przy świecach

Zrobiłam sobie klimat pod pisanie. Odpaliłam pachnące wiśnią i czekoladą podgrzewacze [mogłyby pachnieć mniej chemicznie, ale w sumie czego ja oczekuję po podgrzewaczach zapachowych za 5 zł z biedronki…]. Zrobiłam herbatę z sokiem winogronowym i wgniotłam swoje grube dupsko w mój wielki fotel, by z klawiaturą na kolanach nadawać dla Was z pustego mieszkania, gdzie wiatr i dwoje kotów hula na całego, bo akurat pomyślałam, że przewietrzę sobie przed spaniem. A koty hulają, bo taką mają ochotę, zresztą jak co wieczór. I żadna siła ich nie powstrzyma. Tak jak nie powstrzyma ich nic przed otwieraniem mojej „nowej” szafy i spaniem na wyprasowanych i odkłaczonych CZARNYCH spodniach. Tak bardzo nic ich przed tym nie powstrzyma, że dzisiaj opróżniłam półkę ze spodniami i wstawiłam tam kosz na brudne ręczniki. A spodnie powędrowały na wieszaki, żeby wisieć z dala od kociego futra. Oczywiście straciłam pół godziny mojego cennego czasu na czyszczenie spodni z kłaków, zanim powędrują do szafy, no ale jak wiadomo moja matczyna miłość nie ma granic i oba koty jeszcze żyją, choć z drogi mi schodzą błyskawicą.

Mam „nową” szafę z racji tego, że Młody już się wyprowadził, zabrał prawie wszystkie rzeczy, a te których nie zabrał, pochowałam w mroczne kąty, by nie wadziły. Dzięki tej wyprowadzce mamy sypialnię, łóżko milion razy wygodniejsze niż nasze poprzednie, rolety w oknach, dywan na podłodze i moją prowizoryczną toaletkę, dzięki której poranny makijaż znów stał się przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. W tamtym pokoju panuje klimat przytulny i ciepły, czyli idealny do tego, by tam odpoczywać z dala od komputerów [bo na całe szczęście miejsce komputerów jest w tzw. Salonie]. Dom idealnie wysprzątaliśmy i poczuliśmy, jakbyśmy zaczęli na nowo. I chyba nawet trochę szczęśliwi znów jesteśmy, choć chwile szczęścia czasem zaburza mi moje poczucie, że niedługo stracę pracę :D

Nie mam pojęcia, skąd we mnie takie przekonanie, może stąd, że nie jestem mistrzem w tym, co aktualnie robię, jestem raczej wyrobnikiem poniżej przeciętnej i czasem boję się, że dla przełożonego nagle się to okaże być za mało. Bo chyba widać po mnie, że nie utożsamiam się z marką, nie przemawia do mnie korpo-pranie mózgu, nie biegnę z innymi szczurami w wyścigu, bo zwyczajnie nie widzę w tym najmniejszego sensu. Wręcz śmiać mi się chce, jak widzę, że niektórzy wypruwają sobie flaki za mniej niż średnią krajową z nadzieją, że ktoś to doceni. Otóż nie, nie doceni. Jedyne, czego się od nas oczekuje, to WYSOKIE STATYSTYKI, się można poczuć jak w RPGu, im więcej masz cyferek, tym jesteś lepszy, a im masz mniej, tym większa na Tobie spoczywa presja, bo przecież przekładasz się na SUKCES albo PORAŻŻŻŻKĘ!!! całej grupy i oczywiście przełożonego. A ja nie chcę w tym brać udziału, no po prostu nie dam się wciągnąć w takie bzdury, nie za takie pieniądze i warunki umowy. Powiedziałam sobie, że będę pracować w swoim własnym tempie, w swoim własnym stylu, jak wyjdzie to wyjdzie, jak nie wyjdzie to trudno. I czasami czuję, że spoko, że daję radę, a innym razem ta ogromna presja wskakuje mi na plecy i nie mogę rano wstać z łóżka, nie mogę piknąć na bramce z uśmiechem, nie czuję żadnej lekkości w sercu ani na umyśle, tylko ten ciężar, ciężar, ciężar… No ale mówię sobie każdego jednego dnia, w którym uginam się pod presją, że najgorsze, co może mnie spotkać, to podziękowanie za współpracę, a o tym informują co najmniej dwa tygodnie wcześniej. A że zbliża się gruby sezon komercyjny, to rączek do pracy będzie trzeba, więc jak bym kijowo nie pracowała, tak wątpię raczej w zwolnienie co najmniej do lutego :D A przynajmniej tak siebie samą przekonuję.

Niedźwiadek za to w pracy dostał propozycję lepszych warunków. Nie o finansowych niestety mowa, ale lokalizacja mu się zmieniła i ma bardzo blisko do domu i w fajniejszym miejscu pracuje. Podobno szefowie go chwalili, jako bardzo w porządku człowieka i tak sobie myśleliśmy, że ta zmiana lokalizacji to musiał być taki gest uznania. Fajnie, naprawdę się cieszę, bo widzę, jak on się cieszy. I w ogóle to kończy właśnie ostatni semestr szkoły, jeszcze ze 3 zjazdy i mój Niedźwiadek dopnie swojego celu, czym napawa mnie dumą już teraz, bo widzę, że brnie przed siebie uparcie. Niesamowity z niego człowiek, doprawdy.

Po wypłacie był prawdziwy bal. Niedźwiadek kupił sobie wypasiony plecak, a ja wydałam na siebie jakieś 600 zł [!!!]. Ale to była prawdziwa konieczność, żadne tam spełnianie marzeń. Kupiłam sobie torbę, nareszcie. Która jest duża i wygodna i idealnie mi się sprawdza. Mam tylko nadzieję, że nie rozpadnie się za szybko. Poprzednia powędrowała prosto do śmietnika, nienawidziłam już tej wstrętnej, spranej, szaroburej ściery. Byłam też u fryzjera, gdzie dowiedziałam się, że tracę włosy, mam zakola, mam zupełnie inny rodzaj włosów niż przez całe życie myślałam, stosuję złą pielęgnację i generalnie powinnam szybko coś z tym wszystkim zrobić, bo stracę wszystkie włosy. Na początku się przeraziłam, w domu w lustrze przyglądałam się swoim włosom, fakt, mam mało włosów, mam wysokie czoło [można by je w sumie nazwać zakolami, zważywszy, że wszyscy mężczyźni w mojej rodzinie mają mega zakola], ale żeby jakoś bardzo dramatycznie było? Włosy faktycznie mam przesuszone, ale akurat przyczyn tego upatruję w klimatyzacji w pracy, która mi nie służy. I tak sobie przypomniałam, jakim tonem pani fryzjerka mi to wszystko mówiła, jak bardzo mnie próbowała nastraszyć, a przy tym namówić na DROGIE kosmetyki oraz DROGIE zabiegi pielęgnacyjne, zaraz po tym jak grzecznie acz stanowczo odmówiłam koloryzacji moich włosów [śmiałam się w duchu, że ta pani chyba naprawdę kiepsko widzi, bo ja nie wyglądam na osobę o wypchanym portfelu na tyle, żeby móc sobie pozwalać na takie wymyślności. Jedyne na co mnie stać u fryzjera to strzyżenie z myciem [i z masażem, haha, masaż, dobre sobie]. No ale to jej zastraszanie na nic się nie zdało, bo choćbym miała stracić wszystkie włosy to nie stać mnie na wydanie 400 zł u fryzjera, bo 400 zł to jest 1/3 mojego czynszu i połowa wypłaty :D Także słabo pani dobrała ofiarę :D No ale co by nie mówić, pani ostrzygła mnie atrakcyjnie, podobają mi się włosięta, są znów krótsze i mam grzywę na odwrotną stronę. Satysfakcja jako taka osiągnięta.

No i udałam się w końcu na badanie wzroku w celu wymiany okularów. Dodam, że było to tego samego dnia co fryzjer, zaraz potem. Tak więc jak już usłyszałam, że łysieję i mam zakola, to potem u pana okulisty okazało się coś jeszcze. Pan okulista badał mnie i kręcił głową. Wiecie, jak lekarz, co na filmach ma pacjentowi do przekazania wiadomość o ostatnim stadium raka czy coś. Więc mówię do niego: panie doktorze, strach mi pytać, ale CO MI JEST?! Na co pan doktor, kręcąc wciąż głową, że mam bardzo poważną wadę wzroku, że raczej nie powinnam nigdy jeździć samochodem, że on nie wie, jak ja wytrzymałam pracę przy komputerze, kiedy moje oczy tak bardzo źle pracują, że musiałam się fatalnie czuć, że to straszne, że przy takim astygmatyzmie nikt nie kazał mi się badać co roku itd., itd… Byłam normalnie w szoku! Ostatni raz badałam oczy 8 lat temu, nikt mi nie mówił, że mam jakąś głęboką wadę… Ale też nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek ktoś tak długo i dokładnie mnie badał. Generalnie z badania wyszłam pouczona, żeby lepiej nie jeździć samochodem, bo pomimo noszenia okularów korekcyjnych mam poważnie zaburzone postrzeganie odległości, że moje dzieci mają nosić okulary od momentu, w którym rozlepią oczka, że co 20 minut muszę robić przerwy w pracy od monitora i że obowiązkowo muszę mieć oddzielne okulary do pracy. No i tak się stało, mam dwie zamówione pary okularów. Dobrze, że w jednej znanej firmie mają fajną promocję na drugie okulary, bo mój maksymalny budżet, który mogłam poświęcić na patrzały to było 300 zł, a dzięki promocji mam dwie pary całkiem przyzwoitych okularów. Znaczy będę mieć, bo pewnie dopiero pod koniec tygodnia będą gotowe [toż szkła na moje kaprawe, astygmatyczne oczy nie leżą w sklepie, trzeba zamawiać]. Pan okulista twierdzi, że odczuję niesamowitą różnicę szczególnie w pracy, szczerze mówiąc bardzo na to liczę, bo pomimo, że przywykłam do patrzenia w monitor tyle godzin, to i tak bardzo mnie to męczy. I śmiać mi się z siebie chce, bo oprawki „na co dzień”, to sobie wybrałam takie wielkie, czarne, grube… No kujonki takie hipsterskie, haha, ogromne. Kiedyś nigdy bym takich nie wybrała, a teraz szłam do optyka właśnie z takim postanowieniem czegoś zdecydowanego. Jak mierzyłam to mi się wydawało ok, ale teraz nabieram wątpliwości, czy ja się na pewno nadaję do takiego stylu :D Nie było ze mną Niedźwiadka, żeby mi powiedział, że wyglądam/nie wyglądam jak kretynka, tak więc niestety zabawimy się w loterię. I jeśli będę wyglądać jak kretynka to trudno, bo na wymianę nie będzie mnie stać przez następne 8 lat :D

11 listopada spędziłam w pracy, fajnie było ;) Teraz robię zakłady, jak będzie wyglądał mój grafik na grudzień. Oczyma wyobraźni widzę siebie w pracy w wigilię oraz pierwszy dzień świąt, hehe. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko Sylwestra albo Nowego Roku. Albo jednego i drugiego, wszystko możliwe!

No i co ja jeszcze mogę napisać… Jestem zakochana wciąż w tym samym mężczyźnie i czasem mam ochotę pisać o tym długie wywody. Pewnie bym je pisała, gdyby mój sentymentalny nastrój nie nachodził mnie w drodze do/z pracy. Chciałabym, żebyśmy w tym roku mieli rocznicę z prawdziwego zdarzenia, a to dlatego, że będzie okrągła. Poważnie brzmiąca. Taka niby już po pierwszym kryzysie nawet, jeśli wierzyć w to, co się w Internecie można naczytać. Czas zacząć planować.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „przy świecach

  1. linka85 pisze:

    Dobrze, że w końcu o siebie zadbałaś – i mam tu na myśli raczej okulistę niż fryzjera, choć z pewnością humor raczej poprawiła Ci ta druga wizyta :). Dobrze dobrane szkła niewątpliwie spowodują, że będziesz lepiej widziała.
    Myślę, że utrata pracy Ci nie grozi, choć kto wie, czy nie przydałaby się jej zmiana. Jednak lepiej najpierw załatwić sobie coś innego, a dopiero później się zwalniać niż na odwrót. Cieszę się, że Twój partner został doceniony w pracy, ale szkoda, że nie idzie za tym jakaś podwyżka. No ale powoli, małymi kroczkami na pewno zaczniecie zmierzać w lepszym kierunku zawodowym.
    A teraz KONIECZNIE zacznij planować Waszą okrągłą rocznicę! W końcu udany związek to chyba najważniejsze i najlepsze, co w życiu mogło się zdarzyć :).

  2. cicicada pisze:

    spoko, ja tez mam chyba najbardziej pokręconą wadę wzroku na świecie i zawsze wszyscy okuliście się na mnie dziwnie patrzą. Ale wiesz, przyzwyczaiłam się… Fakt trzeba chodzić w okularach, szkła trzeba zamawiać min tydzień wcześniej i też mam podobno problemy z oceną odległości, bo nie umiem patrzeć równocześnie na oboje oczu, a jednak jeżdżę samochodem, pracuję przy kompie i jakoś żyję :)
    dobrze, że Niedźwiadka doceniają… i popieram linkę, wymyśl coś na okrągłą rocznicę…wcale nie musi być drogo i ekskluzywnie… tylko jak to mówią byleby było miło ;) co jak co, ale to właśnie w związek trzeba inwestować, szczególnie jeśli jest tak dobry jak Twój :)

  3. R pisze:

    „Ogarnięcie bezkresu swojego włosia to początek zmian” – głosi mądrość, którą usłyszałem kiedyś od…hmm samego siebie? W każdym razie inna mądrość mówi: „Szlachetne zdrowie! Nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz”. Serce mnie się cieszy nie na żarty na wieść o tym, że dbasz o swoje oblicze skromne. (Trochę pseudoegoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a co!), a uwierz, że zadbanie o siebie to sztuka, która nie każdemu wychodzi więc jak na RPG zwane życiem przystało dopisz sobie +10 do zajebistości.

    Nie bierz udziału w wyścigu szczurów, bo jak sama nazwa wskazuje jest…dla szczurów, a Ty przeca człowiek jesteś, czyż nie? :D

    Mądrość życiowa Rafała nr 2 : „Najgorszy okulista stokroć lepszy niż dentysta.”

    O zdrówko dbaj zatem, Niedźwiadka Twojego zaś pozdrów od znużonego internauty serdecznie, sukcesów dalszych życząć.

    Finalnie co do okulców wciepnij może fotografiję jakąś oblicza swego w nie obleczonego, wzrost odwagi gwarantowany jeśli nie lękasz się wydać swych oczów w kujonkach pod opinię wymagającego, internetowego żyri :D

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D

  4. purplehair pisze:

    Jakoś nie wierzę, że zechcesz się nam ujawnić, więc może same oprawki wstaw :D To taki Twój nowy atrybut będzie ; ) Pamiętam cały czas, jak pisałaś niedawno, że zamierzasz mieć dobrego lekarza i w razie choróbska jakiego, przeczekać zły czas we własnym domostwie. No więc okazuje się, że chyba w takich firmach gdzie pracujesz Ty i ja, nie istnieje chorobowe. Grafik zapewnia mi 3 dni po 12 godzin a dopiero potem spokojnie paść [oby tylko do łóżka]. Zazdroszczę fryzjera i okulisty, ale to musi jeszcze chwilę poczekać. Znam ja te ich promocje 2 pary w cenie 1;/// Do VE na pewno nie pójdę, dwukrotnie mi powiedziano że moja wada nie pozwala na noszenie soczewek kontaktowych. Hahaha, to ciekawe, bo ani zeza ani głębokiej ślepoty nie mam, a astygmatyzm to rzecz powszechna. Lubię, jak piszesz takie pozytywy w stylu romantycznej aury w domu i sukcesów NIedźwiadka. Uszka do góry, bo ostatnio coś nie w sosie bywasz :* :)

  5. Ania pisze:

    Jeśli mówisz o V. E. to bardzo odradzam i przestrzegam. Albo zachowaj paragon, bo się przyda. Ja skorzystałam z tej promocji rok temu i żadne z moich dwóch par nie przetrwały do dzisiaj. W obud zaczęły odklejać się szkła, notorycznie wypadały śrubki, a sprzedawczyni mówiła, że to moja wina, źle zakładam itp. itd. Laseczka z zerówkami na oczach, a ja z okularami od dwóch dekad. Odradzam. Lepiej sobie poskładać na drugą parę za jakiś czas, a pierwsze kupić u prawdziwego optyka, a nie w sieciówce.

  6. Ania pisze:

    W obydwu miało być :)

  7. bardziej pisze:

    No to nieźle!
    Fryzjerowi bym nie wierzyła, ale optykowi też chyba nie. Znam ja ich takich! Niby miałam astygmatyzm w pierwszych okularach, a podczas kolejnych badań u innych już nie miałam. A przecież to-to nie znika samo z siebie, ani w ogóle.

  8. gdyrozumspi pisze:

    Super,że trafiłaś na tak fajną promocje okularów.

    A która to już rocznica? :P

  9. kardiowersja pisze:

    ja nic mądrego nie napiszę.. po prostu zagladam tu i jestem i dzięki za miły komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s