mam pracę, mam pracę !

Jak dobrze zdjąć z siebie te długie, ciemnobrązowe, totalnie nie oddychające spodnie w kancik! Że też te rozmowy o pracę muszą odbywać się w najgorsze upały. Ale i tak nie jest źle, prawie wszędzie udaje się dojechać klimatyzowaną komunikacją miejską, w większości miejsc rozmów też klima chodzi albo jest chociaż chłodno, więc po dworze wystarczy tylko sprytnie przemykać z klimy do klimy. Ale i tak się pocę jak szczur. Też tak macie w autobusach, że kiedy coś [ktoś] zaczyna śmierdzieć, to macie dziwne wrażenie, że to może od Was? Ja tak zawsze mam, ale wstyd mi sprawdzić, więc sprawdzam dopiero w domu i zwykle okazuje się, że to na szczęście nie ja :D

Byłam na jedej rozmowie, na której w szczególny sposób mi zależało. Nie dlatego, że to jakaś praca marzeń, ale przynajmniej ma COKOLWIEK wspólnego z moimi kompetencjami oraz stawia jakieś konkretniejsze wyzwania. No i będzie dużo lepiej wyglądać w CV niż ten nieszczęsny kasjer w Tesco czy sprzedawca garmażerki [oferta pracy na kasie była dla mnie dostępna jako pierwsza, już nawet miałam iść, byłam totalnie gotowa iść pracować gdziekolwiek, byle tylko pracować, ale Niedźwiadek zaprotestował… powiedział, że nie przymieramy głodem, więc nie ma potrzeby, żebym pracowała za 4 zł na godzinę. I chyba miał rację i chyba go za to kocham :) A w garmażerce byłam na rozmowie i praca całkiem przyjemna, no ale gorzej płatna niż ta, na której mi zależało, no i dająca trochę mniej perspektyw na przyszłość]. W każdym razie, moje nowe miejsce pracy na pierwszy rzut oka wygląda… hm… przytłaczająco i zapierająco dech w piersiach, przynajmniej dla takiej dziewczyny z prowincji jak ja. Wiecie, taka fabryka, gdzie te wszystkie mróweczki pikają swoimi identyfikatorami, żeby w ogóle wejść do środka. To wnętrze, krzyczące do Ciebie: „skoro tu jesteś, jesteś wyjątkowy”. I ci wszyscy młodzi pracownicy. Sami młodzi ludzie, jedyni po czterdziestce to chyba panowie na recepcji. A co najśmieszniejsze, średnia wieku jest taka, że ja to będę raczej wśród seniorów. Hehe. Nie stresowałam się nawet zbytnio, może dlatego, że miałam świadomość, że jeśli nie tutaj, to gdzieś indziej [parę dni wcześniej rozniosłam prawie 50 CV w 3 godziny, a miałam na oku jeszcze jakieś 200 innych miejsc, gdzie mogłabym zanieść swój życiorys]. Ogłoszeń jest mnóstwo, a ja dopiero zaczęłam szukać. Rozmowa wypadła tak, że nie potrafiłam stwierdzić, czy poradziłam sobie dobrze czy źle. W związku z tym wolałam zakładać, że mi się nie uda i szukałam dalej. Miałam dostać wieści tego samego dnia, ale pracodawca napisał przepraszającego smsa, w którym informował, że wyniki rekrutacji otrzymam dopiero następnego dnia. Może to i lepiej. Wyluzowałam się lodami i piwkiem [dieto, gdzie jesteś? Ach, dieto!], ale podskórny stresik nie dawał spokoju. Na szczęście odezwali się z samego rana i dostałam pozytywną odpowiedź. Podpisałam już umowę o szkoleniu, przede mną 3 tygodnie intensywnego ośmiogodzinnego kursu [za który będzie mi płacone] i zaczynam. Także, no wygląda na to, że mam pracę. Jak już wspominałam, to nic nadzwyczajnego, nic wyjątkowego, rzekłabym, że zwykła praca dla plebsu, ale póki co jestem zadowolona, że to właśnie taka praca trafiła mi się na początek mojego nowego życia w tym mieście. Szczególnie, że od wczoraj dostaję co chwilę telefony, ale z ofertami dużo słabszymi niż ta moja. Znajomi twierdzą, że jestem wyjątkowa, bo znalazłam pracę w mniej niż dwa tygodnie, podobno to doskonały wynik. No nie wiem, mnie tam się wydaje, że jest po prostu sezon. Ale najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że odzyskałam część swojego człowieczeństwa. Od kiedy wróciłam na bezrobocie, Matka ciągle sugerowała mi, że winę za ten stan rzeczy ponoszę ja, że się nie staram, nie zabiegam. A wystarczyło nieco zmienić miejsce zamieszkania i praca znalazła się w 10 dni. Więc jest to tylko dowód na to, że to nie ze mną jest coś nie tak, że nie jestem aż taką miernotą, za jaką uważała mnie matka [a ja razem z nią], tylko tamto parszywe miasteczko nie dawało mi na nic szans. A jak odnajdę się w roli mróweczki w tym wielkim mrowisku, to się dopiero okaże :) Na pewno będę relacjonować!

Z przyziemności, to dieta naprawdę szwankuje, dzisiaj wciągnęliśmy z radości kebsa od pana, który miał być Turkiem, ale mi bardziej wyglądał na Egipcjanina [przystojnego Egipcjanina;)]. Nie jadłam w życiu smaczniejszego kebsa, więc podziękowałam panu z szerokim uśmiechem, a on odwzajemnił. A potem jeszcze w tym 35 stopniowym upale piliśmy sok na lodzie, sok śmierdział sztucznością i nie wart był swojej ceny, ale ten dzień dał mi tyle radości, jak dawno żaden. Poczułam, że kocham życie na nowo, że na nowo trzymam wodze swojego losu i że jestem całkiem szczęśliwym grubasem z chwilowo zawieszoną dietą. Jeszcze do tego wszystkiego, Niedźwiadek odkrył w sobie duszę piekarza i zaczął wypiekać najlepsze chleby pod słońcem. Oczywiście żytnie i na prawdziwym zakwasie, z rodzynkami i słonecznikiem. Przysięgam, że nigdy nie jadłam lepszego chleba. Jest tak cudowny, a przy tym zdrowy, że po prostu się uzależniłam. A Niedźwiadek dumny jak paw z tego, że sam wyhodował zakwas, że sam robi zaczyn, sam nastawia chleb do wyrośnięcia, a do pieczenia tego cuda nie potrzebuje żadnych kosmicznych maszynek do chleba, tylko zwykłego gazowego piekarnika. No uważam, że facet ma talent.

Powoli przywykam też do mieszkania, zaczynam czuć się jak u siebie. Chętnie tylko wymieniłabym łóżko na nowe, bo to jest koszmarne i niepraktyczne. I pozbyła się firan i zasłon na rzecz rolet. Ale myślę, że i do tego dojdziemy wkrótce. Koty już zaaklimatyzowane, na początku bardzo mnie martwiły, ale teraz czują się już jak u siebie, zaakceptowały nowego członka rodziny i gdyby nie zabójczy upał, to byłyby zupełnie sobą. Bo aktualnie to albo leżą i dyszą, albo śpią rozciągnięte na chłodnej podłodze. Biedaczyska.

Uwielbiam nasze wieczory na balkonie, od czasu do czasu okraszone zimnym piwkiem. Uwielbiam możliwości, jakie daje większe miasto. Chociażby kwestia zakupów. W takie upały pije się dużo wody, nie sposób dla mnie nosić tę wodę na garbie dla trzech osób, a do tej wody jeszcze coś do jedzenia, a zakupy do tej pory robiłam często sama. Ale są zakupy online z bezpłatnym dowozem do domu – idealne rozwiązanie dla nas. Mam tylko nauczkę, żeby więcej w ten sposób nie kupować mięsa, warzyw i owoców. Bo niestety te produkty ktoś wybiera i często wybiera tak, żeby pozbyć się elementów nadpsutych. Na 6 filetów z piersi kuraka, jedna była zielona. Normalnie zielona. Bleeeee. No ale napoje czy nawet mleko, które u nas idzie szybko, można jak najbardziej kupować online. Podobnie wszystkie suche produkty czy chemię. To daje naprawdę dużą oszczędność sił i czasu. Czuję radość w serduchu i podekscytowanie na myśl o jutrzejszym, pierwszym dniu kursu. Jutro na szczęście krótko. Nowe wyzwania, nowe doświadczenia…! A w sobotę przyjdą znajomi i będą degustować chleb marki Niedźwiadek©, a także zapewne spożywać napoje procentowe w różnorakich ilościach i odmianach. Łiiiiii!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „mam pracę, mam pracę !

  1. Brawo! bardzo się cieszę!

  2. postal pisze:

    a mowilem

  3. Anonim pisze:

    Tylko napisz co to za praca dziewczyno?;) martynia

  4. Paulina pisze:

    gratulacje :) cieszę się razem z Tobą! i chlebka własnej roboty zazdroszczę!

  5. cicicada pisze:

    pięknie! gratuluję! oby tak dalej. koniecznie napisz jak tam w nowej pracy!

  6. żmijka pisze:

    kurde… ja też pikam takim identyfikatorem :) i jakże czułabym się zaszczycona, gdyby mnie zaszczycili umową o pracę od 1 grudnia, jak skończy już się staż…. tylko czemu w to nie wierzę ?

    gratuluję pracy!!!! szybka jesteś!!!!!

    PS a dałabyś radę wyciągnąć przepis na chlebek od Niedźwiadka? please. i na zakwas. no na wszystko co do chlebka na zakwasie potrzebne ( oczy kota ze Shreka )

  7. gdyrozumspi pisze:

    Suuuuper :)
    Gratuluję Madź:)
    I przyznać muszę,że po cichu czekałam, aż opuścisz swoje miasto,żeby złapać wiatr w skrzydała:)
    Booskoooooooooooooo:*

  8. Ania pisze:

    gratulacje :) najważniejsze,że wyrwałaś się z marazmu :)
    a mieszkanie macie swoje czy wynajęte, jak mogę z ciekawości zapytać? :)

  9. linka85 pisze:

    Haha, czułam to, że szybko znajdziesz pracę i miałam rację! Super, bardzo się cieszę :). No to teraz świętujcie, bo to naprawdę powód do radości. Od razu człowiek odzyskuje wewnętrzny spokój.

  10. jestesczesciamnie pisze:

    Gratulacje :) Dobrze, że chociaż obie się układa :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s