bez polotu

Czemu wena na pisanie dopada mnie zawsze w autobusie? I to akurat wtedy, kiedy nie bardzo mam jak coś napisać nawet na telefonie.

Miniony tydzień był naprawdę trudny. Zdałam sobie częściowo sprawę, jak naprawdę będzie wyglądać moja praca. Że praktycznie nie będę miała życia. Nie będę miała świąt, urlopów, a premie stoją pod wielkim znakiem zapytania. Nie za wesoła perspektywa, ale obiecywałam sobie nie przejmować się, dopóki rzeczywiście tego nie doświaczę. Doświadczyłam za to realnego kontaktu z klientami, śni mi się to po nocach, w głowie słyszę sygnały rozbrzęczanych telefonów i bez ustanku wypowiadam w myślach swoją formułkę na przywitanie. Ciekawe ile czasu musi minąć, żebym wyluzowała. Wydawało mi się, że jestem wyluzowana, ale oszukiwałam sama siebie, czuję ogromny stres i nieustający niepokój. Uch.

Wszyscy tak psioczą na tę pracę, ale gdzie się nie obrócę, tam ludzie śmieją się i żartują. Jakby byli całkiem zadowoleni z życia. Więc albo walą ściemę, albo to po prostu sposób na odreagowanie. Powoli poznaję profesjolekt swojej korporacji, póki co wydaje mi się zabawny.

Muszę sobie sprawić okulary z filtrami, bo po całym dniu pracy nie widzę na oczy, czuję się, jakbym miała Saharę pod powiekami. Lista potrzeb wydłużyła się więc o kolejny element. Jak wracam po pracy do domu, to wolę patrzeć tępo w ścianę, niż włączyć komputer. Szok. A jeszcze bardziej to lubię czasem oganąć kuchnię. Jakoś zaczęło mnie to relaksować.

Zrobiłam przemeblowanie w naszym pokoju. Teraz jest jakby funkcjonalniej i wygodniej. Ale prawdziwie sprawdzę to dopiero w tygodniu pracy, kiedy nie będzie tu tak idealnie czysto.

Wkurza mnie moja rodzina, ta taka dalsza, bo mi się wpieprza w moje sprawy i jeszcze wtajemnicza w nie resztę rodziny, która potem dzwoni do moich rodziców i wywołuje panikę. Bo nikt lepiej nie panikuje, niż moja matka i ojciec. Echhh…

No i mamy za sobą pierwsze poważniejsze konflikty w obrębie mieszkania. Nie wiem, co nam to wróży, ale czasem ręce mi opadają i czasem zastanawiam się, czy nie popełniłam błędu. Z drugiej jednak strony: jakie miałam wyjście?

No nic, idę nadrabiać serialowe braki, niewiele mi już zostało tego wolnego dnia…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „bez polotu

  1. linka85 pisze:

    Hmm… ogólnie wszystko zmierza chyba do tego, żeby uczynić z ludzi niewolników pracy. U mnie też wygląda to coraz gorzej i zastanawiam się, czy za jakiś czas nie trzeba będzie uciekać daleko od edukacji. Coraz więcej obowiązków nam spada na kark, szkoleń i diabli wiedzą czego jeszcze, a żadne pieniądze za tym nie idą. Oby w tym Twoim kieracie znalazł się czas na odpoczynek, pożartowanie i odreagowanie wszystkich stresów. A okulary rzeczywiście sobie spraw, nim poleci wada wzroku.

  2. Iwona pisze:

    Konflikty sa zawsze jak sie wspolnie mieszka, kwestia omowienia wszystkiego od razu jest najwazniejsza. Bo jak sie od razu nie wyjasni co i jak to urazy beda narastac i wtedy to dopiero nie bedzie milo w mieszkaniu.
    ;) a mozna prosic o jakies fotki kociakow?:)

  3. gdyrozumspi pisze:

    Zgadzam się z Kobitkami przede mną dokładnie to samo chciałam napisać.:)

  4. kardiowersja pisze:

    ale weekendy będą????
    pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s