aktywnie pesymistycznie

Nigdy nie sądziłam, że sprzedaż naszego auta może mnie tak dotknąć. Przywiązałam się do skurczybyka, chociaż ani nie był doskonały, ani zbytnio dopasowany do nas i naszych aktualnych potrzeb. Może to dlatego, że na ostatnim wypadzie pod miasto Niedźwiadek dał mi usiąść za kółkiem i spróbować prowadzić. Prowadziłam! Niedźwiadek krzyczał z przerażenia, bo prędkość nie byle jaka, a kręciłam takie młynki, że pasażerami rzucało, w dodatku niemalże wpierdzieliłam się w wielką piaskową koleinę :D No ale jednak. Podejrzewam, że prowadzenie auta to nie dla mnie, ale zabawa była fajna. No i tak przykro mi się zrobiło, że nasz granatowy rumak poszedł w obce ręce. Ostatnie dwa tygodnie był dopieszczany, polerowany, czyszczony. Przegląd, naprawy. Szkoda mi go strasznie. Niestety, są inne potrzeby, które wymagają zaspokojenia, tak więc pożegnanie z autem musiało mieć w końcu miejsce. Wielka szkoda.

Ostatnie tygodnie upływają pod znakiem intensywności i aktywności. Nie mam weny na siedzenie w domu, nie mogę się skupić na filmach, grać też mi się nie chce, więc wszystkie swoje wolne chwile spędzam bardzo produktywnie. Założyłam sobie fejsika, takie anonimowe konto. Bardziej chyba dla potrzeb blogowych znajomych niż tych rzeczywistych. Zresztą tych rzeczywistych to mam chyba tam ze dwóch :D Pierwsza fascynacja mi minęła. Na początku byłam nawet podekscytowana odkrywaniem nowych terenów i funkcji [czym pewnie denerwowałam „znajomych”, bo jeszcze wtedy nie wiedziałam, że prawie każda aktywność w każdej aplikacji zasypuje ich spamem…], ale po tygodniu mi przeszło i odkryłam, że sprawdza się nieźle jako komunikator. Możliwe, że za jakiś czas całkowicie zrezygnuję z GG na rzecz czata fb, bo na swoim gadulcu i tak już praktycznie gadam tylko z bratem. Hehe.

Nic nie mogę zrobić ze swoim kiepskim stanem ducha. Nie radzę sobie z emocjami, działam autodestrukcyjnie i czuję, że moja nienawiść do siebie trawi mnie też fizycznie. Rozsadza mi komórki, zaciska tętnice, rozrywa tkanki. A co najgorsze, coraz częściej doświadczam przekonania, że nie ma już dla mnie nadziei, że najlepsze na co zasługuję to zdechnąć gdzieś samotnie na uboczu. Swoją aktywnością na granicy przemęczenia tłumię poczucie kompletnej beznadziejności, próbuję wmawiać sobie, że to przecież coś zmienia, że działanie zawsze coś zmienia i zawsze sobą coś niesie. Ale to wmawianie sobie działa tylko na chwilę, dokładnie na tę chwilę, kiedy wracam wieczorem do domu zmęczona i mam jedynie siły i chęć na prysznic i walnięcie się spać. Mijające pół roku nauczyło mnie o moim świecie dużo złych rzeczy. Np. o tym, że tak naprawdę żadna dziedzina mojego życia nie jest tak dobra, jak mi się wydawało. Że ja nie jestem tak dobra, jak miałam nadzieję być. Że zawodzę bliskich mi ludzi w bardzo ważnych kwestiach i w dodatku nie potrafię tego zmienić, co doprowadza mnie do prawdziwej rozpaczy, bo zaczynam myśleć, że swoją osobą skazuję tę drugą osobę na niezasłużone cierpienie i życiową frustrację. Przekonałam się też o tym, że na miano przyjaciół zasługują bardziej moje Dziewoje ze studiów, które były ważną częścią mojego życia przez 5 lat, niż tak zwana przyjaźń od dziecka. Jednym słowem Sis złamała mój świat bardzo głęboko mnie zawodząc, pękło mi serce, wiecie? I chociaż mówiłam, że wybaczam, może faktycznie wybaczam, ale nie umiem zapomnieć o bardzo poważnie nadszarpniętym zaufaniu. Nigdy już nic nie będzie tak samo i chyba nawet nie chcę, żeby było. Pora nauczyć się, że to że ja wyznaję takie, a nie inne wartości, że mam takie a nie inne pojęcie lojalności i dyskrecji, nie znaczy, że ktoś ma takie samo. I że trzeba brać na to poprawkę, zanim uzna się kogoś za godnego zaufania. Swoją lekcję odebrałam. Może nawet powinnam być za nią wdzięczna, bo pewnym jest, że już nigdy nikomu nie zaufam w takim stopniu. W każdym razie po tej „zdradzie” poczułam się samotna jak nigdy przedtem. Poczucie samotności nie opuszcza mnie do dziś.

Nie mogę się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości, wśród otaczających mnie ludzi. Czuję, że nadajemy na kompletnie innych falach, że zupełnie się nie rozumiemy. A co gorsza, że chyba nawet nie próbujemy się już rozumieć, bo żadnej ze stron się nie chce. Każdy pilnuje już własnego ogródka, a opowieści o czyimś traktuje bardziej jak ciekawostkę. Dawno nie czułam się nigdzie po prostu sobą. Swobodnie, luźno, bez zastanowienia wypowiadając nasuwające się myśli. Takie rzeczy to tylko z Niedźwiadkiem, kiedy jest ku temu dobry czas [czyt. akurat nie dobijają nas codzienne problemy]. Gdybym mogła cofnąć czas [rozmyśleniami o cofaniu czasu dobijam się ostatnio regularnie], zupełnie inaczej potoczyłoby się nasze życie. Inaczej wykorzystałabym dane mi szanse, bo teraz, dopiero teraz, mam na tyle wiedzy i doświadczenia, że wiem, co mogłoby naprawdę odmienić nasz los. Ale czasu się nie cofnie, a za naiwność, marzenia i nadzieje płaci się cenę dożywotniego żalu.

Trochę smutna ta notka, ale dobrze z siebie to wyrzucić. Ostatnio spłodziłam notkę taką ultra osobistą. Byłam na granicy dodania jej, ale pomyślałam, że prześpię się z tą decyzją. I już następnego ranka stwierdziłam, że treści nie nadają się do publikacji. Kiedyś myślałam, że bloguś będzie moim pamiętniczkiem, ale tak się nie da. No chyba, że kompletnie nie zna się swoich czytelników, ma się stuprocentową pewność, że nikt nigdy nie odkryje, kim jesteśmy. Ale szczerze mówiąc, jak tak wyobrażę sobie, co chciałabym napisać i jak bardzo wprost, to łapie mnie lekkie zażenowanie. Obawiam się, że do pewnych rzeczy nawet przed sobą wstyd mi się przyznać. Tak więc zostanie jak jest.

A tymczasem zmykam na rodzinnego grilla. Już zbieram w sobie psychiczne moce, matka mnie może pokąsać jak osa przy tej okazji :) 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „aktywnie pesymistycznie

  1. postal pisze:

    to po idziesz na tego grila?

  2. postal pisze:

    i czemu nie wyjedziesz do chlopaka?

  3. gdyrozumspi pisze:

    albo razem z chłopakiem do jakiegoś większego miasta????

    Co do osobistych wpisów. Też tak czasem mam,że czuję blokadę. Jednak staram się ją przełamywać.. jak nie tu to w sumie gdzie??czasem jest dobrze „wyrzygać” się emocjonalnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s