dobranoc

Popołudnie i wieczór tylko dla mnie. A że czułam się ostatnio jakaś zaniedbana [bo faktycznie, tylko podstawowo troszczyłam się kosmetycznie o swoje rozległe ciało], to postanowiłam spożytkować ten czas na szeroko pojęte oporządzanie się. Zaczęłam od włosów i przetestowałam nawilżanie metodą olejowania. Nie mam wprawdzie tych wszystkich kosmicznie drogich i ultra naturalnych rodzajów olejów, dlatego wystarczyć mi musiała oliwka dla dzieci. Ultra naturalna, żeby nie było. Pachnie bobasem. Ciekawe czy na włosy coś pomoże, hehe. Potem szereg masek do twarzy, nawet ogórka z działki poświęciłam i machnęłam sobie po plasterku na oczy. W międzyczasie wypijam hektolitry jakichś zielonych, owocowych i ziołowych herbat, bo coś tam mi Matula podrzuciła i testuję smaki. Przyjemnie mi w tej samotni dzisiaj, mam nadzieję jutro z rana ujrzeć swoją twarz bez nowego pryszcza i spojrzeć łaskawiej na moją usianą piegami skórę. Swoją drogą, co za życie i świat, żeby dobijać do trzydziechy i dalej miewać pryszcze. No kaman…

Kilka godzin i kilka kubanów herbaty później…

Jestem wypielęgnowana od palców u stóp aż po czubek głowy i czuję się z tym wspaniale. Hehe. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy oliwka na włosach coś dała, bo w sumie zaliczyłam dziś same niemalże odstępstwa od codziennej pielęgnacji, włosy się błyszczą, są miękkie, ale chyba dopiero jutro w świetle dziennym będę mogła dostrzec jakąś znaczniejszą różnicę. Dochodzi 22.00, a mi już chce się spać. I całkiem możliwe, że nie będę ze sobą walczyć, bo i po co, nie mam nic specjalnego do roboty na dziś, wszystkie obowiązki załatwiłam w międzyczasie.

Fakt przywrócenia naszego starego serwisu, a co za tym idzie dostępu do moich archiwalnych notek sprawił, że widzę trochę więcej sensu w dalszym pisaniu. Zachowana będzie jakaś ciągłość, mam w końcu zapisane czarno na białym ponad 10 lat swojego życia i to w dodatku tej jego części, w której człowiek najbardziej się zmienia. Są to wprawdzie zapiski dość wstydliwe, nie wiem czy będę w stanie zasiąść do nich i bez rumienienia się czytać te młodzieńcze bzdury, ale to byłam w końcu ja. Nikt inny. Może kiedyś te bzdury przeczyta moja córka…?

Wiele ostatnio myślę o czymś, co mogłoby nadać sens mojemu życiu. Coś takiego, dzięki czemu mogłabym się poczuć wyjątkowa, za co mogłabym sama siebie jakoś specjalnie szanować, myśleć o sobie: robisz to świetnie. Niestety, nic takiego nie przychodzi mi na myśl. Mam takie nieśmiałe… marzenia to za duże słowo, może raczej fantazyjki, które są do spełnienia, ale nie jestem pewna, czy rzeczywiście ich chcę, czy to tylko moje pragnienie bycia kimś innym. Czasem zazdroszczę ludziom odwagi i pewności SIEBIE. Jestem kim jestem i czuję się z tym doskonale. Chciałabym tak kiedyś myśleć, zaakceptować każdą część siebie. Kiedyś myślałam, że mi się udało, ale im dalej w życie, tym bardziej przekonuję się, że do samoakceptacji brakuje mi bardzo wiele, ba, nie upatruję nawet w sobie tyle wartości, ile mi się kiedyś wydawało. Poprzez nowe doświadczenia odkrywam w sobie pokłady poważnych problemów, których kompletnie nie potrafię sama rozwiązać, a które odbierają mi radość życia, poczucie spełnienia, poczucie bycia kimś wartościowym w ogóle. Nie sprawdzam się chyba w żadnej z życiowych ról, nie mam pojęcia, na co mogłabym wskazać, gdyby ktoś mi kazał powiedzieć, co w życiu robię dobrze. Trochę to tragiczne, co nie? No ale tak już jest, że czasami budzę się rano i zastanawiam po co, co ja tu robię. A najgorsze jest to, że tego typu rozważania kojarzą mi się raczej z osobami dopiero wchodzącymi w dorosłość. Jestem teoretycznie dojrzała, a praktycznie przerabiam problemy na etapie dwudziestolatka.

Dobranoc.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „dobranoc

  1. martynia pisze:

    nieśmiało zaproponowałabym dziecko;) Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że sprawdziłabyś całkiem nieźle…

  2. Piszesz, może pisz głębiej i więcej, jakieś opowiadanie, nowela, powieść? – spróbuj, to nie samowita frajda;)

  3. linka85 pisze:

    Chyba trochę przesadzasz w tym krytykowaniu samej siebie. Myślę, że w roli partnerki życiowej dla Niedźwiadka sprawdzasz się całkowicie. Na resztę przyjdzie jeszcze pora.

  4. purplehair pisze:

    Linka85 ma rację, za wiele samokrytycyzmu i nie wiem, czy to tęksnota za nim wywołuje taki wewnętrzny dramat? U mnie czasem tak. Założę się, że jest mnóstwo rzeczy w których jesteś świetna, tylko robisz to automatycznie i czasem zapominasz się za to pochwalić ;)

  5. bardziej pisze:

    Ostatnio mam podobny etap jak ten, o którym piszesz w ostatnim akapicie. Aż mi głupio, że to trwa, zwłaszcza po spotkaniu ze znajomymi, o których myślę, że mają się o wiele lepiej niż ja, a ja nie mam pomysłu jak to zmienić.
    Ale wierzę, że to przejdzie.

  6. cicicada pisze:

    zgadzam się z Toją… dobrze piszesz! Nawet bardzo dobrze:)

  7. gdyrozumspi pisze:

    Podpisuje się pod komentarzem Ewelinki.

    Czasami uczucie beznadziejności ogarnia każdego.

  8. żmijka pisze:

    ja przekroczyłam trzydziestkę jakiś czas temu i też mam tego typu przemyślenia. też czasami mam wrażenie, że jestem do niczego i tak właściwie to nie wiem, czego od życia chcę i co chciałabym robić. dzieci mnie potrzebują – to wiem,

  9. Iwona pisze:

    Kolejny raz powtórzę, że świetnie się Ciebie czyta :) A nie masz może fantazji literackich? Bo coś mi się wydaje, ze taki talent nie może się zmarnować na kasie w Tesco. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s