system

Półparszywy ten tydzień. A może nawet parszywy w 75%. Niedźwiadek pojechał w swoje strony i nie ma go prawie cały tydzień, w związku z czym czuję się lekko samotnie i muszę być twardsza w znoszeniu przeciwności, bo jak go nie ma to mam tendencje do rozklejania się.

Na dobry początek tygodnia byłam u lekarza spraw kobiecych. I proszę ja Was to była najgorsza wizyta mojego życia. Pani doktor z koleżanką pielęgniarką urządziły sobie świetną zabawę moim kosztem i przez całą wizytę najzwyczajniej w świecie mnie poniżały i wyśmiewały. Niestety nie jestem typem człowieka, dla którego to normalne i ma gotową ciętą ripostę na takie sytuacje, dlatego wizytę przełknęłam ze wstydem i niemal wybiegłam stamtąd drżąc na całym ciele. A potem prawie wyłam dwa razy, raz na ulicy, a potem w autobusie, ale spotkałam znajomą i jakoś zacisnęłam gruczoły łzowe skutecznie. Opowiedziałam swoją przygodę Dziewojom i doradziły mi napisać skargę na pracowników przychodni. No, nawet tę skargę spłodziłam. Ale mija kolejny dzień, a mi zapał na złożenie jej bądź wysłanie mija. I mija tak skutecznie, że już myślę o tym, czy inne kobiety też mają takie przeżycia, czy jestem w tym zupełnie samotna.

Oczywiście w związku ze swoją przygodą i bezsilnością wobec niej złapałam głębokiego doła, myśli typu: jakim strasznym muszę być gównem, że nawet lekarz się ze mnie wyśmiewa. I jakim gównem muszę się czuć, skoro na to pozwalam i nie reaguję. Bycie gównem tkwi głęboko w świadomości i choćbyś sobie wmawiał nędzny człowieczku, że jesteś wspaniały, to to w końcu z Ciebie wylezie, wypłynie porami skóry i otoczy Cię swoim ciepłym smrodkiem. Rozpaczałam trochę nad sobą, przyznaję. W takich sytuacjach po prostu odechciewa mi się żyć, bo takie sytuacje udowadniają mi, że moje trudy, moja walka o siebie, walka o każdy dzień jest tak naprawdę na nic.

Nagle okazuje się, że ja jestem beznadziejna, moja praca jest beznadziejna i jej nienawidzę, że płacą mi jak psu, że utknęłam w życiu w takim punkcie, z którego się nie wyrwę, bo mnie na to nigdy nie będzie stać. I że może nie warto się szarpać, nie warto wierzgać w ostatnich przedśmiertnych konwulsjach, tylko poddać się i pozwolić sobie umierać codziennie bez walki, bez głupich marzeń i bez ambicji.

Gdzieś tam w głowie pobrzmiewają mi te puste hasła: nie daj się zdeptać, don’t let anyone bring you down… Ale to naprawdę są tylko głupie słowa, zupełnie bez pokrycia. Kawałkowi kupy wcale nie trzeba wielkiego buta do tego, żeby zostać rozmazanym na chodniku. Przepraszam za moje smaczne porównania, ale to najlepiej oddaje moje obecne samopoczucie.

I jeszcze wracam do domu przed północą po całym dniu pracy, wykończona, a zastaję kuchnię zalaną kawą, stos naczyń w zlewie i generalny syf w domu. Wydzieram się na Młodego, ale jego sprzątanie jest tak dokładne, że mógłby wcale nie ruszać tej rozlanej kawy, to naprawdę nie zrobiłoby różnicy. Z wściekłości skoczyła mi adrenalina i sprzątałam dom do 1.00. Na szczęście Młody schodził mi z drogi, bo chyba bym go zabiła. Czasem mi przykro, że nikt nigdy o mnie nie pomyśli. Np., że wracam w nocy i coś bym zjadła. Albo że chętnie bym odpoczęła w CZYSTYM domu. To smutne. Ale nie chce mi się już wykłócać. Nie chce mi się robić pretensji. Ja chcę tylko odpocząć, a inni niech robią co chcą i schodzą mi z drogi, żebym ich nie pobiła.

Na dodatek kotom nie służy karma przejściowa. Ta, która im służy skończyła się miesiąc temu. Do wypłaty jadły karmę z niższej półki, o niższej zawartości mięsa, no i kurde miały rewelacje pokarmowe, z tych bardziej śmierdzących. Dwa razy więcej sprzątania, mycie tyłków, a co za tym idzie ślady pazurów na moich plecach i dekolcie. Po prostu załamka… Na szczęście dobra karma już do nich idzie, za parę dni wróci do menu i może wszystko znowu będzie jak dawniej. Czyli spokojnie.

Na plus w tym tygodniu liczę tylko to, że w pracy idzie mi stosunkowo lepiej i jak każdego dnia jadę tam jak na ścięcie, tak wychodzę z niej zadowolona i prawie szczęśliwa, że to już koniec i właściwie nie było tak źle. W tym tygodniu mam drugą zmianę, więc w domu jestem niedługo przed północą, ale druga zmiana jest jak na razie całkiem przyjemna, jakaś taka bardziej intymna i serdeczna atmosfera wtedy panuje. A może mi się wydaje, może po prostu jestem zmęczona i szukam plusów.

Koledzy z grupy rozsyłają maile o spotkaniu przy piwie, dość agresywne te wiadomości. Już wiem, że nie chce mi się w ten sposób integrować. Nie szukam w pracy przyjaciół, to raz. A dwa, że nie ufam korporacyjnym znajomościom, trzymam się z daleka od plotek, od grupek, od kółek wzajemnej adoracji. Ja tylko chcę tam pracować, zresztą „chcę” to może za duże słowo ;) Chcę zarabiać pieniądze, a do tego przyjaciele w pracy nie są mi potrzebni. Zresztą, może wyjdę na sztywniarę, ale teksty w stylu, że piwo lepsze niż chleb, bo nie trzeba gryźć, albo 10 zalet picia piwa w obrazkach, jest dla mnie nieco żenujące i zakrawa o gimnazjalny humor. Albo jestem stara, albo naprawdę sztywna :D

Bardzo chcę wymienić okulary, bo moje ledwo zipią, ale jak zobaczyłam swoją wypłatę i przeanalizowałam wydatki na ten miesiąc, to poważnie powątpiewam, czy będę sobie mogła na to pozwolić. Najwyżej zadziałam jak McGyver i przykleję same soczewki do patyka i będę sobie przykładać do nosa w pracy. Tak stylowo, prawie hipstersko. Niby śmiesznie, ale trochę mi przykro. Właściwie to bardzo. Generalnie jestem przybita, ale to chyba widać.

Niedźwiadek jutro wraca, ale tak naprawdę spędzimy ze sobą czas dopiero w niedzielę, bo w weekend ma szkołę. Także bity tydzień bez siebie. Podejrzane, że wcale nie było mi aż tak ciężko. Może to przez nadmiar obowiązków i wrażeń. I ogólnego doła, którym nie chce mi się z nikim dzielić.

Czas spać, bo jutro trzeba wstać, a potem wsiąść w autobus, jechać w autobusowym smrodzie, a potem spędzić resztę dnia w klimatyzowanej, śmierdzącej brudnymi skarpetami lub kocim sikiem, sali z innymi, takimi jak ja, ofiarami losu, co trafiły do molochu i zaznaczają swoją obecność piknięciem blachy w czujnik i czasem zalogowania do systemu. 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „system

  1. postal pisze:

    fajny klimat

  2. takisobiehejt pisze:

    Zazdroszczę Ci tej otwartości na blogu. Szkoda tylko że masz takie samopoczucie, a nie inne. Głowa do góry, jutro będzie gorzej! :)

  3. jestesczesciamnie pisze:

    Ja mimo wszystko złożyłabym skargę – za jakiś czas w podobnej sytuacji może znaleźć się inna kobieta :/

    Nie daj się! :*

  4. cicicada pisze:

    co do okularów to Twój „ukochany” pracodawca ma obowiązek Ci je dofinansować, jeśli pracujesz przy kompie. Więc wyciągnij od niego tą kasę: http://okularydokomputera.pl/index.php?c=11

  5. maszynagocha pisze:

    Nie warto się tak boksować. Podejdź do życia bardziej filozoficznie, choć wiem że to niełatwe. Jestem stara i mogę pozwolić sobie na takie rady. ;-)

  6. linka85 pisze:

    Może to trochę nie na miejscu, ale uważam, że ta notka jest świetnie napisana. Choć szkoda, że tak ponura w swej wymowie. Naprawdę mam nadzieję, że Ci się poprawi… Miałaś naprawdę ciężki, parszywy tydzień, jesteś wykończona, a na dodatek Niedźwiadek był daleko. Można się załamać, więc wcale się nie dziwię Twojemu nastrojowi. Ale w końcu wszystko wróci do równowagi, a Ty odzyskasz więcej wiary w siebie i sens wszystkiego. Trzymam kciuki, żeby to nastąpiło jak najprędzej. Boże, ja odwlekam wizytę u ginekologa w nieskończoność, ale po Twoich przeżyciach na bank się tam nie wybiorę w najbliższym czasie.

  7. gdyrozumspi pisze:

    Dobrze jest się wyrzygać emocjonalnie. Potem wstaje nowy dzień, potem kolejny i któregoś budzisz się, i wiesz,że kupą nie jesteś.Wstajesz i idziesz z podniesioną głową.
    Ściskam Kochana. Madzialeno :*

  8. R pisze:

    Jako ofiara tegoż systemu radzę, może prosto, kolokwialnie. Jednak w tym wypadku sprawdza się mądrość ludowa. „Miej wyjebane, a będzie Ci dane”. Martwy punkt. też tak mam, uwierz, wszyscy moi znajomi zaczęli bądź skończyli studia. Ja jednak ciągle stoję w miejscu, nawet się o nie nie otarłem. Powróciłem, zapraszam do siebie. Pozdrawiam! :)

  9. żmijka pisze:

    będzie lepiej…. zobaczysz!!!

    a notka rewelacyjna. szkoda tylko, że na smutasa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s