brrrr…

Weekend upłynął niepostrzeżenie pod znakiem odwiedzin u Młodego. Rodzice w piątek pojechali na drugi koniec Polski na czyjś ślub, więc Młody został w domu sam. Postanowiłam zrobić nam jakieś fajne wspólne obiadki i w ogóle spędzić razem trochę czasu. Tak więc od piątku do niedzieli codziennie byliśmy u Młodego, robiliśmy mu zakupy, trochę ogarnialiśmy, gotowaliśmy, pojedliśmy [zakazanych rzeczy również! te wyrzuty sumienia…:D], pooglądaliśmy filmy. No miło było bardzo. Potem Młody mi się trochę rozklejał, że nie może się przyzwyczaić do tego, że teraz nie może zostawać sam i trzeba do niego przyjeżdżać, żeby mu pomagać. Wyprowadziłam go z błędu tłumacząc, że nie odwiedzam go, bo jest chory, tylko dlatego, że chciałam z nim spędzić trochę czasu, bo ostatnio mieliśmy go dla siebie tak niewiele. A jak nie ma rodziców to jest spokojniej i przyjemniej, bo jeszcze sklepu dobrze nie zamknęłam, a oni mi już dramatyzują i suszą głowę przyszłoscią. Chyba zrozumiał.

A że rodzice dramatyzują to inna rzecz. Daliby mi na spokojnie zamknąć wszystkie sprawy, pozwolić to wszystko jakoś poukładac, uspokoić samą siebie, a mam wrażenie, że znów wywierają na mnie tę dobrze znaną presję. Szukają dla mnie pracy na drugim krańcu Polski i wydzwaniają o dziwnych porach. Wiem, że się martwią, ale bez przesady. Swoją drogą, jakie to jest posrane, żeby jedyną odpowiedzią na moje bezrobocie było: wyjedź na zachód/do dużego miasta. Dlaczego wszyscy młodzi muszą wyjeżdżać na zachód? Co za porąbany kraj, w którym nie można ułożyć sobie życia w swoich okolicach, tam gdzie ma się dom i rodzinę. Trudno mi się z tym pogodzić. Na razie jeszcze za dużo nie rozmyślam, w związku z zamykaniem biznesu jest mnóstwo do załatwienia, mnóstwo do przemyślenia i przeprowadzenia. Mam dużo stresów, bo gonią mnie terminy, opłaty, klienci, kontrahenci. Ale próbuję jakoś pomiędzy tym znaleźć chwilę spokoju.

Tak jak wczoraj. Niedźwiadek miał pierwszy zjazd po wakacjach, całe dwa dni w szkole, popołudnie u Młodego, a wieczorem oboje byliśmy padnięci. W dodatku w mieszkaniu jeszcze nie grzeją, zimno jak pierun, nawet koty marzną. Wpełzliśmy pod kołdry, umościliśmy wygodne gniazdko, laptop na kolana i oglądaliśmy jakiś denny film z Żanem Klodem Wandamem. Tego mi było trzeba, wiecie. Ciepełko, film, Niedźwiadek, koty razem z nami. Takie poczucie miłości, rodziny, bliskości. Fajnie. Oby częściej tak.

Jak już wspominałam, jest potwornie zimno. Rano w drodze na trening, podsłuchałam dwie sąsiadki [babcie, oczywiście], jak narzekają na chłód. A to jest nieodłącznym znakiem, iż lada dzień ogrzewanie nam włączą. Co jak co, ale moje starsze sąsiadki potrafią załatwiać ogrzewanie :D Pewnie w spółdzielni telefony się urywają :D Z nadzieją więc przed wyjściem do pracy odkręciłam wszystkie zawory kaloryferów na full. Oprócz sypialni, bo tam się kurek urwał, trzeba obcęgami przekręcić :D A jak wyszłam z domu, to przeszył mnie dreszcz, zimne, zimowe powietrze, rzekłabym. Para z ust. Chyba się zresztą trochę przeziębiłam w lesie, bo teraz siedzę, ciągam nosem i czuję, że mogłam ubrać się cieplej. Ratuję się herbatą.

W tym miesiącu jeszcze nic nie schudłam. Stanęliśmy w miejscu i waga ani drgnie. Dopiero dzisiaj coś tam mi spadło i padł nowy rekord wagowy, Niedźwiadek bez zmian. No ale jak już mówiłam: spadła nam trochę regularność treningów ze względu na dużą ilość pracy, weekendową szkołę Niedźwiadka, a także trochę popuściliśmy pasa przez ostatnie 2 tygodnie, to cóż się w sumie dziwić. Ale nie odpuszczamy, nie poddajemy się, bo za daleko zaszliśmy, żeby teraz przestać.

Sis walczy o swoje i napotyka takie przeszkody, że… że ja myślałam, że takie rzeczy są już za nami, że takie coś to już tylko w filmach, a nie polska rzeczywistość. Wściekłość człowieka ogarnia, wściekłość i gniew, a jednocześnie dobijająca bezsilność, że jest się tylko zwykłym szarakiem, który – jeśli stanie w obronie sprawiedliwości i przyzwoitości – to nie tylko straci to co ma, ale też to, co mógłby mieć. Fatalne to są sygnały, fatalna perspektywa, bo uczciwości, sprawiedliwości już nie ma, za to na każdym roku są ludzie wykorzystujący swoją pozycję, by kogoś zaszantażować, wymusić nieuzasadnione niczym opłaty, nastraszyć. Mafia w krawatach i białych kołnierzykach. Jak w filmie, tylko że to się dzieje naprawdę.

Jesień.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „brrrr…

  1. agent pisze:

    Nikt nie mówił że świat z filmów nie istnieje ;)

  2. zwidokiemna pisze:

    łóżeczko, film, ciepełko… rozmarzyłam się…
    już nie pamiętam takich chwil :)

  3. Łucka pisze:

    no cóż…
    nudy nie ma ;)
    a czasem mogłoby jej trochę być :p

    Żana Kloda nie znoszą a niech mnie!

    Jesień w Łodzi [taak łodziuję sobie chwilowo] – jak na razie słoneczna

  4. jestesczesciamnie pisze:

    Kurde musi być w końcu lepiej nie?:*
    A co do ogrzewania, to co roku przeżywam na przełomie września/ października tzw „traumę ogrzewaniową” :D pierwszy dzień grzania jest dla mnie jak pierwszy dzień wiosny :D

  5. singluje pisze:

    Eh, w moim rodzinnym mieście bezrobocie było historycznie najwyższe w kraju, swego czasu, dla młodych nie ma kompletnie nic do roboty. NIC. Z mojej podstawówki/liceum zostały tam chyba ze 2 osoby? Z mojego liceum, z wszystkich równoległych klas może z 4 osoby (5 klas po 30 osób…). Ja od zawsze wiedziałam że aby żyć muszę wyjechać.
    Ty jeśli możesz inaczej – walcz i próbuj zostać.

  6. cicicada pisze:

    wydaje mi się, że brak perspektyw w rodzinnych miejscowościach to chyba standardowa cecha małych polskich miast i miasteczek… w moim rodzinnym mieście dwa duże zakłady produkcyjne ‚obstawione’ całkowicie, część bardziej wytrwałych dojeżdża codziennie 60 km do stołecznego miasta, lub w przeciwną stronę – na Śląsk… młodzi? w 70% pracują i mieszkają w Holandii lub Niemczech, pozostała część rozjechała się po polskich aglomeracjach… no cóż…sama jestem tego przykładem… i wiesz… nawet wróciłabym do tego mojego rodzinnego zadupia…bo i mieszkania dużo tańsze, i życie spokojniejsze… no ale jak, jak pracy ni ma?

  7. gdyrozumspi pisze:

    Napisała bym to samo co Cici, to z tą różnicą ,że na Śląsk ode mnie nikt nie uderza i w zupełnie inne kierunki zagraniczne, ale czy to ma znaczenie?
    Ja bym mogła wrócić jakbym miała pracę w zawodzie lub tudzież inną dobrze płatną. Ale nie zapominajmy,że w małych miastach: swój swojego wsadzi (ręka rękę myje).W większych też, ale, masz większe pole do działania. Powiem tak..jeżeli masz szanse w swoim mieście zostań. Jeżeli nie z pustego nikt Ci nie naleje i nie da się czekać w nieskończoność. Kurcze. Rozważcie możliwości jakie macie tam. Może są. Nie każdy musi wyjeżdżać. A jeżeli nie……..nie bać się życia. Nie wyjeżdżając porozsyłać cv, zobaczyć na odzew.

  8. selyvvina pisze:

    A ja chętnie wyjadę do większego miasta i zmienię otoczenie:) ale jak Ci dobrze u siebie, to szukaj, dasz radę, powodzenia.

  9. purplehair pisze:

    a mnie to denerwuje, że wszyscy piszą „szukaj, znajdziesz, wysyłaj, pukaj a otworzą”. Gówno! Jak tylko skończyłam liceum poszłam do pracy, miałam ich kilka i do żadnej nie dostałam się rozsyłając CV, tylko pytając znajomych. Aż przyszły gorsze czasy. I tu wcale nie jest mi z tym dobrze, że muszę za granicą siedzieć i oddawać sporą dolę swojej wypłaty agencji i uważać żeby mnie nie wywalili jak minutę za późno odbiję kartę na zakładzie. Naprawdę mi przykro, że musisz zamknąć sklep, cały czas wierzyłam, że Tobie się uda, bo próbowałaś a reszta tylko narzeka i truje, że to się nie uda. Naprawdę, będąc już daleko zapewniam Cię tak jak pozostali tutaj, żeby zapierać się na swoim miejscu ile się da. Dla mnie życie tu za morzem wcale nie jest dobrym rozwiązaniem na dłuższą metę.

  10. agentka pisze:

    Będzie ta sprawiedliwość i przyzwoitość. W końcu ludzie sie obudzą/oburzą i coś zaradzą. Nie wierze, że ta grupa której taka sytuacja sie podoba jest większa od tej drugiej grupy. To po prostu jest nie do uwierzenia.

    Poza tym, co do tego wyjeżdżania to czasem mi sie wydaje, że to nie jest takie „na zawsze.” Czasem ludzie wyjeżdźają, czasem wracają, a czasem jadą dalej i dalej i wcale nie jest im tak źle. Nigdy nie wiadomo co przeznaczenie ma dla Ciebie w planach. Ale- zawsze wiadomo, że jakoś to wszystko sie ułoży.

    I faktycznie- jesień. :)

  11. Ania pisze:

    Hm, nie wiem, czy na zachodzie jest taki dobrobyt. Owszem, było sporo pracy, ale od roku jest trudno.

  12. Kylinn pisze:

    no właśnie, teraz chyba kryzys wszędzie jest, nawet na zachodzie…

  13. serdunio pisze:

    ha! o wyjezdzaniu celam ulozenia sobie zycia moglabym ksiazke pisac ;) hihihi. trzymaj sie skarbie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s