to mi się nie widzi

Weekend obfitował w wydarzenia i emocje, albowiem świętowaliśmy rodzinnie 30. rocznicę ślubu moich rodziców. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że będę miała dość rodzinki już po pierwszym wieczorze. A tu mieliśmy spędzić razem 3 dni! Można się domyślić jak to się skończy – pierwszy wieczór super, a rozstanie w podłych humorach, hehe. No i tak mniej więcej było. Pierwszy, oficjalny wieczór, kiedy Bro z żoną zjechali, był przyczyną stresu dla Niedźwiadka. Niedźwiadek nie przepada za napuszonymi, oficjalnymi imprezami. Wiedziałam, że ta u mnie w domu taka nie będzie, ale Niedźwiadek bał się też czego innego. Powiedział mi bowiem, że chciałby dać mojej mamie kwiaty. Ostatnio bardzo zmieniła do niego nastawienie, on to czuje i postanowił pokazać jej tym gestem, że odwzajemnia jej pragnienie pokoju :D No i się stresował tym faktem wręczania kwiatów. Ale poszło gładko, rodzice bardzo ucieszyli się z prezentów i tego, że wszystkie dzieci razem w domu mieli. Potem był tort, wino i szok cukrowy :D

Następnego dnia miał być rodzinny grill na działce. Dużo mięsa i napojów wyskokowych. Rozpoczął się też całkiem przyjemnie, jako że wszyscy mieliśmy dobre nastroje, popijaliśmy piwka i podjadaliśmy pyszne mięsko. Pod koniec dnia jednakże zaczynało się robić coraz dziwniej. Kiedy patrzyłam na nas widziałam rodzinkę jak z amerykańskiej, kretyńskiej komedii. Apodyktyczna mamusia, ojciec, który ma wszystko gdzieś, zdziwaczałe małżenstwo mojego rodzeństwa, Młody i para niezdarnych grubasów [znaczy my:D]. Tak to się mniej więcej przedstawiało :D Połamaliśmy krzesło. Ja z Niedźwiadkiem. Chyba byłam zawiana, bo nie zauważyłam, że oparłam sie na Niedźwiadku całym ciężarem ciała, a te krzesła to takie z rurek jakichś poklejone i poszłoooo… Się zrobiło jeszcze dziwniej, więc dla niepoznaki jeszcze chwilę posiedzieliśmy, w międzyczasie Młody zalał mi colą komórkę, a potem poszliśmy do domu. A po naszym wyjściu rozegrał się dramat. Okazało się, że w komórce zalany głośnik się zepsuł i prawie nie słychać rozmówcy po drugiej stronie, a Bro z żoną się pożarli i też poszli do domu, na piechotę :) Także przemiło zakończony wieczór.

W niedzielę miała być wycieczka na nasze troche dalsze i bardziej atrakcyjne jeziora. Oczywiście wypaść musiało tak, że z Niedźwiadkiem jechaliśmy samochodem z moim bratem. Bro nie jest normalnym człowiekiem, to hipercholeryk, który z każdej sytuacji potrafi zrobić coś przykrego i pełnego napięcia. Tak więc po drodze w jedną stronę poprzysięgliśmy sobie, że więcej nigdzie nie jedziemy z nimi samochodem, bo to kwintesencja nieprzyjemności. Pogoda była taka sobie, więc nawet nie planowaliśmy pływania. Ładne krajobrazy, moczenie stóp, spacery. W drodze na kolejne jezioro Bro w samochodzie zepsuła się szyba, znaczy zerwała linka, która tę szybę podnosi. Się zaczęło. Uciekliśmy szybko z Młodym i Niedźwiadkiem, a Bro z Tatą coś tam kombinowali. Wiedzieliśmy, że złość Bro nas dotknie prędzej czy później, więc od razu zabezpieczyliśmy się planem, by przy obiedzie nie siedzieć z nimi przy jednym stoliku [mieliśmy zjeść w knajpie]. Plan się na szczęście powiódł :D Droga powrotna była katorgą, rozpadał się deszcz, który jeszcze podbił okropne nastroje. Ale jakoś poszło. Czasem zastanawiam się, jak to możliwe, że Bro w ogóle ma żonę – ja gdybym miała takiego męża prawdopodobnie po miesiącu porąbałabym go siekierą i wrzuciła do zamrażarki, żeby po kawałeczku w reklamówce wynosić w różne części lasu i zakopywać :P

W pracy jakieś dziwy się dzieją. Zdarza się czasem taki dzień, że ni z gruszki, ni z pietruszki zwala mi się do sklepu tabun klientów i nie nadążam z obsługą. Ostatnio była taka sytuacja. Ledwo obsłużyłam jedną Panią, przyszła kolejna z całą rodziną. Naskaczesz się człowieku jak ta małpa przed tymi ludźmi, bo chcesz, zależy Ci, żeby wszystko dobrze rozumieli, żeby wiedzieli, wszystko pokazujesz, demonstrujesz, gadasz do zdarcia głosu, napocisz się jak szczur, bo akurat jest upał, a potem, po 1,5 godziny Twoich starań, cała rodzina wychodzi i nie zostawia w Twoim sklepie ani złotówki. Ooo, jest to przygnębiająco-wkurwiające. I jeszcze tacy klienci typu idioci. Pretensje do garbatego, że ma dzieci proste. Naprawdę, czasami ręce opadają.

Opadają też ręce, kiedy ktoś z Ciebie zrobi idiotę, wcześniej grając na Twoich emocjach. To było upalne południe, Sis po zakupach wpadła do mnie na herbatę, akurat miałam pomidorki koktajlowe od mamy z działki, więc tak sobie siedziałyśmy, gadałyśmy, pogryzałyśmy pomidorki i siorbałyśmy herbatę. I wszedł do mnie do sklepu taki chłopak. Na oko w moim wieku, może trochę młodszy. Bardzo zdenerwowany, jakby stremowany, zawstydzony, miał urywany oddech, niespokojne dłonie. Nie wiedziałam co się dzieje, więc zapytałam, w czym mu mogę pomóc. Powiedział, przerywając zdanie w połowie by głęboko odetchnąć, zupełnie jakby emocje odebrały mu powietrze, że poszukuje pracy, ale tak na 2-3 godzinki, coś posprzątać, okna umyć. Zanim mu odpowiedziałam, rozejrzał się po moim sklepiku i chyba sam wiedział, że tu sprzątać nie bardzo jest co. Moje oczy się zeszkliły. Gdybym miała z 20 zł, poprosiłabym o przetarcie okien, ale nie miałam, za co zresztą robiłam sobie wyrzuty aż do wieczora. Powiedziałam, że bardzo żałuję, ale mój sklepik jest malutki, nie bardzo jest tu coś do roboty. On jakby zawstydził się, głęboko odetchnął, powiedział, że no faktycznie, że głupi jest, że w ogóle tu wszedł, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Krzyknęłam za nim „powodzenia”, a potem mało się nie poryczałam. Jakże wielka desperacja, jakże straszna sytuacja materialna musiała popchnąć go do chodzenia i proszenia o taką pracę. Ja też szukałam pracy, też miałam ciężko, ale nie odważyłam się na chodzenie i pytanie o 2 godziny sprzątania. Więc tym bardziej byłam pełna podziwu, ale i głębokiego współczucia dla tego biednego chłopaka. Czułam się paskudnie, bo chłopak wszedł prosić o pracę, a zastał burżujstwo popijające herbatkę i jedzące pomidorki koktajlowe… aż mnie zemdliło. Biczowałam się tak do wieczora, że nie miałam przy sobie ani grosza, biczowałabym się pewnie po dziś dzień, gdyby nie wieczorny sms od Sis zapraszający mnie na GG. Co się okazało? Ten sam Pan przyszedł późnym wieczorem na jej zajęcia z tańca, poprosił prowadzącą na zewnątrz i – jak się okazało – miał do niej tę samą prośbę, co do mnie. Z tym, że ona na odczepnego chciała mu dać tę dychę. Nie wziął jej. Powiedział, że to był tylko taki test i sobie poszedł. Wyobrażacie sobie? Podejrzewam, że koleś pisze pracę naukową i zbiera w ten sposób materiały. Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, a z drugiej poczułam się jak idiotka, bo prawdziwie przejęłam się losem tego młodego człowieka i uroniłam nawet parę łez nad nędznym losem młodych Polaków na wschodzie. Nawet podziwiałam go, bo często tu do mnie zaglądają żebrzący o pieniądze ludzie, ale on nie żebrał o pieniądze, a szukał zatrudnienia. Ciekawe, do której klasyfikacji zostanę w jego pracy zaliczona: współczująca, ale odmawiająca pomocy? Heh.

Ostatnie dni nie są dla mnie najłatwiejsze. Musiałam oświecić rodziców, że w przyszłym miesiącu będzie mi trzeba dużo pomóc, jako że wakacje nie były owocnym okresem w biznesie. Muszę przetrwać miesiąc na groszach, mając zaległości w opłatach. Nie mam pojęcia, jak ja mam to zrobić, żeby popłacić w następnym miesiącu wszystko i mieć co jeść. Nie wiem, jak mam to zrobić, żeby mieć co jeść w tym miesiącu. Rodzice przyjęli moją sytuację ze strachem i niezadowoleniem, namawiają mnie na zamknięcie biznesu, twierdząc, że na jedzenie i czynsz zawsze od nich dostanę. A ja się nie chcę poddawać, jeszcze nie teraz. Przecież były dobre miesiące, dobre czasy. Teraz przyszły złe, może warto je przeczekać. Zamartwiałam się tym wszystkim od dłuższego czasu, szukam rozwiązań, szukam opcji. Porozmawiałam z Sis, ona opowiedziała mi o swoich planach i zapewniła, że jeśli jej plany pójdą tak, jak chce, a jeśli mi noga się powinie, to mogę liczyć na zatrudnienie w jej firmie w przyszłym roku. Przyjemne są takie propozycje, ale wiem, że i u niej, i u mnie sytuacja jest patykiem po wodzie pisana. Oby to jakoś wszystko się ułożyło, bo nie chcę, nie wyobrażam sobie wrócić znowu na bezrobocie. Bezrobocie = depresja, gwarantowana głęboka depresja. Nigdy więcej nie chcę siedzieć w domu i szukać pracy bez nadziei na zatrudnienie. To byłby dla mnie kolejny mały koniec świata.

Złamałam swoja dietę trzykrotnie w ciągu weekendu i raz dzisiaj. W weekend owaliłam kawałek tortu z okazji rocznicy rodziców, w niedzielę pożarłam dwa lody, a dzisiaj sąsiadka w pracy przyniosła mi kawałek ciasta. I może jeszcze 2 tygodnie temu bym nie zjadła dla zasady, ale dzisiaj zjadłam, bo darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy, szczególnie kiedy w portfelu pustki, a żołądek ściska głód.

Złamanie diety zmobilizowało mnie dzisiaj rano do poderwania się z łóżka o 5.30 i pójściu do lasu pomimo fatalnej pogody i deszczu. Śmiganie nie jest może najprzyjemniejsze, gdy człowiek zmoknie, ale przynajmniej zmniejsza poczucie winy za pożarte kalorie. No i audiobooki naprawdę ratują mi życie i uprzyjemniają nawet przepełniony dyskomfortem wysiłek. Poza tym mam poczucie pełnego wykorzystania tego czasu.

Z pozytywów: schudłam już 15 kilo. Walczę dalej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „to mi się nie widzi

  1. bardziej pisze:

    Wakacje podobno takie są. Więc nie przejmuj się. Zresztą wiesz, że jak przetrzymasz rok, to później już pójdzie :D
    Gratuluję wytrwałości w zmianach!

  2. gdyrozumspi pisze:

    Ooo jaaa! gratuluję Madź i podziwiam. A ja jakoś nie mogę się zmobilizować: zamiast maleć robię się coraz większa :/
    Trzymam kciuki, aby ludzie walili do Ciebie drzwiami i oknami i wychodzili zawsze z jakimś zakupem!!

  3. jestesczesciamnie pisze:

    Bo z rodziną się dobrze tylko na zdjęciach wychodzi, niestety ;/ Oby Twój interes się rozkręcił, bo bezrobocie to naprawdę coś strasznego, wiem coś o tym ;/
    A wynik imponujący :) Gratuluję :)

  4. selyvvina pisze:

    Innuś, niech Ci ręce nie opadają, rączki w góre i wkręcamy żaróweczki :-) Gratuluję straty kilogramów. Gdybym ja schudła piętnaście kilo ważyłabym… 42 kilo.. ożesz Ty:)

  5. gwiazdka pisze:

    ogromne gratulacje!!! :) łącze sie w bolu bo tez przeszlam na diete – na razie 7,5 kg :) trzymam kciuki i zycze wytrwalosci! :)

  6. FreeSpirit pisze:

    Nie wiem w jakiej branży pracujesz, ale mam spore doświadczenie w handlu i wiem, że sierpień i styczeń to najgorsze miesiące w roku. Tak więc głowa do góry, bo na pewno będzie lepiej! Jak zaczynałaś być na diecie też pewnie ciężko było Ci sobie wyobrazić 15 kg mniej, a tu proszę. Można? Można! Więc spinamy poślady i do dzieła, uwierz w siebie!

  7. wzsm pisze:

    a ja sobie pomyślałam, że kiedyś przeczytałam gdzieś o dietach, że od czasu do czasu trzeba wrzucić na ruszt (podczas odchudzania) jakąś bombę kaloryczną. że niby na diecie organizm się spina, ale po jakimś czasie ta spinka jest już dla niego normą, więc trzeba zmobilizować znowu rzucając coś słodkiego. ale nie wiem czy to prawda.
    ach, i gratuluję!
    i jak będziesz kiedyś na gg, to daj cynk, bo chciałam o audiobookach pogadać. chyba.

  8. Toja Oszołomska pisze:

    Łał 15 kg. Gratulacje!!!

  9. kaja pisze:

    piękny wynik :) gratuluję…

  10. iwcia pisze:

    znikasz w zawrotnym tempie…
    a mój bro to megaflegmatyk… tez wkurwiający

  11. Kylinn pisze:

    Podziwiam Cię za to śmiganie po lesie w deszczu, mnie by nawet najciekawszy audiobook do tego nie zmusił.

  12. purplehair pisze:

    Dopisuję się do słów FreeSpirit. Nie może być mowy o zamykaniu, mój guru :)
    To prawda, że styczeń i sezon wakacyjny to ciężki czas dla biznesu. Może nie dla spożywki, ale innych branż z całą pewnością. Będzie dobrze :)

    Szkoda, że rodzinny grill wyszedł z takimi ekscesami, ale i tak chyba nie było najgorzej, hm?

    I nadal nie mogę wyjśc z podziwu, że z własnej woli wstajesz tak wcześnie rano !!! ;ooo

    Buziaki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s