acze

Cóż… Zmiany przychodzą dość niespodziewanie. Młody się wyprowadził. Postanowił wrócić do rodziców. Na początku, kiedy wyjawił mi swoją decyzję, poczułam się okropnie. Pomyślałam, że to na pewno moja wina, że za mocno go cisnęłam, za dużo wymagałam, za bardzo się wściekałam. Nie ma co ukrywać, ostatnimi czasy nasze relacje nie były najlepsze, każde z nas miało do siebie wzajemnie pretensje i żale, właściwie można się było spodziewać takiego obrotu spraw po ilości naszych kłótni. No ale poobwiniałam się dwa dni, a potem zauważyłam, że Młody w domu wrócił do siebie, poczuł się lepiej, widocznie tam jest mu dobrze. Bez obowiązków i odpowiedzialności, może zamknąć się w swoim pokoju i swoim świecie, z którego my tak usilnie próbowaliśmy go wyciągnąć. Ale jak widać, człowieka nie da się zmienić z dnia na dzień. Ba, nie da się zmienić nawet po latach, jeśli on sam tego nie zechce. A on nie chce. Więc odpuszczam całą sytuację i zgodnie z radami Niedźwiadka, skupię się na sobie i swoim życiu, bo nieudane próby pomocy wysysają ze mnie energię i odbierają wszelkie chęci. Trochę mi smutno, że tak szybko się poddał, ale z drugiej strony jak przypomnę sobie swoją złość i wściekłą bezsilność wobec niego, to dochodzę do wniosku, że może dobrze się stało. On uświadomił sobie, że nie nadaje się do życia w grupie, a ja że uwielbiam moją ciszę i spokój i… myślenie tylko o sobie. W porywach do myślenia o Niedźwiadku i kotach ;)

Zaskoczyła mnie za to Matka. Byłam pewna, że zrzuci na mnie winę za powrót Młodego do domu, ale okazało się zupełnie inaczej. Podziękowała mi za to, że pozwoliłam jej od niego odpocząć i że sprawiłam, że zaczął doceniać to, co dostaje od rodziców w swoim rodzinnym domu. Twierdzi, że zaczął ich szanować i w ogóle zmienił się na lepsze. Ja tej zmiany nie widzę, no ale skoro ona widzi, to może faktycznie tak jest. Matka powiedziała jeszcze, że to dobrze, że on wraca, bo nie powinnam być rozdarta pomiędzy brata, a [cytuję] „najbliższą na świecie osobę”, że ja się nie powinnam o brata martwić, bo opieka nad nim to jest jej zadanie. No szok. Po pierwsze, że uznała Niedźwiadka za mojego prawowitego życiowego partnera, a po drugie, że jednak nie zamierzała pozbyć się problemu i zrzucić go na mnie. Wiem, fatalnie to brzmi, ale czasami tak sobie myślałam. Niedźwiadek po tym, jak to usłyszał, postanowił dać mojej Mamie jeszcze jedną szansę i przestać ją aż tak nienawidzić ;)

Minął już tydzień od wyjazdu Młodego, a my jeszcze nie zdążyliśmy z tego właściwie skorzystać. Jeśli wiecie co mam na myśli. Ta praca naprawdę czasem utrudnia bycie w związku, jak się ludzie bez przerwy mijają… Ale muszę napisać, że Niedźwiadek wspaniale opiekuje się domem. Nie spodziewałam się nawet. Codziennie robi zakupy, sprząta, piecze chleb, gotuje wspaniałe, ciekawe i prawie zawsze inne obiady. Ja właściwie przychodzę na gotowe, w domu nie robię prawie nic. Czasem w wolny dzień, kiedy akurat Niedźwiadek pracuje, to ja zrobię porządki, pranie i obiad. Ale poza tym nic… Aż mi z tym dziwnie, taka zamiana ról.

Młody nie zabrał jeszcze swoich rzeczy, więc jego pokój stoi nienaruszony, ale od jutra zaczyna się zabieranie wszystkiego z powrotem. Na początku trochę spanikowałam, jak sobie pomyślałam, że teraz koszty mieszkania będą się dzieliły tylko na dwójkę, a ja zarabiam naprawdę źle. Ale potem porozmawialiśmy z Niedźwiadkiem, obliczyliśmy wszystko i wyszło na to, że powinniśmy sobie jakoś poradzić. Nie chcemy teraz znowu szukać mieszkania i załatwiać transportu, ani nie ma na to czasu – bo ja nie mam możliwości wzięcia urlopu – ani nie ma możliwości. Poza tym naprawdę lubię to mieszkanie, dobrze mi się tu żyje, jest w fajnej lokalizacji, w ogóle nie słychać i nie widać sąsiadów, nikt się nikim nie interesuje, właściciel pojawia się tylko raz w miesiącu po kasę i w nic się nie wtrąca. Naprawdę mi tu dobrze. Więc mimo że przepłacimy, zostaniemy tu co najmniej do wiosny. Nie chcemy też robić w konia właściciela [mieliśmy zostać na rok], ani nie chcemy stresować kotów ponownie. W pokoju Młodego zrobimy sobie sypialnie i moją toaletkę, hehe. Taką bardzo studencką, ale jednak :D I jakoś to będzie. Jakoś być musi.

W pracy zakończyłam trzynastodniowy maraton, byłam naprawdę wykończona, ale dałam radę. Miałam już pierwsze spotkanie z przełożonym i całą grupą i nareszcie pojęłam, że nie warto się tu niczym stresować. Na szali stoi tylko moja premia, której i tak nie dostanę, bo jej otrzymanie jest po prostu niemożliwe. Nie ma się co starać i wysilać, tylko uświadomić sobie, że jest się pracownikiem fabryki i przychodzić do pracy po to, żeby odwalić pańszczyznę i wrócić do domu. Gra jest niewarta świeczki, szkoda zdrowia. Z takim podejściem dużo łatwiej mi się pracuje. Nie ukrywam też, że stałam się dużo bardziej samodzielna i ta samodzielność też dodaje pracy komfortu. Generalnie zaczynam przywykać. Ale też coraz więcej myśleć o tym, co będzie za parę miesięcy, gdy już oddadzą mi zaległą kasę i zacznę szukać czegoś innego. Bo na pewno nie mogę tu zostać na zawsze, to nie jest miejsce dla mnie. Nie na takich warunkach na pewno.

Popsułam sobie słuchawki i strasznie cierpię bez muzyki w drodze do i z pracy. Zamówiliśmy sobie z Niedźwiadkiem nowe, ale przyszły popsute, zanim dojdą do sprzedawcy, a on wyśle nowe, miną dwa tygodnie. Ja nie wiem, jak ja to przeżyję. Ale jak pech to pech. I że akurat obie pary uszkodzone, czy to nie dziwne? Bez muzyki jestem skazana na słuchanie kaszlu, ciągania nosami i debilnych rozmów ludzi w autobusach. Naprawdę, czasem aż się nóż w kieszeni otwiera, jak się słucha tych głupot. Obrałam też nową taktykę unikania nudnych rozmów z psychiczną koleżanką z pracy. Chowam się przed nią i robię wszystko, żeby koło mnie nie siadła w autobusie :D Od tygodnia plan działa. No po prostu nie cierpię ludzi, którzy udają, że słuchają, a tak naprawdę chcą tylko poopowiadać o sobie. I zdołować. Ona mnie dołuje. I wkurza. A dziwnym trafem uwielbia „ze mną rozmawiać” [wszystko w cudzysłowie, bo ani to rozmowa, ani ze mną…]. Zawsze się mnie przyczepi jakiś świr. Jak na złość ma podobny grafik!

Dzisiaj mamy 1 listopada. Niedźwiadek w pracy, ja zdążyłam sprzątnąć dom, nadrobić zaległości pielęgnacyjno-urodowe po pracowym maratonie oraz ugotować grzybową. Teraz czekam na powrót mej Miłości do domu, już stukam nerwowo nóżką spoglądając na zegarek, kiedy będę mogła zacząć gotować makaron i wstawiać herbatę z cytryną. W tym roku omija mnie grobing :D Tak jak rok temu, dwa i trzy. Odwiedzanie grobów bliskich o tej porze roku chyba nie zostanie moją tradycją, tak mi się coś wydaje. Szczególnie obserwując rozmiar korków w mieście spowodowanych tym świętem. Nie spotkam się też z rodziną. Ale za to zjem zupę z ukochanym! A to więcej znaczy od chlorowych wybielaczy.

Życzę sobie miłego wieczoru. Wam też życzę, nie będę taka ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „acze

  1. jestesczesciamnie pisze:

    Korki i wszechobecna rewia mody na cmentarzach to to co denerwuje mnie najbardziej w dzisiejszym dniu ;/ Ciekawe czy te osoby dbają o groby przez cały rok, czy tylko „od święta”.
    I ja Wam życzę miłego wieczoru :))

  2. żmijka pisze:

    miłego wieczoru! i więcej czasu zgranego razem :)

  3. cicicada pisze:

    dacie radę z tym mieszkaniem :) bo i rachunki Wam trochę zmaleją jak będziecie we dwójkę mieszkać… dobrze, że się jakoś układa… oby tak dalej!

  4. silentsighblog pisze:

    Czy Ty sobie chociaż na twardziela kopiujesz notki?To bbyłaby niezla ksiazka :-)

  5. MagicSunny pisze:

    Przechodziłam… ;-)
    Czasem ciężko jest dograć wszystko tak, jakbyśmy chcieli. Ale warto się starać. Żeby później nie mieć do siebie pretensji o to, że za bardzo się od siebie oddaliliśmy i nic nie zrobiliśmy… życie krótkie jest ;-).

  6. linka85 pisze:

    A więc odzyskacie upragnioną intymność :). Myślę, że dacie sobie finansowo radę, a przynajmniej nie będziesz musiała na każdym kroku się z kimś użerać. Fantastyczne jest to, że Twój Niedźwiadek tak dobrze odnalazł się w nowej dla siebie roli – pana domu, w tym odmiennym sensie. A zmiany, które zaszły w Twojej mamie są rzeczywiście zaskakujące. Może w końcu i do niej dotarło parę rzeczy :). Też nie przepadam ze kontaktem z ludźmi skoncentrowanymi na sobie, których nie interesuje, co masz do powiedzenia, bo na okrągło chcieliby opowiadać tylko o sobie. To męczące, irytujące i sama nie wiem, jakie jeszcze. Lubię jedną z moich koleżanek, ale tego w niej nie cierpię i przez to nie zależy mi specjalnie na utrzymywaniu znajomości. Bo rola powiernika bez prawa głosu każdego znuży.

  7. gdyrozumspi pisze:

    zdecydowanie więcej :))))))

  8. kardiowersja pisze:

    chyba juz u mnie można dodawać te komentarze, bo ja taka pierdoła jestem i nawet nie specjalnie to było zablokowane

  9. zamyslony pisze:

    Wszystkiego dobrego :)

  10. purplehair pisze:

    Z ta cudowna przemiana mamy bylabym ostrozna. Co do wynajmu to jestem pewna, ze dacie rade, my tez mamy smieszne pensje ale jakos sie udaje do nastepnego przelewu. Dobrze wiedziec, co u Ciebie, znow mialam zaleglosci. Pozdrowionka:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s