Watch them now, walk hand in hand, they managed somehow their own promised land

Oj paliły mnie mięśnie po jednodniowej przerwie od ćwiczeń, paliły. Ale 20 minut później się rozgrzały i było już tylko przyjemnie. Robimy postępy, dzisiaj zrobiliśmy 8 km na luzie. Zrobilibyśmy i 10, ale czas nas gonił, trzeba by jakoś wcześniej wstać albo po prostu szybciej się z rana zbierać. W sobotę pogoda nas nie rozpieściła. Od rana było pochmurno i zimno, a jak weszliśmy do lasu, to zaczęło padać. Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie ta chwila, ta próba charakteru, obawiam się jednak, że nie przeszłam jej zbyt pomyślnie. Byłam wściekła jak osa, kiedy tak szłam po mokrym podłożu, z ubraniami przylepionymi do ciała :D Ale zaplanowaną trasę przeszłam, z tym, że potem przez 3 godziny jeszcze byłam zła, nawet jak już pozbyłam się przemoczonych ubrań :D  Któregoś razu szliśmy tak długo, że pająk zaczął już pleść sieć pomiędzy moją ręką a kijkiem. Oczywiście gdy go zauważyłam, wydałam z siebie bliżej nieokreślone dźwięki obrzydzenia i zrzuciłam go w krzaki doprawiając kijem. Mam nadzieję, że zdołał przeżyć, bo nie zabijam pająków na nie swoim terenie. Uważam, że las to nie jest przestrzeń człowieka i nie powinno się bez sensu zabijać niczego oprócz komarów, które aktualnie wysysają naszą krew. Samoobrona jest wskazana. Omijam więc przedłużonym krokiem ślimaki, żuki i co tam się jeszcze nawinie. Ale w moim domu, na moim terenie, pająki i inne robale mogą spodziewać się rychłej śmierci, jeśli nie dość dobrze się kamulfują. Bo albo dopadnę je ja, albo moje koty. :D

Załatwiliśmy temat prezentów na rocznicę dla rodziców. Mam nadzieję, że będą zadowoleni. Rocznica już bardzo niedługo, Bro z żoną zamierza przyjechać, więc będzie impreza :)

Ostatnio jest tu bardzo pozytywnie u mnie, to prawda. Ale nieraz dopadają mnie wątpliwości, nieraz zastanawiam się, czy naprawdę wierzę w to, że kilkadziesiąt kilo mniej uczyni mnie lepszym człowiekiem. Czy naprawdę wierzę, że to coś zmieni? Czy nie robię tego tylko dlatego, żeby nabrać wartości w nie koniecznie własnych oczach? Ale takie rozważania łapią mnie tylko wtedy, kiedy jestem przemęczona – odpocznę, wszystko mija i znów wiem, że to co robię, robię DLA SIEBIE. DLA SIEBIE jest te moje 1,5 godziny dziennie w lesie, dla siebie dbam o to co jem, bo to wszystko działa na moją korzyść. Jestem zdrowsza, sprawniejsza, czuję się lepiej, a treningi pozwalają mi oczyścić umysł i nabrać dystansu do wielu rzeczy. Z każdym zgubionym kilogramem rozginam kraty więzienia, jakim jest moje ciało. Wymykam się z tej klatki, bo przestałam godzić się z tym, co jest, chcę więcej. Chcę żyć mocniej, intensywniej, chcę wypróbowywać możliwości mojego zaniedbanego organizmu, pokazać sobie, że mogę osiągać zamierzone cele. Że może jednak mam charakter i mam siłę do czynienia kolosalnych zmian. Powiało patosem, a może się okazać, że za miesiąc rzucę to wszystko w cholerę i wrócę do tego co było, kto to wie. Na ten jednak moment nie przewiduję powrotu do dawnych nawyków. Zobaczymy, gdzie mnie to doprowadzi.

Monotematycznie u mnie ostatnio, wiem. Ale tak naprawdę to niewiele się dzieje. Każdy dzień wygląda tak samo. Z nikim się nawet nie spotykam, szara codzienność, ale o dziwo odnajduję w tym wszystkim sens i spokój. Szczęście i harmonię daje mi mój przewidywalny harmonogram dnia, powtarzalność czynności, z rzadkimi odstępstwami od schematu. Dzięki temu wiem, gdzie jestem, co robię i do czego dążę.

Podczas treningów bywa, że leci mi w mp3 jakaś znacząca piosenka, a to wywołuje we mnie ciąg myślowy, który prowadzi mnie do ciekawych wniosków. A mianowicie takich, że z Niedźwiadkiem stanowimy naprawdę dobrą, ale też i niezwykłą parę. Wszyscy dookoła się rozchodzą, zdradzają, oszukują albo nie mówią sobie całej prawdy, nie mają do siebie szacunku, są ze sobą, bo tak wygodniej. A my we dwoje patrzymy na to z niedowierzaniem i zastanawiamy, dlaczego nas to nie dotyka. Dlaczego my w ogóle nie mamy takich problemów? Po prostu jesteśmy razem, na dobre i na złe, jak najlepsi przyjaciele trwamy ramię w ramię, choć bywało różnie, bywało bardzo ciężko i różne myśli w tych ciężkich chwilach kłębiły się po drodze. A jednak trwamy, mimo przeciwności. Kłócimy się, a jakże, krzyczymy na siebie też, choć osobiście bardzo tego nie lubię: ani robić, ani doświadczać. Często się nie zgadzamy i często wzajemnie obwiniamy za różne pierdoły. Ale w końcu i tak dochodzimy do wniosku, że jesteśmy dla siebie najlepszym, co mogło nas spotkać. Czasami się boję, że może ja też jestem jakoś ślepo zakochana, że może żyję w jakimś złudzeniu, w końcu ostrzeżenia na ten temat podsuwa mi samo życie – najbliżsi mi ludzie swoimi związkami udowadniają, że nigdy niczego nie można być pewnym, nawet po wielu wspólnych latach. Ale nie chcę tak myśleć, wolę myśleć, że jest nam ze sobą po prostu tak dobrze :) Najwyżej się kiedyś zaskoczę. A może nie? ;)

A od tej piosenki zawsze zaczyna mi się ciąg myślowy opisany wyżej – uwielbiam ją.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Watch them now, walk hand in hand, they managed somehow their own promised land

  1. jestesczesciamnie pisze:

    Cieszę się, że jesteście szczęśliwi w Waszym związku. Ja też będę powtarzać do znudzenia, że mój Mąż jest nie tylko moim mężem ale i najlepszym przyjacielem :) i myślę, że to wielkie szczęście, mieć w związku taką osobę na dobre i złe :)
    Buziaki :)

  2. bardziej pisze:

    :) No właśnie. Bo takie sytuacje jak Twoja powinny być normą, a nie różne konstrukty bycia razem.

  3. Jak sama wiesz, mój przypadek też jest dowodem na to, że niczego nie można być pewnym. Ale Wy się nie zastanawiajcie, nie dziwcie! Dopóki obydwoje jesteście pewni swoich uczuć, to nie ma się nad czym zastanawiać, może po prostu jesteście dla siebie stworzeni?:) I z tym zrzucaniem kg też się za dużo nie zastanawiaj, najważniejsze, że czujesz się dobrze (coraz lepiej widzę nawet) i po prostu rób to, co Ci najwyraźniej służy :)

  4. iwcia pisze:

    przygody z pająkiem – każdy ma swoją
    po lesie też czasem mi sie zdarza łazić – z czu czu – wkreciła sobie zeby szukac dinozaurów, to szukamy:)

  5. cicicada pisze:

    też ostatnio doceniam takie poukładane życie… bez niespodzianek, bez nieprzewidzianych zdarzeń… coż… chyba się starzejemy;) a na pewno ja;p a co do sportu, nawet jeśli głównym celem jest dowartościowanie siebie, to ma to i tak pewien korzystny efekt uboczny – wpływa pozytywnie na zdrowie – a to chyba najważniejsze;) wszystkiego dobrego, niech się dalej tak nic nie dzieje!

  6. ciernista pisze:

    Ty podziwiasz mnie za cierpliwość? Ja podziwiam Ciebie za śmiganie po lesie, wcześniej pływanie. Ja po 5 tyg siedzenia w domu nadrobiłam co straciłam na siłce. Teraz mam plan – bieganie. Niech tylko wyjadę nad jezioro , niech tylko wrócę od rodziców. Brakuje mi ruchu, takiego który wykańcza. Póki co trzymam kciuki za wytrwałość!

  7. gdyrozumspi pisze:

    Również uwielbiam tą piosenkę :)
    Madż bo to po prostu jest miłość i dbacie o nią. :)
    Oj tam i kto się nie kłóci :P

  8. Łucja pisze:

    Muszę zacząć myśleć podobnie i zająć się swoimi zanikającymi mięśniami oO ;)

  9. purplehair pisze:

    Nie cierpię sportu, jedyna forma to pływanie i taniec. Ale pogratulować Ci muszę determinacji z tymi kijkami co rano. Sama teraz pokonuję masę kilometrów dziennie, pieszo. To zdumiewające, na ile nas stać Kochana! Kiedyś samochodem nawet do kiosku, teraz przez całe miasto pieszo, bo nie ma wyjścia. MOŻNA? MOŻNA! Ogromną satysfakcję będziesz miała, jak osiągniesz kolejną belkę. Trwaj w tym : )

    btw: jak tam Wasze autko? Jeździ? :)

  10. Wu pisze:

    Magda, nie wiem czy mam Twoj aktualny nr gg, ale na wszelkie wypadek napisze na ten, ktory mam. jakby co, to podejśle emalje, bo mam pytanie.

  11. FreeSpirit pisze:

    Opowiedziałam mojemu K. co napisałaś na temat Waszego związku, a on na to „Czyli myśli zupełnie jak my”:) Chyba jest jeszcze trochę ludzi, który myślą podobnie i to jest pocieszające. Choć to prawda, że wokół co chwila się ktoś rozchodzi, rozwodzi i narzeka, zmienia statusy na facebooku co tydzień. Jak sobie o tym myślę to to kurde straszne jest! Myślę, że ludzi nie potrafią rozmawiać i stąd te problemy, bo łatwiej jest się rozejść niż próbować popracować na związkiem i zacząć rozmawiać. Ludzie lubią mieć dziś wszystko łatwo, szybko i bez wysiłku.
    Się rozpisałam, no!

  12. Ania pisze:

    Każdy żyje po swojemu :) kiedy przychodzą dzieci, problemy z kasą, mieszkaniem, chorobą itp. to często i podłamanie relacji, brak czasu na kontemplowanie życia we dwoje i wszystko wygasa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s