blogusiowa kawa

Są takie poranki, kiedy otwierasz z trudem oczy i masz zerową motywację do tego, by wygrzebać się z łóżka i przeżyć kolejny dzień. Bo to „znowu to samo” i nie wiadomo, jak długo jeszcze. Nawet perspektywa zmian zamiast budzić radość i ekscytację, budzi jedynie frustrację i nieokreślony lęk przed nieznanym, które przecież zawsze może okazać się totalnie do dupy, a całość poronionym pomysłem i porywaniem się z motyką na słońce. Nie chcesz tak myśleć, bo zdajesz sobie sprawę, że zachodzące zmiany są owocem czyjejś ciężkiej pracy a Twoich wyrzeczeń, ale to nie takie proste.

Im dłużej jestem z Niedzwiadkiem, tym bardziej zaczynam wierzyć w zjawisko pecha. Inaczej tego nazwać nie można, skoro każda z naprawdę istotnych dla nas spraw zawsze obiera kiepski obrót, co czyni prostą z pozoru rzecz źródłem głębokich frustracji, złości i łez bezsilności. Prosty przyklad: pierwszy dzień w nowej pracy, a Niedźwiadek dostaje udaru słonecznego i na swojej pierwszej zmianie wymiotuje siedem razy, musi wyjść do apteki i poleżeć pól godziny. I tak jest naprawdę ze wszystkim, nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz coś przebiegło bez komplikacji. Po prostu w naszym życiu nic nigdy nie może być normalnie.

Kociarnia nawet napisać notki w spokoju nie da, Wąsaty mnie męczy, jak dziecko. Sierściuchy jedne takie niegrzeczne są, jak Niedźwiadka w domu nie ma… Firanki w całym domu wisiały pozrywane przez dwa dni, bo jak to zobaczyłam o poranku, to mi ręce opadły i nie chciało mi się zawieszać. Dzisiaj się dopiero zebrałam w sobie, żeby wytargać drabinę i na nią włazić. Zawsze, jak Wąsaty był zbyt natarczywy, to trafiał do Niedźwiadka na ręce na „tatoterapię”:D Co oznacza przytulańca, z którego się nie da wyrwać, taka elmirkowa miłość trochę :D I po takiej tatoterapii Wąsaty dawał mi spokój co najmniej na 30 minut :D A teraz Niedźwiadka nie ma, to i nie ma skutecznego lekarstwa na rozwydrzoną kociarnię, trzeba się z nimi albo bawić, albo próbować wyczesać. Próby wyczesania też przynoszą czasem pożądane skutki :D

Smacznej kawy o poranku przy blogusiach życzę.

image

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „blogusiowa kawa

  1. Łucja pisze:

    a Tobie powrotu do formy no i trochę więcej szczęścia :)

  2. kardiowersja pisze:

    może to trochę nie na miejscu ale mamy takie lekarskie powiedzonko o pechu,że „jak ktoś ma pecha to i palca w dupie złamie”
    ale tak na serio nie wierzę w tego pecha
    … no i właśnie piję te poranną kawę

  3. linka85 pisze:

    Ojej, chciałabym Ci życzyć, żeby ten pech Was wreszcie opuścił, ale to chyba niewiele da. Przykro mi to czytać, zwłaszcza że sama mam niekiedy wyjątkowe szczęście. Ciekawe, od czego to zależy… Mam nadzieję, że jakoś się podźwigniecie i zacznie być tylko lepiej. Ale „tatoterapia” rozbawiła mnie do łez :). Może spróbuj zrobić z kotami to samo ;).

  4. gdyrozumspi pisze:

    Ojjjj…czasem też myślę,że mnie pech prześladuje. Ale chyba najistotniejsze jest to, aby w to nie uwierzyć. Bo wtedy pesymizm weźmie górę. Będzie dobrze. Jeden zły dzień nie oznacza całe życie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s