Obelusie, na Teutatesa, stań się znów Obelixem!

Jakieś dziwne dni ostatnio. Po pierwsze przez kilka dni bolała mnie bez ustanku głowa, z bólem głowy się budziłam i z bólem kładłam spać. Przy tym ciągle pękały mi żyłki w oczach. Przemęczona jestem i jakaś taka bez energii, o wiecznym niewyspaniu nie wspomnę. A dzisiaj to już w ogóle dzień się cudnie zaczął… Po ćwiczeniach robiłam sobie mejkap, prawie już skończyłam, a moje oczy zaczęły płakać tak mocno, że makijaż szlag trafił i trzeba było wszystko zmyć. Zrobiłam na szybko coś prostego, ale nie wyglądam za dobrze, w ogóle chyba dzisiaj nie jest mój dzień, ciągle mi się coś psuje i leci z rąk. A wyglądam paskudnie. Serio. Nie wiem co się dzieje.

No w każdym razie ostatnio dużo było pracy, w związku z tym odpuściłam dwa dni ćwiczeniowe, bo musiałam od świtu jeździć i załatwiać. Zaczęło mi to niećwiczenie mocno ciążyć, całe szczęście od wczoraj wszystko wznowione i naprawdę czuję, że te poranne wysiłki działają na mnie doskonale, niemal czuję, jak we krwi krążą mi te hormony szczęścia czy inne własne antydepresanty. Tylko nie mogę audiobooków słuchać, bo telefon dalej w naprawie. Ale może jakoś to przeżyję :D

A w ogóle, to jestem Obelusem. Codziennie rano, kiedy ubieram się w moje ćwiczeniowe spodnie [są na mnie już ze 3 rozmiary za duże, trzymają się tyłka tylko dlatego, że w pasie mają sznurek, który bardzo mocno wiążę], słyszę od Niedźwiadka: „Obelusie, na Teutatesa, stań się znów Obelixem!”. To już jak tradycja. Ale wciąż mnie bawi.

W powietrzu wyraźnie czuć jesień. I widać. Oddech z rana jest już białym obłoczkiem. I mimo, że słońce, że czasami wciąż ponad 25 stopni, to jednak to słońce już nie grzeje tak intensywnie, a ta temperatura odczuwalnie jakby niższa. Drzewa zaczynają żółknąć i brązowieć. Dzisiaj rano miałam powera, chciałam intensywniej poćwiczyć, narzucić tempo itd. W związku z tym Niedźwiadek puścił mnie przodem. No i dałam sobie popalić, ale też zebrałam na twarz i klatę wszystkie możliwe pajęczyny. Mam nadzieję, że bez pająków. I bez nich to obrzydliwe uczucie.

Sis nie dostała pracy w tym roku. W związku z tym nasze plany i rozważania będą musiały zostać zrewidowane, ustanowione od nowa. Swoją drogą to musi być dla niej ciężkie, jeśli ktoś jej czegoś nie załatwi, to będzie jej pierwszy rok od studiów bez pracy zawodowej. I nie chodzi o kasę, bo o pieniądze ona się nigdy bać nie musiała. Chodzi raczej o to, że jest swego rodzaju pracoholiczką, bez dotychczasowej pracy będzie się czuła zagubiona, bo będzie zmuszona wkroczyć na nowy grunt, nowe zawodowe wyzwania. Ale jestem pewna, że wszystko dobrze się ułoży.

A Dziadzio za tydzień leci do Stanów. Wszystko już załatwione. Wiza do odebrania w piątek. Muszę się z Dziadziem pożegnać, bo nigdy nic nie wiadomo. Lot stanowi zagrożenie dla jego życia. A nawet jeśli lot się uda bez niespodzianek, to czuję, że Dziadzio nie będzie już chciał tutaj wrócić. Więc tak czy siak, może to być nasze ostatnie spotkanie.

W piątek też wizyta u profesora w związku z następnymi badaniami Młodego. Wstępnie mi wiadomo, że wyniki wskazują na stwardnienie rozsiane, ale to oczywiście musi potwierdzić lekarz. Ciekawe czy potwierdzi i ciekawe, czy w końcu zaczną Młodego leczyć. Ostatnio sporo z Młodym rozmawiam, między wierszami czytam u niego lęk przed zostaniem kiedyś samemu ze swoją niepełnosprawnością, zapewniam go, że nigdy nie zostanie sam, bo jak rodziców zabraknie, to zamieszka z nami. Mam wrażenie, że mi nie dowierza.

Koty strasznie rozrabiają. Gonitwy po domu, wyciąganie brudnych ubrań z koszy i przednia nimi zabawa, spanie w moich ubraniach, których nie chciało mi się schować [bolesna lekcja, kiedy orientujesz się, że czarne spodnie stały się szare od kociej sierści…], rozsypywanie żwiru z kuwet na całą łazienkę i zrzucanie różnych rzeczy z półek to ich główne rozrabiacze zajęcia. Obok tego dużo śpią i jedzą :P Ale mój dom bez tych dwóch urwipołciów nie byłby moim domem. One nadają mu sens i życie. Kocur zrobił się strasznym pieszczochem. Potrafi przychodzić kilka razy dziennie i marudzić, trącać łapą i miauczeć, dopóki się go nie weźmie na ręce i nie przytuli. I tak siedzi w tym przytulasie, mrucząc, aż mu się znudzi. Kotka rośnie jak na drożdżach, jest bardzo pocieszna, bo wszędzie jej pełno i niczego się nie boi – zupełne przeciwieństwo Wąsatego. Wieczorami, kiedy kładę się do łóżka, by parę minut przed snem pooglądać babskie gazetki, przychodzi i ugniata mnie jak ciasto na stolnicy, ma wtedy taki przyćpany wzrok, a z pyska kapie jej ślina. Heheheh. Zaczęliśmy na noc wyrzucać ich z sypialni, bo tak wariują, że nie da się spać. Ale o spaniu bez przebudzeń też mowy nie ma, bo co noc, koło 3-4, Wąsaty zaczyna drapać w drzwi, żeby mu otworzyć. Oczywiście, że mnie to budzi, bo jakże by inaczej. Próbuję ignorować skrobanie do drzwi, ale potem orientuję się, że i tak chce mi się sikać, to już wstanę. W tym czasie kot idzie za mną do toalety, domaga się głaskania, potem wskakuje do pokoju, rozkłada się na łóżku i czeka na pieszczoty. Dostaje ich niewielką ilość, potem ląduje za drzwiami i daje mi spokój na resztę nocy. Zastanawiam się, czemu to robi. Tęskni czy jak? :) A najśmieszniejsze jest, że jak tylko usłyszy rano budzik albo czyjś głos, rozmowę między nami czy nawet senne majaki Niedźwiadka, to znów się dobija, stwierdza prawdopodobnie, że to już pora wstawać i chce się jeszcze poprzytulać przed rozpoczęciem dnia :D Te koty to trochę jak dzieci :D

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Obelusie, na Teutatesa, stań się znów Obelixem!

  1. agent pisze:

    A ja wiem co się dzieje. Nie wysypiasz się ;)

  2. gdyrozumspi pisze:

    To ja tych spadających portek zazdroszczę, bo ja coraz większa się robię. I we wszystkim zaczynam wyglądać źle, źle się czuć. Także też mam zamiar ogarnąć się. Ale Madź skąd masz taką motywacje mimo wszystko do systematyczności?

  3. wzsm pisze:

    w związku z przecudnym (naprawdę!) filmikiem, który powyżej umieściłaś, zastanawiam się poważnie nad opcją sprowadzenia w nasz świat drugiego amstaffa….
    tak, też sądzę, że się nie wysypiasz. chyba. raczej. te koty…

  4. Ja chyba nigdy nie przekonam się do kotów, zawsze wolałam psy… :) Chociaż jak czytam te opisy zachowań Twoich kotów, to zazdroszczę Ci takich pieszczochów :)

  5. Łucja pisze:

    hahah chciałabym widzieć te gaciochy, jak mamę kocham! :D
    To musi być doprawdy przedni widok ;D

    Jesieniowato, faktycznie. ale ja lubię końcówkę sierpnia. zawsze lubiłam. nie ma upałów, nie ma mrozów. wszystko jeszcze ma kolor. czuję się dobrze :)

  6. purplehair pisze:

    O rany…Ja nie mam dzieci jeszcze właśnie dlatego, że pragnę się wysypiać !! :)
    Z tą jesienią to niestety prawda, wstawanie o piątej kiedy jeszcze ciemno i zimno to prawdziwe wyzwanie.
    Gratulacje z powodu zgubionych kilogramów, ex-Obelixie :D
    Skoro Sis nie musi się bać o kasę to nie widzę problemu, zajęcie jakieś sobie znajdzie prędzej czy później ale to ważne, że nie ciąży na niej wizja długów czy czegoś w tym stylu. Wyzwania przychodzą prędzej czy później…
    Dobrze, że Młody może liczyć na Ciebie. To fart mieć taką siostrę. Trzymam kciuki za niego.
    A co do nocnych pobudek przez koty, to ja się nie znam ale wydaje mi się, że to taka złośliwa zabawa w pokazywanie, kto tu jest górą.
    Obudził? Obudził. Położył się na Twoim miejscu? Położył. I jeszcze go pogłaskałaś z aprobatą. Wobec całego nocnego rytuału wyrzucenie za drzwi i tak stanowi dla niego satysfakcję. Że też wybaczasz te ciągłe bałagany… :)

  7. cicicada pisze:

    a to kiedy te Twoje kocurki śpią? jak Ty jesteś w pracy?

  8. jestesczesciamnie pisze:

    Pożegnaj się z dziadkiem koniecznie , wiem co mówię – piszę :)
    Co do chudnięcia podziwiam Cię niezmiennie i mam nadzieję, ze wezmę się za siebie w końcu :))

  9. Toja Oszołomska pisze:

    Pragnie byś była sobą ?) Fajny facet…

  10. selyvvina pisze:

    Jak mam gorsze chwile, to wystarczy że Cię poczytam Madziu..o przepraszam Obelusie :-) i od razu mi lepiej. Właśnie poczytałam i mi się polepszyło:)

  11. serdunio pisze:

    a ja nadrabiam… ale kurka oczy jeszcze mi sie nie otwarly.
    z mejkapami mam podobnie, czasem mi splynie zanim zdaze przypatrzec sie czy dobrze w ogole wyszedl :/
    a koty, dzieci, czy inne takie – no coz ;) tak to jest :D
    buziaki kochana!!!!

  12. grainne pisze:

    Postuluję o nową notkę :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s