w klatce

Ostatni, a zarazem najzimniejszy poranek września i droga do pracy, jak na skazanie. A potem pierwszy października. Przejeżdżałam przez miasteczko akademickie a w radiu leciała audycja o nowym roku akademickim, studenci się dzielili spostrzeżeniami na temat życia na stancji i w akademikach. I tak im jakoś pozazdrościłam tego studiowania, tego wchodzenia w najlepsze chwile życia

I czuję się czasem jak w klatce. Pomiędzy młotem a kowadłem, rozerwana pomiędzy marzeniem a rzeczywistością, rozdarta pomiędzy własnymi pragnieniami, a zobowiązaniami wobec innych i ich oczekiwaniami. To takie okropne uczucie. Czuję się też emocjonalnie manipulowana przez bliskich, coraz częściej grają mi na uczuciach i wpędzają w poczucie winy. I już nawet Niedźwiadek na mnie krzyczy, że całe życie robię tylko to, co dobre dla innych, a nie dla siebie. Sama już nie wiem, czy ma rację, czy nie.

Finansowe plany muszą w tym miesiącu ulec poprawkom. Niedźwiadkowi zmarła babcia, jedzie w swoje strony na pogrzeb, musi sobie kupić jakieś ciuchy, żeby wyglądać jak człowiek. Mi rozpadają się okulary… Muszę je koniecznie wymienić, bo bez okularów jestem ślepa i praca będzie niemożliwa. Kilka stów pójdzie się paść. Echhh… I jeszcze popsuł się odkurzacz. No masakra. Kolejny ciężki miesiąc przed nami. Aż boję się pomyśleć. Czekam na wypłatę, aż ciekawa jestem jak bardzo psimi pieniędzmi dostanę w tym miesiącu w twarz za swój stres i ciężką pracę.

Wiele chciałabym napisać, ale jakoś przez palce mi nie przechodzą te wątpliwości i lęki, jakie mną targają. Chyba boję się z nimi skonfrontować, bo może się okazać, że nie jestem w stanie dłużej ich znosić i będzie trzeba podjąć jakąś decyzję. A tak po cichu je znoszę i spycham w odległe kąty świadomości. Może kiedyś…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „w klatce

  1. gdyrozumspi pisze:

    Wydaje mi się..tak trochę i z własnego doświadczenia, że Niedźwiadek ma rację. Dlaczego tak sądzę? bo jest blisko Ciebie, Cię kocha więc takimi stwierdzeniami nie chcę Cię zranić, ani jakoś nastawiać Cię przeciwko rodzinie. I jest obiektywny, bo nie jest jakby związany emocjonalnie tak jak Ty z Twoją rodziną. I ja go bym posłuchała. Choć wiem,że może to być dla Ciebie ciężka sytuacja. Ja też chciałam kiedyś komuś coś uzmysłowić i mi się nie udało. A próby kończyły się kłótniami i żalami. Musisz Madź sama zdrowo zdroworozsądkowo przyjrzeć się sytuacji. Ale wnioskuję po tym co napisałaś,że sama wiesz jak jest. Tylko trzeba stawić temu czoło.

    W dodatku uważam,że trzeba lęki i wątpliwości wyrzucić z siebie, trzymanie je podskórnie nic nie pomaga. Choć może to jest mój punkt widzenia, bo w tym roku ja zaczęłam falami wylewać z siebie na blo wszystko. Ale wewnętrznie sama nie dawałam rady, Takie oczyszczenie bywa pomocne. W swoim zaciszu. Z ludźmi, którzy nie będą oceniać, a jak już to zrozumieją..hmmm..

  2. kardiowersja pisze:

    tez się „boję” pewne sprawy ruszyć, ale może niepotrzebnie…

  3. linka85 pisze:

    Są pewne sprawy, o których sama niechętnie myślę, a już tym bardziej nie mam odwagi pisać o nich na blogu. Tylko że ucieczka od nich nie jest na dłuższą metę możliwa. Taka już niestety natura człowieka, że to co bolesne i nieprzyjemne stara się jak najdłużej odpychać od siebie. Myślę, że w wielu momentach kierowałaś się dobrem innych, a nie własnym, ale chyba zachowałaś przy tym tyle zdrowego rozsądku, żeby własnych potrzeb całkowicie nie stłamsić. Odrobina egoizmu jest potrzebna każdemu. Inaczej można by się zajechać, a na dodatek poczuć naprawdę nieszczęśliwym i wykorzystywanym. Heh, znam ten ból związany z kosztem okularów. Moje się nieco przekrzywiły, a niestety nikt nie chce pojąć się ich naprawy, bo to zbyt ryzykowne. Powinnam więc na wszelki wypadek kupić inne, ale… w moim przypadku byłby to koszt prawie tysiąca złotych, więc mi jakoś niespieszno. A bez nich też jestem ślepa jak kret :P. Kiedy widzę studentów, mam podobne odczucia. To był złoty okres w moim życiu, który niestety przeminął ostatecznie.

  4. Ł. pisze:

    jak mnie to denerwuje! że człowiek pracuje, stara się a w tym kraju i tak ledwo wiąże koniec z końcem. bo podatki. bo nfz. bo ofe. i, kierwa, nic nie jest dobrowolne, wszystko przymusowe a i tak NIC prócz pustych kieszeni z tego nie wynika. studenci bez dzianych rodziców, jeśli zdecydowali się na studia poza miastem rodzinnym, będą musieli iść do pracy i połowa z nich będzie tak przeciążona obowiązkami, że tych studiów nie skończy. to przestał być fajny etap. do tego dochodzi świadomość bezcelu nauki bo pracę w zawodzie znajdzie jakiś odsetek utytułowanych magistrów, reszta i tak będzie zapieprzać w McD itp.

  5. Iwcia, na litość….ściągnij to hasło do komentarzy!
    ciszę się, że wróciłaś :)
    InnaM, sory za prywatę u Ciebie.
    dasz zdjęcie nowych okularów jak już będziesz miała??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s