dasz radę, M!

Moja pierwsza niedziela w tej pracy za mną. I jak spodziewałam się większego luzu, tak przeżyłam najostrzejszy zapierdziel od kiedy tu jestem. Łeb mi pękał, a język się plątał. Jeśli kolejna niedziela będzie taka sama, to oficjalnie znienawidzę pracujące niedziele, a niestety w mojej pracy są one więcej niż standardem. Od niedzieli do soboty codziennie praca, codziennie do 22.00. Różne się człowiekowi myśli po głowie kołaczą. Np., że nie ma życia. Że od tygodnia nie zrobił nic związanego ze swoimi zainteresowaniami [płytkimi i powierzchownymi, ale oglądanie i komentowanie filmów czy seriali też można uznać za hobby, nie?]. Że z najbliższą osobą na świecie prawie wcale nie spędza się czasu, a najwięcej rozmawiamy przez komunikator w komórce. Nawet fejsika nie mam kiedy sprawdzić, robię to raz na parę dni… Co za koszmar. A jeszcze do pracy chadzam coraz częściej z takim uczuciem w brzuchu porównywalnym do kaca. Jakieś mdłości takie i ucisk, nie wiem, stres chyba. Bo mimo, że praca gówniana, wypłata taka, że jakby jej wcale nie było, to presja niesamowita i zastanawiam się, czy jej podołam na dłuższą metę. Na dłuższą metę zresztą chyba nie chcę jej nawet podołać, bo po pół roku i zwrocie kosztów za szkolenia będę szukać innego zatrudnienia. No chyba, że naprawdę zdarzy się cud i zacznę się w tym wszystkim tak doskonale czuć i odnajdywać, że każda inna praca stanie się beznadziejna w porównaniu z tą – co jest więcej niż niemożliwe ;) Daleka, daleka przyszłość. Póki co żyję od wolnego dnia do wolnego dnia. Następny taki pojedynczy w sobotę. Zatem aby do soboty!

Mój związek z Niedźwiadkiem ewoluował do kolejnego poziomu. Jeszcze miesiąc temu nie spodziewałam się, że jest przed nami jeszcze jakiś poziom przed ewentualnym ślubem, ale jednak. Borykaliśmy się trochę z różnymi problemami, no i okazało się, że to ja jestem ich przyczyną. Wspólnymi siłami nawet doszliśmy do tego, gdzie ta przyczyna we mnie tkwi i skąd się we mnie pewne rzeczy wzięły. Ba, otworzyłam się przed Niedźwiadkiem, jak przed nikim nigdy, zwierzyłam z rzeczy, z których sądziłam, że nigdy i nikomu się nie zwierzę. I nic się strasznego nie stało! Nie skończył się świat, nie zapadłam się w najgłębsze kręgi piekieł, nie walnął we mnie piorun. Wręcz przeciwnie, doznałam oczyszczenia i ulgi pewnego rodzaju, jakbym zdjęła z siebie wielką, żelazną zbroję. I choć stanęłam przed Niedźwiadkiem bez swej zbroi naga, poczułam się bezpiecznie. Może to jest ten pierwszy wielki krok w mojej osobistej rewolucji, pierwszy krok do zmian, które umożliwią szczęśliwsze i pełniejsze życie z moim najlepszym przyjacielem. No pod warunkiem, że uda nam się spędzić trochę czasu razem ;)

Wspólny czas się zbliża. Młody zapowiedział wypoczynkowy wyjazd do rodziców na kilka dni w listopadzie, więc już zacieram łapki na nasz wypoczynek. Oczywiście pewnie będę wtedy pracować, ale to nie ma znaczenia, zawsze to te parę godzin swobody we dwoje. Czego nam bardzo, bardzo brakuje…

Kłócimy się z Młodym ostatnio, ale może chociaż wyniknie z tego coś dobrego. Od przyszłego miesiąca zmienimy trochę zasady naszego wspólnego życia i może dzięki temu będzie łatwiej i mniej nerwowo dla nas wszystkich. Zresztą, wyjdzie w praniu.

Piękna jesień za oknem. I ciepłe noce. Uwielbiam słuchać muzyki, jak wracam z pracy w nocy. Strasznie jest wtedy nastrojowo. Chodzę już w jesiennych obcasach-koturnach. Niedźwiadek twierdzi, że robią dużą różnicę, że wyglądam dużo szczuplej. Coś w tym jest. Nogi się wydłużają, to i cała sylwetka jakaś taka bardziej proporcjonalna. Co nie zmienia faktu, że daleko bym w nich nie zalazła ;) Jak się któregoś wolnego dnia wybraliśmy z Niedźwiadkiem na miasto, to po dwóch kilometrach nie mogłam chodzić, cudem dowlokłam się do domu, a podeszwy piekły mnie, jakby mi je ze skóry obdarli. Dlatego do pracy ok, ale na spacery wolę chodzić na płaskim, choćby kosztem niesymetrycznej, okrągłej sylwetki ;)

Lubię nasze wyjścia po wypłacie. Zwykle wtedy wybieramy sobie jeden wolny dzień i po prostu wychodzimy. A to na obiad, a to na jakąś wypasioną kawę, a to do kina. Jak na razie z tego wszystkiego najlepszy był obiad i kino, bo kawa za 16 zł smakowała jak moja z ekspresu, tylko że z kilogramami cukru i szczyptą jakiegoś toffi. Nie była warta swojej ceny. Fuj. Okularów w tym miesiącu oczywiście nie kupię, może w listopadzie. Śmierć babci Niedźwiadka pokrzyżowała nam trochę plany, jeśli można tak egoistycznie stwierdzić ;) Wyjazd na pogrzeb skutecznie nas ogołocił z kasy. W piątek podobno przyjedzie moja Mama, nie wiem czy się cieszyć, czy się bać. Bo wierzajcie mi, że z nią nigdy nie wiadomo…

Wreszcie udało mi się coś tu napisać, jeszcze może zdążę machnąć zaległego maila do Sis i zmykam do pracy. Jeszcze tylko kilka dni, jeszcze kilka dni i będzie sobota. Dasz radę, M! Dasz radę!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „dasz radę, M!

  1. linka85 pisze:

    Dasz radę, choć łatwo nie masz. Wygląda to na prawdziwą orkę na ugorze. Do dupy taka praca, która wykańcza do cna i nie pozostawia ani odrobiny czasu dla siebie. Ja narzekam na za krótkie weekendy, ale co Ty masz powiedzieć? Chyba najrozsądniej będzie wytrzymać jeszcze trochę, a później dać drapaka gdzie indziej. Wiem, co to znaczy chodzić do pracy z bólem brzucha, całemu w nerwach. Żadna praca nie jest warta ryzyka utraty zdrowia. To świetnie, że otworzyłaś się przed Niedźwiadkiem i przekonałaś, że nie było to takie straszne. Zaufanie, szczerość, rozmowa o problemach to chyba najlepsza recepta na udany związek. A Wasz na taki mi wygląda :). Oby tak dalej! Oby wizyta mamy przebiegła spokojnie, w przyjaznej atmosferze! Uściski.

  2. cicicada pisze:

    powiem tak M… zapieprzałam tak (a może i nawet gorzej) przez pierwsze 3 lata… przypłaciłam to zdrowiem i fizycznym i psychicznym… więc jeśli naprawdę będziesz miała dosyć, to uciekaj stamtąd bo naprawdę nie warto! zdrowia nikt Ci nie przywróci… nie wiem w jakim mieście mieszkasz, ale poszukaj czy nie ma tam innych korporacji – takich typowo księgowych. Nie jesteś księgową? Nie szkodzi :) Bylebyś znała angielski:) Jeśli tak, to poszukaj jakieś pracy w dziale Accounts Receivables (AR) albo cash allocation. To jest na tyle prosty dział, że nie wymaga wiedzy księgowej a i z moje doświadczenia wiem, że dziewczyny z tych działów nie siedzą specjalnie w nadgodzinach. No i weekendy masz wole. A kasa i socjal – myślę, że bardzo podobny jak masz teraz. Jakbyś coś znalazła i potrzebowała kilku wskazówek księgowych przed interview – to pisz. Chętnie pomogę :)

  3. gdyrozumspi pisze:

    Dasz radę M. dasz!
    A to co napisałaś o Was, o Niedźwiadku cudowne. I to jest miłość :))))

  4. Ania pisze:

    To kciuki za lepsze niedziele :)

  5. stalmuska pisze:

    pewnie że dasz radę
    o ile ma to znaczenie ja na pewno Ci kibicuję

  6. serdunio pisze:

    no a ze niby dlaczego mialabys nie dac rady? dasz. tylko z ta robota uwazaj. nie daj jej wyssac z siebie wszystkiego tak zeby ci nic juz nie zostalo… uwazaj.

  7. Iwona pisze:

    Dasz radę M.! Jej jak ja lubie tu zaglądac i czytać :)

  8. myje_gary pisze:

    Wiesz, jak ktoś łazi do roboty tylko 5 dni w tygodniu, a ma taką robotę, że musi panować nad chaosem zespołu, szukać rozwiązań nierozwiązywalnych problemów, a przez sobotę i niedzielę nadrobić braki swoje i zespołu to uwierz mi, 1 wolny dzień w tygodniu to zbawienie.No, ale kto jak kto, ale baby dają se radę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s