yay

Pogoda się totalnie skiepściła i już codziennie nie pływamy. Strasznie mi z tym źle, bo to była naprawdę przyjemna forma ruchu i czułam się na niej rewelacyjnie. W ogóle dopadło mnie jakieś takie… Nie wiem, spadek sił chyba. W piątek ledwo dałam radę wstać z łóżka. Nie miałam na nic siły. Może to dlatego, że i w pracy mi dokuczyli, i rodzinka lekko podkurzyła. A jak się wszystko złoży w kupę, doda taką sobie pogodę, to wychodzi słabosilna mieszanka.

W pracy oczywiście nie kto inny, jak dostawcy. Zbieram w sobie moc na następne solidne opieprzenie kogo trzeba, bo mi już dawno przestało być do śmiechu. A Mama za to odwaliła inną rzecz. Miał przyjechać do nich chrześniak mojego Taty z narzeczoną, zapraszać na ślub i załatwiać formalności z tym związane [swoją drogą mój Tata ma tych chrześniaków trochę, ja naliczyłam trzech]. Okazało się jednak, że zamiast dwóch osób, przyjadą cztery, a rodzice obiecali zapewnić im nocleg. Jak dla dwóch osób miejsce do spania by się znalazło, tak dla czterech niespecjalnie. Więc oczywiście telefon do mnie, czy bym nie przenocowała tych dwóch dodatkowych. I gdybym miała normalne mieszkanie, to bym pewnie przenocowała, ale na samą myśl o przyjmowaniu do mojego obleśnego domu obcych ludzi zmroziła mi krew w żyłach. Musiałam się więc trochę z Mamą pokłócić, bardzo stanowczo postawić na swoim i się nie zgodzić pod żadnym pozorem. Oczywiście jestem nieużyta, a Mama wykorzystała swoje najlepsze umiejętności wpędzania w poczucie winy, co mnie struło na 3 dni.

Przemęczona, wyrolowana przez dostawców na tyle, że nic na mnie nie czekało następnego dnia, wzięłam wolną sobotę. I była to chyba najlepsza decyzja pod słońcem. Ten jeden dzień więcej naprawdę dużo znaczy. To nic, że na wypoczynek jako taki miałam kilka godzin, liczy się fakt, że mogłam na spokojnie posprzątać w domu, zrobić pranie, ugotować obiadu na dwa dni, zrobić zakupy. Nie trzeba się było śpieszyć i z ledwością wchodzić w zakręty. Powyprzytulałam moje pluszaki, zajęłam się trochę sobą i przede wszystkim WYSPAŁAM. Bo od jakiegoś tygodnia Kulka mnie budzi w nocy na pieszczoty, więc chodziłam jak to zombie, a jeszcze plus wstawanie o świcie… No masakra. A teraz 3 noce z kolei spałam do 8.00 i naprawdę zregenerowałam siły. Czas wracać do codziennej ćwiczeniowej rutyny.

No i mogę się pochwalić już, że jestem 10 kilo lżejsza. Wielki sukces dla mnie, zamierzam walczyć dalej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „yay

  1. ciernista pisze:

    ja od jakiegoś czasu mam spadek formy. fizycznej, ale też i psychicznej. wszystko widzę w czarnych barwach. kłócę się bez sensu ze Ślubnym. rzucam słuchawką. niby fajnie posiedzieć w domu, ale miesiąc (a może dłużej już to trwa?) to chyba stanowczo za długo. jeszcze kilka dni i chyba będę mogła Miszelina na powietrze wygnać :) może odzyskam dobry nastrój !
    i gratuluję zrzuconych kilogramów!!!! ja chwilowo zmierzam w przeciwnym kierunku, ale jak na żarcie słodyczy i praktycznie nieruszanie się, bo w domu co to za ruch, nie jest najgorzej.
    trzymam kciuki za dalsze pływanie. i za wolną sobotę. tak od czasu do czasu:)

  2. jestesczesciamnie pisze:

    Gratuluję osiągnięcia! ja jakoś w sobie zebrać się nie mogę na odchudzanie :(

    a co do etui to mówisz i masz, tylko odezwij się do mnie na maila :)

  3. Toja Oszołomska pisze:

    Życzę więcej sobót bez pośpiechu i gratuluję straconych kilogramów. Czerwienię się z zazdrości ;)

  4. cicicada pisze:

    yeah! respect! :) oby tak dalej!

  5. Ej, te gify, które wstawiasz, absolutnie mnie rozwalają :D :D
    Gratuluję sukcesu, 10 kilo to naprawdę duże osiągnięcie, więc tymbardziej podziwiam! :)

  6. zwidokiemna pisze:

    dziewczynka na końcu mnie rozwaliła… takie miny znamy, oj znamy :)

    gratuluję osiągnięcia… mogę tylko się domyślać ile to znaczy, bo ja z wagą walczę co prawda w drugą stronę, ale walczę i idzie mi… kiepsko… już nie wierze w to że kiedyś przytyję…

  7. bardziej pisze:

    No! Ta dziewczyna jest świetna. I TY też!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s