poszukiwacze skarbów

Poranna przepyszna kawa. Nieśpieszny poranek. Głównie dlatego, że Niedźwiadek jeszcze śpi, a ja zostałam wybudzona kocim dobijaniem się do drzwi, mimo zatkanych na noc uszu. Ostro się dobijał, ale miał swoje powody. Wczoraj, zmęczeni całym dniem ciężkiej pracy, zupełnie nieświadomie zamknęliśmy go na noc w pokoju z chomikiem, który to pokój zwykle na noc przed kotami właśnie zamykamy (te futrzaki mają całkiem żywy instynkt i próbują się dobierać do chomicy, kiedy tylko sobie przypomną). Na szczęście Chomica nie poniosła uszczerbku na zdrowi ani też nie postradała życia. Trochę się na mnie Wąsaty obraził, taki nadąsany chodzi. Ale równie dobrze może się dąsać o te krople do nosa, co mu aplikujemy. Bo nie wiem czy wiecie, ale mój kocur ma właśnie kurację kroplami do nosa, takimi normalnymi ludzkimi za 5 zł. Jakiś czas temu trzeba było kociaste skontrolować, a że moi poprzedni weci jakoś mnie do siebie zrazili, postanowiłam zaeksperymentować z nowym. No i moim testem było pytanie o to, co poprzedni weci olewali, a mianowicie o brudne oczyska Wąsatego i lekko brudny nosek. Poprzedni weci sprawe olewali tłumacząc, że to pers i persy mają krótki jakiś tam przewód między okiem a nosem i stąd te problemy, że czasami dochodzi do jakichś tam zapaleń itd., ale nic z tym nie zrobili. A ten nowy facet zaproponował kurację wzmacniającą odporność i właśnie kropelki do nosa. Niestety, kuracja wzmacniająca, składająca się z 3 serii zastrzyków, okazała się dla mnie zbyt kosztowna, więc zainwestowałam w krople :D I powiem Wam, że efekty są widoczne. Wprawdzie dopiero drugi dzień, ale widzę, że nosek jest czystszy, a oczy dzięki temu też. No oby tak dalej :D

Działalność gospodarcza już została zamknięta. Ze sklepu się wyniosłam. Wyprowadzka była ekstremalnie męcząca i z przygodami. Akurat tego dnia, w którym mieliśmy wywieźć z lokalu większość naszych rzeczy, padł nam akumulator. I w dodatku nikogo, kto by mógł pomóc. Na szczęście mnie olśniło, że przecież można zamówić taksówkę z tymi kablami. Tak też uczyniłam, samochód odpalił. Ilość kilogramów wniesionych na mym wiotkim garbie na 4 piętro odczułam już dnia następnego. Zakwasy kosmiczne. A tu druga porcja do wniesienia. No ale jakoś daliśmy radę. Jeszcze tylko trochę spięć z kurierem, który mnie olał i sprawił mi tym sporo kłopotu, przyciśnięcie klientów, żeby odebrali zamówiony towar, przekonywanie właściciela lokalu, że go nie okłamuję, dając mu umówioną kwotę za eksploatację i robienie dobrej miny do złej gry od tygodnia, bo ani mi się śni tłumaczyć każdemu, dlaczego się wynoszę i co będzie dalej. I jeszcze, jak na złość, w ostatniej chwili przed moim wyniesieniem się stamtąd wpadła moja ulubiona, złośliwa stała klientka z reklamacją tym razem, czym mnie trochę wyprowadziła z równowagi, bo to była moja pierwsza reklamacja, byłam kompletnie zbita z tropu. Ale jakoś to przeprowadziłam, a reklamowany produkt to jej chyba będę dowozić osobiście, no bo jakie wyjście. A potem zostały mi tylko urzędy, które mile mnie zaskoczyły, bo wszystkie formalności załatwiłam w pół godziny. Kiedy już popłaciłam co mogłam, z całej „fortuny” zostało mi 20 zł, na resztę zaległości trzeba będzie pozbierać, co mnie bardzo stresuje, bo już powoli zaczynają się ponaglenia. No ale trzeba przyjąć to na klatę, jako naturalną konsekwencję obecnego stanu rzeczy. Jeszcze nie czuję, że to już koniec. Poczuję pewnie dopiero, kiedy cała ta sprawa będzie naprawdę zakończona, czyli nic nie będzie nade mną wisiało, a ja na nic nie będę czekać. Jestem bardzo, bardzo zmęczona.

Z racji tego, że po wyprowadzce z lokalu wszstkie rzeczy wylądowały w naszym mieszkaniu, z mieszkania zrobiło się pobojowisko. Serio, nawet koty w tym syfie wydają się zagubione i widać po nich, że im nie leży brak miejsca na harce. Ustanowiliśmy więc najbliższe dni dniami generalnego sprzątania. I tak np. wczoraj generalnie wysprzątałam kuchnię, na błysk, łącznie z oknami, firanką, lodówką, szafką pod zlewem, która napawa mnie obrzydzeniem. Załatwiliśmy też wielką starą szafę po dziadkach, którą nareszcie naprawdę uporządkowaliśmy, wywaliwszy wszystko, dosłownie wszystko, co niepotrzebne. Niedźwiadek zrobił 3 kursy z wielgachnymi worami śmieci. Dzisiaj dalsza część programu, która napoczęta była parę dni temu. Wiąże się z tym opowieść rodem z książki przygodowej. Postanowiliśmy pozbyć się totalnie obleśnych, zniszczonych i śmierdzących foteli z dużego pokoju i zrobić sobie przestrzeń do ćwiczeń w zimie. Do usunięcia były dwa fotele i kanapa. Postanowiliśmy zacząć od foteli. Moim pomysłem było wziąć jeden fotel we dwoje i wynieść. Niedźwiadek na szczęście miał inną koncepcję. Niczym Samson rozparcelował pierwszy z foteli siłą własnych mięśni i ciężarem muskularnego ciała [:D:D:D], a naszych uszu dobiegł dźwięk sypiących się na drewnianą podłogę monet. Brudnych, zakurzonych i zaśniadziałych monet było dużo. Z drugiego fotela wypadło ich wprawdzie mniej, ale całego niespodziewanego prezentu było tam prawie 100 zł. Czułam się jak bohaterka filmu o  poszukiwaczach skarbów, coś pięknego. Niedźwiadek mówi, że to mieszkanie może kryć w sobie jeszcze niejedną taką niespodziankę, bo jest jeszcze kilka miejsc, do których nie dotarliśmy :D Obawiam się jednak, że to tylko jego fantazja, którą sobie wyprodukował, żeby lepiej motywować się do odgruzowania chałupy :D

Przedwczoraj wysprzątaliśmy też auto. Nie udałoby się to, gdyby nie nasi znajomi, którzy użyczyli nam swojej działki, gdzie mogliśmy podłączyć odkurzacz do prądu i zrobić tam generalne czyszczenie. A co było najlepsze, że potem znajomi do nas dołączyli i zrobili nam drobny przegląd samochodu, naprawili zamek w tylnich drzwiach i wymienili żarówkę w przedniej lampie :D Fajnie było. A jeszcze fajniej się zrobiło, jak wyczyszczonym w środku autem pojechaliśmy do myjni. Wygląda jak nówka. Piękne. Akumulator podładowaliśmy, oleju dolaliśmy, mam nadzieję, że będzie śmigać.

No i tak to porządkuję swoje życie po tej zmianie. Układam siebie, jak rozrzucone rzeczy w moim domu. A potem zacznę na nowo.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

37 odpowiedzi na „poszukiwacze skarbów

  1. agent pisze:

    Codziennie zaczynamy od nowa :)

  2. Jestem przekonana, że wszystko sie jakoś poukłada:) Ściskam Cię mocno!

  3. singluje pisze:

    Tulę, tulę… wiem, że zaczynanie od nowa nie jest łatwe, ale że innego wyjścia nie masz – to buzia do słońca i do przodu!

  4. gdyrozumspi pisze:

    Obrazek- padłam!
    Jak najwięcej takich skarbów.
    Od nowa? Jeden pozytyw jest taki,że nowe może przynieść zawsze coś dobrego i nie trzeba się bać. I być optymistycznie nastawionym , choć bywa trudno.

  5. jestesczesciamnie pisze:

    No teraz to już musi być tylko lepiej kurde :) trzymam kciuki! :)

  6. Toja Oszołomska pisze:

    Skarb odnaleziony w właściwym momencie :D

  7. purplehair pisze:

    Nie wiem, skąd bierzesz te gify normalnie…
    Czemu nie olałaś tej głupiej klientki :D Zamknięte, proszę przyjść w poniedziałek ;))
    Chyba że wszyscy się tam znacie nawzajem.
    Ciekawe masz życie. Niełatwe… Ale zawsze Ci mówię, że podziwiam Twoją siłę i odwagę, by wciąż próbować. Będziesz Ty miała co na starość wnukom opowiadać…

  8. cicicada pisze:

    zycze, zeby sie ulozylo wszystko na nowo!
    a opowiesc o fotelu to jak zywcem wyjeta z opowiadan dla dzieci:D

  9. zamyslony pisze:

    Naprawdę fajnie się to wszystko czyta:) Motywująca notka, zaraz idę coś posprzątać :)

  10. Kylinn pisze:

    Ja ciągle zaczynam coś od nowa, tylko kończenie mi jakoś nie wychodzi. Ale od poniedziałku zaczynam znów kolejny turnus na Oddziale Dziennym, może wreszcie coś się zmieni.

  11. selyvvina pisze:

    Pozytywne myślenie, nawet w negatywnych sytuacjach.. to lubię:)

  12. serdunio pisze:

    a potencjalnie jeszcze jakies inne meble macie do rozwalenia? a moze opukajcie sciany w tym domu, kto wie, kto wie…
    a serio mowiac – Innus, naprawde mi przykro z powodu sklepu :(
    sciskam mocno!

  13. singluje pisze:

    Halo halo :) Co u Was?
    Stęskniłam się :)
    s.

  14. postal pisze:

    pozabijali sie albo popadli w patologie.
    tez chcialbym poczytac nowa notke

  15. Iwona pisze:

    Już listopad a tu cisza. Nieładnie ;-)

  16. serdunio pisze:

    gdzie jestes?

  17. purplehair pisze:

    Innam, żyjesz? Czekamy na Ciebie.

  18. bardziej pisze:

    Pisać mi i już!

  19. anscara pisze:

    M., tyle notki już nie ma, bo pewnie internetu nie ma, oszczędne czasy nastały. Poczekamy na te lepsze.

  20. selyvvina pisze:

    Wracaj Nasza poszukiwaczko skarbów…

  21. tylkoja pisze:

    A tu już grudzień… i ciiiisza…

  22. Ooo, kogoś tu wena opuściła?!

  23. Na Mikołaja może jakaś notka? Co tam u Was i kotów??? !!!!

  24. serdunio pisze:

    babo…

  25. Ania pisze:

    A tak poważnie, ma ktoś kontakt?

  26. Iwona pisze:

    Wszystkiego dobrego życzę;*

  27. kardiowersja pisze:

    nieustannie czekam na ciąg dalszy….
    pozdrawiam

  28. Gdzieś Ty się podziała? :(

  29. grainne pisze:

    wróć?…

  30. zamyslony pisze:

    I ja też czekam….

  31. gwiazdka pisze:

    odezwij sie M

  32. jestesczesciamnie pisze:

    Zaglądam codziennie i sprawdzam czy napisałaś coś …

  33. serdunio pisze:

    i dalej cisza…

  34. purplehair pisze:

    Wrócisz, prawda??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s