Let the sunshine in

Nareszcie przyszła do nas pogoda znad Polski. W nocy była burza, a cały dzień jest chłodno i pada. Jest to pewne ukojenie po męczących upałach, bo w porównaniu resztą kraju mieliśmy tu Majorkę. I cały dzień marzyłam o tej chwili, kiedy zasiądę z kawusią do mojego ukochanego komputerka i będę się pławić w tym cudownym uczuciu ciepełka i przytulności, jakie daje zaciszne i opustoszałe mieszkanie, gdy za oknem deszcz.

Odkryłam niekonwencjonalne sposoby diagnozowania u siebie zbliżającego się okresu. No więc z moich obserwacji wynika, że na parę dni przed okresem zaczynam się deformować. No normalnie deformować. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że co bym na siebie nie włożyła, to wyglądam potwornie? No po prostu wstrętnie. Gdybym z rana miała więcej czasu, to pewnie bym się przebierała tysiące razy, a tak przebieram się góra raz, bo wybór mam niewielki spośród naszykowanych w niedzielę kompletów [tzw. outfitów :D]. I w co się nie przebiorę, ciągle wyglądam wstrętnie, mimo że dane ciuchy były już wcześniej noszone i uważałam je za nienajgorsze. Życie kobiety jest doprawdy trudne.

A propos kobiet, to weszłam już chyba w taki wiek, kiedy granice wiekowe zaczynają się zacierać. Przestaję umieć rozpoznawać po wyglądzie innych kobiet, ile mogą mieć lat. Mój zmysł obserwacji totalnie zawiódł w kwestii rozpoznania wieku moich koleżanek z kursu. A może to nie zmysł obserwacji, ale one po prostu żyją totalnie wbrew upływowi lat? Myślę, że takim kobietom bez wieku można zazdrościć i gratulować. Coraz lepiej się poznajemy, co mi daje wstępne rozpoznanie w tym, z kim najchętniej spędzam swój czas. Zaskakuje mnie to, jak bardzo mało zależy mi, żeby ktoś mnie lubił. Mam tu na myśli nowo poznanych ludzi. Ba, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że totalnie mnie wali, co myślą osoby, które nie budzą mojej sympatii. To takie dziwne, myśleć głównie o sobie i o tym, z czym i z kim jest mi dobrze.

Bycie mróweczką w korporacyjnym mrowisku ma swoje plusy. Prawie codziennie zdarza się sytuacja, w której zupełnie obca osoba wywołuje na mojej twarzy uśmiech. A to w kuchni speszy się moją obecnością jakiś chłopak i ucieknie zarumieniony jak podlotek, a to ktoś nieproszony uprzejmie odpowie na pytanie rzucone w przestrzeń. Ktoś otworzy drzwi, ktoś się uśmiechnie. Niby mijamy się całymi setkami w tym szklanym budynku, ale jednak w pewnym sensie wzajemnie dostrzegamy. Choćby przelotem, choćby przypadkiem. Bycie wśród ludzi nie jest już takie trudne, jak było kiedyś. A, dostałam swój identyfikator wreszcie, mogę pełnoprawnie pikać na bramkach i biegać po całym budynku.

Jedna z koleżanek, która wcześniej tu pracowała, epatuje na mnie swoim negatywizmem. Trochę mnie to męczy, bo szkolenie staje się z dnia na dzień trudniejsze, niektórzy zaczynają powątpiewać w swoje możliwości [ja też], a taki negatywizm nie ułatwia mi sprawy. Szkolenie wymaga od nas wszystkich wiele wysiłku, przyswajania ogromu wiedzy z dziedziny, z którą żadne z nas wcześniej nie miało za wiele wspólnego, a ona jakby nie wprost sugeruje, że gra nie jest warta świeczki. No trudne to jest do strawienia, bo ja się nie chcę źle nastawiać, wręcz przeciwnie, chcę zacząć pracę z dobrą energią, pozytywnie nastawiona i z wiarą w jakieś tam powodzenie, a tu ciągle to… Pozostaje mi chyba tylko zatkać uszy i brnąć przed siebie, pokonując kolejne wyzwania. Bo naprawdę jest ostro :D

Ostatnio sporo czasu spędzam w autobusach. W pewnym sensie nawet to lubię, szczególnie rano, kiedy wsiadam na swoim przystanku i nie ma jeszcze tak wielu osób, można sobie wygodnie usiąść, włączyć muzykę i obserwować świat budzący się do życia. Odłączam się od otoczenia i jadę, mijając miejsca, z którymi łączy się tyle wspomnień, tyle wspaniałych przeżyć, codziennie przeżywam to samo wzruszenie i ogarnia mnie melancholia, bo te czasy nigdy nie wrócą, bo teraz wszystko jest inaczej, my tacy inni, tacy… dorośli i zabiegani. Że zestarzejemy się tak szybko i nie zdążymy wypić tych wszystkich niewypitych herbat i kaw, nie zjemy warzyw na patelnię ani makaronu z sosem i serem. Albo nie zjemy w pięć osób trzech ostatnich parówek z suchym chlebem, które ktoś zostawił sobie na kolację i nie popijemy piwem. Nie dopchniemy się ciastkami i drażami, których marki nie śmiem wspominać, bowiem bluźnierstwem będzie zapisać ich imię nadaremno. I tak sobie jadę i myślę i tęsknię do tych czasów, a jednocześnie karcę się za swoje sentymenty, bo mamy tu, mamy teraz, mamy przyszłość do przeżycia i resztę życia do wykorzystania. Nikt tego za nas nie zrobi.

Chłopaki całkiem przyzwoicie realizują podział obowiązków. Jestem wręcz zaskoczona, jak ładnie wychodzi im sprzątanie i jak można poprosić Młodego np. o zrobienie zakupów. To doprawdy budujące, że takie mam wsparcie taktyczne. Bo na początku bałam się, że wspólnie utoniemy w brudzie i braku organizacji, gdy już pójdę do pracy, ale widzę, że w chłopakach tkwi determinacja, by uczynić nasz wspólny świat lepszym :D Trzymają się harmonogramu i jest naprawdę przyjemnie. Oby tak dalej.

I aby do piątku po południu! Zapraszam na piosenkę tygodnia.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Let the sunshine in

  1. linka85 pisze:

    Och, ja też odetchnęłam dzięki temu ochłodzeniu. Nie chcę mieć w Polsce Hiszpanii czy nie daj Bóg Australii, o nie. Zwłaszcza że upał znosi się jeszcze gorzej, kiedy się pracuje. Nie daj się koleżance zarazić tym pesymizmem i negatywizmem! Przecież to na wstępie podcina skrzydła i zniechęca do pracy, a przed Tobą wszystko stoi otworem! Ja jakoś nie tęsknię na myśl o podróżowaniu komunikacją miejską, do której lada moment będę musiała wrócić. Znów pozostanie zachwycanie się drobiazgami – zaróżowionym niebem, chmurkami, wstającym słońcem… Wiesz, chyba każdy z nas po części tęskni do czasów, które już za nami, co wcale nie oznacza, że nie docenia się tych obecnych. Dobrze, że chłopy się tak aktywnie włączyły w utrzymanie porządku. Jeśli coś się zacznie zmieniać, od razu ustaw ich do pionu ;).

  2. cicicada pisze:

    a co Ty tak właściwie będziesz robić w tej korporacji?
    jako ludek korporacji podpowiem Ci, że na początku na szkoleniach zawsze robi się na nowym uczestniku wrażenie jak to u nas jest wspaniale, ile to ciekawych zadań będzie wykonywał a wszystkie jakie „challenging”… a potem jak przychodzi co do czego to robi się jedno i to samo :)
    ale ja nawet lubię ten świat korporacji, bo daje stabilną pracę, całkiem niezłe wynagrodzenie i do tego jeszcze bardzo dobry socjal… więc trzymam kciuki, żebyś przetrwała przez te wszystkie wstrętne szkolenia a potem już będzie z górki!

  3. gdyrozumspi pisze:

    Magdaleno!!!
    Widocznie ja też muszę posiadać deformacje o jakiej piszesz. Bo jak można wywnioskować też jestem przed okresem i……wyglądam paskudnie: włosy nie te, ryj nie ten, nic nie leży. Tragedia.

    Odnośnie jazdy autobusem: bo siedzisz! to Cie melancholia może dopaść, gdy stoisz ściśnięta jak serdelek marzysz, aby jak najszybciej dojechać do celu :)

  4. bardziej pisze:

    Magda, z przyjemnością czytam o Twoich przygodach w korporacji :)! Powodzenia!

  5. purplehair pisze:

    Nie sposób się nie uśmiechnąć czytając ;]
    O tej komunikacji [znosisz dzielnie, ja póki co śmigam rowerem i wyję bo nogi bolą].
    O nowej pracy pełnej wyzwań [znajomej nie słuchaj, przekonasz się na własnej skórze, czasem bywa tak że wasze postrzeganie będzie się różnić tak, jakbyście pracowały w dwóch różnych miejscach].
    Dobrze, że koty mają się już lepiej. I jak rozumiem,, że dotarliście się już trochę z Młodym.
    I nie pogratulowałam Ci jeszcze przeprowadzki i nowej pracy !! :* Powodzenia Kochana.

  6. zamyslony pisze:

    Przepraszam że tak odwiedzam tylko w „notkowej” porze, ale sam tylko wtedy bywam.
    Żyć pełnią życia – cieszyć się z małych rzeczy…z tych większych i tak się cieszymy.
    Też mam tą przyjemność pracy w korporacji, ponoć piorą mózgi, ale ja jakoś tego szczególnie nie odczuwam, rzeczywiście różni ludzie są powodem uśmiechu, czasami Ci których słyszy się pierwszy raz i to chyba jest fajne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s