczka królowała w rankingach przez miesiąc, po czym zaginęła. Przy generalnym sprzątaniu została odnaleziona i powróciła do łask, stając się nieodłączną towarzyszką zabaw. Ale z piłeczkami i kotkami bywa tak, że zabawy kończą się bolesnym rozstaniem, piankowej piłeczki nie znalazłam do dziś. Więc Wąsaty musiał szukać nowych sympatii. Była już czerwona zakrętka od butelki, makaronowa rurka, stara, zaschnięta, zapewne wieloletnia pestka brzoskwini, którą nie mam pojęcia skąd wydobył, moje stare papiloty i wałki [które wyciągnął z szafy i rozniósł po całym domu… oczywiście wszystko zostało już wyrzucone na śmietnik, bo do użytku się nie nadawało…], wyrwany ze ściany gwoździk z plastikowym uchwytem, trzymający kabel od Internetu [gwoździk szybko usunęłam, pozostawiając małemu sam uchwyt]. Uchwyt jest własnie najbardziej aktualnym przyjacielem.

Mój kot APORTUJE. Bez ściemy. Ale mój kot nie jest psem, nie aportuje wtedy, kiedy JA chcę. On aportuje, kiedy jemu się zechce. Wtedy przynosi mi w pysku, jak pies, aktualnego przyjaciela i rzuca mi pod nogi albo kładzie obok ręki, gdy siedzę na łóżku. I czeka. Ja przyjaciela biorę, pokazuję Wąsatemu, że wzięłam, mówię mu: „bierz!” i rzucam w korytarz, a kot wystrzeliwuje jak szalony, leci za rzuconą rzeczą, łapie w pysk i mi przynosi, po czym cały proces się powtarza, nie więcej jak 20 razy. Potem kotu się nudzi i postanawia zamiast przynieść rzuconą rzecz, to rozwalić się obok niej na podłodze i patrzeć na mnie władczo, dając do zrozumienia, kto tu jest panem.

Mojemu kotu obcięliśmy pazury. Po tym, jak przy sprzątaniu rzucił się na szmatę w mej dłoni i źle wycelował, wyrywając mi z dwóch opuszków palców kawałek mięsa. Bolało. Bardzo bolało. To był ten moment, kiedy ma cierpliwość się skończyła. O dziwo kot aż tak bardzo nie protestował przy obcinaniu pazurów, chyba już wiedział, że decyzja zapadła i nie ma co walczyć.

No i wysypiam się, nareszcie się wysypiam jak normalny człowiek, nie budzę się w nocy po 10 razy. A wszystko dzięki małym stoperom, hehe. Komfort życia wzrósł :D

I nie znoszę ludzi, którzy pod pozorami troski wpieprzają się w czyjeś życie, roszczą sobie prawo do mówienia komuś co ma robić, kim jest i jaki jest. Szczególnie, jeśli ci ludzie robią to komuś, kto jest nadwrażliwy i bardzo sobie bierze do serca takie kretyńskie pieprzenie. Panie, broń nas przed doradcami i sędziami! I horoskopami ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „That’s your horoscope for today

  1. Zawsze się zdarzają drobne przestoje w sprzedaży, skoro nawet chamskie klientki wracają, that means you’re truly the best :) Poza tym lumpeksy to studnie bez dna, ZAWSZE trafi się coś ekstra a potem się człowiek gryzie, że w sumie to kasa miała być na coś innego, ważniejszego od poprawy wyglądu :(

    Doradcy mają to do siebie, że nie sami nie potrafią się odnaleźć we własnym życiu, więc próbują poprawiać czyjeś….

  2. Kumcia pisze:

    NIe martw się. Nic to nie da, czasami co ma być to będzie. A poza tym świetnie i tak sobie radzisz, także odpędzić złe myśli i głowa do góry!

  3. Kylinn pisze:

    może ta chamska klientka ma taki styl że jest chamska, niektórzy poprostu tak mają, ale skoro wraca, tzn. że mimo wszystko jest zadowolona.

  4. Ja też mam tendencje do budzenia się w nocy co najmniej kilka razy, kurczę…. Czas na stopery? :P

  5. cicicada pisze:

    dla mnie i tak jestes guru, ja bym nigdy nie znalazla nawet tyle odwagi zeby wlasny biznes otworzyc!

  6. Anonim pisze:

    Pewnie się nie znam na żartach o kotach ale… http://po-land.pl/img/upload/20120526192600.jpeg :DDDD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s