nie mam pomysłu na tytuł, no pustka w głowie

Czy można zapchać zlew preparatem do udrożniania rur? Otóż można. Jestem taka zdolna, że zapchałam. Trzeba było odkręcać cały odpływ, bo inaczej bym naczyń nie umyła do lipca chyba. Okazało się, że nasypałam trochę za dużo, a zalanie tych udrożniających granulek bardzo gorącą wodą poskutkowało zamienieniem się granulek w twardy, żrący kamień, który usunęłam dopiero poprzez wypłukanie go z rury w wannie. Zabawy po pachy. Nie róbcie tego w domu :D

Codzienność obfituje w radości. Np. matka zachorowała na półpaśca. Pośród miliona jej chorób, ta wyjątkowo się wyróżnia, bo w swoich pierwszych objawach miała być dosłownie wszystkim, co znajduje się w jamie brzusznej i może ulec zapaleniu. A żeby tego było mało, to jej jeszcze dysk wypadł do kompletu. No jaja. Szczerze mówiąc bardzo jej współczuję, bo to bolesna sprawa, bierze codziennie zastrzyki z ketonalu, a wyzdrowienie z półpaśca jest sprawą dość obszerną czasowo. Jak na razie nikt z nas jeszcze się nie zaraził, ale w necie się naczytałam, że zarażenie wcale nie jest takie oczywiste i nie każdy może dostąpić tego zaszczytu. Najbardziej narażony jest Młody i ojciec. No ale trzymam kciuki, żeby ich nie dopadło. Mnie zresztą też, bo z matką jakiś tam kontakt mam, może fizyczny nie, ale kropelkowy na pewno ;)

Kulka dnia trzeciego po zabiegu była już prawie całkiem sobą. A na czwarty dzień to już w ogóle wróciła. Teraz zachowuje się jak młody kociak, zupełnie nic nie robiąc sobie z wielkiej zaszytej rany na boku. W ogóle nie interesuje się szwami, skacze na i z wysokości, ma świetny apetyt i co najlepsze – stała się tak przymilna, jak jeszcze nigdy. Wąsaty stanął na wysokości zadania, muszę przyznać, że go nie doceniałam. Nie wierzyłam w jego empatię. Ale przez pierwszy okres rekonwalescencji Kulki był do rany przyłóż. Albo zostawiał ją w spokoju, żeby odpoczywała, albo dotrzymywał jej towarzystwa, wylizując jej głowę i wygryzając strupki na szyi, które jej porobił przy ostatniej rui [niestety mój kocur maltretował swoją koleżankę, kiedy ta miała rujki, szarpał ją za szyję do krwi, udając, iż kryje – swoją drogą jak to jest? Kot bezjajeczny, a mimo wszystko za krycie się bierze, dość nieporadnie może, ale coś tam udaje. Bez jajek instynkty zostają? Albo jakie pragnienia erotyczne? W każdym razie rujek już nie będzie, więc i szarpania tak intensywnego też nie]. A za ponad tydzień pojedziemy zdjąć szwy i będzie kot jak nowy.

No i cóż, znów wskoczyłam na tory odchudzania. Trochę zajęło mojemu organizmowi, żeby się rozbujać i palić tłuszcz, jak należy, ale teraz jestem zadowolona, nie chcę zapeszać, ale jak na razie leci mi po prawie pół kilo na dobę w dół. Dieta mi służy, oczywiście jedyna słuszna, czyli fitness low carb na miarę możliwości finansowych. Słodyczowe zapędy zwalczam sprawdzonym sposobem: białko serwatkowe. Polecam każdemu walczącemu z kilogramami, a płaczącemu za słodkim. Dwa koktajle dziennie z białka serwatkowego o dowolnym smaku z mlekiem i dajecie radę bez słodyczy. Zero pieczywa, zero produktów mącznych, węglowodany tylko do 12.00 i po treningu, no i ruch w dowolnej postaci godzina-dwie dziennie. I taki mam sposób. Takim sposobem schudłam rok temu prawie 25 kilo. W tym roku stawiam sobie kolejną poprzeczkę. Zaczynamy od zbicia kilogramów, które mi przybyły przez zimę. Jestem bardzo blisko tego celu. A potem do jesieni chcę zbić co najmniej 15 kg. Niedźwiadek twierdzi, że stać mnie nawet na 25, bo w tym roku zaczęłam wcześniej. Mi się nie wydaje, bo zaczynam od mniejszej masy i od innego metabolizmu w tym roku, więc pewna jestem, że będzie szło dużo wolniej. Ale walkę rozpoczęłam na dobre, bo rozbujałam przemianę materii i widzę pierwsze, poważne efekty.

W związku z rygorem treningowym, jaki sobie narzuciłam, zaczęłam marzyć o smartfonie. Do tej pory nigdy nie chciałam mieć takiego telefonu, bo wydawał mi się zbędny. Tysiące funkcji, z których nigdy bym nie korzystała. Ale od kiedy Niedźwiadek ma smartfona i widzę, jak wiele ciekawych ma zastosowań, upewniam się, że jak skończy mi się umowa, to następny mój telefon będzie właśnie taki. Jest taka fajna aplikacja właśnie do fizycznych aktywności, w którą wklepujesz sobie, co trenujesz, odpalasz i cacuszko mierzy Ci odległość, czas, spalane kalorie itd. No bajer jak nie wiem. Strasznie mnie kręci i wiem, że działa bardzo motywująco. Jeszcze tylko 7 miesięcy… :D

Aha, no i włosy niestety trzeba układać CODZIENNIE, jeśli się nie chce mieć na głowie klapniętego mopa. Jak się ułoży to owszem, fajnie, ładnie, kobieco, młodo. Ale jak nie to bardzo, bardzo słabo. Dzisiaj mi się np. nie chciało układać, związałam włosy w dwa mikrokucyczki i pierdzielę system. Wyglądam jak dzidzia-piernik, ale kto by się przejmował.

Uwielbiam niedzielne przedpołudnie, nieśpieszne śniadanie, spokojną kawę, drzemiące koty, posprzątane [wczoraj w pocie czoła] mieszkanie i tę ciszę.

Każdego dnia karmię się nadzieją.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „nie mam pomysłu na tytuł, no pustka w głowie

  1. linka85 pisze:

    Ależ się musiałam naczekać na tę notkę :P. Kiedyś byłaś bardziej systematyczna ;). Nawet mnie nie strasz z tym udrażnianiem rur. Chyba nam spece coś spierniczyli, bo w naszym cudownym prysznicu stoi woda i też się użeramy z próbą odkorkowania go jakoś :P.
    Półpasiec, o rany. Oby wróciła do zdrowia i nikt się od niej nie zaraził!
    Cieszę się, że kotka dochodzi do siebie.
    Czy Ty aby nie przesadzasz? Chcesz schudnąć ponad 15kg?? Tyle Cię ubędzie, że właściwie ile zostanie?
    Takie uroki ścięcia u fryzjera. Zawsze mamy nadzieję, że na co dzień bez zabiegów włosy będą się równie dobrze układały. A różnica i tak zawsze jest. Chyba jednak mi się poszczęściło, bo jak zawsze nic z włosami nie robię, poza przeczesaniem, a wygląda to całkiem dobrze. Zresztą nigdy nie używałam żadnych pianek, lakierów ani nie bawiłam się w lokówki :).
    Szkoda, że te niedzielne przedpołudnia są takie krótkie :).

  2. gdyrozumspi pisze:

    Zdrowia dla mamy życzę.
    No właśnie Madź nie przesadzasz z odchudzaniem???bo żeby nie przesadzić w drugą stronę.

  3. Ł. pisze:

    mam banana na twarzy po przeczytaniu notki, nie wiem jak udaje Ci się to niemal za każdym razem [o ile temat nie jest tylko i wyłącznie ciężki].

    Jak Ci się udało zapchać rurę granulkami udrożniającymi naprawdę nie wiem, w każdym razie możesz to zaliczyć do swoich zdolności ponadprzeciętnych a takich podobno nigdy za wiele ;D

    Mój kocur po kastracji był waleczny jak każdy inny, co prawda pojęcia nie mam czy na kotki też się rzucał z jakąś ochotą, ale wszystkie kocury z podwórka systematycznie i bardzo stanowczo przepędzał aż one zapędziły go tym w chorobę, z której nie udało nam się go wyciągnąć. To było rok temu prawie, od wczoraj mam nową kotkę a cały czas tamtego psotnika mi brakuje.

    Zrzucenia kilogramów gratuluję – mnie się jeszcze nigdy nie udało wytrwać w ćwiczeniowych postanowieniach a od zawsze marzy mi się figura kobiety wysportowanej.

    „Dzidzia-piernik” mnie rozgromiła :D

    Pozdrawiam ciepło!

  4. anscara pisze:

    Blogasa Twojego śledzę nieustannie i z każdej Twojej nowej notki Magdo, cieszę się. I wlasnie mi wyjasnilas, co robię nie tak udrożniając rury.No w życiu bym nie pomyślała, że tego można zasypać za dużo,i że tym wlasnie szkodzę. Druga sprawa – to że się dzielisz historiami choroby w rodzinie. Nie jest lekko z tym z tym żyć. Większość to woli przemilczeć, zignorować, nawet jeśli to jest fakt stwierdzony i niezaprzeczalny. Chociaż trochę się obawiam, że raz poruszony temat choroby sprawi, że nieustannie będzie się do tego wracać. A to tylko kolejny aspekt codziennego życia.

  5. wzsm pisze:

    Ty ścięłaś włosy?
    muszę nadrobić zaległości w czytaniu…

  6. serdunio pisze:

    taka dieta ma ten minus, ze ok, schudniesz ile chcesz i co potem??? zaczniesz jesc normalnie – nie chce cie straszyc ale sama wiesz co bedzie. nie wierze w zadne diety ktore eliminuja jakakolwiek grupe pokarmow. bo przeciez jak juz schudniesz do tej wagi idealnej to potem trzeba jeszcze te wage jakos utrzymac :D
    trzymaj sie babulcu!!! :) najlepszego!

  7. innam pisze:

    Właśnie w tym cały pic, że to dieta na całe życie. Od ponad roku nie jem pieczywa, produktów mącznych, ziemniaków i ryżu. Nie tęsknię :) To tylko kwestia przyzwyczajenia.

  8. serdunio pisze:

    http://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/a-jednak-bez-weglowodanow-nie-schudniesz/6yype
    ja nie wiem. jak mowie -dla mnie jedyna dieta to NZT. wszelkie wykluczenia calych grup pokarmowych dla mnie juz brzmia niezdrowo…

  9. innam pisze:

    Nazwa LOW CARB sugeruje nie wykluczenie, a poważne ograniczenie ilości. Spożywam węglowodany w oganiczonej ilości po prostu. I w ograniczonych gatunkach :)

  10. linka85 pisze:

    Leniwcu, pora na nową notkę! Rury zapchałaś już dawno, na pewno wydarzyło się coś nowego ;)! Ojej, życie bez ziemniaków i pieczywa? Nie mogłabym tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s