kociasta radocha

Sobota, sobota, sobota! I po sobocie… Rodzice zaprosili nas na grilla, na którego z wielką radością poszliśmy, albowiem długotrwała dieta obudziła w nas prawdziwą mięsną żądzę ;) Swoją drogą czytałam o witarianach i ich surowej diecie, że to podobno tak zdrowo i w ogóle. Ale w moim przypadku to, co robię teraz i tak jest już mega wyrzeczeniem, na większe mnie kurna nie stać :D Chociaż szczerze Wam powiem, że się przestawiam. Przez ten miesiąc nauczyłam się żyć bez chleba, produktów mącznych, ziemniaków, ryżu, jeśli jadam zboża to tylko owsiankę raz na jakiś czas. Do tego wszystkiego Mama sprezentowała nam patelnię grillową i teraz wszystko przyrządzamy bez dodatku tłuszczu. Waga leci w dół. Jak dopnę do następnego swojego celu, na pewno o tym napiszę. Ale wierzcie mi, jestem twarda jak nigdy w życiu. A co najlepsze, zmiany są widoczne gołym okiem. Miałam takie swoje obrzydliwe zdjęcie, na którym wszystko było widać, takie zdjęcie, które sobie zrobiłam na początku odchudzania. Przedwczoraj poprosiłam Niedźwiadka, żeby zrobił mi nowe. I różnica jest NIESAMOWITA. A to daje mi jeszcze większego kopa do dbania o siebie. Jeszcze muszę sobie zrobić takie w samej bieliźnie, takie zdjęcia są najbardziej motywujące, bo nic się w nich nie ukryje, hahaha.

W spódnicowaniu poszłam o krok dalej i zaczęłam nosić sukienki. Oczywiście nie nosiłabym, gdyby Mama mnie w nie nie zaopatrzyła, bo ona to zawsze coś fajnego w lumpeksie wynajdzie. Wynalazła mi jedną taką fajną CZERWONĄ w kratę [ja i sukienka, ja i CZERWONA SUKIENKA… dawni znajomi zbieraliby szczęki z podłogi, gdyby mnie zobaczyli:D:D:D], a drugą gdzieś miała w szafie na dnie, przestała nosić, więc dała mi. Jeszcze dwa miechy temu jak ją założyłam, to nie mogłam na siebie patrzeć, bo bęben sterczał strasznie, a teraz jest idealna. Jeszcze jej wprawdzie nie nosiłam, ale doczeka się swojego miejsca w kolejce na pewno :D

Postawiłam pierwszy krok w kierunku rozwinięcia swojej działalności. Nawiązałam kontakty, czekam na rozwój wydarzeń. Czuję lekkie podekscytowanie.

Kulka zaczęła rosnąć. Dopiero tydzień mija, a ona już jakby większa i już jakby sierść jej ładnieje. Ale co ma nie rosnąć i co ma nie ładnieć, jak tyle miłości, troski i uwagi dostaje. Dużo je, łasuch jeden. Nie dość, że swoją michę zje, to jeszcze Wąsatemu wszystko wyjada :D A Wąsaty biedny, widocznie stres związany z pojawieniem się nowego członka rodziny go osłabił, bo się rozchorował. Zaczęliśmy się martwić, kiedy spadł mu apetyt, potem przy zabawie zaczął niepokojaco sapać i ziajać jak pies. Decyzję o zabraniu go do weta przypieczętował brunatny wyciek z oczek. Okazało się, że Wąsaty ma zapalenie oskrzeli, jest już po dwóch seriach zastrzyków, trzecia seria we środę, prawdopodobnie ostatnia. Już po pierwszym zastrzyku widziałam u niego poprawę, czekam na więcej :) Nie wiem, czy przyczyną jest gorsze samopoczucie Wąsatego, czy faktyczne zaprzyjaźnienie się zwierzaków, ale brutalne pokazywanie kto tu rządzi ucichło, a pojawiły się gonitwy po domu, przy czym wcale nie tylko większego za mniejszą. Kociaki bawią się świetnie we dwójkę. Kulce wczoraj zafundowaliśmy domowego fryzjera i podcięliśmy włosy na tyłku. Mała jest jeszcze za mała, żeby się nie upaskudzić przy wydalaniu, więc żeby oszczędzić jej częstych kąpieli, skróciliśmy futro, co by jej się tam nic nie kleiło. Wiem, wiem, kochacie opowieści o kupie moich kotów :P

Rodzicom szykuje się 30. rocznica ślubu. Urządzą przyjęcie na działce, tak sobie kombinuję, że chciałabym, żeby było naprawdę wyjątkowo. I już wymyśliłam jedną część prezentu, taką sentymentalną. Jest plan! A czasu wcale nie aż tak wiele, więc trzeba zacząć działać :D

Na działce u rodziców czai się kotka. Widać, że niedawno rodziła, bo wciąż wisi jej rozciągnięty brzuch. Zawsze ostrożnie poszukuje resztek po naszym grillowaniu. Tak sobie myślę, że jak już będę miała klucz do bramki, to będę ją czasem dokarmiać.

A Stara z Dołu napieprzała nam młotkiem w kaloryfer w nocy. To chyba tak na znak, że spać nie może. Ja bym to olała, bo chamstwo zwykłam olewać, ale Niedźwiadek jest bardziej porywczy niż ja i twierdzi, że na chamstwo jest tylko jedna odpowiedź – odpukał jej więc z równym zaangażowaniem w nasz żeliwny kaloryfer. Ja nie wiem, że we własnym domu się nie można czuć jak u siebie, bo zaraz to stare próchno zacznie manifestować swoje niezadowolenie. Jak spać nie może, to niech sobie stopery w uszy wsadzi, ja tak zrobiłam i wysypiam się cudownie. Sprzedam jej tę radę, jeśli tylko mnie zaczepi. Ale wątpię w to szczerze, bo ona za bardzo się boi Niedźwiadka :D

Ciekawa sprawa wynikła z wyjazdem Dziadzia do Stanów. Na moje oko jest to totalnie niemożliwe, ten cały wyjazd, począwszy od finansów: bilet + ubezpieczenie dla starego, chorego człowieka to kwota zabójcza na polskie realia. Po drugie lot samolotem stanowi zagrożenie życia dla Dziadzia, na co lekarz zwrócił uwagę Mamie i istnieje opcja, że jeśli się Dziadek uprze, to konieczne będzie zatrudnienie lekarza/pielęgniarki do pilowania go w trakcie lotu, co jest totalną abstrakcją. Dziadkowi próbowaliśmy to tłumaczyć, ale jemu wytłumaczyć się nic nie da. Ciotka nie poczuwa się do wsparcia finansowego tego przedsięwzięcia. No a po trzecie, załatwienie wizy też wiąże się ze sporymi kosztami i rezerwacją dwóch dni czasu. Jakieś szaleństwo.

W niedzielę, jedyny dzień tygodnia, kiedy mogę spać ile zechcę, obudziłam się o 5.30. I już nie zasnęłam. za to posprzątałam cały dom, zrobiłam pranie, zajęłam się kotami, zrobiłam obiad i przekonałam się, że na obiad trzeba zjeść mięso, bo inaczej człowiek głodny po godzinie :P Uwielbiam też niedzielną kawę. Jedną z samego rana, a drugą w wolnej chwili między obowiązkami. Dzisiaj oczywiście też wstaliśmy 1,5 godziny przed czasem. Chyba się starzejemy. Niedługo jak dziadki będziemy się budzić o 4.00 ;)

A na deser zdjęcia naszych kociastych:

Wszystkie zdjęcia małej przypominają mi Wąsatego, jak był dzidzią. Widać, zachowania i upodobania się powielają też i u kociastych :D Dobrego tygodnia wszystkim!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „kociasta radocha

  1. zwidokiemna pisze:

    Kocurki rozłożyły mnie na łopatki :) stwierdzam, że spokojnie mogłabym zostać kocią mamą…
    niedzielne kawy też uwielbiam to jedyne takie pite „na spokojnie”

    i jeszcze raz dziękuję :*

  2. gwiazdka pisze:

    przepiekne kociaczki! zanim pokazałaś małą wyobrażałam ją sobie jako małego zapuszczonego biedaczka, a to taki puszysty slodki kociak! :) cała notka w ogóle taka optymistyczna – bardzo sie ciesze :) no i gratulacje sukcesów w zrzucaniu wagi – najgorsze jest doczekanie wdocznych efektów potem juz jest latwiej :)

  3. innam pisze:

    Mogę dumnie powiedzieć, że puszysty słodki kociak stał się taki dzięki naszym staraniom – naprawdę nie wyglądała za wesoło na początku i swoje musiała przecierpieć. Ale na szczęście to już za nami :)

  4. FreeSpirit pisze:

    Kociaki cudowne, zazdroszczę dwóch! Mam jednego i przy moich warunkach mieszkaniowych nie mogę sobie pozwolić na drugiego.
    Swoją drogą zabieram się za lekturę Twojego bloga, bo stęskniłam się za Twym pisaniem;)
    Chwast z blogi.pl się kłania, pamiętasz;)?
    Kope lat minęło:)

  5. cicicada pisze:

    jestem zakochana na zaboj w Twoich kociakach!

  6. oszolomska@wp.pl pisze:

    Kociaki cudowne! Widać, że z Kulki rośnie rasowy komputerowiec;)

  7. ciernista pisze:

    Młoda śliczna, podobna do Kici, tylko Kicia łepek ma mniej czarny. Wąsaty prawdziwy rasowiec i przywódca :)

  8. Kylinn pisze:

    nareszcie foty – dzięki! koty super – też sobie Kulkę wyobrażałam bardziej zabiedzoną, a tu całkiem przystojna kicia :) a Wąsatemu życze zdrowia!

  9. Ej, ja lubię czytać jak piszesz o tych kocich kupach itp, rozczula mnie to :D

  10. gdyrozumspi pisze:

    Wąsaty jaki dostojny panicz. A nowa Kiciulka dogoni go, podje podje i równie piękna będzie:)

    To działaj Madź :)

  11. anscara pisze:

    słodkie sierściuchy :D Byle do przodu, wytrwałości w działaniach!

  12. rebel pisze:

    świetne zdjęcia, innam – mam bardzo konkretną prośbę – czy Ty może wiesz, gdzie się przenieśli dawni znajomi z naszej nieżywej platformy blogowej?

  13. innam pisze:

    Podaj konkretnych znajomych, jeśli będę wiedziała, to Ci powiem.

  14. aśka pisze:

    Gratulacje z bycia twardą. Diety nie są przyjemne, ale z czasem sie człowiek przyzwyczai. Byle tak dalej! :)

  15. iwcia pisze:

    znowu się miło czytało
    ale te notki masz tak kompletne że nigdy nie potrafię skomentować
    pozdrawiam

  16. anscara pisze:

    jesus, nawet ja pamietam Chwasta, cos mi sie kojarzy! Blogi.pl byl jednak pewnego rodzajem fenomenem pareś lat temu!

  17. Łucja pisze:

    hahaha! ja padłam :D taaak kochamy czytać o kocich kupach :D Świetne są! Puchatki dwa! Nie wiem, który bardziej rozbrajający. Wszystko pozytywnie i do przodu [prócz brzucha, który zrzuciłaś], całkiem letnio i pozytywnie. Sukienki…kurcze. Wypadałoby mi także się troszkę zreformować ;))

  18. rebel pisze:

    martynia, magic, banshee, harley, yoasia

  19. innam pisze:

    O żadnej z tych osób nic nie wiem, niestety.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s