rewolucyja

Cały dzień na niebie, bardzo nisko, wiszą ciężkie, ciemne chmury. Co chwilę pada, jest chłodno, a ja sobie siedzę w przymusowej samotni i myślę o tym, jak bardzo uwielbiam domowe ciuchy. Te takie domowe, o które się nie martwię, że jak się schylę, to pękną na tyłku/plecach/pod pachą, za bardzo rozciągną albo rozepchają w kolanachc czy poplamią pomidorami, w których mogę się swobodnie położyć na łóżku i nie martwić wygnieceniem, a kot może wskoczyć mi na brzuch i ocierać się do woli, bo mam głęboko fakt, że zostawi na mnie ślady swej miłości w postaci kłaków. To jest coś pięknego. W mojej psychice jest wyraźny podział na ciuchy „wyjściowe” i „domowe”. Powoli leczę się z chodzenia w totalnych szmatach nawet po domu, ale jest to terapia trudna. W leczeniu pomaga mi Matka, która co raz przynosi mi nowe ciuchlandowe zdobycze, przez co muszę poważnie redukować zawartość swojej szafy ze względu na to, iż brakuje mi w niej miejsca. Tak więc żegnam się powoli z tymi najbardziej spranymi i wyglądającymi jak odzież bostońskiego ćpuna [określenie zainspirowane genialnym serialem „The Wire” – polecam!], po jednym założeniu [no bo nie byłabym sobą, gdybym ZMARNOWAŁA pranie i wywaliła „czysty” ciuch…] lądują w koszu na śmieci, w niektórych przypadkach stają się szmatami jednorazowego użytku przy sprzątaniu.

Parę dni później, czyli dziś…

Dla odmiany jest pięknie i słonecznie, aczkolwiek chmur na niebie dostatek. Życie ma się ku rewolucji, która zbliża się wielkimi kroki. Wykrystalizował się plan, dograły szczegóły, teraz tylko wystarczy liczyć na to, że nikt i nic nie nawali, a w przyszłym tygodniu zmienimy zbiorowo miejsce swojego bytowania na zdecydowanie lepsze. Mieszkanie zaklepane, transport załatwiony. Z tej okazji odbyła się nawet mikroimprezka ze znajomymi, na której pierwszy raz od 3 miesięcy nażarłam się słodyczy i innych obrzydliwych pyszności, po czym dojadałam resztki dwa dni i NIC NIE PRZYTYŁAM, muahahahaa! Na pohybel! Gdzieś ostatnio nawet czytałam i oglądałam o tej teorii, o której kiedyś mi Iwcia w komentarzach pisała, że raz na jakiś czas dobrze jest sobie zrobić tzw. Cheat Day albo Cheat Meal [szczególnie, kiedy waga dłuższy czas stoi w miejscu], bo to pobudza wydzielanie jakiegoś tam hormonu związanego z odchudzaniem. Tak w uproszczeniu, bo ja nie biolog :D I tak sobie myślę, że to jest niegłupie! :D Ale następny Cheat Day najbliżej za miesiąc :P Tak więc znów popijam kawę słodzoną aspartamem i planuję…

Tyle mi zostało do zaplanowania, jak ja w ogóle to wszystko spakuję, a co najbardziej mnie stresuje, to problematyka kociej przeprowadzki. Moje koty są mocno podatne na stresy, ze stresu się nawet mogą pochorować, a tu zmiana miejsca, zmiana współlokatorów… Orientowałam się już u weterynarza, jak mogę kotom sprawę ułatwić, nawet sobie nie zdawałam sprawy, jakie są teraz cuda techniki. Oczywiście kosztowne. Taki np. bajer do wtykania do kontaktu, jak na komary, tylko że wydzielający kocie feromony – obniża stres związany ze zmianą miejsca, pomaga się zaakliamatyzować i uspokaja. Stówka :) Jest też w spreju, za pół stówki. Są jeszcze ziołowe preparaty dopyszczkowe, które się stosuje już na dwa dni przed, działające uspokajająco, całkowicie bezpieczne. I to ostatnie rozwiązanie najprawdopodobniej zastosuję, jeśli tylko fundusze mi na to pozwolą.

Historia zatacza koło, wynoszę się z tego miasteczka i ruszam tam, gdzie jak do tej pory w swoim życiu byłam najszczęśliwsza. Moje miasteczko cofa się w zastraszającym tempie, a ja cofnęłam się razem z nim. Nie ma jasnej przyszłości w miejscu, w którym do pracy w nowootwartym hipermarkecie jest 100 wolnych miejsc, a na spotkanie o pracę przychodzi oficjalnie 950 osób, a nieoficjalnie 2500. Czasami w życiu trzeba zrobić parę kroków wstecz, żeby prawdziwie ruszyć do przodu. I ja właśnie zamierzam to zrobić. Jeśli mam być kasjerką w Tesco, to będę najlepszą kasjerką w okolicy :) Znajomi się ze mnie podśmiechują, że „w tym się widzę”, ale to tacy znajomi, którzy nigdy niczego nie zaczynali od zera. A ja zaczynam od zera po raz kolejny w swoim życiu, nie mam czasu na szukanie wymarzonej pracy w nowym miejscu, dlatego zamierzam uderzać od razu tam, gdzie praca będzie prawie na pewno, a w międzyczasie szukać czegoś lepszego. Taki mam plan, taką mam metodę na nowe życie, bo chcę, żebym nam wszystkim tym razem zwyczajnie wyszło. Jestem optymistycznie nastawiona do nadchodzących zmian, tchnęły we mnie nową energię i nową wiarę. Mam takie dziwne przekonanie, że jak tylko usiądę w nowym mieszkaniu na łóżku, otoczona nierozpakowanymi bagażami, dzierżąc w dłoni jeszcze chłodne, nowe klucze, momentalnie poczuję, że życie stoi przede mną otworem. A potem ruszę z kopyta i nic mnie nie zatrzyma. 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „rewolucyja

  1. Paulina pisze:

    i życzę Ci z całego serca, aby tak właśnie było jak to w ostatnim zdaniu ujęłaś!
    powodzenia!

  2. Anonim pisze:

    No to jak to mówią: stopy wody pod kilem;) martynia

  3. gdyrozumspi pisze:

    A ja powiem: Nareszcie! Do boju Kobito!!
    ( wiem,że łatwo się piszę, ale trzeba walczyć w jakikolwiek sposób o lepsze jutro.. tak sobie myślę,że jednak motywacja przede wszystkim, użalanie nie pomoże w niczym)

    Madziu a Wy teraz będziecie wynajmować mieszkanie??

  4. innam pisze:

    Walczyć można, kiedy się ma możliwości do walki. Nie każdy takie możliwości ma, czasem na same możliwości musi albo czekać, albo długo pracować. Więc faktycznie – łatwo się pisze ;)

    Będziemy wynajmować.

  5. postal pisze:

    mam nadzieje, ze to nie bedzie polska.
    polska to zadupie jak miasteczko, z ktorego uciekasz.

  6. cicicada pisze:

    powodzenia! na pewno się w końcu wszystko dobrze ułoży!

  7. Wu pisze:

    o! :)
    pisałam wcześniej, że chciałabym czasami mieć taką opcję w kieszeni, takiego asa, żeby móc zmienić miejsce pobytu.

  8. linka85 pisze:

    Haha, ja tak uwielbiam domową swobodę odzieżową, że w taki upał – gdy jestem poza domem, marzę tylko o tym, żeby jak najszybciej wskoczyć pod prysznic, ściągnąć niewygodne ubrania wyjściowe i paradować po domu w tych znoszonych, ale jakże wygodnych. Madziu, coś mi się pomyliło, czy do tej pory mieszkaliście w mieszkaniu po Twoim dziadku? Naprawdę bardziej się Wam opłaca coś wynająć? W każdym razie życzę Wam tego, żeby w nowym miejscu było lepiej, żebyście czuli się tam szczęśliwi i żeby otworzyły się nowe możliwości, w tym zawodowe.

  9. Powodzenia! Z doświadczenia wiem, że zmiany są z reguły dobre. Takowego dobra Ci życzę:)

  10. Ania pisze:

    Powodzenia :)

  11. gdyrozumspi pisze:

    Madź ja wszystko wiem i rozumiem. Ale przecież walczyłaś: założyłaś własną firmę, a teraz jedziesz do innego miasta. To też uważam za próbę zmienienia czegoś w swoim życiu na lepsze, jeżeli Twoje małe miasteczko Ci tego nie dawało. I wiem jak jest ciężko, bo aktualnie sama jestem przerażona wszystkim, realiami tego kraju

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s