ot i jest

W tym tygodniu pracuję od rana. Wstaję na godzinę (albo i lepiej) przed wschodem słońca. Nie wiem w czym tkwi różnica, ale naprawdę lubię chodzić do pracy tak wcześnie. Po pierwsze kończę wtedy o ludzkiej porze i mam jeszcze kawałek dnia dla siebie. Po drugie uwielbiam świt. Daje mi poczucie harmonii ze światem, bycia elementem kręgu życia i inne takie sentymentalne pierdy. No i ludzie. Obserwowanie ludzi z rana to dla mnie frajda. Oglądam ich sobie jednego po drugim, zgadując, kto pracuje razem ze mną w molochu, a kto jest profesorem na uczelni albo pielęgniarką [bo tak się składa, że po drodze codziennie mijam uniwersytety i szpitale]. Czasami w autobusach też się wzruszam. Na przykład kiedy duży łysy młody pan z brodą, wyglądający jak prawdziwy twardziel, podnosi z podłogi kolorową piłeczkę i podaje ją jakiemuś nieśmiałemu maluszkowi, wtulonemu w maminy rękaw. Ja się chyba w ogóle za bardzo wzruszam czasami.

Za każdym razem, jak wchodzę do łazienki, mam ochotę śpiewać pieśni pochwalne na cześć mojego ulubionego żwiru dla kotów. Każdy właściciel kotów długowłosych wie, co znaczy rozniesiony po całym domu żwir i jaką frustrację powoduje wejście kota do kuwety tuż po tym, jak właśnie skończyło się odkurzać. Swój żwirek idealny odkryłam już ponad rok temu, ale teraz przez miesiąc finansowo było krucho, więc kupiliśmy drewniany z niższej półki i przez miesiąc działa się tragedia. Sprzątanie traciło sens. Żwir był wszędzie, naprawdę wszędzie. Dlatego teraz tak bardzo doceniam powrót do dawnej jakości życia :D Dziwne uczucie, kiedy uszczęśliwia Cię odpowiedni koci żwir.

Piękny weekend przed nami. Młody wyjechał do rodziców załatwiać swoje sprawy, a my oboje cały weekend mamy wolny. Wczoraj już odwaliłam sprzątanie, więc pozostaje tylko i wyłącznie cieszyć się wolnością. Zarówno od pracy, jak i towarzystwa w mieszkaniu.

Z pracy w piątek wróciłam w głębokim stresie. Zaczyna się robić coraz trudniej, wychodzą nieprzyjemne sprawy, a ja trochę to przeżywam. Może nie do tego stopnia, co jedna z moich koleżanek, która nie śpi po nocach i po pracy zamiast się relaksować, to się pałuje myślami i sprawdza w Internecie, co może jeszcze zrobić… No ale jednak przeżywam. Daję sobie pół roku. Jeśli do tego czasu nie zacznę się w tym wszystkim dobrze czuć, to poszukam czegoś innego [no chyba, że wcześniej mnie zwolnią, ale szczerze wątpię, bo źródła mówią, że ciągle brakuje im ludzi]. Bo ani to finansowy raj, ani spełnienie czyichkolwiek marzeń, posada na pewno nie warta tracenia zdrowia. Atmosfera w pracy również póki co nie jest sprzyjająca, nawet bym powiedziała, że jest najgorszym aspektem dla mnie aktualnie. Zobaczymy, jak się to wszystko rozwinie.

Chętnie poopowiadałabym o jakichś przygodach, ale szczerze mówiąc moje życie ostatnio to dom-praca-dom. I w sumie mi to odpowiada. Jak po całym tygodniu mogę usiąść w swoim wielkim fotelu, opatulić się w sweter, pić kawę za kawą i po prostu oglądać filmy albo czytać, to naprawdę czuję się świetnie. Do szczęścia nie trzeba mi wiele. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę moim szczęściem i moim domem jest Niedźwiadek i moje koty. Tam, gdzie są oni, tam czuję się jak w domu. Więc mogłabym żyć wszędzie, byleby z nimi i byleby móc pracować. A reszta to tylko miły dodatek do tego najważniejszego rdzenia.

Przez moją pracę robię się coraz bardziej bezpośrednia i trochę wybuchowa, a to dlatego, że w pracy muszę mieć stalowe nerwy, przyjmować na siebie potoki złości, żalu, pretensji, złych emocji i robić to z uśmiechem, zaangażowaniem i współczuciem. Zadanie nie jest dla mnie trudne, mogłabym nawet powiedzieć, że spływa to po mnie, ale za to odreagowuję wszędzie indziej i nie przebieram w słowach. Łapię się na tym, że nawet moja matka obrywa prawdę prosto w oczy, bez owijania w bawełnę, a zawsze raczej mówienie jej trudnej prawdy było dla mnie niemożliwe. Podobnież coraz łatwiej rozmawia mi się z obcymi ludźmi, dlatego, że na co dzień jestem do tego po prostu zmuszona. Nie mam wyjścia. Rozwijam więc swoje umiejętności komunikacji werbalnej, współżycia z ludźmi, z którymi w normalnych warunkach wcale nie chciałabym współżyć. Tak, jest to wciąż ciekawe, acz trudne doświadczenie.

No i mam zadanie na najbliższe dni. Muszę sobie znaleźć w tym mieście, najlepiej niedaleko, jakiegoś lekarza pierwszego kontaktu. Bo kurde sezon wirusowy mamy w toku, ludzie w molochu kaszlą, kichają, mdleją, zielenieją na twarzach i jeżdżą karetkami na pogotowie, a ja nie zamierzam chodzić do pracy w takim stanie, tylko mieć lekarza, dostawać zwolnienie i normalnie zdrowieć w domu. Nie planuję oczywiście żadnej choroby, ale kurna, jakieś zabezpieczenie trzeba mieć.

Tyle u mnie. A co u Was? U piszących to sobie zaraz poczytam, a nie piszących zachęcam do pisania. Jak nie na własnym blogu, to w komciu :D

Na specjalne życzenie: KOTY.

 

 

image

image

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „ot i jest

  1. linka85 pisze:

    Zdrowia rzeczywiście nie warto tracić przez pracę, więc jeśli po pół roku nic się nie zmieni na lepsze, wiej stamtąd gdzie pieprze rośnie. Może jednak do tego nie dojdzie. Oby się to jakoś unormowało. A lekarza znajdź koniecznie – wiadomo, że nikt nie chce chorować, ale kiedy się to zdarzy, trzeba mieć kogoś pod ręką. Mnie do szczęścia potrzeba dokładnie tego samego – spokojnego odpoczynku w domu i męża obok. W sumie to trochę straszne – żadnych szaleństw, a przecież nie stuknęła mi jeszcze 30 ;P. Czasem myślę, że coś ze mną nie tak, kiedy słucham o przygodach i imprezowym życiu znajomych.

  2. myje_gary pisze:

    O widzę, że z Ciebie ranny ptaszek =). Ja od kilku lat zawsze wstaję o 5.24.Lubię przede wszystkim spokój, do pewnoego momentu. Gdy dojdę na publiczny środek transportu SKM (Syf Kiła Mogiła) i znajdę się w kolejce z ludźmi z połowy Wejherowa, Rumi, Redy i Lęborka( czasami) to po wyjściu z kolejki mam wrażenie, że jestem pijana(przez co może i weselsza). Stoczniowcy, piją, śmierdzą i boją się mydła jak ognia.Koty wyglądają na łobuzy.

  3. cicicada pisze:

    ładnie to ujęłaś… tam gdzie ludzie, których kochamy..tam nasz dom… i to chyba cała prawda…
    co do pracy, to zasada numer jeden-nie przejmuj się za bardzo…. kopro mają to do siebie, że pracownik jest dla nich zwykłym numerkiem… jak się będziesz mega wysilać to i tak nikt tego nie doceni.. :) trzeba po prostu robić swoje i wychodzić o czasie. Ale fajnie, że w ogóle masz pracę, o taką stałą…trochę się dziwię, że nie dają u Was prywatnej opieki medycznej – bo to jest już standard w korpo..

  4. Iwona pisze:

    Dziekuje za zdjecia :) jestem zakochana w tej kociczce, jest przepieknie umaszczona:)

  5. gdyrozumspi pisze:

    Fragment o szczęściu przecudny :) ahhh i mi się to marzy :P

  6. Świty są spoko.
    Koty są spoko.
    Lekarz „w zasięgu ręki” też jest spoko.
    Żeby tylko jeszcze praca była spoko…
    (i nie, nie pisałam tylko o Tobie;)

  7. sheryll pisze:

    A ja pracuję w firmie, w której jak trzeba to biorę L4 i mam wszystko w dupie. I nikt nic nie powie. Nooo, robota musi być zrobiona of course, nie ważne jak, nie ważne kto, ale zrobione być musi. Ale od czego podwładni są, nie?

  8. takisobiehejt pisze:

    Może mi się wydawać, ale gdy zobaczyłem to 2gie zdjęcie, pomyślałem że fotografowi mogło coś się stać za zrobienie takiej niespodziewanej fotki :D Fajne zwierzaki, sam mam 3 koty :)

  9. Ł. pisze:

    puchate kociska :D śliczne są. też wstaję o świcie – może nieco późniejszym- i jadę na uczelnię te dobre 30 minut, w zapchanym pksie. coś okropnego ;p nie mam wtedy ani krzty ochoty na obserwacje, niewyspanie powoduje u mnie albo obojętność albo wręcz ogromną niechęć do wszystkich otaczających mnie osób. ;) tak sobie myślę, że psychopaci biorą się z niewyspania ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s