nowyj god

Na mięsne gałki oczne Latającego Potwora Spaghetti, rok mi się skończył! A tu ani noteczki, ani notuni z okołoświątecznego okresu. Chciałam napisać, że korporacyjny Grinch zabrał mi święta, chciał też zabrać sylwestra i prawie się udało, ale w ostatniej chwili zrezygnował.

Grudzień był miesiącem wstrętnym, zmęczył mnie strasznie i bardzo się cieszę, że się już skończył. Wigilię spędziłam zupełnie sama. Po powrocie z pracy odgrzałam sobie ruskie pierogi, zapiłam drinkiem z puszki, włączyłam radio i poszłam sprzątać. Szczerze mówiąc nawet nie było mi tak przykro, Niedźwiadek był w pracy, a ja następnego dnia również szłam do pracy, więc czułam się niemal zupełnie jak w normalny dzień. Ale w pierwszy dzień świąt to już jednak było mi trochę przykro. Siódma rano, a na ulicach widok jak z apokalipsy zombie – ani żywej duszy [martwej też nie, ale wiecie o co chodzi]. Nie było nikogo, tylko złowieszcza cisza. Zastanawiałam się, czy dojadę w ogóle do pracy, skoro po ulicach kompletnie nic nie jeździ. Na szczęście [w nieszczęściu] panowie kierowcy autobusów też nie mają wesoło i jeździć nawet w święta muszą, więc jednak dojechałam. Z tego miejsca pozdrawiam panów kierowców kursujących w święta, dziękując za poświęcenie i uśmiech, gdy zupełnie samotnie jechałam całą drogę w pustym autobusie wracając po ciemnicy  z pracy 25 grudnia i pomyślałam, że miło będzie życzyć panu kierowcy świąt wesołych. I faktycznie było miło.

Wracając jednak do opowieści, praca w pierwszy dzień świąt mnie zadziwiła. Zarówno pod względem klientów, którzy nawet w święta chcą załatwiać idiotyczne sprawy, jak i pod względem współpracowników, z którymi człowiek dziwnie zbliża się w tej niedoli na te kilka godzin świątecznej zmiany. Korporacja zafundowała nam poczęstunek z okazji tego, że musimy siedzieć w pracy w święta, zamiast z rodziną. Poczęstunek to za małe słowo. Było tego żarcia tyle, że nie sądzę, by zostało w całości zjedzone. Ja uszczknęłam trochę ciasta, jako żem łasuch, zastrzyk cukru sprawił, że było mi przykro trochę mniej, kiedy nie puszczono mnie do domu wcześniej na moją prośbę. Na nic zdało się powoływanie na ekstremalną liczbę nadgodzin w tym miesiącu. Trochę się pokłóciliśmy, potem padła propozycja odrabiania ewentualnych godzin, o które wcześniej miałabym wrócić do domu, ale nie jestem samobójczynią. Miałam je odrobić do końca grudnia, a po takim miesiącu dobić się dziesięciogodzinnymi zmianami nie zamierzałam. Tak więc ze łzami w oczach postanowiłam odsiedzieć swoje. Komuś się jednak włączyły wyrzuty sumienia i puszczono mnie do domu całą GODZINĘ wcześniej.

Godzinę później byłam już w domu, wspierając Niedźwiadka w przygotowaniu bardzo świątecznych dań na ugoszczenie moich rodziców. Mieli wpaść na parę godzin po mojej pracy. Bardzo świąteczną potrawą była u nas domowa pizza i kupione w markecie ciasto, ja zrobiłam jeszcze tylko sałatkę z kurczakiem i ananasem, więc tradycja pełną gębą ;) Rodzice przyjechali, nawieźli dań trochę bardziej tradycyjnych, coś tam skubnęli, pobawili się z kotami [Tata zakochał się w Wąsatym, który stał się zresztą bardzo towarzyskim chłopakiem], no i oczywiście naciskali nas na spowiedź na temat „planów na przyszłość”. I nie, wbrew pozorom nie chodzi tu o dzieci i ślub. Matce ciąży strasznie, że w Mieście Rodzinnym stoi puste mieszkanie, za które trzeba płacić czynsz, a nikt w nim nie mieszka. I że ile byśmy oszczędzili, gdybyśmy tam żyli i pracowali. Ha, zgadza się, ale znaleźć pracę w tamtym mieście jest niemożliwością. Na szczęście Niedźwiadek wykazał się nieco większą umiejętnością zażegnywania trudnych tematów, powiedział Matce to, co chciała usłyszeć i temat się zamknął. Po dwóch godzinach spotkanie rodzinne dobiegło końca, można było przebrać się w dres i spędzić wieczór na serialu i zajadaniu się ciastem.

W podobnym tonie spędziłam też i drugi dzień świąt. Lenistwo totalne i dużo jedzenia. Może jakoś świetnie nie odpoczęłam, ale na pewno zregenerowałam trochę siły przed kolejnymi dniami pracy. Sis z mężem chcieli wpaść do nas na sylwestra, bo nie mieli żadnych planów, na co Niedźwiadek od razu się zgodził, bo jak zwykle cierpi na niedosyt kontaktów towarzyskich. Ja na to nie cierpię, wręcz przeciwnie, kontaktów mam na tyle dużo na co dzień, że byłam do tego przedsięwzięcia bardzo sceptycznie nastawiona. Trochę się nawet o to pożarliśmy z Niedźwiadkiem, bo on chciałby chociaż minimalnie zabalować, a ja najchętniej poszłabym spać i wyjątkowo w tym roku wkurzał mnie przymus świętowania w sylwestra. No ale poszliśmy na ustępstwa, postanowiliśmy wspólnie przyjąć gości i nawet nie było tak najgorzej. Pogadaliśmy do 5.00, goście woleli wracać niż nocować, więc bez wyrzutów sumienia zostawiłam sobie sprzątanie tego burdelu na dzień następny. Dostałam też prezent, oczywiście jak zwykle ja prezentu nie miałam… Ale to już pominę milczeniem, bo tłumaczenie się ciągle tym, że dużo pracuję i naprawdę nie mam do niczego głowy też może niektórych przestać przekonywać. W prezencie dostałam maseczki do twarzy, do włosów, co sprawiło mi wielką radochę, bo ostatnio jestem uzależniona od maseczek. Bardzo mnie to relaksuje, kiedy sobie codziennie nawet jakąś maseczkę na twarz rzucę. Więc zrobiłam dzban herbaty i zaczęłam się bawić: maseczka na włosy, jedna, druga, trzecia maseczka na twarz… Pełen relaks. Coś wspaniałego. Szczególnie, że trzeba było zastosować relaks w przyśpieszeniu, bo następnego dnia znowu praca. Zaczęłam na poważnie planować załatwienie sobie zwolnienia lekarskiego, jestem naprawdę wykończona i potrzebuję chociaż tygodnia na regenerację sił. Jak na razie jeszcze tego w  życie nie wprowadziłam, ciągle się zastanawiam, kiedy będzie na to odpowiedni moment, no ale marzę o tym i rozmyślam i analizuję. Szczególnie, że mam ciągle coś nie tak z powiekami, aż trudno w to uwierzyć, ale w ogóle przestałam malować oczy, już ich nie maluję ponad tydzień. Sytuacja się trochę poprawiła, ale ciągle coś jest nie tak. Nie wiem, czy naprawdę nie pójść z tym do lekarza. Tylko do jakiego, rodzinnego czy dermatologa? A może okulisty?

Powiem Wam, że [tu wyszłam zrobić sobie drugą kawę] całkiem możliwe, że w tym roku uregulujemy prawnie z Niedźwiadkiem status naszego związku. Mieliśmy poważną rozmowę na ten temat, którą zresztą zainicjowałam ja. Podzieliłam się z nim swoim strachem przed tym, gdyby coś kiedykolwiek któremuś z nas się przydarzyło. O tym, że chciałabym, żeby np. stał się właścicielem mojego mieszkania, gdyby coś mi się stało. Albo żeby to on decydował o moim zdrowiu, bo on zna mnie najlepiej i najlepiej wie, czego bym chciała. Nie należę do kobiet, dla których wzięcie ślubu ma jakieś głębokie znaczenie, może kiedyś wydawało mi się, że to będzie miało znaczenie, ale teraz wiem, że nie ma zupełnie. Chodzi mi tylko i wyłącznie o kwestie prawne. Nie marzę o pięknym ślubie w białej sukni, weselu z mnóstwem gości, rodzicach roniących łzy szczęścia itd. To kompletnie nie dla mnie. Najchętniej załatwiłabym to szybko i po cichu, w urzędzie stanu cywilnego tylko w obecności świadków. Całe szczęście Niedźwiadek ma podobną wizję całej tej sytuacji i przyznał mi rację, że to już chyba pora załatwić tę sprawę. No i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Nie ustaliliśmy żadnej konkretnej daty, ale plan jest raczej poważny.

Udało mi się w skrócie opisać najważniejsze wydarzenie minionych tygodni. A teraz znowu pora zbierać się do pracy. Jedyne, co mnie pociesza na myśl, że muszę tam znowu jechać i siedzieć do 22.00, to fakt, że Niedźwiadek na niedzielę zarezerwował nam bilety na drugą część Hobbita w 3D. Tak się tym podniecam, ostatni raz oglądałam coś w 3D w podstawówce. A Niedźwiadek nigdy. Więc będzie podwójne przeżycie.

Wszystkiego dobrego w nowym roku, kochani. Ściskam!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „nowyj god

  1. Paulina pisze:

    O samych poważnych sprawach tu dziś doczytuję – a to u Kasi na zaręczyny się zanosi, a to u Was legalizacja związku się zapowiada – no pięknie :) jedno rzecz mogę – żoną fajnie być!

  2. jestesczesciamnie pisze:

    Co do ślubu to ja bardziej w kwestii formalnej się wypowiem.
    Kiedy w sierpniu zeszłego roku zmarł mój Tato okazało się, że formalności pogrzebowe to pikuś przy całej reszcie! Tony papierów, formalności, podpisów, nie wspominając o tym, że jeżeli nie jest się małżeństwem, to ta druga osoba nie ma praktycznie żadnych praw do decydowania, nie mówiąc o dziedziczeniu czegokolwiek. No chyba, że jest testament. Tak więc popieram plany, nieważne z jakich pobudek, dopóki w naszym kraju się nie zmieni kwestia konkubinatu nawet dla tych papierowych spraw warto związek zalegalizować.

    Ot i się pomądrowałam ja :D Buziaki :)

  3. gdyrozumspi pisze:

    Ooo jaaa:-) legalizacje tez popieram :-)

  4. Rok zmian się szykuje, z tego co widzę :> Super!
    A, myślę, że z tymi oczami to najpierw idź do „normalnego” lekarza i niech on Cię dalej pokieruje.

  5. stalmuska pisze:

    co do komentarza powyżej hmm jak należy rozumieć „normalny lekarz”????
    ja wszystkiego najlepszego życzę i gratuluję decyzji o ślubie

  6. cicicada pisze:

    no chyba internista/lekarz rodzinny – on pokieruje dalej. Doskonale rozumiem Twoje wyczeńczenie pracą… w pierwszej mojej korpo miałam to samo… i dwa razy byłam na „lewym” L4… tzn szłam do lekarza i bez bajerowania mówilam wprost, że już nie wyrabiam i potrzebuję L4 i zawsze dostawałam… jak to nawet lekarz raz określił, że istnieje taka choroba jak „zmęczenie materiału”;)
    nawet jeśli nie przywiązujesz wagi do ślubu, to ja i tak zazdroszczę… dobrze, że masz Niedźwiadka przy sobie. wszystkiego dobrego!

  7. linka85 pisze:

    A mnie nawet przykro było czytać, jak mało świątecznie miałaś możliwość spędzić ten czas… Podziwiam Cię, naprawdę, że wytrzymujesz w takiej pracy, która zabiera Ci prawie całe codzienne życie, że nie dałaś się pogrążyć w smutku z powodu tego, że nawet w święta musiałaś być w pracy. Najważniejsze, że to już minęło. A ponieważ jak nic potrzebujesz odpoczynku, zastanów się nad tym lekarzem i zwolnieniem. I koniecznie zatroszcz się o oczy, bo nie wiadomo, co to za cholera. Uregulowanie prawnie Waszego związku jest jak najbardziej dobrym pomysłem. Wszystkiego dobrego w nowym roku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s