o księdzu-lekarzu, życiu pracą, poniżającej śmierci i pierwszym doświadczeniu z Murakamim

Ewidentnie nie mam szczęścia do lekarzy… Zdecydowałam się, za namową Niedźwiadka, wziąć sobie zwolnionko, jako że akurat pokryłyby nam się wolne dni. No i stwierdziłam, że mógłby też doktór powieki me obejrzeć, ocenić okiem bystrem a czujnem. Dostałam tydzień zwolnienia, ale cena była wysoka! Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że spoglądający na mnie ze ściany gabinetu wielki, smutny Jezus w koronie cierniowej oraz rozliczne Maryjki na biurku nie mogą wróżyć niczego dobrego. Przeczucie jak zawsze mnie nie zawiodło. Doktor nie tylko mnie zbadał. On mnie jeszcze chciał prowadzić przez życie, dłoń w dłoń z Chrystusem. Tak więc był i temat próżności kobiecej [to tak a propos moich powiek, które chorują od makijażu], były nauki o ochronie życia poczętego [tak w kwestii lekarstw, którym ZAMKNĘŁAM DROGĘ, a księdzu-doktorowi ZWIĄZAŁAM RĘCE swoim regularnym współżyciem z JAKIMŚ MĘŻCZYZNĄ], był szeroko pojęty aspekt polskości, do zniszczenia której dążą zarówno rządy USA i sąsiadów, którzy zatruwają naszą żywność, jak i nasz rząd – zmniejszając ilość godzin języka polskiego i historii w szkołach. Okazało się też, że to NASZA WINA, bośmy tak głosowali, bo nie ma co ukrywać, że to młodzi głosowali na Tuska, że mamy teraz cośmy chcieli. No i jeszcze oczywiście był temat mojej nadwagi, bo tego nigdy i nigdzie zabraknąć nie może. Otóż do walki z nadwagą powinnam obrać sobie za patrona Jezusa Chrystusa, który pomoże mi zwalczyć zarówno słabość ducha w formie grzechu, jak i słabość ciała, który ukształtuje mój charakter, bo aktualnie jestem osobą zupełnie bez charakteru. No i bez rozumu, bo kupuję jedzenie w supermarketach i nigdy nie będę zdrowa, jeśli będę je jadła. A pan doktor twardo orzekł, że wolałby w ogóle nie jeść, niż jeść jedzenie z marketów. Kiedy próbowałam oponować, a próbowałam kilka razy,  usłyszałam tylko, że szukam sobie wymówek, że wystarczy znaleźć sobie rolnika i od niego kupować jedzenie. Potem były jeszcze porady dietetyczne sprzed 50 lat, a kiedy próbowałam uświadomić pana doktora, że ja naprawdę to wszystko wiem, bo odchudzam się całe życie i wiem chyba naprawdę wszystko o zdrowym odżywianiu, pan doktor udawał, że mnie nie słyszy i w ogóle nic sobie nie robiąc z moich wypowiedzi, kontynuował. Wtedy właśnie się poddałam, bo zauważyłam, że z księdzem-doktorem nie ma dyskusji, jak przyszedłeś na wizytę, to wysłuchaj nauk od początku do końca. I siedziałam tam, wierzcie lub nie, 50 minut, słuchając bzdur tego nawiedzonego staruszka, ze wzrokiem wlepionym w jeden punkt, zupełnie jak podczas kazania w kościele przed laty. Ale dostałam to, po co przyszłam. Tylko ludzie w poczekalni zabijali mnie wzrokiem, kiedy wyszłam z gabinetu. Miałam ochotę krzyczeć: to nie ja, to ON!

Co do moich powiek, to dostałam tylko przykaz skonsultowania się z okulistą i na tym się skończyło. No ale zwolnienie jest. I szczerze Wam powiem, że jak do tej pory to najwięcej po prostu śpię. Wyłazi ze mnie zmęczenie, wyłazi ze mnie też stres. Ostatnio coś mi się takiego stało, że jak się zdenerwuję, to na plecach i udach dostaję bardzo swędzącej wysypki, drapię się jak opętana i wygląda to bardzo źle. Ale przechodzi, kiedy się trochę uspokoję. Myślę, że główny wpływ na mój podwyższony stres ma mój przełożony. Praca nie należy do najprzyjemniejszych, na co dzień muszę konfrontować się z przeróżnymi stresogennymi sytuacjami a w swoim przełożonym niestety nie mam żadnego wsparcia. Od kiedy pracuję, jeszcze nigdy nie pochwalił mnie za nic, dostaję tylko uwagi na temat tego, co robię źle. Jest to dość przykre. No i jeszcze przy okazji comiesięcznej oceny pracy ostatnio trochę mnie zjechał za nie panowanie nad emocjami, co mnie generalnie dobiło, bo moje nie panowanie nad emocjami miało miejsce w wigilię… Nie będę się zagłębiać, co się dzieje w tej dziedzinie rynku przed świętami, ale zresztą chyba KAŻDY przed świętami ma napięte wszystkie nerwy. Jednakowoż „nie jest to wytłumaczenie”. Tak więc wieczór i kilka następnych dni miałam spisane na straty. Trzy piwa tego wieczoru trochę pomogły, a wypad do kina wieczoru następnego przypomniał mi, że istnieje jeszcze jakiś świat poza pracą i że pracuje się, żeby żyć, a nie żyje, żeby pracować.

Kilka dni temu zmarł członek mojej rodziny. Trudno mi go zakwalifikować jednoznacznie ze względu na bardzo młodą śmierć mojej prababci, ponowny ożenek pradziadka i dzieci z dwóch małżeństw, a także na ogólnie bardzo luźne relacje w mojej dalszej rodzinie. W każdym razie nazwijmy go wujkiem. Zmarł samotnie, ciało znalazła policja po zgłoszeniu przez sąsiadów niepokojącego zapachu i wyważeniu drzwi mieszkania. Na miejscu pojawiła się pierwsza moja Mama z Tatą. Współczuję im tego przeżycia. Z opowieści wynika, że wujek leżał na podłodze nagi, zmarł na zawał tuż po wyjściu z kąpieli. Leżał tam od kilku dni. I tak sobie pomyślałam, że śmierć jest bardzo poniżająca. Nie ma w niej nic dumnego, nic szlachetnego, nic duchowego. Przychodzi, rzuca nas na ziemię w najbardziej nieoczekiwanym momencie, nagich. Spuszcza z nas chronione tabu cielesne wydzieliny i gazy, odziera z człowieczeństwa i pozostawia same obrzydliwe szczątki. Zostaje tylko trup, zimny i siny. I wspomnienie tego trupa kolidującego ze wspomnieniem o człowieku, którego znaliśmy. Gdzie najczęściej niestety ten trup wypiera człowieka, bo ciężko jest zapomnieć taki widok. Przykre.

Nie przeżywam wielkiej żałoby, bo jak wspominałam, w mojej rodzinie relacje są na tyle luźne, że o większości jej członków nie wiem nic albo prawie nic i właściwie się nie znamy. Jednakże tutaj bardziej szkoda mi przede wszystkim mojej Mamy, która to przeżywa, bo z tym człowiekiem spędziła dużą część swojego dzieciństwa. No i ogólnie szkoda człowieka, bo młody był jeszcze, mógł pożyć.

Przyłapałam się na tym, że od dłuższego czasu nie bawi mnie już obserwowanie ludzi dookoła mnie. Teraz dużo bardziej wolę zaglądać ludziom w okna. Szczególnie atrakcyjne było to w okresie okołoświątecznym, te lampki w oknach, choinki… Przyjemnie. W drodze do i z pracy słucham swojej pierwszej książki Murakamiego. Jak czytam na Wikipedii, „Kroniki ptaka nakręcacza” są podobno jego największym literackim osiągnięciem. I nie wiem, co o niej myśleć. I o nim, jako autorze. Ale w sumie jestem dopiero w połowie, na opinię jeszcze przyjdzie czas. Jedno, czego jestem pewna, to że japońska kultura jest mi zupełnie obca i mam trudności w zrozumieniu jej, choć umysł mam otwarty i szczerze próbuję. Najbardziej ciekawi mnie, czy język autora jest w swoim zamierzeniu taki… nienaturalny? A może w Japonii naprawdę ludzie w taki sposób nazywają i postrzegają świat? Tak sztywno, nienaturalnie i dziwnie? Ale to już pytanie do kogoś, kto czytał więcej japońskich utworów i był w Japonii. Grainne, chętnie przeczytam, jakie są Twoje doświadczenia w tym temacie :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „o księdzu-lekarzu, życiu pracą, poniżającej śmierci i pierwszym doświadczeniu z Murakamim

  1. grafomanka pisze:

    No to wypocznij porządnie na tym L4. Należy Ci się :)

  2. cicicada pisze:

    hmm.. no „ciekawego” lekarza znalazłaś… ale liczy się efekt, a L4 jest:) Popieram grafomankę – odpoczywaj, śpij i łap słońce póki ciepło:)
    a nie masz możliwości zmienienia w pracy zespołu, żeby mieć innego przełożonego? co jak co, ale na własnej skórze się przekonałam, że dobry przełożony to naprawdę dużo… może da się w ramach „wewnętrznego rozwoju” zmienić zespół?

  3. gdyrozumspi pisze:

    Nabierz Kochana siły i pozytywnego nastawienia, z nim łatwiej przetrwać ciężką dole w pracy.

  4. purplehair pisze:

    Faken szit, byłam 3 notki w plecy. Tak czułam że światełka będą kotkom wadzić :D
    I chciałam jeszcze raz podziękować za mms, jesteś jedyną osobą, która się pofatygowała z ładnymi życzeniami. Nawet moi znajomi, rodzina, no nikt. I tu nagle M :))))))

    Twoja przygoda z lekarzem mrozi mi krew w żyłach i utwierdza w przekonaniu, że od tego nie ma wyjątków póki nie położysz fortuny na stole. Inaczej nie ma przebacz. I że z rozbitym kolanem do końca życia będę się męczyć, bo leczyć się z nfz = od razu można wybierać padołek. Zero zrozumienia nawet. Wiem, że lekarze oglądając różniste choróbska, często spowodowane zaniedbaniem albo brakiem kasy na leczenie mogą mieć czasem dość. Ale jeszcze nie zauważyłam, by któryś nie miał…

    Skąd Ci się wzięło akurat na Murakamiego, hm :>?

    No i jeszcze kwestia przełożonego… Cóż, lepiej przemilczę. Ale uścisnę Ci dłoń, bo tak samo u mnie. I zauszników kilkoro do tego. Ale looz blues, od stycznia całe 80zł więcej, haha ; ))

    8-))))

  5. Paulina pisze:

    Historii z lekarzem nie zazdroszczę – gdybym na takiego trafiła to chyba nigdy nie skorzystałabym już z usług służby zdrowia ;)

  6. jestesczesciamnie pisze:

    Matko co za lekarz! Chociaż u nas w przychodni jest taki jeden, który chudy jak patyk na każdą przypadłość poleca schudnięcie, a jak ktoś jest tak wysuszony jak on i nie ma argumentu nt schudnięcia to mówi, że to wina stresu :D nie muszę chyba mówić, że kolejek do niego za dużych nie ma :P

    Wypoczywaj, nabieraj sił :*

  7. linka85 pisze:

    Jakiego Ty masz pecha do tych lekarzy. Gdybyś to nie Ty to napisała, to chyba bym nie uwierzyła, że można natrafić na kogoś takiego :D. Koszmar, ale to jest tak chore, że aż zabawne. Choć oczywiście nie dla kogoś, kto byłby Tobą lub na Twoim miejscu.
    To zwolnienie ratuje Ci życie, bo długo byś tak już chyba nie pociągnęła. Wykorzystaj je jak najlepiej na odpoczynek i pomyśl trochę o własnej przyjemności. I niech Twoje oczęta dojdą do siebie, a cały Twój organizm razem z nimi.

  8. londynianka pisze:

    Ja to bym pewnie nie dostała zwolnienia, bo nie umiałabym się powstrzymać przed pyskowaniem i przekrzykiwaniem, w szczególności jeśli zobaczyłabym tą iskierkę szaleństwa w jego oczach…

  9. serdunio pisze:

    ej no ja se wypraszam zeby obraz Jezusa w cierniowej koronie oraz jego Matki mialy cos wspolnego z czlowiekiem ktory najwyrazniej dostal pomieszania zmyslow… tudziez czegos innego :D hih. dobrze ze dostalas to zwolnienie :D heh. sorki, ale sie z lekksza usmialam :D no taka juz ze mnie wredna maUpa jest no :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s